- Autor: Downham Jenny
- Tytuł: Zanim Umrę
- Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
- Liczba stron: 272
- Premiera: Kwiecień 2009
- Gatunek: Literatura współczesna
Każdy musi umrzeć.
Szesnastoletniej Tessie zostało zaledwie kilka miesięcy życia, więc rozumie to lepiej niż inni. Przygotowała jednak listę dziesięciu rzeczy, które chce zrobić przed śmiercią. Na pierwszym miejscu umieściła seks. Termin - tego wieczoru.
Natrafiłam na wiele pozytywnych recenzji tej książki. Na tyle dobrych że postanowiłam ją przeczytać. Rozumiałam że książka porusza temat trudny, ale przecież i takie powinno się poznawać. A teraz trochę żałuję że jednak do niej sięgnęłam.
Na początku Tessa strasznie mnie irytowała. Rozumiałam że miała białaczkę, nie było już nadziei w leczeniu. Nawet jeśli wynajdą jakiś nowy cudowny lek, ona się na niego nie załapie. Ale mimo wszystko jej zachowanie, sposób patrzenia na innych były wkurzające. Robiła to, na co miała ochotę. Nie zwracała uwagi na te bliskie osoby, które przy niej zostały. Zastanawiałam się skąd te zachwyty. Potem zaczęłam rozumieć trochę więcej. Te parę miesięcy zaczęło toczyć się coraz szybciej. Drobnostki sprawiały że płakałam. To umieranie było okropne. Ponowne wizyty w szpitalu, coraz gorsze samopoczucie. I chęć zrobienia czegoś więcej. Poczucia czegoś więcej.
Wizja śmierci, którą pokazała autorka, jest przerażająca. Zresztą wydaje mi się że była to pewnego rodzaju wegetacja. Z jednej strony nie chciała więcej leczenia, nie chciała chemioterapii. Ale z drugiej do końca wierzyła w cud. Stała się samolubna, ale chyba w takim momencie mało osób zachowałoby się inaczej. Myślę, że gdyby książka była dłuższa popadłabym w depresję. Autorka opisuje śmierć jako coś ostatecznego. Widzi życie jako chwilę. A pojedynczego człowieka jak pyłek którego mało kto zauważa. Jak żyje jest, ale zaraz go nie ma i nikt po nim nie cierpi.
"Zanim umrę" pisane jest w pierwszej osobie. To sprawia że Tessa staje się kimś bliskim i znanym. Można ją lubić lub nie, może irytować lub wywoływać smutek. Ale nie można przejść wobec niej obojętnie. Jej relację z najbliższymi, szczególnie w ostatnim okresie przed śmiercią są bardzo wyraźnie zarysowane. Bardzo mocno przeżyłam te ostatnie chwile. Przez ostatnie pięćdziesiąt stron nie mogłam powstrzymać się od płaczu. Było mi żal jej, tej chęci życia, próbowania trzymania się na powierzchni. Walki o każdy oddech. Ale było mi również strasznie żal jej najbliższych. Ojca, który poświęcił wszystko żeby tylko ją ratować. A kiedy okazało się że już nie ma ratunku nadal szukał. Do końca starał się nie tracić nadziei. A kiedy w końcu zrozumiał że jednak straci dziecko załamał się. Ale nadal był przy niej i podtrzymywał ją. Jej matki, która nie mogła poradzić sobie z sytuacją. Brata, który musiał szybko dojrzeć, choć starano się go przed tym uchronić. Przyjaciółkę, która jako jedyna jej nie opuściła. I która jednocześnie przeżywa własną tragedię. A może po prostu nie została zrozumiana. I Adama. To że Tessa w tych ostatnich chwilach poznała miłość jest piękne ale jednocześnie ściska w żołądku. Ona przeżyje tą miłość, choć bez możliwości liczenia na coś więcej. Jego było mi żal.
Każda śmierć jest tragedią, jednak ta historia sprawiła ze spojrzałam inaczej. Nigdy nie byłam częścią takiej choroby. Nigdy w tak młodym wieku. Tu czułam jakbym stałą obok. Życie było jedynym czego pragnęła Tessa i czego nie mogła dostać.
Po przeczytaniu przychodzą myśli i pytania. Dlaczego ludzie chorują. Dlaczego dzieci umierają. Uświadomiłam sobie kruchość życia ludzkiego. Ale jednocześnie nie dostałam nadziei. Tego mi najbardziej brakowała. Odrobiny nadziei jeśli nie na życie, to na coś lepszego potem.
Nie wiem czy mogę tą książkę polecać. Jest ciężka, przygnębiająca i przerażająca. Najbardziej z tego powodu, że może historia tam zawarta może przydarzyć się każdemu. Ale jednocześnie bardzo dobra. Jeśli ktoś ma mocne nerwy i chce się dowiedzieć jak człowiek się czuje w tych ostatnich momentach, powinien sięgnąć.