wtorek, 28 maja 2013

Gdy tak bardzo, bardzo nie chcesz dorosnąć...

Dym papierosowy to najszczęśliwszy z bytów. Rodząc się z rudych iskier peta pojawia się, wije przez chwilę w sobie jedynie znane fantazje, opowiada historię, której nikt nie słyszy, a potem znika. Nie obchodzą go problemy tego świata. Teraz jest. Za chwilę go nie będzie.

Zazdroszczę mu w sumie. Piwo mi się kończy, a beczki nie ma kto dowieźć. Nie na to zadupie i nie o drugiej w nocy. A taki dymek wyleci i poleci. Jakby miał dupę, to pewnie miałby w niej cały świat. Chłopców znów wcięło, jak pojechali ustawiać interes. Pewnie się szlajają z podrzędnymi kurwami w równie podrzędnych barach. Nigdy się nie nauczą. Słowa mamy wpadają jednym uchem, a wypadają drugim, jak zwykle to bywa”

Drobna, kobieca postać wstała miękko z leżanki i zszedłszy po krzywych schodach, wyszła wąskimi drzwiami z zaplecza do kontuaru zamkniętego na głucho, opuszczonego baru. Przez szparę w oknie zasłoniętymi plandeką wpadał snopek wściekle czerwonego światła. Jego źródłem był stary, rodem z amerykańskich przydrożnych spelun neon, reklamujący motel. Z racji starości co jakiś czas drgał irytująco, bucząc cicho świetlówką. Kobieta zastanowiła się po raz kolejny, czy nie załatwić tego jednym strzałem prosto w tę cholerną żarówkę. Ale nie mogła sobie na to pozwolić, nie teraz. Hałas mógł ściągnąć nieproszonych gości, a była sama. Kędzior ze Stalówką pojechali na akcję, Bliźniaków jak zwykle diabli wzięli, Milczek pojechał do lali, a większość Dzieciaków spała w najlepsze w siedzibie. Musiała czekać na chłopców. Nalała sobie do brudnego kufla kolejną porcję piwa. Rozejrzała się po barze, zaklęła, gdy wygaszony neon nagle zaświdrował w jej źrenicach, odpaliła fajkę i wzięła mocnego macha. Sięgnęła do starej lodówki, wyjęła z opakowania gotowego hamburgera i włożyła go do mikrofali. Nagle usłyszała szczęknięcie metalu i odruchowo sięgnęła do paska. Nie doszukała się na nim broni. W tej samej chwili poczuła zimny metal na krótko ostrzyżonym karku.

- Witaj, Dzwoneczku. Jak miło cię znów spotkać.

Mikrofalówka zapiszczała histerycznie.



***


Lubicie motocykle? To dobrze. Nie lubicie? To polubicie, gwarantuję wam. Jak cholera wam gwarantuję.
Poznajcie synów Dzwoneczka. Rzut oka wystarczy, żeby stwierdzić, że bandziory wysokiego sortu. Mordy pobrużdżone, pokrzywione. I na tych motocyklach jeżdżą, jakiejś muzyki rodem z piekła słuchają, dymem z fajek śmierdzą. Jest tu rudy, kłaki długie, broda, jak dąb wielki i tylko tymi oczami łypie. Drugi nie lepszy, szczecina na łbie, bruzda przez oko i taki jakiś taki mrukliwy. I ten jak wyjęty z filmu o Nosferatu...
Od razu widać, że fajne chłopaki i można zaufać, prawda?
Ćwiekowi chłopcy to zgrana banda, z ustaloną hierarchią i podziałem obowiązków. Stare wygi od bachora we wszystkim słuchają drobnej, ale twardej jak stal, współczesnej wróżki. Jeśli biorą nowych, to sieroty. Druga Nibylandia ma być ich domem. Ubijają interesy, a w wolnych chwilach tępią zombie i macają dziunie po łokciach. Lubią Stonesów i kakao.
Chłopcy” to duch rocka, huk silników, skórzane kurtki i grube cygara palone przez Kędziora.
Wciągnijcie kreskę magii, włączcie „Highway to hell”, odpalcie silnik wyobraźni, zamknijcie oczy i wjedźcie w Skrót. Tylko nie zbaczajcie i nie zwalniajcie, bo tylko tak traficie do Drugiej Nibylandii, którą proponuje wam Kuba. 

Keep rollin'!


poniedziałek, 27 maja 2013

Narodziny książki

Kochani, ponieważ zaniedbałam was w niedzielę, jeśli idzie o ciekawostkę,
to dziś mam dla was króciutki, choć bardzo przyjemny filmik "narodziny książki". 4 czerwca obchodzony jest "dzień drukarza", więc myślę, że taki tematyczny film będzie sympatycznym akcentem.
Miłego oglądania :)



piątek, 24 maja 2013

Wyniki majowej Rozdawajki

Od tego miesiąca zmieniły się trochę zasadny naszej zabawy i dwie książki w ciągu każdego miesiąca będą do Was wędrować. Tym razem głosowaliście zdecydowanie częściej na "Wyższą magię" oraz "Pawilon Kwiatu Brzoskwini". Zaraz dowiecie się, kim są nowi posiadacze tych pozycji :)



"Pawilon Kwiatu Brzoskwini" Yip Mingmei powędruje do Bahari.



"Wyższa Magia" Kiry Izmałowej trafia w ręce Perry.



Gratuluję wygranej. Jeśli wyślecie do mnie przez weekend swoje adresy, postaram się w poniedziałek wysłać książki.

niedziela, 19 maja 2013

Czy wiecie, że...?

Hiszpańska gazeta "Luminaria" miała litery fosforyzujące tak, by można ją było czytać bez zapalania światła. Inną gazetę drukowano na kauczuku, aby dało się ją czytać w wannie podczas kąpieli. Drukowano też na cieście (można było więc po przeczytaniu ją zjeść) i na bawełnie, którą potem używano jako chusteczkę do nosa.


Źródło

poniedziałek, 13 maja 2013

Miłość w czasach wojny



"Szmaragdową tablicę" odkryłam na kilka dni przed boomem "światowego bestseleru", który widzę w tej chwili na każdej stronie promującej tą książkę. Może to i dobrze, bo w sumie nie bardzo przepadam za tego typu określeniami i bywa że omijam książki określane tym mianem.

Zaczynając lekturę spodziewałam się czegoś podobnego do Kodu Leonarda da Vinci. Poszukiwania legendarnego obrazu, kryjącego tajemnicę, która może zmienić świat. Tak wynikało z opisu na okładce. Prolog również wyraźnie na to wskazywał. Okazało się jednak, że książka traktuje o czymś innym, a obraz jest elementem spinającym wydarzenia z przeszłości z tymi w czasach obecnych.

Ana, młoda Hiszpanka, zostaje poproszona o znalezienie pewnego obrazu. Astrolog ma skrywać w sobie wielką tajemnicę. Jednak nikt o nim nie słyszał. Jedyny ślad to rodzina Bauerów, Żydów, którzy w czasie wojny zostali wymordowani. Kobieta wyrusza od Paryża, dokąd kierują ją ślady. 
W czasie wojny Georg von Bergheim, żołnierz SS, dostaje specjalne zadanie od samego Himmlera - ma znaleźć obraz Giorgioniego, który pomoże Furerowi w podbiciu świata. Trop prowadzi go do rodziny Bauerów, gdzie poznaje Sarah...

Autorka przedstawia akcję dwutorowo. Współcześnie Ana przeszukuje archiwa, próbuje połączyć kawałki układanki i zbliżyć się do tajemniczego obrazu. Podczas wojny Sarah ucieka z domu. Dopiero później odkrywa że została wyznaczona przez rodzinę do pilnowania obrazu i dzięki temu uniknęła wywózki. Dziewczyna przybywa do Paryża, ukrywa się i zmienia się z spokojnej i zamkniętej w sobie dziewczyny w dojrzałą kobietę, która walczy o swoje prawa.

Wraz z zagłębianiem się historię wciągałam się coraz bardziej w życie poszczególnych bohaterów. Z rozdziału na rozdział zaczęłam wymyślać rozwiązania sytuacji, jednocześnie zastanawiając się w jaki sposób pisarka pokieruje losami postaci. Samą końcówkę przeczytałam jednym tchem. Po skończeniu ostatniego zdania czułam się jakbym wypłynęła z głębiny. Dawno żadna książka mnie tak nie wciągnęła. Tym bardziej że nie spodziewałam się takiego rozwiązania niektórych wątków. Ciesze się, że nie nastawiałam się na nic konkretnego zaczynając tą książkę. Przed jej skończeniem nie miałam okazji przeczytać również żadnej recenzji. 

Duży plus za historię, która jest bardzo dobrze skonstruowana, nie pojawiają się braki logiczne a wszystkie wątki na końcu tworzą ciekawe zakończenie. Z drugiej strony autorka nie powstrzymuje się przed brutalnością oraz wulgaryzmami. Zwłaszcza te ostatnie mogą przeszkadzać młodszym czytelnikom. Niejednokrotnie pojawiają się bardzo ostre wypowiedzi, zwłaszcza wśród współczesnych bohaterów. Również opisy przesłuchań i tortur zadawanych przez gestapo co poniektórym wrażliwym osobom mogą przeszkadzać. To wszystko jednak tworzy bardzo prawdziwą historię. 

Minusów samego wykonania nie znalazłam. Natomiast Ana - czyli pierwszoplanowa bohaterka w czasach współczesnych bardzo mnie irytowała. Autorka stworzyła dość słabe postacie kobiece, które potrzebują ochrony w postaci męskiego ramienia. W przypadku Sarah, młodej dziewczyny z dobrego domu, która nie zna świata i została wychowana pod kloszem, jest to zrozumiałe. Jednak Ana jest dojrzałą młodą kobietą, która żyje samotnie, ma sporo starszego partnera i powinna być odrobinę bardziej asertywna. Jej zachowanie w niektórych sytuacjach strasznie mnie irytowało, choć i ona z czasem zaczęła się zmieniać na korzyść. 

Pisarka zdecydowanie bardziej wyeksponowała postaci męskie. Zarówno Georg, Alain jak i Konrad to silne męskie osobowości. Choć to postać tego pierwszego zrobiła na mnie szczególne wrażenie, zresztą wyraźnie widać że było to zamiarem pani Montero. W czasach nazistowskich taka postać wydaje się być krystalicznie czysta, trochę taki Lancelot. 

Jestem naprawdę bardzo zadowolona z tego tytułu. Każdy znajdzie tu coś dla siebie - powieść historyczna łączy się z thrillerem Miłość z poszukiwaniem. Ucieczka z przeżyciem. Mogę polecić ją z czystym sercem, myślę że warto poznać tę historię.

niedziela, 12 maja 2013

Czy wiecie, że...

...powstał projekt, który dzięki rozdawaniu ebooków i czytników zwiększa czytelnictwo dzieci w biednych krajach afrykańskich? David Risher, pomysłodawca, wierzy, że czytanie ksiązek może pomóc im zmienić swoje życie.  Dlatego w ramach projektu zostało rozdane już ponad 440 tysięcy e-książek m.in. w Ugandzie, Kenii i Ghanie.
Więcej o tym przedsięwzięciu znajdziecie tutaj.




niedziela, 5 maja 2013

Czy wiecie, że...?

...istnieje coraz więcej miejsc w sieci, które oferują ebooki zupełnie za darmo?



Dla osób lubiących swoje smartfony i znających dobrze angielski - można zdobyć darmowe całe biblioteczki, i to pokaźne, w Google Play, np. tutajtutaj czy tutaj. Są to często projekty promujące niszowych autorów, czy zbiory klasyki literatury.

Dla osób posiadających czytniki i również nie mających problemu z językiem ciekawa może okazać się informacja, że w połowie lat 90-tych(!) ruszył "Projekt Gutenberg", nazwany tak od wynalazcy ruchomych czcionek. Jego misją jest zbieranie w formie elektronicznej książek, co do których prawa autorskie wygasły (przynajmniej jeśli chodzi o Amerykę, ponieważ tam ten projekt jest rozwijany). 
Strona projektu jest tutaj. Można zupełnie za darmo pobierać z niej ebooki z wielu dziedzin. 

W Polsce również rozwija się kilka projektów tego typu, m.in. mamy bazy CBN Polona, e-zbiory Uniwersytetu Jagiellońskiego, czy też Federację Bibliotek Cyfrowych. 

Jeśli chcecie, abym wam przedstawiła coś z tego, co tu opisałam, nieco bliżej, piszcie w komentarzach. :)

Maj - nowa odsłona Rozdawajki

W tym miesiącu zmieniłam zasady, co mam nadzieję się Wam spodoba, bo aż dwie osoby w danym miesiącu będą mogły zdobyć książki, a u mnie półki trochę szybciej się opróżnią ;) Każdy z Was może głosować na jedną lub dwie książki, na jedną z każdej pary pojedynkowej :) Z poprzedniego miesiąca przechodzi "Księga wszystkich dusz". Trzy pozostałe książki zdobyły najwięcej Waszych głosów. 

Zasady: 

Ogólne:

Zabawa jest cykliczna. Trwa do 30 września 2013 roku. Każda odsłona trwa od 01 do 31 danego miesiąca.

- Odsłona pierwsza trwa od 01.05.2013 do 31.05.2013 roku.

Uczestnictwo w Zabawie:

- Brać udział w Rozdawajce mogą wszystkie osoby posiadające blogi oraz te, które ich nie posiadają. Jeśli ktoś nie prowadzi bloga, proszę w komentarzu zostawić swój adres e-mail.

- Uczestnikami mogą być osoby zamieszkałe na terenie Polski, Niemiec, Czech, Słowacji, Ukrainy oraz Białorusi.

- Nie wymagam obowiązkowo ani dodawania bloga do ulubionych ani informowania u siebie o zabawie. Choć byłoby mi miło, gdyby ktoś sam dodał/poinformował.

Przebieg zabawy:

W dniu 05.05 pojawi się post prezentujący dwa pojedynki, w sumie cztery okładki książek. Każdy uczestnik może głosować w sumie na dwie książki, jedną z każdej pary. Wyboru proszę dokonywać w komentarzach pod postem.

- W dniu 21.05 zakończy się pierwszy etap zabawy, w którym uczestnicy wybierają książkę. Te dwie pozycje, które do tej daty zdobędą więcej głosów wygrają. 

- W dniu 24.05 odbędzie się losowanie osób, która wygrają wcześniej wytypowane książki. Losowania dokonam z grona osób, które w komentarzach głosowały na wygraną książkę. Szczęśliwą osobę wybiorę na drodze wyboru losowego.

- Osoby które wylosuje będą proszone o podanie swojego adresu korespondencyjnego w ciągu  do 5 dni od daty losowania. Wysyłka zostanie nadana w ciągu 2 dni.

-Dwie pozostałe książki, która w danym miesiącu zyskają mniejszą liczbę głosów nie znikną. W kolejnym miesiącu pojawią się znowu razem z drugą, całkiem nową, pozycją. 

Informacje końcowe:

- Zabawę przeprowadzam z własnej woli. Wszystkie książki które prezentuję są używane, jednak w stanie bardzo dobrym (w innym wypadku na pewno o tym poinformuję). Jeśli pojawią się pytania, wątpliwości itp. piszcie na adres: barwinka4@gmail.com




Ciekawa jestem które książki zdobędą najwięcej głosów. 

środa, 1 maja 2013

Komu ebooka, czyli przeobrażanie się rynku książki - historia i kilka refleksji

Książka, jak każde medium informacyjne, zmienia się. Nie są to zmiany tak gwałtowne, jak ma to miejsce na polu technologicznym, czy nawet obyczajowym, lecz są one nieuniknione i dzieją się wymuszane czasami i rynkiem, w jakim przyszło im się utrzymać.

Pisemne utrwalanie informacji zaczęło się od papirusów i sumeryjskich tabliczek glinianych. Ówcześni prawdopodobnie myśleli o potrzebie chwili, nie mając prawa przypuszczać, że kilka tabliczek przetrwa aż do dziś, a zapis, ile kto komu sprzedał krów będzie antykiem klasy zero, podziwianym w największych muzeach świata.
Tabliczki i delikatny papirus, jako nośnik informacyjny, musiały odejść i zostały zastąpione przez zwoje pergaminu. Tenże był robiony ze skór cielęcych, był więc niezwykle drogi. 

W średniowieczu bardzo cenne i drogie pergaminy cielęce zamykano w formie kodeksowej - stworzono tę formę książki, jaką znamy dziś. Nie była jednak ona dostępna dla mas aż do XVw. a dokładnie do 1450 roku, kiedy Gutenberg otworzył drukarnię i rozpoczął masowy druk tzw. "Biblii Gutenberga". Oryginalny egzemplarz takowej można oglądać w muzeum diecezjalnym w Pelplinie. Fakt ten traktuje się jako pewnien symbol, od tego momentu zaczęło się uprzemysłowienie druku oraz książki. Oczywiście, nie każdemu w smak był taki wynalazek - nagle wiedza stała się czymś dużo bardziej "na wyciągnięcie ręki". Prawo do posiadania wiedzy przestało być prawem jedynie najbogatszych, zwykli ludzie mieli dostęp do wiedzy, do poszerzania horyzontów, co zwykle było również tożsame z wykształceniem się krytycznego myślenia. To z kolei zagrażało warstwom wyższym, księżom, rycerstwu, szlachcie. Zagrażało władzy, która mogła zostać obalona przez kilka ruchomych klocków, odbijających na papierze rządki znaczków.

Druk jednak został wynaleziony, świat poszedł do przodu i jakoś się nie skończył. ;) Książki się upowszechniły i zakorzeniły w kulturze. Stały się od pewnego momentu wręcz wyznacznikiem poziomu danego człowieka. Taki pryzmat postrzegania pokutuje do dziś w postawie "idź na studia, będziesz mądry".

Od kilku lat obserwuję, jak kultura obrazkowa zabija w ludziach chcęć do rozrywki nieco bardziej wymagającej. Zamiast teatru - kino, zamiast książki - ekranizacja. Migające ekrany telewizorów stały się centrum życia w wielu domach. Zapracowani, sfrustrowani i zmęczeni, ludzie nie mają ochoty po całym dniu dodatkowo na gimnastykę intelektualną nad książką. Jeśli ma się ona przyjąć, musi być lekkostrawną papką, jak wszystko w obecnej kulturze, co ma trafić do mas. A skoro jest popyt, to oczywiście, jest i podaż. Listy bestsellerów okupują książki Katarzyny Grocholi, Zmierzchy, czy - jak w ostatnich tygodniach - książki pokroju "Pięćdziesiąt twarzy Greya". 

Poza tym - nie jest dla nikogo czytającego nowiną, że rynek książki w dotychczasowej formie przeżywa zapaść. Książki papierowe są bardzo drogie, niewspółmiernie, przynajmniej na polskie warunki, do zarobków. Stają się powoli coraz większym luksusem, wydatkiem obligatoryjnym w obliczu rosnących kosztów życia. I to jest moim zdaniem drugi powód, dla którego polski rynek książki jest w dość opłakanym stanie. Lwia część ceny książki jest tak naprawdę sumą dla dystrybutora, więc wydawnictwa, żeby książka przynajmniej pozwoliła im wyjść na zero, windują koszt. Obowiązujący od 2 lat pięcioprocentowy vat na wszystkie drukowane książki jest gwoździem do trumny.

Ebooki zadebiutowały w Polsce około dwóch lat temu. Powstały portale wyspecjalizowane tylko i wyłącznie w dystrybucji nowoczesnej formy książki. Pojawiły się czytniki, obecnie można już w nich przebierać jak w ulęgałkach, bo na rynku mamy kilkadziesiąt modeli różnych firm. Z moich obserwacji wynika, że ta forma została całkiem pozytywnie przyjęta, i dość szybko się zadomowiła, e-księgarnie to niezwykle obszerne w tytuły, rozbudowane strony, zbudowane dynamicznie i nie wydające się być "niszowe". 



Wyróżniłabym trzy podstawowe powody, dla których ebooki cieszą się coraz większą estymą.
Po pierwsze - cena. Będąc zapisana na newslettery od różnych dostawców ebooków widzę, jak nieporównywalnie lepiej i częściej opatrywane są one w promocje. Najpopularniejsze tytuły niejednokrotnie można kupić za 40-50% ceny wersji papierowej. Do tego dochodzi zjawisko self-publishingu, kiedy autorzy, którzy dotychczas musieli się liczyć z odrzuceniem rękopisu przez wydawnictwo, jeśli jego druk się nie kalkulował, są w stanie dotrzeć do szerokiego grona odbiorców dzięki sprzedaży plików ze swoimi utworami, które dodatkowo nie zabijają swoją ceną.
Po drugie - forma. Ebooki są odpowiedzią na postępujacą cyfryzację cywilizacji. Muzykę i gry można już kupić w formie wyłącznie cyfrowej, filmy można oglądać online, bez konieczności, jak kiedyś, dreptania do wypożyczalni. Książki zaś zamieniły się w ebooki. Małe pliki, które można czytać na czytniku, tablecie czy nawet przystosowanym do tego telefonie. 
Po trzecie - mobilność. Wypływa ona naturalnie z poprzedniego powodu, czyli scyfryzowania się społeczeństwa. Patrząc na książki Dukaja, Larssona, Martina, Jordana, Gabaldon, Folletta i wielu innych, na liczne książki popularnonaukowe, pierwsze co widzimy, to ogromna objętość. Zwykle samozaparcie przegrywa z lenistwem, i takiej książki po prostu się ze sobą nie nosimy. Dziś taką cegłę może zastąpić malutki plik, który wrzucamy na ważący kilkaset gramów czytnik i zabieramy ze sobą - do pociągu, poczekalni, na wycieczkę. Wszędzie tam, gdzie możemy czytać. Przemieszczając się nieustannie oczekujemy, że nasza ulubiona muzyka czy książki będą z nami. Dlatego i tu ebooki wygrywają z książką papierową.

No dobrze. Wszystko fajnie, ale nie każdy się przekona do ebooków. Nie będzie do niego przemawiała wizja wpatrywania się w monitorek. Tradycyjna forma książki dla wielu ma wartość sentymentalną. Chcą czuć szorstkość papieru pod palcami, słyszeć szelest kartek, czuć ich zapach, móc je przewracać, zaginać im rogi, zaznaczać sobie ołówkiem cytaty. Przeczytaną książkę postawią na półce, chcąc stworzyć ich kolekcję, namacalną, a nie zamienioną na substytut w postaci zbioru plików. Wszyscy jednak mamy świadomość, że czytelnictwo tradycyjne się zmieni. Książki papierowe zdrożeją jeszcze bardziej, będą dla miłośników i kolekcjonerów, którzy nie będą potrafili zrezygnować ze swoich przyzwyczajeń. Sądzę, że z biegiem lat książek papierowych będzie dotyczyła ta sama zasada, która obecnie dotyczy płyt winylowych.



Mam nadzieję, że długość postu Was nie zniechęciła. Od kilku tygodni nosiłam się z zamiarem spisania swoich przemyśleń, ale nie przypuszczałam, że wyjdzie mi tak długi wpis. Dajcie znać, co myślicie, czy zgadzacie się ze mną, czy nie, i czy chcecie, by takie wpisy o rynku książki pojawiały się częściej.