czwartek, 13 lutego 2014

Tanie e-czytanie - szansa czy zagrożenie dla rynku?

Dzisiejszy wpis jest tyleż nietypowy, co spontaniczny. Jest nawiązaniem do tego artykułu. Przeczytałam go, jak i wiele komentarzy pod nim, z dużym zainteresowaniem. To jest kilka moich refleksji w tym temacie. Możecie to potraktować jako kolejny wpis z cyklu o rynku ebooków.

Jaki rynek książki w Polsce jest, każdy widzi, chciałoby się rzec parafrazując Chmielowskiego. Jego kondycja nie jest najlepsza, gdyż przegrywa on z telewizją i internetem. W efekcie kolejne tytuły bardzo drożeją - czasami tęsknię za czasami, kiedy oburzałam się na ceny nowych książek papierowych wynoszących po 25-35zł. Dziś, prawie 10 lat później, niczego tak bym nie chciała, jak powrotu takich cen. Jednocześnie obserwuję młodziutki rynek ebooków. Autor artykułu przytacza tu za i przeciw w kwestii bardzo taniej dystrybucji e-publikacji. Postaram się odnieść do każdego argumentu, przy czym nie w każdej kwestii jestem z autorem zgodna.

 
Argumenty ZA.



1. Popularyzuje książkę elektroniczną.
Jako ilustrację podana jest karta biblioteczna autora wpisu i kolejka chętnych po nowość wydawniczą. Mam wrażenie, że takie podejście jest nieco nieadekwatne. Powiedziałabym bardziej, że kolejka w bibliotece promuje bardziej kupienie wydania papierowego. Należy pamiętać, że nie każdy ma, bo nie każdy chce lub może mieć czytnik. "Kolejka w bibliotece, kup ebooka"? W toku późniejszych rozważań pada, że tylko 2-3% odbiorców książek to osoby kupujące ebooki. A co z resztą? I czy tę nowość kupi faktycznie te całe 2-3% miłośników e-czytania? Wątpliwe. Fakt, ze względu na to, że w bibliotece jest długa kolejka na kilka miesięcy, te kilka-kilkanaście osób na rejon które mają już czytniki kupi sobie ebooka. Reszta będzie czekać, lub odpuści. Czyli ebook jako alternatywa wcale nie jest aż tak popularyzowany w tym konkretnym przypadku. 
 

2. Zabiera argumenty piratom.
Niestety, nie mogę się zgodzić. Ktoś w komantarzach pisał, że nawet gdyby ceny ebooków spadły do 1,99zł to i tak to pirata nie skusi, oraz że wielu (bo nie wszyscy, nie generalizujmy) z tej niezbyt chlubnej nacji książki kolekcjonuje w dziesiątkach tysięcy, nie zaszczycając ich nawet spojrzeniem, w ramach sztuki dla sztuki. Jeśli coś może mieć za darmo, dalej będzie zatwardziale kontynuował swoją działalność. Jest to kwestia, jak sądzę, pewnej określonej mentalności. Jeśli ktoś nigdy nie piracił ebooków, raczej nie będzie tego robił teraz. W przeciwnym wypadku, nic takiej osoby nie nakłoni do zmiany zachowania, choćby i te ebooki miały naprawdę dobrą cenę. Po co ma wydać 1,99zł zł jak może mieć za darmo?
   

3. Uwalnia zakupy impulsowe.
Oj tak. Tu jestem skłonna przyznać rację. Zakupy impulsowe zaczęły dotyczyć ebooków tak jak i innych produktów. Dokładnie tak, jak impulsywnie kupujemy gry, kosmetyki, artykuły spożywcze, tak teraz kupujemy e-książki. Na zapas, bo na pewno jest ciekawa, do kolejki, na przyszłość... wiele książek tak spędza na dysku czy czytniku wiele miesięcy, bo tempo kupowania i gromadzenia przewyższa ilość posiadanego wolnego czasu. Ale czy tak naprawdę jest nam z tym źle? Sama mam sporo kupionych na promocjach właśnie e-książek, a czasu ostatnio naprawdę mało. Nie przeszkadza mi to jednak. Wiem, że nie ucieknie, ani się nie zestarzeje. Dobra cena napędza popyt, a o to w tym chodzi. 


4. Sprawia, że sprzedaż e-książek idzie w tysiące.
W tym wypadku nie mam narzędzi, aby zweryfikować ten argument, więc wierzę na słowo. Jednak nie da się ukryć, że rynek się rozwija.





Argumenty PRZECIW.

 


1. Obniża postrzeganą wartość książki.
Poważny argument. Powiedziałabym, że może, ale nie musi. Czasem jest tak, że poważany autor X mający swoje ebooki w promocji daje u obeznanego czytelnika reakcję "X za 9,90zł? Wstyd nie brać, najwyższy poziom za bezcen!". Czasem jednak ktoś mniej zorientowany widząc Kinga czy Dukaja za 9,90zł uzna, że ta literatura ma faktycznie mniejszą wartość. Wtedy to rzeczywiście może być kłopot - dobrze jest, jeśli przeczyta ten konkretny tytuł i dostrzeże w nim coś wartościowego.
Argument o książce w koszyku między jogurtem a porami? Litości, książki powinny być właśnie dobrem powszechnym i normalnym, nieodłącznym elementem życia. Nie rozumiem argumentu o autorze, który widzi swoje dzieło w księgarni za 40zł a potem w markecie za 10zł. W dalszym ciągu jego książka jest w sprzedaży, co generuje mu jakiś zysk, jeśli sprowadzać to do poziomu wyłącznie ekonomicznego. 


2. Brak skali może prowadzić do zmniejszenia przychodów. 
Czasem tak, czasem nie, jak sądzę. Tu działaja nasze uwarunkowania finansowe. Nie jesteśmy zbyt zamożnym krajem, musimy niekiedy selekcjonować wydatki na nasze przyjemności mając za priorytet kupienie żywności, leków, benzyny, czy opłacenie rachunków. Ten niewielki odsetek społeczeństwa, który kupuje książki, chciałoby je mieć tanio. Dlatego chcemy mieć je po 9,90 a nie po 30zł. Dlatego na promocję po dyszce chce się załapać jak najwięcej odbiorców. Dodatkowo może tu działać motyw poczty pantoflowej - i wiesci o dobrych cenach rozejdą się szybko. A jak wiemy, marketing szeptany to jedna z najskuteczniejszych metod sprzedażowych. Jest promocja - jest popyt. Nie ma promocji - kupują ci, którym najbardziej zależy, lub - co tu wiele mówić - zamożni, dla których cena książki nie ma wielkiego znaczenia. 

3. Burzy lojalność księgarni.
No cóż, twarde zasady rynku i prawo do zdrowej konkurencji. Konsument, tym bardziej polski, zawsze wybierze rozwiązanie najbardziej opłacalne ekonomicznie dla niego - tu po prostu najtańsze.  


4. Sprowadza temat e-booków wyłącznie do kwestii cenowych.
A czy to nie o to w tym wszystkim chodzi...? Ktoś kto lubi czytać, będzie czytał dalej, a kiedy ma jakąś tańszą i bardziej mobilną alternatywę do rozważenia, to być może z niej skorzysta i będzie kupował więcej, do czego wydawcy i dystrybutorzy przecież dążą.
 


Uff... to tyle, jeśli chodzi o mój głos w sprawie cen ebooków. Może nieco chaotycznie, ale miałam potrzebę odpowiedzenia na taki temat. Cieszy mnie jako klientkę e-księgarni, że coś mogę kupić taniej. Wartość treści się przecież nie zmienia, a wygoda i zaoszczędzone pieniądze jednak dają się odczuć.

 


Z ogłoszeń drobnych - w drodzę są trzy recenzje, zaczynam szukać materiałów o bibliotekach do pierwszego wpisu z tej serii.
Dodatkowo mam plan rozpoczęcia nowego cyklu, który będzie miał nieco prowokacyjny tytuł, ale mam nadzieję, że w efekcie zachęci do czytania przedstawianych w nim książek. Całość jest na razie niespodzianką, która ruszy w drugiej połowie marca. Odwiedzajcie nas i wypatrujcie dalszych nowin.

1 komentarz:

  1. Według mnie książki papierowe i tak wygrywają :D Są nie do pobicia ;)
    Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.