wtorek, 24 kwietnia 2012

Dane techniczne:
  • Autor: A.R. Reystone
  • Tytuł: Dziewiąty mag
  • Seria: Dziewiąty mag
  • Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
  • Liczba stron: 331
  • Premiera: 2012
  • Gatunek: Fantastyka

Ataki trolli, chimer i cyklopów są coraz bardziej zuchwałe. Magiczne kopuły chroniące dziewięć miast tracą moc, smoki zaczynają chorować. Za radą wszechwiedzącej Oriany dwunastu oficerów wyrusza do równoległego świata. 
Ariel, lekarz weterynarii i matka dziesięciolatki, nie potrafi uwierzyć w słowa tajemniczego Fabiena. Mężczyzna podający się za elfickiego oficera twierdzi, że tylko ona zdoła zaradzić dziwnej epidemii wśród smoków. Czy on oszalał? 
Tymczasem Ariel poznaje Croya… Croy jest ogromny. Zielono-złote łuski na jego ciele układają się w fantazyjny wzór. Ma błoniaste skrzydła, krótki i zaokrąglony pysk, jego łapy uzbrojone są w potężne szpony. Pod wpływem dotyku Ariel łuski Croya zmieniają barwę, wtedy on składa ukłon i zaprasza ją do swojego świata. Razem przechodzą przez portal. Komuś potężnemu o czerwonych oczach bez źrenic bardzo się to nie spodoba.

Jest to moje drugie zetknięcie z "Dziewiątym magiem". Parę lat temu byłam zachwycona wydaniem Redhorse i zaopatrzyłam się w tą książkę. Czytałam ją z wypiekami na twarzy, a potem Melisandra sprowadziła mnie trochę na ziemię. Ale po kolei.

"A gdybym ci powiedział, że obok twojego świata, na wyciągnięcie ręki, istnieje jakiś inny? I że ten inny świat jest zamieszkany przez takie istoty jak ludzie, elfy, fauny, chochliki, gnomy, krasnoludy, driady i tym podobne stworzenia? Że żyją one w tym pełnym magicznej mocy świecie niemal w harmonii?"*
No i się wpakowałam. Było się nie pchać na spotkanie z jakimś nieznajomym facetem. Pomimo tego że był szalenie pociągający. Zauroczył nawet biedną Kathey. Przez to spotkanie musiałam ratować ten ich cholerny inny świat. W sumie przecież mu nie uwierzyłam. A kto by uwierzył? Biedny, szalony człowiek. Nawet próba porwania da się wyjaśnić. Mieli ze mnie niezły ubaw. Wszystko zmieniło się pod wpływem tych niebieskich oczu. Był arogancki i niebezpieczny, ale obronił mnie przed Stevenem i jego wyzwiskami. To było szalenie miłe. Mimo wszystko nie mogłam zostawić swojego życia. Nie mogłam zostawić Amandy. Ale mu zaufałam. Byłam głupia że się na to zgodziłam. Teraz cierpimy oboje. Ich świat jest wspaniały tylko w pierwszym momencie. Jak można być tak głupio uprzedzonym? Oczywiście mają wspaniałe ideały. Ale spaczyli cały obraz. Losowanie i eliksir niepamięci. Te dwa słowa bardzo mnie zraniły. Na początku tego nie rozumiałam. Zajęłam się pracą ze smokami. One są wspaniałymi stworzeniami. I mój kochany też. Ma takie wspaniałe umaszczenie. Zresztą poznałam tu o wiele więcej stworzeń. Czy tylko ludzi i elfy są tak bardzo zapatrzeni w głupią tradycję? Ciesze się że postanowiłam wrócić do domu. Bardzo martwiłam się o Amandę. Mimo zapewnień nie byłam pewna czy wszystko tam w porządku. Ale Marcus i Fabien nie mogą mieć przeze mnie kłopotów. Nie rozumiem dlaczego uważają że sama się nie obronię. Wiem teraz o wiele więcej o ich świecie niż oni sami. I rozumiem zagrożenie jakie pojawiło się w  tym świecie. Muszę przed nimi zobaczyć czy mam rację. Jeśli to okaże się prawdą przekażę informację Naczelnym i wracam do swojego świata. Nie chce więcej cierpień. On jest oficerem a ja dorosłą kobietą. Mam dziecko. I nie mogę zachowywać się nastolatka. Wiem że to niebezpieczne dlatego chcę kogoś poinformować. Przekażesz im to wszystko gdyby jednak...

Czytałam tą książkę z zapartym tchem. Znowu. Nie wiem co tak naprawdę powoduje że tak mocno się wciągam w tą historię. Tym razem widzę to o czym mówiła mi Melisandra. Bardzo nierówny język. A może jest to problem tłumaczenia? W każdym razie miejscami bardzo mnie to irytowało.

Zastanawiałam się jak nazwać ten gatunek. Romans fantasy? Nie zastanawiałam się nigdy nad tym, bo w sumie nie trafiałam na tego typu książkę. To po "Zmierzchu" powstałą cała fala książek której musieli nadać nazwę. Wcześniej chyba tego nie było. Zostanę więc przy romansie fantasy.

Postanowiłam przeczytać "Dziewiątego maga" w nowym wydaniu z dwóch powodów. Na jesieni NK wydaje drugi tom więc postanowiłam sobie przypomnieć tą książkę. I chciałam się przekonać czy nadal będę taka bezgranicznie w nią wpatrzona. Od razu muszę zaznaczyć że wydanie NK kończy pierwszy tom trochę dalej niż Redhorse. W sumie chyba nawet w lepszym momencie, bo tamto wydaje mi się tak jakby urwane.

Nie jest to książka ambitna. Jednak jeśli ktoś lubi fantastykę i dużą dawkę romansu to polecam. Ja na pewno trochę zawyżyłam ocenę Ale dawno się tak nie odstresowałam. I te smoki. Ahh... ;)



* Cytat z książki

3 komentarze:

  1. Recenzja jak zawsze ciekawa. Polecę tę książkę pewnej osobie, bo wiem, że to jej klimaty;)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo, bardzo jestem ciekawa tej książki :D Po Twojej recenzji jeszcze bardziej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm. Może być ciekawe. Choć przyznam, że ta "duża dawka romansu" trochę mnie niepokoi, bo niewiele znam naprawdę dobrych romansów, a już w połączeniu z fantasy to w ogóle... Ale spróbuję:-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.