środa, 29 lutego 2012

Dane techniczne:
  • Autor:  Asa Lantz
  • Tytuł: Co się przydarzyło tej małej dziewczynce?
  • Seria: Genesis tom 1
  • Wydawnictwo:  Świat Książki
  • Liczba stron:  461 (ebook), 640 (papier)
  • Premiera: 21.03.2012 (forma papierowa)
  • Gatunek: Kryminał

Yi Young w wieku piętnastu lat opuszcza swoją biedną chińską rodzinę i zwiedziona rządową obietnicą dobrego wykształcenia emigruje do Szwecji. Po kilku latach, za pośrednictwem szwedzkiej telewizji, dziewczyna chce opowiedzieć światu o okrutnym losie, jaki ją spotkał. Rząd i pewna korporacja, którym brutalna prawda mogłaby zaszkodzić, próbują powstrzymać ją przed wyjawieniem wstrząsającej historii. Okazuje się, że Yi Young nie była jedynym dzieckiem, które wpadło w sieć zła, perwersji i korupcji…

Gatunek który prezentuje książka jest mi mało znany. Nie przepadam za kryminałem (a może jest to już thriller). Nie mogę więc powiedzieć czy książka ta wypada dobrze na tle gatunku. W sumie kupiłam ją przypadkiem, a potem się zorientowałam o co w tym chodzi. Chociaż nie. Zorientowałam się dopiero na końcu. I muszę przyznać że pozycja ta zrobiła na mnie ogromne wrażenie.


Czy to nowy Stieg Larsson? Ta świetnie napisana, porywająca powieść to doskonały materiał na bestseller.
litteratursiden.dk

Ciężko mi wskazać głównego bohatera historii. Gdybym jednak musiała to byłby to jednak Viggo Sjostrom. To on na prośbę (polecenie?) postanawia sprawdzić gdzie się podziewa Yi Young, która w ciągu ostatnich dni wprowadziła całą Szwecję w stan wrzenia. Ale w sumie zamiast odnaleźć kobietę zaczyna zbierać skrawki informacji o jej życiu i tragedii która ją spotkała. Czym bardziej zbliża się do szokującej prawdy, tym większe ściąga na siebie niebezpieczeństwo. A przecież jest tylko zwykłym dramaturgiem. Do tego musi chronić Erika, którego Yi wzięła pod swoje skrzydła i któremu też grozi niebezpieczeństwo. 

Jeśli chodzi o bohaterów ( a jest ich w sumie niemało) to każdy ma jakąś tajemnicę. Nikt nie okazuje się do końca taki jakim się wydaje. Linie życia splatają się czasami w całkowicie niezwykły wzór. Jednak nie udało mi się zapałać sympatią do nikogo. Może Viggo stał mi się bliższy gdyż z jego perspektywy ukazywana biła historia. Jednak bardziej było mi go żal, aniżeli go polubiłam. Żadna z postaci nie jest jednak szablonowa ani nijaka. Każdy ma swoją historię (autorka opowiada je fragmentami), oraz oryginalny charakter. Jak to bywa w tym gatunku ludzie są zwykli, miewają problemy, popełniają błędy ale gdzieś tam na dnie tli się sprawiedliwość i prawda do której dążą. 

Czytając miałam przed oczami puzzle. Poszczególne fragmenty w żaden sposób do siebie nie pasowały. A gdy już myślałam że udało mu się coś ułożyć obrazek rozpadał się na kolejnych stronach. Mimo dość sporej objętości (wersja papierowa ma ponad 600 stron) czytałam ją błyskawicznie chcąc dowiedzieć się co tak naprawdę się stało. Wyjaśnienie niektórych zdarzeń było niespodziewane ale i szokujące. Autorka na początku rzuca fragmenty wydarzeń sprzed lat. Nie są one ułożone ani chronologicznie ani czasami logicznie, więc można się naprawdę głowić o co naprawdę w tym chodzi. Poszkodowana jest osobą kontrowersyjną, przez większość historii trzyma się z bloku. I ciężko ją rozgryźć.

Zakończenie sprawiło że musiałam jeszcze raz przemyśleć całą historię. Było zaskakujące ale niesamowicie dobre. 

Jeśli inne książki z tego gatunku są tak samo wciągające jak pozycja Asa Lantz, to z chęcią po nie sięgnę. Choć przez najbliższy czas będę trochę krzywo patrzyła na ludzi zastanawiając się jakie to mroczne tajemnice w sobie noszą, myślę że było warto :)

I jeszcze notka odnośnie polskiego opisu treści. Yi Young miała 14 lat, kiedy dotarła do Szwecji.

Ostatnio codziennie kupuję jakieś książki. Trochę zaczynam się w tym gubić i dlatego postanowiłam że będę raz w miesiącu robić zestawienie nowo zakupionych pozycji. Koniec miesiąca jest najlepszym czasem na podsumowania. Oto kilka pozycji, którym nie mogłam się ostatnio oprzeć (kupionych po ostatnim wpisie w miesiącu):












To wszystko ebooki, i jeszcze jedna papierowa:












Jak zebrałam to wszystko razem to jakoś sporo wyszło. Muszę narzucić szybsze tempo czytania. 

wtorek, 28 lutego 2012

Dane techniczne:
  • Autor:  Maria Ulatowska
  • Tytuł: Domek nad morzem
  • Wydawnictwo:  Prószyński i S-ka
  • Liczba stron: 376
  • Premiera: 04.10.2011
  • Gatunek: Powieść obyczajowa

Pięćdziesiąt lat życia Ewy i jej przyjaciół obfituje w wydarzenia wspaniałe i dramatyczne. Są narodziny, śmierć, małżeństwa, zdrady, miłości, przyjaźnie, zwątpienia, osobiste tragedie, pragnienia... Warszawa, Bydgoszcz, Trójmiasto – tam dzieje się wszystko. To historia o tym, jak los przejmuje inicjatywę, czasem wystarczy mu tylko pomóc, mocno wierzyć i bardzo chcieć, by wszystko się udało.

Niedawno pisałam o nabyciu tej książki. W sumie kupiłam ją przez przypadek i postanowiłam sprawdzić jak tym razem sprawdziła się moja intuicja. Kiedy brałam ją do ręki nie byłam do końca przekonana. Widziałam to jako wspomnienia starszej pani, która z sentymentem wraca do chwil swojego dzieciństwa i młodości. Bardzo się pomyliłam.

Ewę poznajemy w chwili kiedy jest dzieckiem niespełna 10-letnim. Zaraz po wojnie razem z rodzicami oraz dziadkami mieszka w centrum Warszawy. Niestety już w tak młodym wieku musi zmierzyć się ze śmiercią najbliższych. I od tej chwili staje się "dzielna i silna". Dziewczynka parokrotnie się przeprowadza, poznaje nowe gałęzie rodziny, niektóre nie całkiem "biologiczne". I tak przeżywa swoją dzieciństwo, młodość oraz wiek starszy. Dążąc do celów które sobie wyznaczyła w dzieciństwie.

Właściwie od pierwszych stron bardzo się wciągnęłam w życie Ewy. Nie potrafię do końca powiedzieć z czego to wynika. Myślałam że to język, ale choć jest prosty i plastyczny to momentami mnie denerwował. Choćby w momencie kiedy autorka ze szczegółami opisywała mieszkanie bohaterki. Pomyślałam że Warszawa tak przypadka mi do gustu. W końcu to tutaj odbywa się większa część wydarzeń. A ja mimo że mieszkanką stolicy nie jestem, to jednak wiele mnie z nią łączy. Ale to chyba też nie o to chodzi. To bohaterowie tak na mnie wpłynęli. Bo choć łatwego życia żadne z nich nie miało, to są to ludzie, których w prywatnym życiu spotyka się jak na lekarstwo. Pomocni, uczynni, bezkompromisowi, myślący o innych, po prostu dobrzy. To jest główna zaleta tej książki. Dzięki niej można uwierzyć w ludzi i poczuć się lepiej. Bardzo dobrze robi w trochę gorsze dni.

Ewa jest przeogromną miłośniczką książek, o czym autorka na każdym kroku przypomina. Przez całe życie czyta i kupuje wszystko co jej wpadnie w łapki. Aż się momentami dziwiłam skąd bierze czas na życie towarzyskie ;) Kocha też Trójmiasto, gdzie wielokrotnie przenosi się akcja. Długo nad tym myślałam i wydaje mi się że jest tu wiele cech autobiograficznych. Nie doczytałam się nigdzie, ale wystarczy spojrzeć na biogram, który znajduje się na okładce. Pani Maria kochała książki od zawsze, ale dopiero na emeryturze spełniła swoje marzenie i zaczęła je pisać. Myślę że jest w podobnym wieku co autorka i ma wiele wspomnień, które mogła zapożyczyć. 

Bardzo podobał mi się pomysł wkomponowania w tekst wpisów Ewy z pamiętnika. Zaczęła go pisać jako dziewczynka niespełna 7-letnia i towarzyszy jej do ostatnich momentów książki. Jest to kolejny atut "Domku...". W jakiś sposób czułam się związana z Ewą. I cały czas jej dopingowałam w dążeniach, przede wszystkim tych miłosnych. 

Życie bohaterów książki jest usytuowane trochę z boku wydarzeń w kraju. Nie mieszkają się absolutnie w życie polityczne, o czym zresztą jest mowa. Również życie w czasach powojennych i komunistycznych, a także tych po '89 roku nie sprawia rodzinie większych problemów. Może i jest gdzieś wzmianka o problemach ale jakby mimochodem a bohaterowie bardzo szybko im zaradzają. Dostają pracę, mają mieszkania. Trochę utopijne to życie. Choć tak jak mówię problemy też się zdarzają. Ale zazwyczaj są to problemy na innym polu. Uczuciowym czy rodzinnym.

"Domek..." bardzo mi przypadł do gustu i myślę że nie ja jedna mam takie odczucia. To taka książka trochę lecznicza. Chciałabym sięgnąć po pozostałą twórczość autorki, co na pewno w najbliższym czasie uczynię.

A to parę słów autorki o jej książce: 


niedziela, 26 lutego 2012

Dane techniczne:
  • Autor:  Harkness Deborah
  • Tytuł: Tajemnica
  • Seria: Księga wszystkich dusz t.2
  • Wydawnictwo:  Amber
  • Liczba stron: 448
  • Premiera: 21.06.2011
  • Gatunek: Proza obca, paranormal

Diana Bishop, młoda doktor historii i czarownica, w tomie pierwszym natrafiła w oksfordzkiej Bibliotece Bodlejańskiej na zaklętą księgę, której poszukują wszystkie magiczne rasy: czarnoksiężnicy, demony i wampiry. Wśród tych istot, których nie sposób odróżnić od ludzi, był urzekający Matthew Clairmont – zagadkowy profesor biochemii i neurologii. Połączeni potężną zakazaną miłością rozpoczęli walkę o tajemnicę, która być może zmieni świat…
Lecz każdy, kto chce rozwikłać sekret manuskryptu, naraża się na straszliwe niebezpieczeństwo. Diana i Matthew muszą schronić się w innym czasie. Tam gdzie być może kryje się klucz do tajemnicy…


Z każdą kolejną stroną tempo mojego czytania rosło. Akcja rozwijała się lawinowo. Zanim skończyłam przetwarzać jedno wydarzenie już pojawiało się następne. Niektóre były do przewidzenia, inne całkowicie mnie zaskakiwały. W tym tomie występuje bardzo dużo wątków. W pierwszym tomie pojawiły się wątki kilku z nich. Czasami się zazębiają. 

Prześladowcy Diany nie poprzestają już na groźbach. Zostaje porwana i brutalnie torturowana przez czarownice z Konwentu. Również wampiry są nią interesują. Mattiew postanawia wyjechać z nią z Francji. Tym razem przenosimy się do Stanów, do rodzinnego domu Bishopów. To tam tajemnice jej istnienia, mocy oraz paru innych spaw zostają częściowo rozwiązane. Ale co za tym idzie pojawia się cała lawina pytań. 

Do domu Bishopów przyjeżdża również całe mnóstwo postaci - zarówno tych znanych z poprzedniego tomu, jak i całkowicie nieznanych.Każdy z nich ma swoją osobowość, niestety autorka tak szybko usuwa ich z treści, że nie udało mi się ich bliżej poznać.

Bardzo podobał mi się wątek samego domu. Jego tajemnice, tajne skrytki i ten tłum duchów. Całkiem fajny dom jak na miejsce życia czarownic. 

Zakończenie było oryginalne. Ale również bardzo mnie zirytowało. Poczułam się zrobiona w balona przez autorkę. A gdzie wyjaśnienie tych wszystkich kwestii na które czekałam? Czy uda im się pokonać Kongregację? Co z obietnicą daną łowczyni Dianie? Co z książką? A moce Diany? A kwestia dzieci? Przez chwile zastanawiałam się czy autorka nie straciła po drodze weny i dlatego postanowiła zakończyć tak szybko. Jedynie kolejny tom może tłumaczyć takie a nie inne zakończenie tego tomu moim skromnym zdaniem. 

Podsumowując książka wciągnęła mnie bez reszty. Gnałam razem z główną bohaterką przez wydarzenia i byłam niepocieszona że nie zabrała mnie dalej, w przeszłość.

P.S. Doczytałam się że w tym roku zostanie w Polsce przetłumaczona 3 część. A więc nie mam już nic do zarzucenia pisarce. I z niecierpliwością czekam na kolejną część.

czwartek, 23 lutego 2012

Dane techniczne:
  • Autor:  Marie Phillips, Irvine Welsh, Joanne Harris, Kathy Lette, Xiaolu Guo, Tim Butcher, Deborah Moggah, Subhadra Belbase
  • Tytuł:  Urodziłam się dziewczynką
  • Wydawnictwo:  Świat Książki
  • Liczba stron: 176
  • Premiera: 18.01.2012
  • Gatunek: Literatura faktu

Urodziły się dziewczynkami w nieodpowiednich krajach. Tam, gdzie bycie kobietą skazuje na cierpienie, głód, odrzucenie, poniewierkę. Są bite, poniżane, gwałcone i okaleczane. Nie kończą szkół, bo muszą pracować, trafiają do domów publicznych, bo muszą zarobić na utrzymanie rodziny. Siedmiu znanych autorów odwiedziło siedem państw leżących na różnych kontynentach: Togo, Sierra Leone, Ghanę, Brazylię, Kambodżę, Ugandę i Dominikanę. Efektem ich podróży jest poruszająca opowieść o codziennym życiu i dramatycznej sytuacji kobiet i dziewcząt, żyjących w krajach, w których panuje bieda, trwa wojna, a o ludzkim losie decydują uprzedzenia, fanatyzm i źle pojęta tradycja.


- Więc czy to zmieniło twoje życie?*

Współczesna europejka marzy o karierze. Marzy o sławie. Marzy o bogactwie. I większość z nas spełnia te marzenia. A jakie marzenia mają kobiety w krajach Trzeciego Świata? Pójść do szkoły. Skończyć ją. Móc decydować o swoim losie. Nie wychodzić na ulicę. CZUĆ SIĘ BEZPIECZNA. NIE BYĆ GORSZA.

Tutaj panuje kultura uległości wśród kobiet (…) W końcu nikt im nie przystawia noża do gardła.

Kiedy brałam do ręki tą pozycję wiedziałam, że będzie bardzo silnym przeżyciem. I choć tematyka poniżania kobiet i całkowitej ich dyskryminacji nie była mi do tej pory obca, to nigdy nie czytałam o niej na taką skalę. Dlatego przygotowałam się na silne emocje. I moje przeczucie okazało się słuszne.

... nigdy nie myśl, że jesteś polisą ubezpieczeniową dla swoich rodziców

Każdy z autorów porusza temat kobiet w inny sposób. Każdy z nich obserwuje inny kraj. I choć czasem są to całkowicie różne kontynenty, to problemy kobiet tam żyjących są bardzo podobne. Wykorzystywanie, zmuszanie do małżeństw, zmuszanie do seksu, gwałty, stręczycielstwo, brak możliwości nauki. Traktowanie kobiet jak ludzi drugiej kategorii. 

A kto zaginął? Dziewczyna z potencjałem – dziewczyna, która była pnd (przed narodzeniem dzieci.)


Najbardziej przeraziło mnie, ale jednocześnie zapadło w pamięć przedstawienie przez jedną z autorek życia kobiet w Brazylii. Zawsze myślałam że mimo iż to biedny kraj to kobiety są tam doceniane. A spotkałam się z 10-12 letnimi matkami! Z kobietami żyjącymi w skrajnie nędznych warunkach. Z pokoleniami samych kobiet żyjącymi razem na paru metrach kwadratowych. Autorka opowiada o rozmowach przeprowadzonych z różnymi kobietami (a czasami wręcz dziewczynami). O tym że muszą wychodzić na ulicę żeby zarobić na chleb. I o stręczycielstwie. Oraz o fałszywej postawie państwa i Kościoła. Bo za nielegalną aborcję (przy której wiele umiera) można wylądować w więzieniu. A prezerwatywy to grzech. Każdy mężczyzna może wziąć kobietę która mu się spodoba. I nie odpowie za to w najmniejszym stopniu. KULTURA MACHO. A każdy z krajów ma swoją mroczną tajemnicę, którą autorzy chcą ujawnić całemu światu.

W rozpadającym się szałasie poznałam kobiety, które stały się jedynie dodatkiem do swoich jajników – z powodu braku antykoncepcji i możliwości przerwania ciąży zostały sprowadzone do roli cielnych krów.

Każda z tych historii zmusza do myślenia. Oraz być może do podjęcia działań. Każdy we własnym sumieniu może pomóc. I o to właśnie chodziło. Książka została napisana przez autorów mniej lub bardziej znanych (min. autorka "Czekolady" czy inna, która napisała "Transporting") na prośbę organizacji PLAN. Jej członkowie próbują pomagać w wielu krajach świata przede wszystkim dzieciom. We wstępnie można przeczytać jak ciężko dokonywać takich zmian. Jak bardzo społeczeństwo przez tradycję i historię nie chce zmienić swojego postępowania. Czekają jedynie na gotowe: pieniądze, szkoły, drogi...

W Afryce starsi wiedzą lepiej.

Moje wrażenia? Nie jest to książka napisana dla przyjemności dlatego czytanie jej przyjemnością nie było. Ale spełniło bardzo ważną role. Uświadomiło mi dwie rzeczy. Jak bardzo szczęśliwa jestem będąc Polką. Oraz jak bardzo wiele kobiet na świecie nie zna słowa emancypacja. Ale jednocześnie chciałabym coś zrobić dla tych kobiet. 

A więc czy to zmieniło twoje życie?
Nie wiem
.

* Wszystkie cytaty pochodzą z książki

środa, 22 lutego 2012

Uwaga!
Od 27 lutego (czyli od przyszłego poniedziałku) wydawnictwo Nasza Księgarnia udostępni na okres miesiąca bezpłatnie i legalnie ebooka "Zmorojewo" autorstwa Jakuba Żulczyka. Dziękujemy za możliwość zapoznania się nieodpłatnie z tą pozycją i zachęcamy do pobierania od poniedziałku. Link do strony, gdzie rzeczony ebook się pojawi:

wtorek, 21 lutego 2012


Misjonarska miłość. Matka Teresa w teorii i w praktyce
Autor: Christopher Hitchens
Tłumacz: Andrzej Dominiczak
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2001
Wydawca: Prometeusz  
Liczba stron: 83

Nie planowałam czytać tej, ani żadnej innej książki o takiej tematyce. Przynajmniej nie w najbliższym czasie. Traf chciał, że tę pozycję podrzucił mi przyjaciel.  Książkę przeczytałam relatywnie szybko, zważywszy na tematykę.

Autor w tej krótkiej książeczce ukazuje nam obraz Matki Teresy - jakże odmienny od tego, jaki kreowały media i jak chciała być postrzegana sama zainteresowana. W trakcie lektury przedstawia różne, przemilczane lub przekręcone na potrzeby swoistego PR-u zdarzenia. Ukazuje niezgodności i dwoistość postępowania zarówno Matki Teresy, jak i Kościoła jako takiego.

Przyznaję, że jeszcze w czasach, kiedy oglądałam telewizję, widziałam Matkę Teresę ukazywaną jako osobę nad wyraz pobożną, skromną i czcigodną. Nie pragnęła dóbr doczesnych, pomagała najuboższym, budowała przytułki. I łyknęłam mit "świętej za życia" zakonnicy. Książka ukazuje jej obraz w sposób, który przyprawia o duże zdumienie - owszem, budowała przytułki, lecz były to tak naprawdę miejsca, gdzie ciężko chorzy umierali w męczarniach, gdyż odmawiano im lekarstw, argumentując to zbliżeniem się do Jezusa poprzez cierpienie. Czy to faktycznie jest miłosierdzie...? Albo też potajemne chrzczenie umierających, by rzekomo zapewnić im zbawienie.

Autor bezpardonowo obala mity. Ukazuje nam Matkę Teresę z zupełnie innym obliczem - spotykającą się z osobami wątpliwej reputacji, oszustami i kanciarzami. Sama argumentuje to niewiedzą o ich życiu; nie przeszkadza jej to jednak przyjmować pieniędzy od nich, z nie do końca pewnych źródeł. Czytamy analizy jej wypowiedzi, które ukazują ich głęboką sprzeczność  z rzeczywistością. W trakcie lektury można dojść do wniosku, że Matka Teresa, pod maską dobrotliwej, pobożnej i nieco zagubionej w świecie kobiety, jest w gruncie rzeczy znakomitym politycznym graczem. Ludzie biedni zdawali się być dla niej jedynie instrumentem osiągnięcia celu, a było nim zostanie świętą.

Każdemu pozostawiam samodzielnie do oceny, jak widzi treści zawarte w książce. Temat nie jest łatwy, a do tego wielowarstwowy. W przypadku osób związanych z Kościołem zawsze będą fanatyczni zwolennicy, jak i ci krytycznie patrzący. Nigdy nie da się jednoznacznie określić, co jest prawdą, leży ona zapewne gdzieś pośrodku, między zaślepieniem a analizą. Tym niemniej autor na pewno zmusza do chwili refleksji. I o to chyba właśnie chodziło.
Dane techniczne:
  • Autor: Megan Whalen Turner
  • Tytuł: Złodziej
  • Seria:  Złodziej Królowej tom 1
  • Wydawnictwo:  Ars Machina
  • Liczba stron: 306
  • Premiera: 15.02.2012
  • Gatunek: fantastyka - fantasy

Najpotężniejszym doradcą króla Sounis jest pewien mag. Jednak nie jest on czarodziejem, a uczonym; nie jest tez złodziejem, a jedynie starzejącym się żołnierzem. Więc kiedy pojawia się potrzeba, by coś ukraść, postanawia wyciągnąć z królewskiego więzienia pewnego młodego chłopaka.
Tą osobą jest dumny ze swego złodziejskiego fachu Gen. Po tym, jak jego długi i niewyparzony jęzor zapewnił mu miejsce za kratkami, chłopakowi pozostaje tylko jedna szansa na odzyskanie wolności – musi udać się wraz z magiem do sąsiedniego królestwa, odnaleźć legendarny kamień zwany Darem Hemiatesa i go ukraść.
Mag ma pewne plany dotyczące króla i własnego kraju. Jednak Genem kierują inne motywacje.



Śliczna okładka. To dlatego zwróciłam uwagę na ten tytuł. A jako że fantasy jest jednym z moich ulubionych gatunków postanowiłam czym prędzej się w nią zaopatrzyć. Książkę pochłonęłam szybciutko, co nie było trudne bo mój egzemplarz (ebook format epub) miał tylko 187 stron. Od razu powiem że książka trafiła w mój gust i chcę więcej :)
W fantasy tej nie pojawia się magia, a jeśli istniała, to pamiętają ją tylko starożytni. Można zapomnieć o innych rasach poza ludźmi. Świat który poznajemy składa się z trzech małych krain wyraźnie ze sobą konkurujących. Narratorem oraz głównych bohaterem jest Gen. Opowieść zaczyna się w królewskim lochu, skąd szybko zaczyna się podróż przez wszystkie trzy krainy. Gen jako genialny złodziej ma znaleźć legendarny kamień. A nie będzie to ani łatwe ani przyjemne. 
Książka zalicza się do fantastyki młodzieżowej. Język jest przystępny, choć sporo jest też elementów drastycznych.. W historię w ciekawy sposób wplecione są mity o starożytnych bogach. Ale najbardziej podobały mi się niespodziewane zwroty akcji. Do połowy książki spodziewałam się że będzie to klasyczna przygoda. Główny bohater, pochodzący z najniższych warstw społecznych zostaje wykorzystany przez znamienitych ludzi królestwa, ale być może uda mu się uciec. Dlatego koniec mnie zaskoczył. Bardzo pozytywnie. Nie chciałabym za dużo zdradzać, a cokolwiek napiszę na pewno uchylę rąbka tajemnicy. Świetna narracja bo pomimo pierwszoosobowej bohater jest bardzo tajemniczy.
Pozostali bohaterowie są jednak trochę szablonowi. Może jedynie maga nie można od razu rozgryźć. Nie udało mi się też do nich przywiązać. Kiedy w wyniku okoliczności zniknęli nie przejęłam się tym za bardzo. 
I znowu jest to pierwszy tom cyklu więc z chęcią sięgnę po kolejne części o ile w Polsce zostaną wydane.

niedziela, 19 lutego 2012

"Więzień" Jesus Sanchez Adalid

Dane techniczne:
  • Autor: Jesús Sánchez Adalid
  • Tytuł: Więzień
  • Seria:  Monroy tom 1
  • Wydawnictwo: Bellona
  • Liczba stron: 670
  • Premiera: 20.01.2011
  • Gatunek: Powieść historyczna

Pierwsza część znakomitej sagi Monroy.
Luis Monroy de Villalobos – młody szlachcic, rycerz idealista, wychowany na powieściach rycerskich pragnie zostać przyjęty na służbę króla Filipa II. Zobowiązany testamentem ojca zostaje paziem w legendarnym, langwedockim zamku w Belvis, aby później móc być mianowanym na rycerza. Jego marzenia realizują się, gdy zostaje przyjęty na służbę we flocie królewskiej oraz udaje się na swoją pierwszą wyprawę do Gelves. Niestety wojska Filipa II ponoszą druzgocącą klęskę, a sam Monroy dostaje się do niewoli Saracenów.
Adalid z niezwykłą precyzją odtwarza jego losy, szczegóły życia codziennego epoki, rekonstruuje bitwy i potyczki oraz prezentuje oryginalne spojrzenie na epokę Karola V i Filipa II – najciekawszą epokę w dziejach Hiszpanii, która zainspirowała Cervantesa do napisania „Przygód Don Kichota”.

Historia zawsze mnie pociągała. Często sięgam po książki historyczne. Zarówno z półki popularnonaukowych jak i beletrystycznych. Hiszpania nie stała się do tej pory tematem moich zainteresowań. A może nie miałam okazji żeby sięgnąć po książkę o tej tematyce. Dlatego, gdy zaczynałam czytać książkę Adalida nie miałam pojęcia historycznego o tamtym okresie oraz regionie.
W sumie już dawno się przymierzałam żeby ją kupić. Okładka jest intrygująca a opis tylko dalej zachęca do czytania. Do tego podobno to światowy bestseler więc spodziewałam się naprawdę dobrej pozycji.
Historia Luisa Mario jest przedstawiona z punktu widzenia samego bohatera. Cofa się on do początków swojego życia i opowiada wydarzenia do momentu kiedy stał się więźniem. Książka dzieli się na VII części. Każda z nich przedstawia oddzielny rozdział w życiu młodego Hiszpana.
Wielkim plusem okazał się język. Spodziewałam się czegoś wzorowanego na epoce. Wzniosłego i ciężkiego. A spotkałam bardzo plastyczny i ciekawy opis  miejsc i wydarzeń. Jedynie dialogi wzorowane są na opisywany okres. Nie jest ich jednak wiele. Bohater opowiadając o swoim życiu często robi to z perspektywy lat, wyraźnie wskazując jak zmienił się przez ten czas. Ocena własnych zachowań często jest negatywna. Był jednak moment który nie bardzo przypadł mi do gustu. Chodzi o opis wyprawy wojennej. Autor przedstawia ją widzianą oczami Luisa Mario, jednak sprawia wrażenie jakby te wydarzenia odbywały się poza nim. Za mało tam uczuć samego bohatera a za dużo wojsk hiszpańskich. Tak jakby stanowili oni jeden twór. Choć być może chodziło właśnie o takie przestawienie sprawy. Mnie to jednak nie przekonuje.
Wielokrotnie podczas czytania byłam zaskoczona zwyczajami panującymi w ówczesnej Hiszpanii. Oraz sposobem myślenia ludzi żyjących w tych czasach. Najwyższym wyróżnieniem było wtedy wyruszenie na kampanię wojenną i śmierć za wiarę. Hiszpanie byli chyba w trudnej sytuacji z powodu bliskości Afryki.
Autor świetnie przedstawił kontrast między poszczególnymi grupami społecznymi. Luis Mario najpierw żyje w rodzinnym domu, który bardzo kojarzył mi się z współczesnymi południowoamerykańskimi "hacjendami", później przenosi się do zamku, żeby ostatecznie razem z resztą rekrutów wyruszyć do Włoch a następnie do Afryki. W każdym z tych miejsc panują inne zwyczaje a ludzie myślą inaczej. Choć te najważniejsze wartości cała Hiszpania zachowuje takie same.
Nawet taki laik jak ja w kwestii historii Hiszpanii nie musi się martwić. Na końcu autor zawarł część poświęconą właśnie kwestiom historii tamtego okresu - opisując również postaci występujące w książkę, których pierwowzory istniały naprawdę. Opisuje również instrumenty oraz kulturę tamtego okresu, która pojawiła się w historii. Ostatecznie jest też parę słów autora do czytelników - jak wpadł na napisanie książki oraz że będzie miała ona kontynuację.
Pomimo pewnych minusów, które być może tylko ja widziałam książka bardzo mi się podobała i z pewnością sięgnę po kolejne tomy. Z tego co wiem wyszły już dwie części dalszych losów Luisa Mario.

czwartek, 16 lutego 2012

"Tabletki z krzyżykiem" Szymon Hołownia

Dane techniczne:
  • Autor: Hołowania Szymon
  • Tytuł:  Tabletki z krzyżykiem
  • Wydawnictwo: Znak
  • Liczba stron: 332
  • Premiera: 16.05.2007
  • Gatunek Religia - chrześcijaństwo

Jeśli Bóg jest Ojcem, kto jest Matką? Czy ryby też utonęły w potopie? A gdyby Piłat nie skazał Jezusa? Kiedy będzie koniec świata? A jeśli Obcy to nie katolicy? Czym różni się dusza od karty SIM?
Takie pytania i wiele innych, równie intrygujących, stawia w swojej książce Szymon Hołownia. Dotyczą historii biblijnych, śmierci i życia pozagrobowego, dogmatów katolickich i wielu innych rzeczy. Podobne pytania zadaje sobie także wielu chrześcijan, choć czasem wstydzą się do tego przyznać. „Tabletki z krzyżykiem. Pierwsza pomoc w lękach związanych z Bogiem, końcem świata, czyśćcem i duchami” to książka niezwykła i oryginalna na polskim rynku literatury religijnej. Pokazuje, że o sprawach związanych z religią można pisać współczesnym językiem, w sposób lekki i dowcipny, a zarazem z głębokim zaangażowaniem. Książka dla tych, którzy oczekują, aby Kościół nadążał za zmianami zachodzącymi we współczesnym świecie. Ci, którzy już sporo wiedzą na tematy religijne, także na pewno dowiedzą się czegoś nowego. „Tabletki z krzyżykiem” jednych rozbawią, innych zaskoczą, niektórych nawet oburzą, ale na pewno nikogo nie pozostawią obojętnym.

Do tej pory Szymon Hołownia kojarzył mi się jedynie z motoryzacją i programami z tym związanymi. Dlatego bardzo się zdziwiłam widząc książkę o tej tematyce podpisaną jego nazwiskiem. Na początku podchodziłam do niej trochę jak pies do jeża.
"Tabletki z krzyżykiem" jak autor sam zaznacza można czytać jako całą książkę, można też "poczytywać sobie" po jednym rozdziale w wolnych chwilach. Ja postanowiłam przeczytać całość
Od pierwszych stron widać głęboką religijność Hołowni. Wspomina w odpowiednich momentach o swoich relacjach z Bogiem. Nie jest to jednak książka "kościółkowa". Nie ma tam jednego słusznego podejścia do sprawy. Każdy rozdział porusza kwestię, które chyba każdemu katolikowi przychodzą czasami do głowy. Pytania o potop, życie i śmierć Chrystusa, ale również duchy, śmierć kliniczną czy piekło. Każdy temat poruszany jest z różnych stron. Przytaczani są naukowcy, lekarze, ludzie wierzący, kapłani. W niektórych tematach pojawiają się mocno kontrowersyjne poglądy. Zdziwił ale i zniesmaczył mnie mechanizm stworzony do podtrzymywania samej głowy przy życiu. Wymyślił to któryś sławny naukowiec.Ale z drugiej strony taki XIX-wieczny duchowny który malutkie dzieci straszył niestworzonymi opowieściami o ogniach piekielnych, gdzie trafią nie słuchając mamusi i tatusia.
Każdy poruszony temat dobiega jednak do punktu gdzie autor przekazuje swój punkt widzenia. Pokazuje że tylko wiara i dążenie do Boga mogą zbliżyć człowieka do zbawienia. Z drugiej strony z książki wyłania się Stwórca o którym do tej pory nie myślałam. Który jest jeszcze bardziej odległy od ludzkich możliwości pojmowania. Tak dobry że nie stworzył piekła, a w momencie śmierci każdy ma szanse na nawrócenie i powrót do Niego. Wizja Hołowni jest piękna. Z drugiej jednak strony gdzie podział się ten Bóg ze Starego Testamentu, który kazał sobie składać ofiarę z dziecka?
"Tabletki z krzyżykiem" pomogły mi przemyśleć wiele spraw. Ciesze się, że książka ta trafiła do moich rąk i z pewnością sięgnę po inne pozycje Hołowni.

poniedziałek, 13 lutego 2012

Zakupy, zakupy...

Odkryłam ostatnio ciekawą stronę z książkowymi promocjami. Korzystam od czasu do czasu z grupona więc jej koncepcja bardzo mi przypasowała. Jest to Bookson. Strona dopiero raczkuje, jednak już widać zaczyna się rozwijać coraz szybciej i bardziej prężnie. Skorzystałam z oferty i stałam się szczęśliwą posiadaczką książki "Domek nad morzem" Marii Ulatowskiej. Muszę uczciwie przyznać, że okładka powaliła mnie na kolana. Nie jestem wielką zwolenniczką obyczaju, a ta książka taką się wydaje, ale opis też mnie zainteresował. Byłam dzisiaj odebrać zakup i dostałam (w sumie jak dla mnie w gratisie) drugą książkę "Opowiadania kryminalne" autora zbiorowego. Poprawił mi się dziś humor tym bardziej, że skorzystałam również z promocji na Woblinku i kupiłam książkę "Jezus z Nazaretu" Benedykta XVI. 
W sumie znowu więcej kupuję niż jestem w stanie przeczytać, ale lubię czasami się obkupić z myślą o przyszłych planach czytelniczych :)



Tymczasem u Melisandry...




















piątek, 10 lutego 2012

"Dom Kalifa. Rok w Casablance" Tahir Shah

Dane techniczne:
  • Autor: Tahir Shah
  • Tytuł:  Dom Kalifa. Rok w Casablance
  • Wydawnictwo:  Wydawnictwo Literackie
  • Liczba stron: 298
  • Premiera: 19.10.2011
  • Gatunek: Proza obca, podróże

Podróż, przygoda, zagadka i humor w jednym tomie!
Mieszkający w Anglii Tahir Shah postanawia przenieść się do Maroka. Shah, pochodzący z szanowanego rodu afgańskich wojowników, nauczycieli, pisarzy i dyplomatów, od dawna odczuwał nieuświadomioną tęsknotę za kulturą arabską, od której został odcięty. Wyjazd do Maroka stanowi dla niego powrót do korzeni. Kupuje podupadłą posiadłość w Casablance, której niegdysiejszą świetność skrywają pajęczyny i kurz. Tytułowy Dom Kalifa jest nawiedzony przez złośliwego dżina Quandishe… A to nie koniec, na przemian zabawnych i mrożących krew w żyłach, przygód Shaha.

Codzienna praca, obowiązki, rutyna. Każdy myśli czasami żeby się z tego wyrwać. Znaleźć sobie miejsce na ziemi, gdzie będzie żył tak jak sam zechce. Niekiedy wystarczy wyjechać do drugiego miasta, czasem musi być to inny kraj. A czasami kontynent. Mało kto jednak odważy się na zostawienie wszystkiego i przeprowadzkę do kraju o całkowicie innej kulturze i tradycji. Tahir Shah miał z tym trochę mniej problemów. Jego korzenie wywodzą się z gór Afganistanu, oraz z salonów brytyjskich. Jako dziecko wielokrotnie wyjeżdżał z rodzicami między innymi do Maroka. Kupił więc "Dom Kalifa" i przeprowadził się z rodziną do Casablanki.
Zderzenie Europy z Afryką. Kultury brytyjskiej z marokańską. Oraz wiary. To wszystko musiał pokonać Tahir żeby osiąść w swoim nowym domu. Przybył do domu, który nie był zamieszkały przez 10 lat. Musiał poradzić sobie z nadzorcami, którzy bardziej niż on czuli się panami sytuacji. W wiarą w wszechobecne dżiny. W brak jakiejkolwiek organizacji rządowej. Znalezienie fachowców, których zatrudnienie i praca toczy się zupełnie inaczej.
Kiedy zaczynałam czytać "Dom Kalifa" myślałam że jest to powieść z elementami fantastyki. Szybko przekonałam się o pomyłce. Autor opowiada swoje losy w tym kraju. Swoje pierwsze spotkanie z "prawdziwym" Marokiem. I byłam zafascynowana. Bardzo pomógł mi język. Jest przystępny i przejrzysty. Narracja pierwszoosobowa. Shah nie przyśpiesza wydarzeń, nie opowiada czego się dowiedział potem. Razem z nim można poznawać aspekty życia w kulturze muzułmańskiej.
Zawsze uważałam że Maroko jest pięknym krajem, gdzie w górach i w wioskach żyją ludzie według starych tradycji i ideałów. Jednak takie miasta jak Casablanka czy Tager zawsze uważałam za przesiąknięte europejską kulturą. Przecież przez tyle lat była to kolonia francuska. Jedyne co z tamtych czasów się ostało to język. I podupadające budynki w dzielnicach francuskich. Pozostałe 99% Casablanki to miasto na wskroś arabskie, muzułmańskie i afrykańskie. Na każdym kroku wiara w Allaha i proroka przecina się w zabobonny strach w dżiny, które przecież zostały opisane w Koranie. Także stosunki międzyludzkie są tam zupełnie inne. Jeśli nie ma się powiązań nic się nie załatwi. To trochę jak u nas w dawnych, dobrych czasach ;)
Podziwiam autora że pomimo tych przeciwności, które się przed nim piętrzyły nie zostawił "Domu Kalifa", Casablanki i nie wrócił do Anglii. Do końca myślałam że tak się stanie. Wydawało mi się że momentami walczy sam z całym światem a jednak się nie poddał i wygrał tą walkę. A może raczej się przystosował...
Po przeczytaniu "Domu Kalifa" mam straszną chęć wybrać się do Maroka. Chciałabym zwiedzić opisywanie przez niego miejsca. A to chyba najlepsza rekomendacja dla książki. Polecam z całego serca, ja zamierzam wrócić do niej w przyszłości.

Nowa nadzieja

Wspominałam już, że myślałam o blogu już od jakiegoś czasu. Ale wychodzi na to, że nie tylko ja miałam takie plany :) Rozmawiając wczoraj z przyjaciółką zaproponowałam jej wspólne prowadzenie tego bloga. W sumie nie miałam dużej nadziei że się zgodzi. Po pierwsze dawno nie widziałam żadnej jej recenzji. A poza tym ostatnio jakoś mało czyta ;) Przerzuciła się na inne zajęcia. I jakież było moje zdziwienie, kiedy się zgodziła, dodając jeszcze że to pomoże jej zmobilizować się do czytania :) 

W ten oto sposób będzie to dzieło dwóch osób. 

Witaj Melisandro :)

środa, 8 lutego 2012

"Czarownica" Deborah Harkness

Dane techniczne:
  • Autor:  Harkness Deborah
  • Tytuł: Czarownica
  • Seria: Księga wszystkich dusz
  • Wydawnictwo:  Amber
  • Liczba stron: 448
  • Premiera: 23.03.2011
  • Gatunek: Proza obca, paranormal

Piękna i młoda doktor historii Diana Bishop studiuje alchemiczne księgi w oksfordzkiej Bibliotece Bodlejańskiej. Jeden manuskrypt promieniuje dziwnym lśnieniem. Brakuje mu kilku stron. A spod pisma wyłania się niemożliwy do odczytania inny tekst. Diana wie, że by go odczytać, musiałaby użyć swoich magicznych mocy. Pochodzi bowiem z potężnej rodziny o wielowiekowych czarnoksięskich tradycjach. Z rodziny pierwszej czarownicy straconej w Salem. Diana boi się swojej magii. Broni się przed nią. Wraca jednak do księgi. Ale okazuje się, że manuskryptu nie ma w bibliotece, bo zaginął przeszło sto lat wcześniej…
Tymczasem Oksfordem wstrząsają tajemnicze morderstwa. A Bibliotekę Bodlejańską zaludniają niebezpieczne czarownice, czarnoksiężnicy, demony i wampiry. Wszyscy poszukują księgi…
Wśród tych istot, których nie sposób odróżnić od ludzi, jest urzekający Matthew Clairmont – tajemniczy światowej sławy profesor biochemii i neurologii. Diana wie, że nie wolno jej złamać zakazu wchodzenia w intymne związki z przedstawicielami innych ras. Wie, że tę miłość może przypłacić życiem.

Od pewnego czasu mam zwyczaj wybierać książki w księgarni na chybił trafił - najpierw po okładce a potem po opisie. W ten sposób trafiła w moje ręce niejedna książka. Ostatnio kupiłam tak "Czarownicę". W opisie można przeczytać że łączy w sobie "Kod Leonadra da Vinci", "Zmierzch", "Harrego Pottera" i "Cień wiatru". Z reguły drażnią mnie takie opisy. Tak jakby książka nie mogła bronić się sama. Tym razem jednak zaryzykowałam ciekawa co wyjdzie z takiego połączenia.
Zdecydowanie jest za dużo "Zmierzchu". Wątek relacji między głównymi bohaterami został rozbudowany na tyle, że zdominował wszystko inne. Udało mi się znaleźć bardzo wiele porównań do wampirzej sagi, która bądź co bądź jest w ostatnich latach pierwowzorem miłości paranormalnej. Z drugiej strony przy wysypie tego gatunku "Czarownica" jest napisana dojrzale i interesująco.
Manuskrypt, o którym tak wiele jest w opisie w tej części jest zepchnięty na margines. Oprócz pierwszych chwil kiedy Diana przez chwilę go ogląda, pojawiają się podejrzenia czego też może dotyczyć. W pewnym momencie chciałam rzucić książkę w kąt przez brak jakichkolwiek informacji.
Zniesmaczyły mnie też moce Diany. Jako główna bohaterka została obdarzona możliwościami, o których niektórym się nawet nie śniło. A mimo to przez większość czasu zachowuje się jak szara gąska. Chciałabym zobaczyć trochę inną kreację tej bohaterki.
Na plus trzeba zapisać interesujący podział istot, które zamieszkują ziemię. Oprócz zwykłych ludzi są to wampiry, czarownice i demony. I od razu zaznaczam że wizerunek tych ostatnich jest bardzo oryginalny. Dodatkowo ciekawym posunięciem był wątek genetyczny odnośnie stworzenia i rozwoju poszczególnych ras.
Plusem jest też sporo powiązań historycznych - zarówno jeśli chodzi o książki (och te manuskrypty ;) ) jak i historię życia wampirów. 
Narracja jest pierwszoosobowa pisana z punktu widzenia Diany. Lubię to spojrzenia na wydarzenia, w tym jednak wypadku narracja trzecioosobowa byłaby właściwsza. Pojawiło by się więcej obiektywizmu oraz szerszy obraz wydarzeń.
W pewnym momencie przestałam zwracać uwagę na inne wątki i włączyłam lampkę "romans", mocniej się wciągnęłam. Zarys relacji między głównymi bohaterami był przewidywalny, jednak czytałam z zainteresowaniem.
Oczywiście część pierwsza skończyła się jednym z decydujących momentów,  tak że nie da się nie sięgnąć po 2 tom.

poniedziałek, 6 lutego 2012

"Płomień śmierci" Praca zbiorowa

Dane techniczne:
  • Autor:  Nina Nowak, Adrian K. Antosik, Dariusz Droździk, Alicja Gunther, Izabela Jankowska, Marta Rajska, Janusz Szopka
  • Tytuł: Płomień śmierci
  • Wydawnictwo:  Bezkartek.pl Self Publishing
  • Liczba stron: 85
  • Premiera: styczeń 2012
  • Gatunek: kryminał

Akcja „Płomienia śmierci” rozwija się na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony mamy wzajemne relacje pomiędzy bohaterami, ich pragnienia, dążenia, intrygi, drobne świństwa i akty wielkoduszności, a z drugiej strony jest sam zamek i jego mieszkańcy, skrywający ponurą tajemnicę. Grupa przyjaciół zostanie wciągnięta w pułapkę, z której nie ma ucieczki. Jedynym wyjściem będzie zmierzenie się z potworem, którego twarz jest równie ujmująca, co wnętrze obrzydliwe. Czy znajdą w sobie dość odwagi, by tego dokonać?

Kiedy trafiłam na informacje o tej książce byłam zaintrygowana. W końcu była pisana przez różnych ludzi, początkowo całkowicie sobie obcych. Mając różne doświadczenia, widzieli ją w innym świetle. A mimo to udało im się stworzyć książkę stosunkowo spójną i ciekawą.
Nie czytam kryminałów, nigdy nie interesowały mnie książki przy których musiałabym się bać, krew lała by się strumieniami a trupy padały naprawdę obficie. Dlatego też moja ocena wobec gatunku nie będzie obiektywna.
Można zauważyć różnice w stylu i poziomie poszczególnych autorów. Są rozdziały czy nawet sceny gdzie czytało mi się lepiej, są i takie przez które przebrnęłam z trudem. Bardzo podobał mi się opis cmentarza nocą, gdy przyjaciele umówili się tam na spotkanie. Jeśli chodzi o charakterystykę postaci to też jest ona zróżnicowana. Niektóre postaci są jednowymiarowe, tak jak Karolina. I choć we wstępie autorzy starają się pokazać coś innego, to nie zauważyłam u niej pozytywnych cech. Być może za szybko zniknęła. Z kolei Kuba wychynął z cienia dopiero pod koniec książki. Podobała mi się jego postać, mimo że momentami zachowywał się za bardzo beztrosko w stosunku do akcji. Nie podejrzewałam mordercy właściwie do końca, choć bierze się to z mojego braku doświadczenia. Podobała mi się jednak kreacja tej postaci. Na początku przedstawiany jako cień w ciemności nocy z rozwojem akcji stawał się coraz bardziej realny i ludzki, choć nie mniej przerażający.
Książka posiada rozwinięty wstęp i posłowie, gdzie znajduje się informacja o powstaniu książki oraz  przedstawione są sylwetki autorów.
Projekt jest nowatorski i myślę że pod tym kątem trzeba na niego spojrzeć. Osobiście wolę książki dłuższe, posiadające jednego autora. W wolnej chwili warto jednak poświęcić trochę czasu żeby przekonać się o własnych odczuciach wobec niej. Tym bardziej że ebook jest bezpłatny i łatwo dostępny.

sobota, 4 lutego 2012

"Blondynka u szamana" Beata Pawlikowska



Dane techniczne:
  • Autor: Pawlikowska Beata
  • Tytuł: Blondynka u szamana. Magiczna wyprawa do świata Indian
  • Wydawnictwo: National Geographic
  • Liczba stron: 224
  • Premiera: 11.10.2005
  • Gatunek: Literatura podróżnicza

Beata Pawlikowska w swojej książce zagłębia się w tropikalną puszczę gdzieś na pograniczu Peru i Ekwadoru, gdzie spotyka Indian i wśród nich przechodzi inicjację szamańską. Już jako szamanka odbywa podróż do świata niedostępnego zwykłym śmiertelnikom. Jest to wyprawa nie tylko do "magicznego świata Indian" - ale i w głąb ludzkiej duszy.

Książki podróżnicze zawsze mnie pociągały. W sumie nie zapadły mi w pamięć żadne tytuły z najwcześniejszych lat, ale pod koniec szkoły podstawowej otrzymałam w spadku stare wydanie przygód Tomka Wilmowskiego*. Razem z nim podróżowałam po wszystkich kontynentach badając świat roślin i zwierząt, ludzi i ich kulturę. Były to książki bardziej przygodowe a ich akcja trwała na początku XX wieku. W późniejszych czasach powoli sięgałam po książki podróżników dawniejszych i współczesnych. Najbardziej zapadł mi w pamięć Wojciech Cejrowski ze względu na sposób prowadzenia narracji.
Natomiast mimo że posiadam parę książek pani Beaty, nigdy nie miałam okazji po nie sięgnąć. Teraz polska zima skłania do dalekich podróży, choćby w wyobraźni. Wyprawa do puszczy Ameryki Południowej to dobry wybór. Razem z autorką podróżowałam z Iquitos do Ekwadoru. Wyniosłam z niej pozytywne wrażenia, mimo początkowego niezbyt przychylnego nastawienia. Pierwsze rozdziały wydawały mi się za krótkie, zbyt ogólne a akcja przy każdym kolejnym przeskakiwała spory kawałek dalej. W końcu zagłębiłam się w magiczny świat przedstawiany przez autorkę. Razem z nią zaczęłam podróżować i poznawać prawa nim rządzące. Pawlikowska przedstawia swoje wyprawy w sposób, który pozwala się zbliżyć do jej osobistych odczuć i przemyśleń. Mniej uwagi poświęca opisom życia ludzi pierwotnych, pokazując świat w jakim przyszło im żyć. Nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć całkowicie świata Indian ani dżungli Ameryki Południowej. Autorka bardzo ciekawie to wyjaśnia na swoim przykładzie "ponieważ pochodziłam z obcego świata, miałam za sobą bagaż wspomnień i rzeczy, od których nie potrafiłam się łatwo uwolnić"** Podobała mi się przygoda, którą przeżyłam. Być może jest to zasługa języka. Jest naturalny, przystępny z ironią i przemyśleniami autorki. Z pewnością nie będzie to ostatnia książka Pawlikowskiej do której zajrzę.

* Mowa o książkach Alfreda Szklarskiego. Cykl posiada 9 części, zaczyna się książką "Tomek w krainie kangurów"

** "Blondynka u szamana" Beata Pawlikowska str. 188

czwartek, 2 lutego 2012

Wisława Szymborska 1923 - 2012

Wisława Szymborska 1923 - 2012
Kiedy rano wybierałam się do pracy pierwszą informacją którą usłyszałam była ta o śmierci poetki. Zastanawiam się jak to jest że człowiek nie docenia tego co ma do momentu kiedy to straci. Tak samo jest z ludźmi. Pamiętam kiedy zmarł nasz Papież. Dopiero wtedy zrozumiałam jak wiele okazji straciłam kiedy żył. Poezja nigdy do mnie nie przemawiała. Nie jest to wina samej pani Wisławy, ale poezji jako całości. Być może wynika to ze złych wspomnień z czasów szkolnych, gdzie każdą linijkę interpretowało się pod dyktando nauczycieli. Do poezji pani Szymborskiej też nigdy nie zaglądałam. Dziś jednak postanowiłam to zmienić. Jaka była moja radość kiedy wśród zupełnie nieznanych mi utworów znalazłam takie jak "Nic dwa razy" czy "Kot w pustym mieszkaniu". Próbowałam też odgrzebać w pokładach pamięci gdzie też udało mi się z nimi styczność. Czy to jednak pozostałość lekcji polskiego? Ale tak naprawdę nie jest to najważniejsze. Pani Wisława miała poezję bogatą ale i bardzo zrozumiałą dla przeciętnego człowieka. Nie ma tu całej masy metafor oraz innych form tak częstych dla poezji. Jej poezja jest bardzo życiowa. I zabawna. Myślę że dopiero teraz bliżej się z nią zapoznam. A Wielkiej Poetce trzeba oddać należną jej cześć.


***

Niektórzy lubią poezje

Niektórzy -
czyli nie wszyscy.

Nawet nie większość wszystkich ale mniejszość. Nie licząc szkół, gdzie się musi,
i samych poetów,
będzie tych osób chyba dwie na tysiąc.

Lubia -
ale lubi się także rosół z makaronem,
lubi się komplementy i kolor niebieski,
lubi się stary szalik,
lubi się stawiać na swoim,
lubi się głaskach psa.

Poezje -
tylko co to takiego poezja.
Niejedna chwiejna odpowiedź

na to pytanie już padła.
A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego jak zbawiennej poręczy
.



Na dobry początek

Zdarzają się chwilę, kiedy chcę przelać wiele myśli na papier. Żeby kiedyś, kiedy być może zmienię swoje podejście do wielu spraw móc znów je przeczytać. I zastanowić się nad tokiem mojego myślenia. Ale teraz papierowe "pamiętniki" nie są popularne. O wiele częściej można natknąć się na osoby piszące blogi. Myślę że może być to lepsza forma spisywania myśli. W razie wątpliwości zawsze ktoś może poradzić. I o wiele łatwiej je przechowywać. Wielokrotnie napotykałam się w sieci na blogi o różnej tematyce. Jedne zainteresowały mnie bardziej, drugie mniej. Postanowiłam też spróbować swoich sił. Można powiedzieć że po raz kolejny. Ale tym razem wiele sobie przemyślałam i nie zrezygnuję tak łatwo. To moja osobista obietnica. Ale to nie będzie taki ogólny blog. Chciałabym zawrzeć tu swoje myśli związane z książkami, czyli tą formą spędzania wolnego czasu, bez której nie mogę się obejść. I z wieloma tematami ogólnoliterackimi. Autorami, sytuacją książki w Polsce i innych ciekawostkach, które mnie zainteresują. Jeśli kogoś z Was zechce po przeczytaniu tych paru słów (i być może paru innych wpisów) zostać na trochę dłużej będzie mi przyjemnie. Postaram się Was nie zawieść. Bo choć piszę również dla siebie, chce żeby moje wypowiedzi zachęcały innych do czytania i interesowania się literaturą.