sobota, 31 marca 2012

Kolejny miesiąc się skończył oto więc garść nowych zakupów. 

Przede wszystkim chce się pochwalić - doczekałam się czytnika ebooków z elektronicznym papierem - dla chętnych szczegóły TU. Wiem że dużo osób bardzo negatywnie wypowada się o tej wersji wydań. Niektórzy nawet nie uważają tego za prawdziwą książkę. Ja też bardzo długo się do nich przekonywałam. Czytanie na komputerze to istna katorga dla oczu. Postanowiłam się jednak bliżej przyjrzeć tak bardzo popularnym w ostatnich miesiącach czytnikach z e-inkiem (czyli właśnie elektronicznym papierem) i byłam zachwycona. To naprawdę świetna forma czytania. Oczy nie męczą się, forma przyswajania jest bardzo podobna do papieru. A przejście na e-booki dało mi jeden znaczący plus: nie muszę się martwić o miejsce na nowe książki. Dodatkowo parę dni temu widziałam w autobusie dziewczynę z drugim tomem Larssona. W twardej oprawie. Mój czytnik waży ok 300 gram. Istotna różnica dla kręgosłupa.

Przy nowym zakupie dostałam od razu parę pozycji "w pakiecie":


Oprócz tego kupiłam też promocyjne parę innych e-booków:


























Dodatkowo wpadłam zupełnym przypadkiem na darmowego ebooka:













W formie papierowej zakupiłam:







Niestety "Bukowy Las" nie doczekał się jeszcze wersji elektronicznej książek a ja po  licznych pozytywnych recenzjach chciałabym przeczytać tą książkę.

piątek, 30 marca 2012

Dane techniczne:
  • Autor:  Lucy Maud Montgomery
  • Tytuł: Emilka z Księżycowego Nowiu
  • Seria: Cykl o Emilce 01
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
  • Liczba stron: 398
  • Premiera: Sierpień 2006
  • Gatunek: Literatura młodzieżowa

Emilka, po śmierci ukochanego ojca, zamieszkuje w Księżycowym Nowiu ze snobistycznymi krewnymi. Trudno się jej przyzwyczaić do surowych metod wychowawczych i prowadzenia życia panienki z "dobrego domu", bo Emilka to niepokorna dusza i nad wyraz oryginalna osobowość. Na szczęście jednak nowopoznani przyjaciele i niezliczone przygody sprawią, że dziewczynka pokocha Księżycowy Nów. Z wzajemnością!


Jest to ostatnia książka z marcowego wyzwania Trójka e-pik.

W dzieciństwie zaczytywałam się w opowieściach o Ani Shirley. Gdyby mnie ktoś dziś zapytał o ulubionego autora z tego okresu podałabym ex aequo L.M. Montgomery i Alfreda Szklarskiego za cykl o Tomku Wilmowskim. Zresztą nawet w latach późniejszych wielokrotnie w momentach chandry sięgałam po któryś tom przygód Ani. Dziwię się więc dlaczego nie przyszło mi do głowy żeby sięgnąć po inne książki kanadyjskiej autorki. W zeszłym roku postanowiłam nadrobić swoje zaniedbanie. Zaopatrzyłam się w "Emilkę z Księżycowego Nowiu" wydania Wydawnictwa Literackiego. Zabrałam się też zaraz za jej czytanie. 

Było to dla mnie straszne podejście. Z trudem dobrnęłam do końca, żeby nie rzucić jej w kąt. Nic mi nie pasowało. Nie mogłam znaleźć tego czaru Mongomery. Tłumaczę sobie to moim "okresem nieczytania". Zdarza mi się tak niestety czasem że przez parę tygodni, czasem nawet miesięcy (nad czym boleję) mam wstręt do literatury. Nie chce mi się nic czytać. Rzucam książkę po paru stronach. Nawet te najukochańsze nie mają w tym czasie swojego uroku.

Teraz ponownie sięgnęłam po tą pozycję. Od razu się przyznam że byłam bardzo negatywnie nastawiona do lektury. Ale w sumie niewiele też z niej pamiętałam. I jakież było moje zaskoczenie kiedy praktycznie od pierwszych stron się wciągnęłam. Choć, wstyd się przyznać, mniej więcej do połowy książki czytałam z nastawieniem: "To teraz zacznie się ta nudna część".

Emilka Starr jest zupełnie inną dziewczyną niż Ania Shirley. Choć łączą je niektóre sprawy. Obie są sierotami - ale Emilka traci ojca dopiero w wieku 11 lat a potem mieszka z krewnymi, obie interesują się poezją i literaturą, same piszą, obie też "wyobrażają sobie". Ale w sumie na tym te podobieństwa się kończą. Emilka jest dziewczynką bardzo stanowczą. Ma swoje zdanie na wiele spraw, którego szybko nie zmienia. Choć stara się być grzeczną i spokojną dziewczynką to czasami sprzeciwia się swoim krewnym dość stanowczo. 

Dziewczynka trafia do Księżycowego Nowiu przez przypadek. Mieszka odtąd z dwiema ciotkami - Elżbietą i Laurą. Oraz z kuzynem Jimem. Bardzo ciężko jej porozumieć się z Elżbietą, która tylko "spełnia swój obowiązek". Natomiast szybko przywiązuje się do pozostałej dwójki. Zdobywa też przyjaciół w swoim wieku z którymi spędza urocze chwile.

Czytając "Emilkę..." znalazłam też inne porównania postaci. Kuzyn Jim bardzo przypominał mi Mateusza Cutberta, oraz trochę kapitana Jima (jeśli ktoś czytał dalsze przygody Ani to wie o kim mówię). Ciotka Elżbieta ma wiele cech Maryli Cutbert, choć bohaterka "Emilki..." jest bardziej nieprzejednana i wydać u niej o wiele mniej uczuć do dziewczynki.

Podoba mi się twórczość Montgomery. Pisze ona o zwyczajnym życiu. O problemach i radościach. Zawsze uważałam że tak właśnie powinno się pisać powieści obyczajowe. Każde wydarzenie w życiu bohaterów jest dla nich istotne. Postacie które kreuje autorka mają swoje wady i zalety. Nie są krystalicznie dobre, ani diametralnie złe. Ot tacy ludzie, których spotkalibyśmy na ulicy przenosząc się na Wyspę Księcia Edwarda w końcu XIX wieku.

Bardzo ciekawym doświadczeniem było dla mnie czytanie tej książki jeszcze pod innym względem. Autorka przedstawiała poglądy ze swojego dzieciństwa na temat wychowania dzieci.

"Razu pewnego, gdy był u nas na podwieczorku pastor Dare, użyłam w toku rozmowy wyrazu "byk". Opowiadałam że Ilza i ja przelękłyśmy się idąc przez pastwisko, bo spotkałyśmy tam byka. Gdy pastor odszedł, ciotka Elżbieta skrzyczała mnie okropnie i zabroniła mi używać kiedykolwiek wyrazu "byk"

Takich niezrozumiałych sytuacji dla współczesnego czytelnika jest o wiele więcej. Osobiście bardzo mi się podoba wyłapywanie tych różnic. Dodaje to lekturze dodatkowej wartości.

Wciągnęłam się w tą historię na tyle że z chęcią sięgnę w najbliższym czasie po pozostałe części "Emilki...". Książka ta nie ma już takiego czaru, jakim w dzieciństwie obdarowała mnie Ania. Czytała mi się jednak bardzo dobrze i umiliła mi czas.

Muszę jednak trochę ponarzekać na samo wydanie. Nie podoba mi się strasznie to Wydawnictwa Literackiego. Po pierwsze okładka do mnie nie przemawia. Po drugie po ponownym przeczytaniu książki odpadły mi pierwsze strony. A dodatkowo okazało się że egzemplarz jest wybrakowany i to o całe 15 stron o.O Dlatego też zaopatrzyłam się w wydanie z Naszej Księgarni. Mam całą Anię w tym wydaniu i jestem nim zachwycona. Póki co czekam na przesyłkę :)

czwartek, 29 marca 2012

Czy wiecie, że...?

...na powstanie jednej 100 kartkowej książki potrzeba 2-3 drzewa średniej wielkości? 
Dlatego coraz częściej produkuje się papier z makulatury.

wtorek, 27 marca 2012

Przeglądając różne blogi znajduję czasem bardzo fajne akcje. Tym razem chcę wzorować się na świetnym pomyśle kasandry_85 która co czwartek wrzuca promocje i konkursy sygnowane przez księgarnię Gandalf. Ja chciałabym pójść w trochę innym kierunku i raz w tygodniu wstawiać promocje przede wszystkim na ebooki, ale również na wersje papierowe o ile do takich dotrę.

Jako że jest to pierwszy wpis tego rodzaju bardzo proszę o komentarze czy ten pomysł jest trafiony i co mogę dodać, poprawić :)

Promocje dotyczące ebooków:


Na stronie woblinku można taniej kupić:




W terminie 28.03 - 03.04





W terminie 28.03. - 03.04






Trwa przez cały marzec.






Od 28.03. do 03.04







Woblink bardzo pozytywnie mnie zaskoczył dając wczoraj możliwość pobrania za darmo pierwszego tomu cyklu "Królowie przeklęci" - "Król z żelaza". Promocja niestety trwała tylko 3 godziny, o czym pisałam na chacie.

W ostatnich dniach odkryłam stronę virtualo, gdzie taniej zaopatrzyć się można w:


Od 27.03 do 03.04








Oferta ważna do dnia jutrzejszego - 28.03.2012






 Nowa promocja w okresie 26.03 - 08.04



W empiku można taniej znaleźć:

Niestety nie doczytałam się do kiedy trwa ta promocja.






Poza tym empik bardzo promuje ebooki i od dłuższego czasu już oferta na cały asortyment wersji elektronicznych jest w promocyjnych cenach.

Promocje dotyczące książek papierowych:

Nasza Księgarnia z okazji Wielkanocy opuściła ceny całego asortymentu o 30% - promocja.

Na stronie Prószyński i S-ka można kupić taniej książki i poezję Agnieszki Osieckiej - promocja

Również wydawnictwo Prószyński i S-ka można kupić taniej zaopatrując się w kupon gruponu - promocja. tylko do końca dnia

Wydawnictwo One Press, zajmujące się literaturą bardziej branżową również zachęca do zakupów - 20% taniej na cały asortyment - promocja

Na stronie Merlina można znaleźć powieści nawet do 55% taniej - promocja


Wiem że pominęłam wiele promocji, jeśli Wam się to spodoba na przyszły tydzień przygotuję się bardziej dokładnie.

niedziela, 25 marca 2012

Dane techniczne:
  • Autor: Stieg Larsson 
  • Tytuł: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
  • Seria: Millennium 01
  • Wydawnictwo:  Czarna Owca
  • Liczba stron: 634
  • Premiera: 30.10.2008
  • Gatunek: Kryminał

Pewnego wrześniowego dnia w 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger znika jak kamień w wodę. Prawie czterdzieści lat później Mikael Blomkvist otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera. Stojący na czele wielkiego koncernu magnat przemysłowy prosi znajdującego się na zakręcie życiowym dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej Vangerów. Okazuje się, że spisywanie dziejów to tylko pretekst do próby rozwiązania zagadki zniknięcia Harriet. Mikael Blomkvist, skazany za zniesławienie redaktor czasopisma Millennium, przechodzi kryzys wartości i rezygnuje z obowiązków zawodowych. Podejmuje się niezwykłego zlecenia, opuszcza Sztokholm i osiada w niewielkiej wiosce na północy kraju. Po pewnym czasie dołącza do niego młoda ekscentryczna hackerka, Lisbeth Salander. Wspólnie, choć nie zawsze ramię w ramię, biorą pod lupę przeszłość klanu Vangerów i wykrywają prawdę o wiele bardziej mroczną i krwawą niż ta, którą spodziewali się odnaleźć...


Podejmując się wyzwania Sardegny czułam się trochę niepewnie. Nie lubię narzucać książek które mam przeczytać w jakimś określonym czasie. Podjęłam się jednak więc nie chciałam dać plamy. Pozycja Larssona to druga z trzech książek marcowych w Trójce e-pik.
Bardzo długo zastanawiałam się nad fenomenem tej trylogii. Z której strony nie patrzeć wszyscy bardzo pozytywnie się o nich wypowiadają. Osobiście nie byłam przekonana do samego końca, czyli do początku czytania. Potem właściwie od pierwszych stron niesamowicie się wciągnęłam. Wpłynęła na to przede wszystkim świetna intryga, a właściwie kilka które autor potrafił bardzo dobrze ze sobą połączyć. Dodatkowym atutem jest język którym operuje Larsson - plastyczny, żywy i bardzo przystępny.
Główny bohater? Myślę że każdy tu wybierze własnego. Mikael bardzo przypadł mi do gustu, ale to Lisbeth, wbrew całej swojej kontrowersyjności, stała się moją "numer jeden".
Autor bardzo zgrabnie zaczyna całą historię. Przedstawia bohaterów i życie jakie wiodą. Pokazuje pobudki, które kierują ich zachowaniem. Dopiero później rozwija całą intrygę. Jest kilka zwrotów akcji, które nie pozwalają na nudę. I prowadzi ją bardzo dobrze do samego końca. Wielokrotnie byłam zdziwiona wydarzeniami. Tym jak poszczególne elementy układanki łączą się ze sobą. Rozwiązanie historii Vangerrów jest interesujące. A to nie jedyna zagadka w tej książce. Przez cały czas zastanawiałam się co sprawiło że Lisbeth wiedzie takie życie. Że ma tak niecodzienny charakter. Myślałam że rozwiązanie poznam rozwiązanie tej zagadki jeszcze w tym tomie. I się zawiodłam. Autor narobił mi mnóstwo smaku na kolejną część.
Myślę że jeśli będę czytać więcej kryminałów skandynawskich to zakwalifikuję Szwecję i kraje pokrewne do najniebezpieczniejszych na świecie. W "Mężczyznach..." mordercy żyją wśród nas, zupełnie nierozpoznani. Kobiety nie mogą czuć sie tam bezpiecznie. Na każdym kroku ktoś ginie. Nierozpoznany. Zapomniany przez społeczeństwo. Na pewno potęgują to informację pojawiające się przy kolejnych częściach książki. O statystykach odnośnie kobiet w Szwecji. Jeśli dane które podaje autor są zgodne z prawdą to włos się jeży na głowie.
Larsson nie pomija brutalnych sytuacji. Przemocy seksualnej, morderstwo z zimną krwią. Pokazuje ekscytację morderców w chwili porwania. Dzieje się tak w przeszłości, ale również w wydarzeniach współczesnych.
Dużym plusem jest przekład. Tłumacz postarał się wyjaśnić większość skrótów, które osobom nieobeznanym ze Szwecją mogły sprawić trudności.
Tak dla równowagi była jedna sprawa która mnie irytowała. Być może się czepiam, ale zdarzały się takie rozmowy jakby bohaterowie czytali sobie w myślach. Jedna osoba nie zdążyła skończyć, a czasem nawet zacząć a ta druga już wiedziała po co przyszedł, co chciał powiedzieć itp. Jakoś zwróciłam na to uwagę.

Podsumowując - książka niesamowicie wciągająca choć poruszająca sprawy bardzo trudne. Warto po nią sięgnąć aby zrozumieć jej fenomen.

środa, 21 marca 2012

Dane techniczne:
  • Autor: Anthony Piers
  • Tytuł: Zaklęcie dla Cameleon
  • Seria: Xanth 1
  • Wydawnictwo:  Wydawnictwo Nasza Księgarnia
  • Liczba stron: 326
  • Premiera: 07.03.2012
  • Gatunek: Fantasy



Xanth. Kraina, gdzie każdy ma jakiś magiczny talent bądź sam jest magiczny. Albo inteligentny. Trochę to skomplikowane, ale jeśli w grę wchodzi magia, trzeba się do tego przyzwyczaić.
Młody Bink jest chyba pozbawiony talentu, za to ma determinację i nadzieję, z którymi udaje się do czarodzieja Humfreya. W drodze trafia na centaury i nagle akcja rusza z kopyta. Później w dziwnej Rozpadlinie, której nie ma na mapach, chłopak spotyka smoka i w trakcie ucieczki pytanie, czy stwór jest inteligentny, czy ma talent magiczny, nabiera praktycznego wymiaru...

Piers Anthony to pisarz do tej pory mi nie znany. Autor jest bardzo płodny - w Stanach wydał 33 tomy cyklu Xanth oraz wiele książek niezwiązanych z tą krainą.  Jest to pisarz "klasycznie" fantasy. Był nominowany do dwóch najważniejszych nagród z gatunku fantastyki: Hugo (trzy lata z rzędu) i Nebula. W tym miesiącu w księgarniach ukazało się drugie wydanie pierwszej części cyklu Xanth. Tym razem przekładem zajęło się wydawnictwo "Nasza Księgarnia". Osobiście okładka o wiele bardziej mi się podoba niż ta wydawnictwa Amber z początku lat '90-tych.
Jak to u mnie bywa na twórczość Piersa trafiłam przypadkowo. Zaintrygowała mnie okładka, która kojarzy mi się z moim ulubionym gatunkiem - właśnie fantasy. Szybciutko więc stałam się jej posiadaczką i zaczęłam czytać.

Blink jest młodym i inteligentnym chłopakiem. Ma narzeczoną, cudownych rodziców. Do pełni szczęścia brakuje mu jednak zdolności magicznej. A w Xanth'cie, krainie w której mieszka, wszyscy parają się magią. Choć o bardzo różnym natężeniu. Chłopak nawet nie bardzo by się tym przejmował gdyby nie fakt że zostanie wygrany z magicznej krainy jeśli nie udowodni swoich zdolności do skończenia 25 lat. A to przecież mija lada dzień. Tak więc dzielny młodzieniec postanawia udać się do czarodzieja Humfreya żeby ten odkrył jego talent. Tak zaczyna się jego podróż a wraz z nią seria przygód. Blink do tej pory nie oddalał się ze swojej wioski i podróż przez całą prawie krainę sprawi mu wiele niespodzianek. 

Bardzo szybko wciągnęłam się w podróż Blinka. Podobały mi się jego przygody. Autor nie przesadził z cukrem. Nie pominął niebezpieczeństw i śmierci, z którą można się spotkać na każdym kroku. W Xanth'cie rosną przeróżne rośliny, żyją zwierzęta oraz magiczne stworzenia. Bardzo mi się podobał pomysł drzewa chlebowego, czy dżinsowego. Akcja zmienia się co chwilę, czasami ciężko przewidzieć jak zakończy się wydarzenie i co wydarzy się potem. Nie jest to z pewnością książka przewidywalna.

Blink jako główny bohater jest bardzo "kryształowy", o niezłomnych zasadach. Wolałabym osobę która posiada jednak parę wadami. Chłopak z natury jest bardzo dociekliwy, choć ma irytującą cechę "moja kraina jest najlepsza". Dlatego nie ma zamiaru słuchać wyjaśnień Złego Czarodzieja. Mężczyzna ten spędził ponad 20 lat w świecie bez magii i próbuje uświadomić młodziakowi co trzeba zmienić do właściwego funkcjonowania królestwa. 

Tytułowa Cameleon była trochę irytująca. Autor bardzo wyolbrzymił jej głupotę, co niestety trwało przez większość książki. Jako osoba mądra irytowała mnie z kolei swoimi kompleksami. Choć sam pomysł na postać jest interesujący i oryginalny. 

Spędziłam miłe chwile nad "Zaklęciem dla Cameleon" chciałabym sięgnąć po następne tomy cyklu. Nie jest to pozycja która uczy, czy uświadamia. Ma za zadanie bawić i to udało jej się doskonale.
Dane techniczne:
  • Autor: Nora Roberts
  • Tytuł: Wzburzone fale
  • Seria: Saga rodu Quinnów 1
  • Wydawnictwo: Książnica
  • Liczba stron: 360
  • Premiera: 30.05.2011
  • Gatunek: Romans


Cameron, Ethan i Philip mają za sobą trudne dzieciństwo. Bici i wykorzystywani przez biologicznych rodziców, znaleźli prawdziwy dom u Stelli i Raymonda Quinnów. Cameron został kierowcą wyścigowym. Mieszka w Europie i wiedzie beztroskie życie. Niespodziewanie otrzymuje wiadomość, że ojciec - człowiek, który go wychował i pokochał - leży na łożu śmierci. Ray Quinn zobowiązuje synów do opieki nad przygarniętym przez niego czwartym chłopcem. Jako pierwszy wychowaniem małego Setha ma zająć się właśnie Cameron.

Nora Roberts to jedno z wielu pseudonimów Eleanor Marie Robertson. Jest to szalenie płodna pisarka specjalizująca się w romansach oraz kryminałach. Choć jak sama podkreśla romanse które pisze próbuje łączyć z obyczajem, sensacją i przygodą. Jest bardzo znana i ceniona. 

Dziwię się że do tej pory nie spotkałam się z jej twórczością. Czytam romanse od czasu do czasu, ale jakoś książki Nory nie wpadły mi w ręce. I pewnie tak by zostało gdyby nie wygrana w konkursie lokalnej księgarni. I wyzwanie Sardegny: Trójka e-pik, bo dopiero to zmotywowało mnie do ściągnięcia tej książki z półki. 

Od dawna podziwiam ludzi, którzy biorą na wychowanie dzieci. Nie to żebym miała coś przeciwko tym maluchom (bądź starszej młodzieży) ale wyobrażam sobie jaka odpowiedzialność spada na tych ludzi. Czy potrafią dobrze ich wychować? Czy będą mogli zastąpić im prawdziwych rodziców? Albo pokazać jak wygląda rodzinne szczęście i miłość? "Wzburzone fale" to pierwszy tom cyklu opowiadającego o trójce, teraz już dorosłych, mężczyzn którzy w różnych okolicznościach trafiają do domu Quinnów. Każdy z nich ma za sobą ciężkie chwile, o których bardzo ciężko zapomnieć. 

Pierwszy tom przybliża nam Camerona. Jest to osoba bardzo ekspresywna. Nie potrafi stać w miejscu. Musi działać. Jest często agresywny. Ale ma złote serce. Swoje powołanie znalazł w wyścigach - mogą być samochody, mogą być łodzie. Byle szybko i niebezpiecznie. Podróżuje po całym świecie. Ma masę znajomych, choć niekoniecznie bliskich. Kobiety w jego życiu pojawiają się i znikają tak samo jak kolejne zawody. I nagle to sielankowe życie niszczy informacja o umierającym ojcu. Człowiek który przyjął go pod swój dach i wychował miał wypadek. Cam trafił do niego w przełomowym momencie swojego życia. Być może gdyby nie Ray Quinn chłopak nigdy nie wyszedł by na ludzi. Cameron w jednej chwili decyduje się na powrót do Stanów. Spotyka ojca, swoich braci ale jednocześnie dowiaduje się o nowym podopiecznym swojego ojca, którym ma się od tej pory zająć. 

"Wzburzone fale" to nie toporne romansidło. Lubię się czasem odstresować i przeczytać coś lżejszego, ale takie romanse, które kojarzą mi się z Harleqinem są jednak zbyt "lekkie". Po paru dniach nic z nich w głowie nie zostaje. Pod tym względem Nora Roberts bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Jest wątek romansowy. Jest erotyczny. Ale jest też życie. Są plany które trzeba czasem zmienić. Są problemy z którymi trzeba się zmierzyć. 

Podoba mi się wątek "trudnego dzieciństwa". Nie jest przesłodzony. Problemy które się pojawiają trzeba jakoś pokonać. Zarówno jeśli chodzi o dzieciństwo Cama jak i "młodego pokolenia" Setha. Pozostali dwaj bracia głównego bohatera - Ethan i Philip choć pojawiają się przez większość czasu są jakby trochę z boku. Można przypuszczać jak będą z grubsza wyglądały kolejne dwa tomy sagi. Autorka jednak zbyt wiele nie zdradza. Osoba ukochanej Cama jest interesująca. Nie jest to pusta lalka. Kobieta z krwi i kości, która ma różne wspomnienia. Wie po co życie. Chce pomagać dzieciom pokrzywdzonym przez los. 

Oczywiście przez to że jest to romans książka pod pewnymi względami jest przewidywalna. Wiadomo jak potoczy się związek Camerona i Anny. Na pewno będą wzloty i upadki. 

Podsumowując dostałam lepszą historię niż spodziewałam się po romansie. Chce przeczytać pozostałe dwa tomy jeśli tylko nadarzy mi się możliwość.

poniedziałek, 12 marca 2012

Dane techniczne:
  • Autor: Jakub Żulczyk
  • Tytuł: Zmorojewo
  • Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
  • Liczba stron: 496
  • Premiera: 26.01.2011
  • Gatunek: fantastyka

Nieopodal Zmorojewa rozpoczęła się wojna. Nie była głośna; nie rozbrzmiewały wystrzały, krzyk żołnierzy, huk spadających bomb. Nikt nie zakłócał spokoju lasu. Zapadał zmrok. Nad lasem rozlała się krwista czerwień zachodu słońca. Purpura oblewała korony drzew, spływała po ich pniach, ściekała na krzaki, paprocie i poszycie. Wojny nie było widać, ani słychać, co nie zmieniało faktu, że zaczęła się właśnie w tym momencie.
Zmorojewo, zaginione miasto, jest w największym niebezpieczeństwie od początku swojego istnienia. Leszy wysłał dwoje agentów – Strzępowatego i Gangrenę – aby przygotowali złu drogę do naszego świata…
Tymczasem Tytus Grójecki, fanatyk horrorów, gier komputerowych i zjawisk nadprzyrodzonych, wiedzie zwyczajne życie. Właśnie wyrusza na Warmię, aby odwiedzić rodzinę. Początkowo nie sądzi, by zabita dechami wieś Głuszyce oferowała jakiekolwiek atrakcje. Do czasu kiedy na forum internetowym poświęconym nadnaturalnym wydarzeniom trafia na intrygującą informację. Nieopodal Głuszyc znajduje się opuszczone miasto, a dwójka eksplorujących je „łowców tajemnic” zaginęła bez wieści…


Żulczyk jest młodym autorem choć w jego dorobku znajduje się już trochę opowiadań oraz parę powieści. Przygodę z pisarstwem zaczynał od felietonów oraz opowiadań w magazynach oraz sieci. "Zmorojewo" jest czwartą wydaną przez niego książka. Jest to pierwszy książka o przygodach Tytusa Grójeckiego.

Wykorzystałam okazję do przeczytania tej książki, jaką stworzyła Nasza Księgarnia udostępniając w ostatnim czasie darmowy ebook. W sumie wcześniej nie miałam styczności z tym autorem. Na jakimś forum doczytałam się jakoby był to horror dla młodzieży i w sumie się z tym zgadzam. Nie jest to klasyczna fantasy, gdyż za dużo tam elementów grozy. A dlaczego dla młodzieży? Główny bohater to 15-latek, a język jest łatwy i przystępny.

Historia ma narrację trzecioosobową. Wielokrotnie akcja przeskakuje na innych bohaterów. Jest to bardzo ciekawy zabieg, który nie pozwala się czytelnikowi nudzić. Czyta się szybko a akcja jest wciągająca. Osoby które się pojawiają mają osobowość i dają się zapamiętać. Wraz z rozwojem akcji autor pokazuje wydarzenia z przeszłości, które mają bardzo wyraźny wpływ na chwilę obecną.

Podobało mi się wykorzystanie ludowych przesądów i wierzeń przy kreacji bohaterów fantastycznych. Pojawia się Baba Jaga czy Świtezianka czy Szewczyk Dratewka. Tak samo jak przy kreacji bohaterów rzeczywistych tak i tu postacie są oryginalne, mają wiele cech. Nawet te z zasady dobre nie są krystaliczne. Mają swoje przyzwyczajenia. Są podobni do zwykłych ludzi. W sumie nie mają też nadzwyczajnych mocy. Żulczyk sprawił, że bohaterowie negatywni, pomimo że jednowymiarowi również są interesujący. Jest to esencja zła, stworzenia które myślą tylko o niszczeniu i zabijaniu.

Autor umiał stworzyć atmosferę napięcia i momentami strachu. Widać to przede wszystkim w pierwszej połowie książki, kiedy akcja dzieje się w świecie rzeczywistym. Tajemnicze zabójstwa, ale również pojawiające się potwory które krwawo zabijają, oraz wyprawa Tymka i Anki do Kolonii.

Nie obyło się jednak od negatywów. Osobiście motyw "miłości aż po grób" między Tymkiem a Anką nie bardzo mi sie podobał. Oczywiście rozumiem zauroczenie, może początki jakiegoś uczucia. Ale jednak w pewnym momencie oni po prostu zrozumieli że to jest miłość życia i są w stanie umrzeć za tą drugą osobę. Jakoś to za patetycznie brzmi. Pojawiają się też utarte już motywy wybrańca, który już od momentu poczęcia ma za zadanie uratować  świat. Chłopak nie wie co robić ale dzięki szczęściu wszystko mu się udaje. Bardzo przewidywalne.

Zakończenie ma nutę nostalgii. Coś się kończy. Coś przemija. Trzeba poświęcić jedną rzecz, aby nie stracić innej. Podoba mi się taka postawa.
Pomimo pewnych braków bardzo mi się podobała. Jest ciekawa i wciągająca. Autor wydał już kontynuację przygód Tytusa, po które z chęcią sięgnę.
Dane techniczne:
  • Autor: Kobiety bez mężczyzn
  • Tytuł: Shahrnush Parsipur
  • Wydawnictwo:  Claroscuro
  • Liczba stron: 144
  • Premiera: 08.04.2011
  • Gatunek: Powieść obca

Kobiety bez mężczyzn autorstwa Shahrnush Parsipur to magiczna opowieść o pięciu irańskich kobietach. Znajdziemy wśród nich m.in. młodą nauczycielkę, gospodynię domową w średnim wieku i prostytutkę. Różni je wszystko – wiek, pochodzenie, status społeczny, łączy natomiast pragnienie wolności i tęsknota za szczerą miłością. Losy kobiet krzyżują się pewnego dnia w ogrodzie na przedmieściach Teheranu. Ogród w Karadż staje się dla nich wszystkich przystanią i utopijną krainą, do której mężczyźni nie mają wstępu. Książka Kobiety bez mężczyzn ze względu na panującą w niej atmosferę magii i brak wyraźnej granicy między fantazją a rzeczywistością, będzie z pewnością bliska miłośnikom prozy Gabriela Garcii Marqueza czy Isabel Allende. Książka po raz pierwszy ukazała się w 1989 roku. Cały nakład został wyprzedany w niecałe dwa tygodnie, ale dodruk książki został wstrzymany przez rząd Iranu, a wydawnictwo, w którym sie ukazała – zamknięte. Kontrowersyjna treść powieści stała się powodem procesu i aresztowania autorki. Ze względu na cenzurę i szykany ze strony władz Shahrnush Parsipur opuściła Iran i od kilkunastu lat mieszka w USA. Jej książka do dziś nie jest w Iranie dostępna w oficjalnym obiegu, choć znają ją Czytelnicy na całym świecie.

Po przeczytaniu takiej notki spodziewałam się czegoś wstrząsającego. Czegoś co mnie poruszy do głębi. Kiedy wiec zobaczyłam kieszonkowy format książki i niewielką ilość stron zaczęłam się zastanawiać czy tym razem intuicja mnie nie zawiodła. Ale postanowiłam dać jej szanse i zabrałam się do czytania.

Książka Shahrnush Parsipur do od czasu pierwszego wydania (1989) do chwili obecnej jest w Iranie na liście książek zakazanych,a sama autorka po pobycie w więzieniu wyemigrowała z kraju. Temat który porusza autorka, choć opisuje sytuację z połowy XIX wieku w chwili obecnej jest jeszcze bardziej na czasie. W czasach talibów kobiety zostały zepchnięte na zupełny margines, więc niemożliwością jest żeby pozycja poruszająca takie tematy była tam pożądana. W 2009 roku "Kobiety bez mężczyzn" doczekały się ekranizacji, nagrodzonej Srebrnym Lwem w Wenecji.


Książkę można podzielić na dwie części. W pierwszej poznajemy poszczególne bohaterki, ich życie oraz miejsce jakie zajmują w społeczeństwie. Druga część przypomina trochę senne marzenie. Rzeczywistość miesza się tu z fantazją. Kobiety zaczynają mieszkać razem i spełniać swoje ukryte marzenia. Wystarczy przytoczyć czytanie w myślach czy urodzenie nasiona. Ich zachowania wynikają z pewnością z kultury w jakiej się wychowały.

Wizja jaką przedstawiła autorka, a która przecież wynika z rzeczywistości, jest przerażająca. Pokazuje życie kobiet całkowicie podporządkowane mężczyznom Kobiety pomimo czasami względnej wolności muszą liczyć się z męskim światem. Nawet prostytutka, wydawać by się mogło kobieta niezwykła w muzułmańskim świecie nie może znaleźć swojego miejsca w życiu. Mężczyźni mają tak dużą władzę że mogą bezkarnie zabić kobietę za wykroczenie, które w świecie zachodu jest niewielkie, a najczęściej żadne.

Książka ta z pewnością ma inny odbiór w świecie muzułmańskim, gdzie kobiety próbują walczyć o swoje prawa. Daje im nadzieję, ale również pokazuje drogi którymi powinny podążać. Na kobiecie zachodu to ta pierwsza część będzie wywoływała największe wrażenie. Natomiast druga, bardziej oniryczna lepszy odbiór ma wśród kobiet wychowanych w kulturze islamu. Dla mnie niektóre wizje były niezrozumiałe.

Być może moje wychowanie sprawiło, że książka ta nie wywarła na mnie wrażenia jakiego się spodziewałam. W swoim życiu spotkałam się już z książkami o pozycji kobiet w islamie, które sprawiły że płakałam ze złości. W tym wypadku tak nie było. Nic mnie nie zaskoczyło, a niektóre rzeczy były całkowicie niezrozumiałe. Dodatkowo w opisie znajduje się porównanie stylu pisarki do Coelho, z czym się nie zgodzę. Nie znalazłam tu tej magii, która była choćby w "11 minutach" czy "Weronika postanawia umrzeć". I znowu być może wynika to z różnic kulturowych.

Po przeczytaniu całości byłam rozczarowana. Nie mogłam do końca zrozumieć całości przekazu, jaki autorka włożyła w książkę. Dlatego świetnym wyjściem jest posłowie przygotowane przez polską tłumaczkę Opisuje ona konsekwencje wobec autorki po wydaniu książki. Wyjaśnia również co chciała ona powiedzieć w tej historii.

Podsumowując książka porusza bardzo ważne kwestie, jednak nie porusza tak bardzo jak się tego spodziewałam. Książka jest jednak na tyle krótka że wystarczy godzina aby zapoznać się z całą historią.