poniedziałek, 16 kwietnia 2012






Autor: Patrick Rothfuss 
Tytuł: Imię wiatru
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 888
Gatunek: fantasy

Poznajcie Kote.
Kote jest karczmarzem, jakich wielu, choć jego lokal mógłby prosperować lepiej. Ma na stanie pomocnika i ucznia, Basta, dziwną istotę o kociej gracji zamkniętej w ciele przystojnego młodzieńca.
Zdawać by się mogło, że Kotego nic nie wyróżnia, ot, zwykły człowiek. Nic bardziej mylnego. Gdy do „Ostańca” przybywa Kronikarz, zbieracz baśni i opowieści, jak łatwo się domyśleć, nakłania karczmarza do opowiedzenia swych barwnych dziejów. Kote bowiem otacza nimb sławy, jest to osoba w pewnych kręgach kochana, albo nienawidzona, nie ma nikogo, kto pozostawałby na niego obojętny.
I tak oto udajemy się w retrospektywną podróż przez życie głównego bohatera.
Kvothe, bo tak brzmi jego prawdziwe imię, rozpoczyna opowieść od chwil dzieciństwa, spędzonego na wozie, wśród koni, ognisk rozpalanych co noc i namiotów wędrownej grupy teatralnej Enema Ruh. Gdy do grupy dołącza Abenthy, chłopiec zaczyna poznawać rzeczy nie mające nic wspólnego ze sceną...
W trakcie lektury dowiadujemy się o zmiennym szczęściu Kvothe, o jego pobycie na Uniwersytecie, przyjaźniach, waśniach. O pierwszej miłości do pięknej, choć zagadkowej dziewczyny...
Jest nam zimno, gdy Kvothe nie ma się czym okryć, gdy bohater się martwi czy wstydzi, odczuwamy to razem z nim.
Autor nie sili się na rozbudowane, trudne metafory, ani karkołomne zabiegi stylistyczne. Jego język jest żywy i plastyczny, a my nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak szybko mija czas nad książką, mimo jej opasłości.
Fabuła nie ma w sobie mrowia postaci, za to kilka - kilkanaście nieźle wykreowanych, z którymi można się utożsamić, albo przynajmniej je polubić bądź nie. Pojawia się trochę pobocznych postaci, jednak stanowią one bardziej niezbędne tło, aniżeli pełnoprawnych bohaterów.
Z mojej strony powiem tyle, że warto – dla postaci, języka i niezwykle realistycznie wykreowanego świata.
"Imię wiatru" jest pierwszym tomem trylogii (następny tom ze względów edycyjnych został podzielony w Polsce na 2 części) - akcja kończy się, gdy bohater dopiero rozpoczyna swoje bogate w różne wydarzenia życie - warto z nim zostać.

5 komentarzy:

  1. Nie słyszałam jeszcze o tej książce, ale w przyszłości na pewno po nią sięgnę. Ostatnio wręcz lubuję się w fantastyce. ;)
    Pozdrawiam,
    Ew

    OdpowiedzUsuń
  2. 888 stron to niekrótka lektura! Choć jakby nie patrzeć to wolę dłuższe pozycje, bardziej zżywam się wtedy z bohaterami. Jeśli będę miała czas i ochotę na fantasy to na pewno będę pamiętać o tej powieści :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem w szoku, bo wcześniej nie słyszałam o tej książce, ale kocham taki gawędziarski styl opowieści a na to mi tu wygląda skoro to taka forma opowieści o życiu. Bardzo ciekawe, chyba sięgnę.
    Ps. widzę, że czytasz "Zjawę" Mastertona, jestem ciekawa Twojej recenzji bo ja byłam urzeczona, ale czytałam ją lata temu.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ew, Fuzja - z kolei ja jestem zaskoczona, że nie słyszałyście o tej książce. Ale warto, bo zapowiada się świetna trylogia, a język nie nuży.
    Versatile - to nie jest całość, na to się składa kilka naprawdę grubych książek. Zdążysz pokochać jednych bohaterów, i znienawidzić drugich. :)
    Fuzjo - to nie ja czytam "Zjawę", tylko barwinka. Ja obecnie czytam Bakkera. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja tym razem nie jestem do końca przekonana. Zresztą w najbliższym czasie i tak nie znajdę zbyt wiele czasu na dodatkowe lektury :<

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.