wtorek, 10 grudnia 2013

Saga księżycowa

 Dane techniczne:
  • Autor:
  • Tytuł: Cinder, Scarlet
  • Tytuł oryginalny: Cinder, Scarlet
  • Seria: Saga księżycowa tom 1 i 2
  • Wydawnictwo: Egmont Polska
  • Liczba e-stron (epub): 320, 356
  • Premiera: 17.10.2012, 08.05.2013
  • Gatunek: fantastyka, baśń

Od pewnego czasu mam nawyk kupowania wszystkich "bestselerów" czy też bardzo promowanych książek. Leżą sobie one potem na czytniku i czekają na swoją kolej. Bo z czytaniem tych książek to już gorzej. Nie mogę się zebrać. Przeglądam biblioteczkę i wcale nie mam na nie ochoty. Wydaje mi się że się zawiodę, albo mam przesyt tego tytułu, bo widzę go w sieci na każdym kroku. Dlatego książki, które dość często można spotkać w necie muszą swoje odczekać. Ale kiedy już biorę je do ręki to wciągam się maksymalnie. Tak było i tym razem. Zaczęłam czytać Cinder i po ostatnim słowie od razu zaczęłam Scarlet. Drugi tom również pochłonęłam ;)

Na początku zwróciłam uwagę na okładki - świetne prawda? Trochę tajemnicze, trochę magiczne. Lubię takie motywy.

Autorka wykorzystała motywy baśniowe, przenosząc je i przystosowując do dalekiej przyszłości. Akcja sagi dzieje się po III wojnie światowej, w świecie skomputeryzowanym, gdzie na ulicach oprócz ludzi można spotkać androidy i cyborgi. 
W Pekinie - stolicy nowoczesnego  Państwa Środka żyje i pracuje Cinder. Dziewczyna mieszka z macochą i dwiema przyrodnimi siostrami. W tym samym czasie na zamku szykuje się bal, na który zaproszone są wszystkie panny z królestwa. Znajome? Na tym kończą się jednak podobieństwa z Kopciuszkiem. Cider jest bowiem cyborgiem i wcale nie wybiera się na bal. Dziewczyna pracuje jako mechanik a jej największym marzeniem jest ucieczka do Europy. Wszystko się jednak zmienia, kiedy poznaje księcia Kaia, a jej siostra zaraża się śmiertelną chorobą, na którą nie ma lekarstwa. Wszystko to sprawia, że Cinder, wbrew planom, dotrze na bal i zmieni to jej życie.
Akcja Scarlet przenosi się do Francji. Tytułowa bohaterka żyje na farmie z babcią, gdzie zajmuje się dostawą warzyw do pobliskiego miasta. Jej życie zmienia zniknięcie babci. Policja szybko zamyka sprawę, więc dziewczyna na własną rękę zabiera się na poszukiwania. Pomaga jej tajemniczy mężczyzna - Wilk, który zabiera ją do kryjówki tajnej organizacji. Ale czy Wilkowi można zaufać?
Obie historie w pewnym momencie się ze sobą łączą a bohaterki wspólnymi siłami walczą z Lunarami i ich królową, która chce przejąć władzę na Ziemi. Kim są Lunarzy? To musicie odkryć sami. Za dużo zdradzając zepsuje przyjemność czytania.
 
Pani Meyer zgrabnie łączy znane elementy i przekształca je tak, aby dopasować do realiów przyszłości. Świat, który wykreowała jest bardzo wciągający, a jednocześnie nie widać nieścisłości, co wpływa na pozytywny odbiór książek. W każdym tomie pojawia się wątek miłosny. Bohaterki są indywidualistami, które mają swoje zdanie, potrafią zawalczyć w słusznej sprawie. Męskim postacią pierwszoplanowym również nic nie brakuje. 

Źródło
Saga księżycowa klasyfikuje się w literaturze młodzieżowej, z pewnością ze względu na wiek bohaterów - naście lat. Jednak myślę że i starsze osoby znajdą w nich coś dla siebie. Niektóre zwroty akcji mogą zaskoczyć, choć pewnych można sie domyśleć. Zawsze dodają smaczku historii. 

Czekam z niecierpliwością na trzeci tom, który w Polsce ma pojawić się na wiosnę. Ciekawa jestem jak rozwinie się historia bohaterek i kto nowy do nich dołączy. Ze swojej strony polecam.
 

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Wielka przygoda w wykonaniu Gaimana

Dane techniczne:
  • Autor:
  • Tytuł: Na szczęście mleko...
  • Tytuł oryginalny: Fortunately, the Milk...
  • Wydawnictwo: Galeria Książki
  • Liczba stron: 160
  • Premiera: 6 listopada 2013
  • Gatunek: literatura dziecięca

 
Wiecie, jak to jest, kiedy mama wyjeżdża służbowo, a tato zajmuje się domem. Mama zostawia mu długą, naprawdę długą listę spraw, których ma dopilnować. a najważniejsze z poleceń brzmi: NIE ZAPOMNIJ KUPIĆ MLEKA!
Niestety, tato zapomina. Dlatego rano, jeszcze przed śniadaniem, musi iść do sklepu na rogu. A to jest opowieść o tym, dlaczego tak długo trwało, zanim wrócił.
Występują: profesor Steg (podróżujący w czasie dinozaur), kilka zielonych śluzowatych stworów, królowa piratów, słynny klejnot będący Okiem Sploda, kilka wumpirów oraz całkiem normalny, ale bardzo ważny karton mleka. 

 Za każdym razem kiedy sięgam po Gaimana spodziewam się naprawdę dobrej zabawy i pokręconych pomysłów. Tym razem byłam bardzo ciekawa, jak wyobraźnia autora sprawdziła się w książce przeznaczonej dla dzieci.
Na początku zwróciłam uwagę na świetne ilustracje, które są zasługą Chrisa Riddella - angielskiego rysownika, znanego z ilustracji Kronik Kresu. Trzeba przyznać że rysunki do Na szczęście mleko... są bardzo sugestywne i wciągające. 
Sama historia, choć krótka, jest wielowątkowa i ciekawa. Historia taty, który wychodzi jedynie na chwilę po mleko, zamienia się w wielką przygodę. Książka zawiera wszystkie elementy tak lubiane przez dzieci - dinozaury, kosmitów, piratów, podróże w czasie i wiele innych, również tych popularnych w ostatnich czasach jak wampiry. Język jest plastyczny i przystępny nawet dla małych dzieci.
Myślę że książkę można zaproponować dzieciom w przedziale 7-11 lat. Niektóre elementy mogą przestraszyć młodsze dzieci, choćby wątek kosmitów czy wampirów.  
Na szczęście mleko... to krótka historia okraszona dużą ilością ilustracji, która może być wspaniałą książką na dobranoc. Młodsze maluchy z chęcią poznają ją z ust rodziców, a starsze na pewno same wciągną się w opowieść. 
Jest to również dobry pomysł na prezent, więc jeśli macie dzieci w tym wieku polecam. Choć myślę, że Gaimana polecać nie trzeba, nawet w wydaniu dziecięcym. 


 

wtorek, 5 listopada 2013

Gdy nieugięta wola i ogromny hart ducha są naszą jedyną bronią...

Kogo widzicie oczyma wyobraźni, słysząc słowo "pirat"? Pijaczynkę w kolorowym ubraniu, żeglującego po morzach i śpiewającego niepoprawne i sprośne piosenki? Pociesznego Jacka Sparrowa z rewelacyjnej serii filmów? Czy może burkliwego obdartusa, który zrobi wszystko dla pieniędzy? Pirat jako sylwetka przedstawiana w książkach przygodowych to schemat, który utracił sens bytu przeszło sto lat temu. Współczesny pirat powiela niechlubne tradycje przodków - jest przede wszystkim buntownikiem, przestępcą odpowiedzialnym za grabieże, napaście i przemyt. Jest porywaczem, nierzadko mordercą. Jest pozbawiony sumienia i litości, aby osiągnąć cel zabije każdego, kto spróbuje mu się postawić. Nie ma on nic wspólnego z wyobrażeniami z naszych dziecięcych lat. Dziś zamiast szabli trzyma karabin.


Kapitan Richard Philips sam o sobie mówi "zwykły gość z Vermont". Kochający mąż i ojciec, ale i wymagający szef, nie znoszący lenistwa i partactwa. Ten rejs miał być po prostu jednym z wielu, jakie odbył i pewnie jeszcze odbędzie. Traf chciał, że jego kontenerowiec Maersk Alabama miał płynąć przez niestrzeżone, niebezpieczne wody u wybrzeży Somalii. Kapitan miał pod swoją komendą nową grupę marynarzy, ludzi przyzwyczajonych do pracy, a nie walki. Kiedy więc statek atakują piraci, robi się gorąco, gdyż nie są perfekcyjnie przygotowani na stan najwyższego zagrożenia...

Richard Philips tylko dzięki zachowaniu zimnej krwi nie poddaje statku i ochrania załogę od śmierci, albo smutnego losu somalijskich niewolników. Choć po raz pierwszy przychodzi mu zmierzyć się z na wpół zdziczałymi grabieżcami, nie poddaje się. Ta myśl będzie mu towarzyszyć przez resztę jego przerażających przeżyć - nie poddać się. 
"Wiele razy w czasie tego porwania nękały mnie myśli, że nie przetrwam kolejnych pięciu minut, zwłaszcza podczas udawanych egzekucji. Był to tak wszechogarniający strach, że zamieniałem się w roztrzęsioną galaretę. Ale nigdy się nie poddałem. Dowiedziałem się, że mogę znieść o wiele więcej, niż przypuszczałem."*
Nie zdaje sobie sprawy, że w czasie, gdy on mierzy się z bezgranicznym strachem i zmęczeniem, cały świat zastygł, obserwując jego los. 


Po lekturze książki mam wrażenie, że właśnie to jest przesłaniem - nigdy nie dać się złamać przeciwnościom. Możemy śmiało podnosić sobie poprzeczkę, pokonywać kolejne etapy, odnosić kolejne sukcesy, coraz większe. Jesteśmy wolni - i nie bójmy się wyzwań. 

Na okładce książki przeczytamy "Historię tę czyta się jak rasowy thriller, bija ona jednak na głowę powieści sensacyjne, ponieważ wydarzyła się naprawdę". Myślę, że nic więcej nie trzeba tu dodawać. Książkę pochłonęłam w przeciągu właściwie jednego dnia. Bardzo ją polecam wszystkim, którzy nie boją się pożeglować na ogromnym kontenerowcu hen, aż ku wybrzeżom dzikiej Afryki...







*"Kapitan na służbie", s. 305


Za książkę dziękuję:


poniedziałek, 4 listopada 2013

Tajemnice zdemaskowane?, czyli polemika z czarnymi mitami Kościoła

Co jakiś czas na naszym rynku pojawiają się książki, które wstrząsają opinią publiczną, nakręcając koło bestsellerowości. Skandal, jaki wywołują godzi najczęściej w dobre imię jakiejś poważanej osoby czy instytucji. Gloryfikuje to, co godne potępienia, lub proponuje kolejną teorię spiskową. Tak było z osławionym "Kodem Leonarda da Vinci", autorstwa Dana Browna. Obojętnymi ta książka zostawiła chyba tylko tych, którzy jej nie przeczytali. 

Książki poruszające newralgiczne aspekty Kościoła katolickiego zawsze były tyleż poczytne, co oceniane przez samych zainteresowanych jako obrazoburcze. Faktem jest, że Kościół jako taki ma w swojej liczącej dwa tysiące lat historii wiele aspektów niejasnych, zawiłych czy kontrowersyjnych, wspomnieć choćby inkwizycję, polowania na czarownice, czy przypadki Jana Husa, czy też Giordano Bruno. Fascynują nas apostołowie, templariusze czy katarzy. Kiedy więc otrzymałam propozycję przeczytania "Ciemnych postaci w historii Kościoła", zgodziłam się, ciekawa argumentacji autora.

W książce Michael Hesemann przedstawia w oddzielnych rodziałach najbardziej znane problemy i największe niejasności. Przeprowadził budzącą podziw, czasochłonną kwerendę, aby w efekcie finalnym przedstawić nam efekty swoich dociekań. Argumentuje bez demagogii i - jak odniosłam wrażenie - dość bezstronnie, nie próbuje ani bronić, ani potępiać. Czasem demaskuje pewne mity, a czasem przedstawia po prostu stan rzeczy obdarty z narosłych czarnych legend. W czasie lektury nie miałam wrażenia, że próbuje mi "sprzedać" na siłę efekt swoich badań, a jedynie zachęca do zastanowienia się, czy mu uwierzymy. Instytucja pokroju Kościoła, z tak olbrzymią, długą historią zawsze będzie miała wiele zagadek. Książka Hesemanna jest w tym wszystkim apelem o odrobinę krytycyzmu, kiedy będziemy się zastanawiali, jakie mamy w danej sprawie przekonania. 



Michael Hesemann - niemiecki historyk i publicysta, specjalizujący się w tematach związanych z historią Kościoła. Studiował historię, antropologię kulturową, literaturoznawstwo oraz dziennikarstwo. Autor wielu publikacji, m.in. Pius XII wobec Hitlera. [z okładki książki]

Książkę przysłało mi:
 

wtorek, 29 października 2013

"Duma i uprzedzenie" a "Kto zabił Jezusa"

Wiosną pisałam o nowej książce Pawła Lisickiego "Kto zabił Jezusa". Zarówno sam temat, jak i pogląd autora może stwarzać wiele kontrowersji. Właściwie każdy z nas odbierze ją inaczej, co powoduje, że dyskusja na temat tej książki rozgorzała. Jednak nie spodziewałam się, że obejmie ona nie tylko Polskę, a nawet Europę - a także Stany Zjednoczone. 

W październikowym numerze miesięcznika "Znak" głównym tematem stają się Żydzi. Jednym z artykułów, które poruszają ten temat jest polemika Johna Connelly'ego z książką Lisickiego w artykule "Duma i uprzedzenie".

Autor  dość mocno atakuje Polaka, twierdząc, że jego poglądy na temat winy Żydów są niezgodne z wytycznymi Katechizmu Kościoła. Lisicki w swojej książce twierdzi, że po Holocauście chrześcijanie poprzez wybielanie Żydów w Nowym Testamencie chcieli wybielić siebie. Connelly bardzo wyraźnie pokazuje, że indywidualna interpretacja Biblii jest niewskazana. Polak poprzez taką właśnie błędną interpretację wyciąga wnioski, które zaprzeczają interpretacjom Kościoła. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, że nie ważne jest, która konkretnie nacja była odpowiedzialna - wszyscy grzesznicy odpowiadają za śmierć Pana. 

Amerykanin potępia Lisickiego, który ma na podstawie jednego, wyrwanego z kontekstu, zdania z Biblii obarcza winą Żydów. Chodzi o sławetne zdanie "Krew Jego na nas i na dzieci nasze". Osobiście jednak akurat ten fragment książki Polaka odebrałam inaczej. 

Wychodząc jednak od tego zdania Connelly przedstawia wystąpienie kard. Augustina Bea w 1964 roku. Duchowny pokazywał że Żydzi żyjący poza diasporą nie mieli wpływu na decyzję władz żydowskich. Nie można też Żydów żyjących w przyszłości obarczać winą za śmierć Jezusa. Żydzi nie poznali w Chrystusie Boga, dlatego też ich winę za Jego śmierć nie można rozpatrywać w kryteriach zbrodni przeciw Bogu. W tym wypadku również inaczej odebrałam Lisickiego. Dążył on do pokazania, że Żydzi muszą się nawrócić, poznać Jezusa. 
Amerykanin przywołuje również tekst Benedykta XVI na temat krwi Jezusa. W książce "Kto zabił Jezusa" autor również z niego korzysta. Connelly twierdzi, że Polak jest mu przeciwny, jednak dla mnie zarówno Papież jak i Lisicki dążą do tego samego. 
Autor artykułu wskazuje jak ważną rolę dla Kościoła Katolickiego mają Żydzi, współczesny Kościół jest im bardzo bliski. 

Krytyka Polaka przez Connelly'ego jest bardzo mocna. W pewnym momencie autor artykułu przedstawia poglądy pewnego nazisty na temat Żydów i wyraźnie wskazuje zbliżone stanowisko Lisickiego na ten temat. Amerykanin atakuje nawet polski Kościół, który według niego uczy się od Lisieckiego a nie odwrotnie. 

Podsumowując, według Connelly'ego Lisicki w swojej książki atakuje Żydów, dlatego też dość mocno potępia tą książkę i jej wydźwięk. 

Co naprawdę wynika z książki Lisickiego? Czy krytyka Connelly'ego jest słuszna? Każdy powinien przekonać się sam. Myślę, że warto osobiście poznać zarówno książkę jak i artykuł.

poniedziałek, 28 października 2013

Kopciuszek raz jeszcze

Dane techniczne:
  • Autor:
  • Tytuł: Pocałunek księcia
  • Tytuł oryginalny: A Kiss at Midnight
  • Seria: Żyli długo i szczęśliwie tom 1
  • Wydawnictwo: Amber
  • Liczba e-stron (epub): 316
  • Premiera: 5 września 2013
  • Gatunek: romans historyczny


Dobry romans potrafi umilić wolną chwilę. Co to znaczy "dobry" romans? U mnie to taki, od którego nie można się oderwać do ostatniej strony. I choć wiadomo, że w końcu "wszyscy żyli długo i szczęśliwie" to droga do tego szczęścia nigdy nie jest usłana różani. Dodatkowym atutem jest język książki.

Taki właśnie jest "Pocałunek księcia". Historia zawiera w sobie elementy "Kopciuszka" - Kate to młoda kobieta, która po śmierci ojca została odsunięta od wszystkiego co jej się należy, przez macochę. Dziewczyna nie potrafi odejść, że względu na poddanych sobie ludzi, którzy tylko dzięki niej nie wylądowali jeszcze na bruku. Zostaje zmuszona, aby udawać swoją przyrodnią siostrę u księcia. Tutaj jednak, nie wszystko toczy się po myśli macochy. A Kate nie może przestać myśleć o Gabrielu.

Historia banalna, wielokrotnie już opisywana i ekranizowana. Jednak ta wersja tej bajki zawiera w sobie dużo świeżości. Kate nie jest nieśmiałym Kopciuszkiem. Gabriel również nie jest szarmanckim księciem. Choć tylko na pierwszy rzut oka. I wszystko skłania się przeciw ich uczuciu.

Wciągnęła mnie ta książka niesamowicie i z chęcią zapoznam się z pozostałą twórczością autorki. Od dawna nie zmarnowałam pół nocy na skończenie książki, co chyba mówi samo za siebie.

poniedziałek, 21 października 2013

Podróż do źródeł Nilu

Dane techniczne:
  • AutorEllen 
  • Tytuł:  Niewolnica
  • Tytuł oryginalny: Die Quellen der Sehnsucht
  • Wydawnictwo: Sonia Draga
  • Liczba e-stron (epub): 317
  • Premiera: 17 lipca 2013
  • Gatunek: powieść historyczna 

Powoli wracam do życia blogowego !


W ostatnim czasie po paru stronach porzucałam prawie każdą książkę, bez względu na gatunek czy autora. Dopiero powieści historyczne w jakiś sposób zmieniły moje podejście. Przypadkowo znalazłam książkę Franceski Michalskiej, która bardzo mi się spodobała. Później trafiłam na "Ocalone z Titanica", powieść, która skupia się na wydarzeniach po zatonięciu statku. Na fali pozytywnych doznań sięgnęłam po "Odmieńca", choć trochę bałam się tej książki. A jednak okazała się całkiem udana.  

Na "Niewolnicę" również trafiłam przypadkiem. Książka opowiada historię pewnej białej dziewczyny, która w dzieciństwie została wzięta w niewolę. Dzięki szczęściu została wykupiona i wraz ze swoim wybawicielem wybrała się w podróż do Afryki - do źródeł Nilu. Autorka opisuje okres 5 lat, w czasie których zmagają się oni z różnymi przeciwnościami losu - handlarzami niewolników, wojnami plemiennymi, zarazami itp. Ostatecznie jednak odnajdują tak ważne dla siebie źródło.

Dopiero na końcu książki zorientowałam się, że jest oparta na faktach. Samuel White Baker - odkrywca Jeziora Wiktoria nie był mi postacią znaną. Autorka wykorzystała jego biografię, aby stworzyć ciekawą historię. Jednocześnie zorientowałam się, że na polskim rynku została wcześniej wydana jeszcze jedna powieść Alpsten - Caryca. 

Jednak "Niewolnica" nie weszła mi tak gładko jak poprzednie przeczytane książki. Choć sama historia jest bardzo ciekawa, to język jakim pisała autorka utrudniał mi zbliżenie się do bohaterów. Wydawali mi się momentami bardzo odlegli i nierealni.  Również przeskoki czasowe, które autorka dość często stosuje, nie ułatwiały mi odbioru książki. Wydaje mi się, że książka która opisuje taki zakres czasowy powinna mieć dużo więcej stron niż 317 (jak w przypadku mojego epubu).

Same postacie akceptowałam różnie. Wydaje mi się że 4 osoby można uznać za postacie główne - Sama i Florence, oraz Saada - chłopca który został przez Florence uratowany na początku ich podróży i został do końca, oraz Richaarda - wielkiego, czarnego wojownika który przez większość czasu jest cichym wsparciem. Pierwsza dwójka ma barwny życiorys, którego autorka nam nie pomija. Saad od pierwszych chwil da się lubić i to on stał się moją ulubioną postacią. Natomiast Richaard jest wielki i milczący. Niewiele o nim wiemy do samego końca. Oprócz tych czterech osób w powieści przewija się cały tłum osób, które albo zostają na dłużej, albo też szybko znikają ze sceny. Co jednak znaczące, są to postacie w większości negatywne - autorka pokazuje wszystkie ich grzechy i grzeszki. 

Książka jest ciekawa, choć mogłaby być jeszcze lepsza. Gdyby nie przeskoki czasowe i język, byłoby to małe arcydzieło. Z pewnością w przyszłości bliżej przyjrzę się również "Carycy".

 

niedziela, 6 października 2013

Czy wiecie, że...?

Najstarsza technika obrazowa, stosowana w książkach, to drzeworyty (lub po grecku ksylografy, od ksylon - drzewo, i grapho - piszę)? Już w VII w. p.n.e. w klasztorach chińskich buddystów wytwarzano w ten sposób np. karty do gry. 
Do Europy drzeworyt dotarł w XV wieku i przedstawiał wizerunki świętych.
Wykonanie drzeworytniczego rysunku polegało na pokryciu kilkucentymetrowej deski warstwą białej farby, a następnie narysowania pożądanego obrazka w perspektywie lustrzanej. Potem drzeworytnik wycinał całość tak, by rysunek w efekcie końcowym wyglądał jak płaskorzeźba. Na tak przygotowaną bazę kładziono czarny barwnik (najpierw była to sadza z gumą, potem farba drukarska) i przyciskano papier. Technika ta była niezwykle wymagająca dla artysty, kóry musiał bardzo ostrożnie i starannie wycinać każdy taki obraz. 
Ponieważ surowcem było tu drewno, drzeworyty łatwo się niszczyły. Dlatego bardzo trudno dziś je spotkać.



sobota, 5 października 2013

Sto pociągnięć szczotką przed snem, czyli o narodzinach branży kosmetycznej

Od dość dawna miałam smaczek na tę właśnie biografię. Po części skusił mnie tytuł, a po części chęć poznania życia twórczyni jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek kosmetycznych na świecie. Każdy, kto mniej czy bardziej interesuje się branżą kosmetyczną, kojarzy nazwisko Rubinstein, i kojarzy je z kosmetykami z wyższej półki. Założycielką była Żydówka polskiego pochodzenia. 

Urodzona w Krakowie, w wielodzietnej rodzinie, jako najstarsza córka. Helena nie miała łatwego życia. Zajęta opieką nad siedmioma siostrami, czuła, że nie pasuje do świata, jaki narzuca kobiecie jej religia. Szybko dostaje łatkę meszuge, odmieńca. Przeciwstawia się konwenansom obyczajowym i religijnym i wyjeżdża do Australii. Odtąd jej życie zmieni się diametralnie, choć wcale nie będzie łatwiejsze. Wypełnione jest przede wszystkim pracą nad stworzeniem nowej dziedziny - kosmetyki.
Helena Rubinstein poszukuje składników, które dadzą się zamknąć w szklanych słoiczkach i będą od tej pory zalążkiem, jak sama twierdziła, obowiązku kobiet jakim jest dbanie o siebie.

Helena Rubinstein zbudowała swoje imperium właściwie sama, mając w sobie jedynie wielki upór. W swój sukces włożyła ogrom pracy, poświęcając jej cały swój czas. W efekcie książka ma w zasadzie dość smutny wydźwięk - Madame Rubinstein jawiła mi się na kartach książki jako bardzo samotna osoba, która - być może przez trudny charakter, a być może z lęku - nie potrafiła okazywać miłości. Jej życie było tak intensywne, że wystarczyłoby na obdzielenie życiorysów kilku osób. Czytając, jak wiecznie pędziła, można poczuć faktyczne znużenie i zadać sobie pytanie - jak jedna osoba mogła tyle robić, tyle podróżować, tyle przeżyć? Przez książkę przewijają się nieustannie nazwiska największych artystów i twórców marek luksusowych, do dziś pozostających symbolem prestiżu i doskonałego smaku - Pablo Picasso, Salvador Dali, Coco Chanel, Amedeo Modigliani, Paul Poiret, Yves Saint Laurent... Ich wszystkich znała ta niewysoka kobieta o niezwykłym animuszu.


Książkę tę na początku czyta się jak powieść, pochłania się kolejne rozdziały zapominając, że to wcale nie beletrystyka, ale świetnie napisana biografia. Tym niemniej uczciwie przyznaję, po mniej więcej dwóch trzecich czułam zmęczenie pędzeniem za niestrudzoną panią Rubinstein. Była to osoba która przez niemal stulecie mnóstwo przeżyła i widziała. Jednak ani przez chwilę nie umiałam się oderwać od tej książki. Poleciłabym książkę każdemu, kto interesuje się kosmetyką i sztuką, te dwa motywy bowiem przeplatają się nieustanie przez niemal 500 stron. 



środa, 2 października 2013

Wyjaśnienia, przeprosiny i wyniki

Na początku chciałabym wyjaśnić, dlaczego od pewnego czasu przestałam się odzywać. Choć bardzo bym chciała, jednak przeszkadza mi w tym brak czasu. Spowodowany jest przede wszystkim nadmiarem pracy, ale również dlatego, że cały czas się dokształcam. Z tego powodu mam zajęte soboty a wkrótce również wieczory w tygodniu. 
Dlatego kiedy wracam do domu nie mam już sił na siadanie do komputera. I mimo że cały czas czytam, to brak mi weny, czasu a czasem ochoty na pisanie recenzji i życie blogowe. Wielokrotnie chciałam wrócić, zresztą nawet teraz nie chcę porzucać bloga i Was. Rozmawiałam w tej sprawie z Melisandrą i wierzę, że należą się Wam wyjaśnienia. Myślę że chwilowo zawieszę oficjalnie swoją obecność na blogu. Być może wkrótce wrócę, być może zejdzie mi się trochę dłużej. Ale naprawdę nie chcę Was porzucać. I nie chce porzucać bloga, tak trochę samolubie ;)

Teraz chciałabym przeprosić wszystkich zainteresowanych. Trochę zapomniałam a trochę brakowało mi czasu żeby podać wcześniej wyniki lipcowej rozdawajki. Teraz jednak postanowiłam wziąć się w garść i ogłosić zwycięzców. 

I tak oto:

"Siódmy jednorożec" Kelly Jones powędruje do Melani K.



Księga Wszystkich Dusz t.1 "Czarownica" Deborah Harkness powędruje do Mola Książkowego



"Kobiety bez mężczyzn" Shahrnush Parsipur powędruje do miqaisonfire



"Sprawa osobista" Kenzaburo Oe trafia do Alojki

Gratuluję wszystkim wybranym!

sobota, 3 sierpnia 2013

O mieście, którego nie było na mapie...

Dziewczyny atomowe

Autor: Denise Kiernan 
Tłumaczenie: Mariusz Gądek
Tytuł oryginału: The Girls of Atomic City. The Untold Story of the Women Who Helped Win World War II
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 3 lipca 2013 
Liczba stron: 440




Czasy II wojny światowej na zawsze zapisały się w ludzkiej pamięci. Ogrom działań, na froncie i poza nim, w miastach, wsiach, laboratoriach, biurach i sklepach. W każdym kraju zaangażowanym w działania zmierzające do rozwiązania konfliktu. Wojna zawsze oznacza poświęcenie ze strony ludzi - najczęściej to poświęcenie jest olbrzymie. Utrata domu, pól uprawnych, majątku. Wygonieni ze swojego miejsca jak chwasty wyrwane z ziemi. Z dnia na dzień, po prostu, tylko w imię wysiłku wojennego. Fabryka zabawek staje się fabryką konserw. Tkalnie nagle produkują materiał na mundury zamiast zwiewnego płótna na kobiece sukienki. Fabryka zwykłych puszek staje się fabryką czołgów.
A w tym wszystkim tajny eksperyment. Budowa Gadżetu, angażująca mnóstwo materiałów, czasu i ludzi. Decydujący argument do uzyskania przewagi wojennej...


Książka "Dziewczyny atomowe" to coś między beletrystyką a reportażem, czy literaturą faktu. Są to zebrane opowieści osób, które pracowały w Oak Ridge, mieście, którego nie można było odnaleźć na żadnej mapie, a wszyscy pracowali pod klauzulą poufności. Opisuje życie, gdzie mimo zapewnień o swobodzie, nie było mowy wyjściu na kawę bez wyznaczonej godziny powrotu. Gdzie mimo zapewnień o braku segregacji kolor skóry sprawiał, że mieszkało się w osobnej dzielnicy. Gdzie nie można było gotować dla siebie, a gumka do majtek była luksusem... 


Jest to książka specyficzna, z podobną formą zetknęłam się pierwszy raz. Zastanawiałam się cały czas, jak wiele musi być w człowieku woli, by być wolnym i by żyć w wolnym kraju. Jak wiele odwagi, by nie wiedząc nic, czasem przejechać pół kraju do pracy, o której również nie wie się nic. Ale i jak wiele zwykłego człowieczeństwa, by w - z założenia - sztucznym zbiorowisku zwerbowanych naprędce pracowników stworzyć miasto - i zbiorowość nie anonimowych twarzy, a ludzi, którzy choć związani klauzulą tajemnicy, zaskakują normalnością swego życia w chwili, gdy okrucieństwo wojny tę normalność powinno odebrać.



sobota, 13 lipca 2013

Rozdawajka u barwinki - odsłona lipcowa

Dziś prawie połowa miesiąca ale niestety dopiero teraz udało mi się dostać do internetu. Powodem przesunięcia był mój urlop i wyjazd w miejsca, gdzie jest prawie całkowity brak sieci. Pomyślałam więc że w tym miesiącu zrobimy trochę inne wydanie zabawy. Podam Wam cztery tytuły książek i wszystkie cztery powędrują do Was. Możecie głosować na jedną lub na dwie książki z wszystkich czterech. Losowanie osób, które wygrają odbędzie się pod koniec miesiąca - 29 lipca.

Zasady: 

Ogólne:

Zabawa jest cykliczna. Trwa do 30 września 2013 roku. Każda odsłona trwa od 01 do 31 danego miesiąca.

- Odsłona trzecia trwa od 01.07.2013 do 31.07.2013 roku.

Uczestnictwo w Zabawie:

- Brać udział w Rozdawajce mogą wszystkie osoby posiadające blogi oraz te, które ich nie posiadają. Jeśli ktoś nie prowadzi bloga, proszę w komentarzu zostawić swój adres e-mail.

- Uczestnikami mogą być osoby zamieszkałe na terenie Polski, Niemiec, Czech, Słowacji, Ukrainy oraz Białorusi.

- Nie wymagam obowiązkowo ani dodawania bloga do ulubionych ani informowania u siebie o zabawie. Choć byłoby mi miło, gdyby ktoś sam dodał/poinformował.

Przebieg zabawy:

W dniu 13.07 pojawi się post prezentujący dwa pojedynki, w sumie cztery okładki książek. Każdy uczestnik może głosować w sumie na dwie książki, jedną z każdej pary. Wyboru proszę dokonywać w komentarzach pod postem.

- W dniu 29.07 zakończy się pierwszy etap zabawy, w którym uczestnicy wybierają książkę. Te dwie pozycje, które do tej daty zdobędą więcej głosów wygrają. 

- W dniu 28.07 odbędzie się losowanie osób, która wygrają wcześniej wytypowane książki. Losowania dokonam z grona osób, które w komentarzach głosowały na wygraną książkę. Szczęśliwą osobę wybiorę na drodze wyboru losowego.

- Osoby które wylosuje będą proszone o podanie swojego adresu korespondencyjnego w ciągu  do 5 dni od daty losowania. Wysyłka zostanie nadana w ciągu 2 dni.

-Dwie pozostałe książki, która w danym miesiącu zyskają mniejszą liczbę głosów nie znikną. W kolejnym miesiącu pojawią się znowu razem z drugą, całkiem nową, pozycją. 

Informacje końcowe:

- Zabawę przeprowadzam z własnej woli. Wszystkie książki które prezentuję są używane, jednak w stanie bardzo dobrym (w innym wypadku na pewno o tym poinformuję). Jeśli pojawią się pytania, wątpliwości itp. piszcie na adres: barwinka4@gmail.com



Wybierajcie :)

wtorek, 9 lipca 2013

Miłość, zderzenie dwóch religii i mroźna Północ...

Kobieta i Mężczyzna rymują się ze sobą. Są jak słońce i księżyc na nieboskłonie życia - tak różni od siebie, a jednak nie mogący bez siebie istnieć. Jedno jest dopełnieniem drugiego, droga każdego z nich determinowana jest przez drugie.

Czy posłuchasz mej opowieści, Miły...? 
Opowieści, którą stworzymy we dwoje, strofy i wersy znacząc miłością, krwią i łzami.
Opowieści, której żaden bard nie napisze, a która gra w sercu nas obojga.
Czy posłuchasz, Miły...?
Czy zaśpiewasz ją ze mną...?

My, kobiety. Tak różne od mężczyzn, ich świat dla nas jest jednocześnie tak łatwy do pojęcia i tak bardzo owiany tajemnicą. 
My, kobiety. Tak różne dziś od tych sprzed setek lat - czy może właśnie przez tyle lat niezmienne?
My, kobiety... 
Kochamy, tęsknimy, płaczemy. Nasze życie wypełnione jest czekaniem, jest słuchaniem intuicji i próbą przetrwania tego co najgorsze, gdy nad rodziną zbierają się czarne chmury.
Pożądamy, pochłaniamy bez reszty, zaklinamy miłość. Zespolone z ukochanym odkrywamy nowe lądy namiętności, a jednocześnie pragniemy słodkiej monotonii, zasypiania przy tylko jednym, jedynym żeglarzu...
Szukamy znaków w błyskach oczu, historii wyrytych w bliznach, doświadczenia opowiadanego przez zmarszczki. Uczymy się patrzeć i wiedzieć wszystko, choć nie pada ani jedno słowo. 
Czasem mylimy się, zbyt pochopnie zdarza nam się wydać osąd, bo rozum przesłania mgiełka strachu o to, co kochamy.
My, kobiety...



Narracja prowadzona jest niespiesznie, prostym, choć zaskakująco plastycznym językiem. Pozbawiona infantylności typowych romansów, jest przede wszystkim książką "o kobietach dla kobiet". Opowiada o emocjach, które bliskie są wielu, jeśli nie każdej z nas.
Sigrun i Regin. Oto opowieść o nich, o ich małżeństwie z woli Apalvaldra, ojca Sigrun, wielkiego jarla. Małżeństwa będącego częścią większego planu, a jednak niespodziewanie naznaczonego wielką miłością. Opowieść widziana oczami dziewczynki, która w książce przede wszystkim pozwala nam patrzeć, jak przemienia się w kobietę.
Sigrun prowadzi nas przez swoje życie, wpuszczając w najprywatniejsze jego części. Opowiada o intymności i rozdzierającej tęsknocie za mężczyzną swojego życia.


Twój świat był tam, gdzie Ty - pod stopami, pod dziobem łodzi - twoja Północna Droga - to, na co spojrzałeś! I to ty decydowałeś, ile z tego świata zobaczę - w skrzyniach zwoziłeś mi go do domu. Tylko to, co najlepsze: srebro, złoto, bursztyn, futra, suknie, jedwabie! A ja? Jedyny podarek, jakiego pragnęłam, to czas. Twój czas dla mnie! Ten czas, to nasze życie. Upływał tak szybko...*









*E. Cherezińska, "Saga Sigrun", s.389

niedziela, 30 czerwca 2013

Czy wiecie, że...?

... posiadacze flagowców Samsunga mogą w bardzo ciekawy oraz 
nietypowy sposób ozdobić i jednocześnie ochronić swój telefon? 
Istnieje etui upodabniające telefon do książki. :)

Znaleźć je możecie u tego sprzedawcy na eBayu. Etui kosztuje 25 dolarów, a przesyłka jest darmowa. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość, gdyż wsyłka idzie aż z Chin... ;)


środa, 26 czerwca 2013

Rozdawajka u barwinki - wyniki czerwca

Tym razem znów szybko, brak czasu mi strasznie doskwiera. Dlatego (przepraszam że po czasie) podaje wyniki losowania i czekam na maile z adresami. 


Zwycięzcą 1 pary czerwca została pozycja "Zaginiony pamiętnik Don Juana" Douglas Carlton Abrams.
Książka trafiła do anonima ;) (inka144@interia.pl)



Zwycięzcą 2 pary czerwca została pozycja "Księżyc i anioł" Gina B. Nahai
Książka trafiła do Marta mama Nikusia

Gratuluję zwycięzcom i zapraszam na następną edycję.

niedziela, 9 czerwca 2013

Czy wiecie, że...?

... powstała książka, która bardzo przystępnie (choć pisana jest nieco już przestarzałym jezykiem) przedstawia różne ciekawostki - dowiecie się czym jest abszyt, jakie jest źródło powiedzenia "na bakier" czy też cóż to było "kapreola". 
Książką tą jest "Encyklopedia staropolska" Zygmunta Glogera, wydana na początku XX wieku, jednak nawet po takim czasie stanowi bogate źródło informacji i przybliża, czemu w dzisiejszej polszczyźnie funkcjonują pewne okeślenia, lub dlaczego w kulturze coś się zakorzeniło.
Tylko dla żądnych wiedzy. ;-)



środa, 5 czerwca 2013

Rozdawajka u barwinki - odsłona czerwcowa

 Nowa odsłona Rozdawajki pojawia się z pewnym opóźnieniem. Przyznam się Wam że straciłam poczucie czasu. Zresztą ostatnio nie mam czasu żeby nadrobić zaległe recenzje (zebrało się już 5) jak i na zaglądanie na Wasze blogi. Musicie mi wybaczyć ale ostatnio ogrom pracy mnie przeraża, z tego też powodu moja wena zanikła. Mam jednak nadzieję, że od następnego tygodnia sytuacja się trochę poprawi. Póki co przedstawiam Wam dwie pary książek do wyboru w tym miesiącu.

Zasady: 

Ogólne:

Zabawa jest cykliczna. Trwa do 30 września 2013 roku. Każda odsłona trwa od 01 do 31 danego miesiąca.

- Odsłona druga trwa od 01.06.2013 do 30.06.2013 roku.

Uczestnictwo w Zabawie:

- Brać udział w Rozdawajce mogą wszystkie osoby posiadające blogi oraz te, które ich nie posiadają. Jeśli ktoś nie prowadzi bloga, proszę w komentarzu zostawić swój adres e-mail.

- Uczestnikami mogą być osoby zamieszkałe na terenie Polski, Niemiec, Czech, Słowacji, Ukrainy oraz Białorusi.

- Nie wymagam obowiązkowo ani dodawania bloga do ulubionych ani informowania u siebie o zabawie. Choć byłoby mi miło, gdyby ktoś sam dodał/poinformował.

Przebieg zabawy:

W dniu 05.06 pojawi się post prezentujący dwa pojedynki, w sumie cztery okładki książek. Każdy uczestnik może głosować w sumie na dwie książki, jedną z każdej pary. Wyboru proszę dokonywać w komentarzach pod postem.

- W dniu 21.05 zakończy się pierwszy etap zabawy, w którym uczestnicy wybierają książkę. Te dwie pozycje, które do tej daty zdobędą więcej głosów wygrają. 

- W dniu 24.05 odbędzie się losowanie osób, która wygrają wcześniej wytypowane książki. Losowania dokonam z grona osób, które w komentarzach głosowały na wygraną książkę. Szczęśliwą osobę wybiorę na drodze wyboru losowego.

- Osoby które wylosuje będą proszone o podanie swojego adresu korespondencyjnego w ciągu  do 5 dni od daty losowania. Wysyłka zostanie nadana w ciągu 2 dni.

-Dwie pozostałe książki, która w danym miesiącu zyskają mniejszą liczbę głosów nie znikną. W kolejnym miesiącu pojawią się znowu razem z drugą, całkiem nową, pozycją. 

Informacje końcowe:

- Zabawę przeprowadzam z własnej woli. Wszystkie książki które prezentuję są używane, jednak w stanie bardzo dobrym (w innym wypadku na pewno o tym poinformuję). Jeśli pojawią się pytania, wątpliwości itp. piszcie na adres: barwinka4@gmail.com










niedziela, 2 czerwca 2013

Czy wiecie, że...?

... rodzina Gebethnerów, współzałożycieli słynnej XIX-wiecznej księgarni i drukarni, nie zawsze zajmowali się tym fachem? Ojciec Gustawa Augusta Gebethnera, założyciela spółki Gebethner&Wollf, zajmował się wyrobem mydeł i świec, mając swoją wytwórnię na warszawskiej Tamce.



wtorek, 28 maja 2013

Gdy tak bardzo, bardzo nie chcesz dorosnąć...

Dym papierosowy to najszczęśliwszy z bytów. Rodząc się z rudych iskier peta pojawia się, wije przez chwilę w sobie jedynie znane fantazje, opowiada historię, której nikt nie słyszy, a potem znika. Nie obchodzą go problemy tego świata. Teraz jest. Za chwilę go nie będzie.

Zazdroszczę mu w sumie. Piwo mi się kończy, a beczki nie ma kto dowieźć. Nie na to zadupie i nie o drugiej w nocy. A taki dymek wyleci i poleci. Jakby miał dupę, to pewnie miałby w niej cały świat. Chłopców znów wcięło, jak pojechali ustawiać interes. Pewnie się szlajają z podrzędnymi kurwami w równie podrzędnych barach. Nigdy się nie nauczą. Słowa mamy wpadają jednym uchem, a wypadają drugim, jak zwykle to bywa”

Drobna, kobieca postać wstała miękko z leżanki i zszedłszy po krzywych schodach, wyszła wąskimi drzwiami z zaplecza do kontuaru zamkniętego na głucho, opuszczonego baru. Przez szparę w oknie zasłoniętymi plandeką wpadał snopek wściekle czerwonego światła. Jego źródłem był stary, rodem z amerykańskich przydrożnych spelun neon, reklamujący motel. Z racji starości co jakiś czas drgał irytująco, bucząc cicho świetlówką. Kobieta zastanowiła się po raz kolejny, czy nie załatwić tego jednym strzałem prosto w tę cholerną żarówkę. Ale nie mogła sobie na to pozwolić, nie teraz. Hałas mógł ściągnąć nieproszonych gości, a była sama. Kędzior ze Stalówką pojechali na akcję, Bliźniaków jak zwykle diabli wzięli, Milczek pojechał do lali, a większość Dzieciaków spała w najlepsze w siedzibie. Musiała czekać na chłopców. Nalała sobie do brudnego kufla kolejną porcję piwa. Rozejrzała się po barze, zaklęła, gdy wygaszony neon nagle zaświdrował w jej źrenicach, odpaliła fajkę i wzięła mocnego macha. Sięgnęła do starej lodówki, wyjęła z opakowania gotowego hamburgera i włożyła go do mikrofali. Nagle usłyszała szczęknięcie metalu i odruchowo sięgnęła do paska. Nie doszukała się na nim broni. W tej samej chwili poczuła zimny metal na krótko ostrzyżonym karku.

- Witaj, Dzwoneczku. Jak miło cię znów spotkać.

Mikrofalówka zapiszczała histerycznie.



***


Lubicie motocykle? To dobrze. Nie lubicie? To polubicie, gwarantuję wam. Jak cholera wam gwarantuję.
Poznajcie synów Dzwoneczka. Rzut oka wystarczy, żeby stwierdzić, że bandziory wysokiego sortu. Mordy pobrużdżone, pokrzywione. I na tych motocyklach jeżdżą, jakiejś muzyki rodem z piekła słuchają, dymem z fajek śmierdzą. Jest tu rudy, kłaki długie, broda, jak dąb wielki i tylko tymi oczami łypie. Drugi nie lepszy, szczecina na łbie, bruzda przez oko i taki jakiś taki mrukliwy. I ten jak wyjęty z filmu o Nosferatu...
Od razu widać, że fajne chłopaki i można zaufać, prawda?
Ćwiekowi chłopcy to zgrana banda, z ustaloną hierarchią i podziałem obowiązków. Stare wygi od bachora we wszystkim słuchają drobnej, ale twardej jak stal, współczesnej wróżki. Jeśli biorą nowych, to sieroty. Druga Nibylandia ma być ich domem. Ubijają interesy, a w wolnych chwilach tępią zombie i macają dziunie po łokciach. Lubią Stonesów i kakao.
Chłopcy” to duch rocka, huk silników, skórzane kurtki i grube cygara palone przez Kędziora.
Wciągnijcie kreskę magii, włączcie „Highway to hell”, odpalcie silnik wyobraźni, zamknijcie oczy i wjedźcie w Skrót. Tylko nie zbaczajcie i nie zwalniajcie, bo tylko tak traficie do Drugiej Nibylandii, którą proponuje wam Kuba. 

Keep rollin'!