wtorek, 29 października 2013

"Duma i uprzedzenie" a "Kto zabił Jezusa"

Wiosną pisałam o nowej książce Pawła Lisickiego "Kto zabił Jezusa". Zarówno sam temat, jak i pogląd autora może stwarzać wiele kontrowersji. Właściwie każdy z nas odbierze ją inaczej, co powoduje, że dyskusja na temat tej książki rozgorzała. Jednak nie spodziewałam się, że obejmie ona nie tylko Polskę, a nawet Europę - a także Stany Zjednoczone. 

W październikowym numerze miesięcznika "Znak" głównym tematem stają się Żydzi. Jednym z artykułów, które poruszają ten temat jest polemika Johna Connelly'ego z książką Lisickiego w artykule "Duma i uprzedzenie".

Autor  dość mocno atakuje Polaka, twierdząc, że jego poglądy na temat winy Żydów są niezgodne z wytycznymi Katechizmu Kościoła. Lisicki w swojej książce twierdzi, że po Holocauście chrześcijanie poprzez wybielanie Żydów w Nowym Testamencie chcieli wybielić siebie. Connelly bardzo wyraźnie pokazuje, że indywidualna interpretacja Biblii jest niewskazana. Polak poprzez taką właśnie błędną interpretację wyciąga wnioski, które zaprzeczają interpretacjom Kościoła. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, że nie ważne jest, która konkretnie nacja była odpowiedzialna - wszyscy grzesznicy odpowiadają za śmierć Pana. 

Amerykanin potępia Lisickiego, który ma na podstawie jednego, wyrwanego z kontekstu, zdania z Biblii obarcza winą Żydów. Chodzi o sławetne zdanie "Krew Jego na nas i na dzieci nasze". Osobiście jednak akurat ten fragment książki Polaka odebrałam inaczej. 

Wychodząc jednak od tego zdania Connelly przedstawia wystąpienie kard. Augustina Bea w 1964 roku. Duchowny pokazywał że Żydzi żyjący poza diasporą nie mieli wpływu na decyzję władz żydowskich. Nie można też Żydów żyjących w przyszłości obarczać winą za śmierć Jezusa. Żydzi nie poznali w Chrystusie Boga, dlatego też ich winę za Jego śmierć nie można rozpatrywać w kryteriach zbrodni przeciw Bogu. W tym wypadku również inaczej odebrałam Lisickiego. Dążył on do pokazania, że Żydzi muszą się nawrócić, poznać Jezusa. 
Amerykanin przywołuje również tekst Benedykta XVI na temat krwi Jezusa. W książce "Kto zabił Jezusa" autor również z niego korzysta. Connelly twierdzi, że Polak jest mu przeciwny, jednak dla mnie zarówno Papież jak i Lisicki dążą do tego samego. 
Autor artykułu wskazuje jak ważną rolę dla Kościoła Katolickiego mają Żydzi, współczesny Kościół jest im bardzo bliski. 

Krytyka Polaka przez Connelly'ego jest bardzo mocna. W pewnym momencie autor artykułu przedstawia poglądy pewnego nazisty na temat Żydów i wyraźnie wskazuje zbliżone stanowisko Lisickiego na ten temat. Amerykanin atakuje nawet polski Kościół, który według niego uczy się od Lisieckiego a nie odwrotnie. 

Podsumowując, według Connelly'ego Lisicki w swojej książki atakuje Żydów, dlatego też dość mocno potępia tą książkę i jej wydźwięk. 

Co naprawdę wynika z książki Lisickiego? Czy krytyka Connelly'ego jest słuszna? Każdy powinien przekonać się sam. Myślę, że warto osobiście poznać zarówno książkę jak i artykuł.

poniedziałek, 28 października 2013

Kopciuszek raz jeszcze

Dane techniczne:
  • Autor:
  • Tytuł: Pocałunek księcia
  • Tytuł oryginalny: A Kiss at Midnight
  • Seria: Żyli długo i szczęśliwie tom 1
  • Wydawnictwo: Amber
  • Liczba e-stron (epub): 316
  • Premiera: 5 września 2013
  • Gatunek: romans historyczny


Dobry romans potrafi umilić wolną chwilę. Co to znaczy "dobry" romans? U mnie to taki, od którego nie można się oderwać do ostatniej strony. I choć wiadomo, że w końcu "wszyscy żyli długo i szczęśliwie" to droga do tego szczęścia nigdy nie jest usłana różani. Dodatkowym atutem jest język książki.

Taki właśnie jest "Pocałunek księcia". Historia zawiera w sobie elementy "Kopciuszka" - Kate to młoda kobieta, która po śmierci ojca została odsunięta od wszystkiego co jej się należy, przez macochę. Dziewczyna nie potrafi odejść, że względu na poddanych sobie ludzi, którzy tylko dzięki niej nie wylądowali jeszcze na bruku. Zostaje zmuszona, aby udawać swoją przyrodnią siostrę u księcia. Tutaj jednak, nie wszystko toczy się po myśli macochy. A Kate nie może przestać myśleć o Gabrielu.

Historia banalna, wielokrotnie już opisywana i ekranizowana. Jednak ta wersja tej bajki zawiera w sobie dużo świeżości. Kate nie jest nieśmiałym Kopciuszkiem. Gabriel również nie jest szarmanckim księciem. Choć tylko na pierwszy rzut oka. I wszystko skłania się przeciw ich uczuciu.

Wciągnęła mnie ta książka niesamowicie i z chęcią zapoznam się z pozostałą twórczością autorki. Od dawna nie zmarnowałam pół nocy na skończenie książki, co chyba mówi samo za siebie.

poniedziałek, 21 października 2013

Podróż do źródeł Nilu

Dane techniczne:
  • AutorEllen 
  • Tytuł:  Niewolnica
  • Tytuł oryginalny: Die Quellen der Sehnsucht
  • Wydawnictwo: Sonia Draga
  • Liczba e-stron (epub): 317
  • Premiera: 17 lipca 2013
  • Gatunek: powieść historyczna 

Powoli wracam do życia blogowego !


W ostatnim czasie po paru stronach porzucałam prawie każdą książkę, bez względu na gatunek czy autora. Dopiero powieści historyczne w jakiś sposób zmieniły moje podejście. Przypadkowo znalazłam książkę Franceski Michalskiej, która bardzo mi się spodobała. Później trafiłam na "Ocalone z Titanica", powieść, która skupia się na wydarzeniach po zatonięciu statku. Na fali pozytywnych doznań sięgnęłam po "Odmieńca", choć trochę bałam się tej książki. A jednak okazała się całkiem udana.  

Na "Niewolnicę" również trafiłam przypadkiem. Książka opowiada historię pewnej białej dziewczyny, która w dzieciństwie została wzięta w niewolę. Dzięki szczęściu została wykupiona i wraz ze swoim wybawicielem wybrała się w podróż do Afryki - do źródeł Nilu. Autorka opisuje okres 5 lat, w czasie których zmagają się oni z różnymi przeciwnościami losu - handlarzami niewolników, wojnami plemiennymi, zarazami itp. Ostatecznie jednak odnajdują tak ważne dla siebie źródło.

Dopiero na końcu książki zorientowałam się, że jest oparta na faktach. Samuel White Baker - odkrywca Jeziora Wiktoria nie był mi postacią znaną. Autorka wykorzystała jego biografię, aby stworzyć ciekawą historię. Jednocześnie zorientowałam się, że na polskim rynku została wcześniej wydana jeszcze jedna powieść Alpsten - Caryca. 

Jednak "Niewolnica" nie weszła mi tak gładko jak poprzednie przeczytane książki. Choć sama historia jest bardzo ciekawa, to język jakim pisała autorka utrudniał mi zbliżenie się do bohaterów. Wydawali mi się momentami bardzo odlegli i nierealni.  Również przeskoki czasowe, które autorka dość często stosuje, nie ułatwiały mi odbioru książki. Wydaje mi się, że książka która opisuje taki zakres czasowy powinna mieć dużo więcej stron niż 317 (jak w przypadku mojego epubu).

Same postacie akceptowałam różnie. Wydaje mi się że 4 osoby można uznać za postacie główne - Sama i Florence, oraz Saada - chłopca który został przez Florence uratowany na początku ich podróży i został do końca, oraz Richaarda - wielkiego, czarnego wojownika który przez większość czasu jest cichym wsparciem. Pierwsza dwójka ma barwny życiorys, którego autorka nam nie pomija. Saad od pierwszych chwil da się lubić i to on stał się moją ulubioną postacią. Natomiast Richaard jest wielki i milczący. Niewiele o nim wiemy do samego końca. Oprócz tych czterech osób w powieści przewija się cały tłum osób, które albo zostają na dłużej, albo też szybko znikają ze sceny. Co jednak znaczące, są to postacie w większości negatywne - autorka pokazuje wszystkie ich grzechy i grzeszki. 

Książka jest ciekawa, choć mogłaby być jeszcze lepsza. Gdyby nie przeskoki czasowe i język, byłoby to małe arcydzieło. Z pewnością w przyszłości bliżej przyjrzę się również "Carycy".

 

niedziela, 6 października 2013

Czy wiecie, że...?

Najstarsza technika obrazowa, stosowana w książkach, to drzeworyty (lub po grecku ksylografy, od ksylon - drzewo, i grapho - piszę)? Już w VII w. p.n.e. w klasztorach chińskich buddystów wytwarzano w ten sposób np. karty do gry. 
Do Europy drzeworyt dotarł w XV wieku i przedstawiał wizerunki świętych.
Wykonanie drzeworytniczego rysunku polegało na pokryciu kilkucentymetrowej deski warstwą białej farby, a następnie narysowania pożądanego obrazka w perspektywie lustrzanej. Potem drzeworytnik wycinał całość tak, by rysunek w efekcie końcowym wyglądał jak płaskorzeźba. Na tak przygotowaną bazę kładziono czarny barwnik (najpierw była to sadza z gumą, potem farba drukarska) i przyciskano papier. Technika ta była niezwykle wymagająca dla artysty, kóry musiał bardzo ostrożnie i starannie wycinać każdy taki obraz. 
Ponieważ surowcem było tu drewno, drzeworyty łatwo się niszczyły. Dlatego bardzo trudno dziś je spotkać.



sobota, 5 października 2013

Sto pociągnięć szczotką przed snem, czyli o narodzinach branży kosmetycznej

Od dość dawna miałam smaczek na tę właśnie biografię. Po części skusił mnie tytuł, a po części chęć poznania życia twórczyni jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek kosmetycznych na świecie. Każdy, kto mniej czy bardziej interesuje się branżą kosmetyczną, kojarzy nazwisko Rubinstein, i kojarzy je z kosmetykami z wyższej półki. Założycielką była Żydówka polskiego pochodzenia. 

Urodzona w Krakowie, w wielodzietnej rodzinie, jako najstarsza córka. Helena nie miała łatwego życia. Zajęta opieką nad siedmioma siostrami, czuła, że nie pasuje do świata, jaki narzuca kobiecie jej religia. Szybko dostaje łatkę meszuge, odmieńca. Przeciwstawia się konwenansom obyczajowym i religijnym i wyjeżdża do Australii. Odtąd jej życie zmieni się diametralnie, choć wcale nie będzie łatwiejsze. Wypełnione jest przede wszystkim pracą nad stworzeniem nowej dziedziny - kosmetyki.
Helena Rubinstein poszukuje składników, które dadzą się zamknąć w szklanych słoiczkach i będą od tej pory zalążkiem, jak sama twierdziła, obowiązku kobiet jakim jest dbanie o siebie.

Helena Rubinstein zbudowała swoje imperium właściwie sama, mając w sobie jedynie wielki upór. W swój sukces włożyła ogrom pracy, poświęcając jej cały swój czas. W efekcie książka ma w zasadzie dość smutny wydźwięk - Madame Rubinstein jawiła mi się na kartach książki jako bardzo samotna osoba, która - być może przez trudny charakter, a być może z lęku - nie potrafiła okazywać miłości. Jej życie było tak intensywne, że wystarczyłoby na obdzielenie życiorysów kilku osób. Czytając, jak wiecznie pędziła, można poczuć faktyczne znużenie i zadać sobie pytanie - jak jedna osoba mogła tyle robić, tyle podróżować, tyle przeżyć? Przez książkę przewijają się nieustannie nazwiska największych artystów i twórców marek luksusowych, do dziś pozostających symbolem prestiżu i doskonałego smaku - Pablo Picasso, Salvador Dali, Coco Chanel, Amedeo Modigliani, Paul Poiret, Yves Saint Laurent... Ich wszystkich znała ta niewysoka kobieta o niezwykłym animuszu.


Książkę tę na początku czyta się jak powieść, pochłania się kolejne rozdziały zapominając, że to wcale nie beletrystyka, ale świetnie napisana biografia. Tym niemniej uczciwie przyznaję, po mniej więcej dwóch trzecich czułam zmęczenie pędzeniem za niestrudzoną panią Rubinstein. Była to osoba która przez niemal stulecie mnóstwo przeżyła i widziała. Jednak ani przez chwilę nie umiałam się oderwać od tej książki. Poleciłabym książkę każdemu, kto interesuje się kosmetyką i sztuką, te dwa motywy bowiem przeplatają się nieustanie przez niemal 500 stron. 



środa, 2 października 2013

Wyjaśnienia, przeprosiny i wyniki

Na początku chciałabym wyjaśnić, dlaczego od pewnego czasu przestałam się odzywać. Choć bardzo bym chciała, jednak przeszkadza mi w tym brak czasu. Spowodowany jest przede wszystkim nadmiarem pracy, ale również dlatego, że cały czas się dokształcam. Z tego powodu mam zajęte soboty a wkrótce również wieczory w tygodniu. 
Dlatego kiedy wracam do domu nie mam już sił na siadanie do komputera. I mimo że cały czas czytam, to brak mi weny, czasu a czasem ochoty na pisanie recenzji i życie blogowe. Wielokrotnie chciałam wrócić, zresztą nawet teraz nie chcę porzucać bloga i Was. Rozmawiałam w tej sprawie z Melisandrą i wierzę, że należą się Wam wyjaśnienia. Myślę że chwilowo zawieszę oficjalnie swoją obecność na blogu. Być może wkrótce wrócę, być może zejdzie mi się trochę dłużej. Ale naprawdę nie chcę Was porzucać. I nie chce porzucać bloga, tak trochę samolubie ;)

Teraz chciałabym przeprosić wszystkich zainteresowanych. Trochę zapomniałam a trochę brakowało mi czasu żeby podać wcześniej wyniki lipcowej rozdawajki. Teraz jednak postanowiłam wziąć się w garść i ogłosić zwycięzców. 

I tak oto:

"Siódmy jednorożec" Kelly Jones powędruje do Melani K.



Księga Wszystkich Dusz t.1 "Czarownica" Deborah Harkness powędruje do Mola Książkowego



"Kobiety bez mężczyzn" Shahrnush Parsipur powędruje do miqaisonfire



"Sprawa osobista" Kenzaburo Oe trafia do Alojki

Gratuluję wszystkim wybranym!