piątek, 28 lutego 2014

"Głos" Anne Bishop + Stosik Lutowy 2014


 Kolejny miesiąc się kończy, więc chciałam się Wam pochwalić moimi nowymi
nabytkami. Tym razem same ebooki.

- "W domu innego" Rhidian Brook - kupiona na Woblinku, spojrzałam na opis i stwierdziłam, że muszę przeczytać tą książkę.


- "Alchemia miłości. Kroniki rodu Lacey" Eve Edwards - kupiona na virtualo. Czytałam dużo pozytywnych recenzji o tej autorce i jej książkach i chcę się sama przekonać, czy mi się spodoba.

- "Krucjata. Zakon CiemnościPhilippa
Gregory - drugi tom serii, którą autorka pisze dla
młodzieży. "Odmieniec" mi się podobał i chciałam
poznać dalsze losy bohaterów. Również w Virtualo.


- "Uśpione głosy" Dulce Chacón - historia kobiet w czasie hiszpańskiej wojny domowej. Książka zainteresowała mnie od pierwszej chwili i bez zastanowienia kupiłam, na publio.

- "Dożywocie" Marta Kisiel - Viv tak bardzo polecała tą autorkę, że nie było mowy, musiałam kupić. Co prawda jeszcze nie udało mi się do niej usiąść, ale mam nadzieję, że czeka mnie dobra zabawa przy czytaniu. Kupiona również na publio.

- "Achaja" T. 2 Andrzej Ziemiański - do tej serii zbieram się już ładnych parę lat. Póki co kompletuję, mam już trzy tomy. W końcu się za nią zabiorę. Publio

- "Achaja" T. 3 Andrzej Ziemiański - j.w.


Skorzystałam z pewnej akcji, którą poleciła mi Melisandra. TUTAJ kupiłam cały pakiet książek. Akcja polegała na tym, że samemu można było ustalić kwotę za jaką się ten pakiet kupi. Jak widać na stronie najwyższa cena to 250 zł. Osobiście zapłaciłam 35 zł. Drugim bardzo ciekawym aspektem była możliwość podziału, jaki procent z własnej wpłaty dostaną autorzy, jaką dystrybutorzy a jaką strona BookRage. Mam nadzieję, że w przyszłości pojawi się więcej takich możliwości. 

W pakiecie znajdowały się: 
- "Królowa głody" Wojciech Chmielarz
- "Próg nieśmiertelności" Krzysztof Boruń
- "Sąd nad Antychrystem" Aleksander Błażejewski
- "Toccata" Krzysztof Boruń
- "Grombelardzka Legenda" Feliks W. Kres
- "Sherlock Holmes. Apokryfy" Arthur Conan Doyle
- "W pomrokach wiary" Stefan Grabiński
- "Żelazne kamienie" Rafał Dębski
- "Prokurator Alicja Horn" Tadeusz Dołęga-Mostowicz

Co sądzicie o tych pozycjach?



Dane techniczne:


  • Autor: Bishop Anne
  • Tytuł: Głos
  • Seria: Efemera tom. 0
  • Tłumaczenie: Monika Wyrwas - Wiśniewska
  • Wydawnictwo: Initium
  • Liczba e-stron (epub): 90
  • Premiera: 28 czerwca 2013
  • Gatunek: fantastyka

Autora zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Po skończeniu pierwszego tomu "Innych" byłam pewna, że sięgnę po inne serię Anny Bishop. Zaczęłam od Efemerii. I stwierdziłam, że zacznę po kolei, czyli od "Głosu". Nie wiem, czy to był najlepszy pomysł. Samo opowiadanie ma około 50 stron i czyta się je błyskawicznie. Autorka mnie zafascynowała, ale jednocześnie po skończeniu tej mini-książeczki czuję niedosyt. Świat który wykreowała autorka jest interesujący, a prawa nim rządzące bardzo drastyczne. 

"Głos" opowiada historię młodej dziewczyny, która jako jedyna widzi cierpienie w swojej wiosce. Cierpienie sieroty, która zostaje zmuszana do zjadania smutku innych mieszkańców. Przynoszą oni ciastka, które pieką w smutnych chwilach i które mają ich tego smutku pozbawić. Nalah postanawia uciec z wioski, chce również oswobodzić biedną sierotę. 

Opowiadanie jest z jednej strony przerażające ale z drugiej intrygujące. Cierpienie, bezduszność i zło, które mieszkańcy spełniają nie mieści się w głowie. Z drugiej strony świat przedstawiony przez autorkę jest fascynujący. Mam chęć sięgnąć po pierwszy tom cyklu żeby poznać go bardziej. 

Osobom, które nie miały styczności z tym cyklem nie polecam czytania Głosu na początek, bo może tylko zaostrzyć apetyt ;) Nie wiem co prawda, czy łączy się bezpośrednio z dalszymi częściami, ale wydaje mi się, że jest to tylko opowiadanie osadzone w świecie Efemerii.

środa, 26 lutego 2014

"Testament Judasza" Francesc Miralles


Dane techniczne: 

  • Autor: Miralles Francesc, Bruna Joan 
  • Tytuł: Testament Judasza 
  • Tytuł oryginalny: El llegat de Judes 
  • Tłumaczenie: Jaszecka Karolina 
  • Wydawnictwo: Bellona 
  • Liczba e-stron (epub): 239 
  • Premiera: 8 sierpnia 2013
  • Gatunek: sensacja


Czasami czuję satysfakcję, że znalazłam książkę, którą będę mogła skrytykować. W jakiś sposób pokazuje mi to, że nie pochłaniam wszystkiego, bez względu na jakość. Tym razem trafiło na "Testament Judasza".

Judasz, pomimo że jest postacią kontrowersyjną, a może właśnie dlatego, wielokrotnie pojawia się w różnorakiej beletrystyce. Wykorzystuje się go żeby wzbudzić w czytelniku więcej emocji, zainteresować go tematem i wprowadzić trochę tajemniczości. W przypadku "Testamentu..." autorzy próbowali wzorować się na historiach stworzonych przez Dana Browna, ale zupełnie im to nie wyszło.

Pewnego dnia do przewodnika turystycznego, Andreasa, dzwoni jego przełożony z propozycją natychmiastowego wyjazdu z klientką do Jerozolimy. Okazuje się, że kobieta jest niewidoma, a sprawy, które chce załatwić w Ziemi Świętej są bardzo tajemnicze. Przez pierwszą część książki razem z Andreasem czytelnik stara się dowiedzieć o co tak naprawdę chodzi Solistice, niewidomej klientce. Po co jest jej potrzebna ewangelia Judasza? Dlaczego kobieta tak bardzo chce poznać jej oryginalne tłumaczenie? Później mężczyzna bardzo szybko zostaje wciągnięty w niebezpieczną grę, która ma na celu znalezienie i  zniszczenie siedmiu ocalałych srebrników. 

Sięgając po tą lekturę, nie spodziewałam się literatury bardzo wysokich lotów. Mimo tego poziom, działania bohaterów a nawet sama historia zawiodły mnie. Podstawowym błędem jest chęć zmieszczenia tej historii na tak małej ilości stron. Akcja od samego początku mknie jak szalona, ale w negatywnym tego słowa znaczeniu. Wiele sytuacji jest pominiętych, potraktowanych przez macoszemu. Bohaterowie zaczynają poszukiwana srebrników po całym świecie, na podstawie historii spisanej przez Judasza. Po pierwsze nie wiem jak autorzy wpadli na pomysł, że tekst napisany w I wieku może naprowadzić do monet w XXI. Jakby Judasz w jakiś magiczny sposób wiedział i odpowiednio do tego napisał swoją historię. Po drugie znalezienie każdego srebrnika zajmowało bohaterom chwilę. Niby raz nie trafili, ale w sumie w przeciągu paru stron potrafili odkryć i znaleźć monetę. Kolejnym mankamentem są sami bohaterowie. W żaden sposób nie potrafiłam ich polubić. Ani Andreas ani Solistice nie zainteresowali mnie. Sam "Testament" też jakoś nie bardzo przypadł mi do gustu. Wydaje mi się, ze autorzy powinni się bardziej postarać i napisać ten tekst archaicznym językiem. A tu, choć nawet można się przez chwilę wciągnąć, język jest całkowicie współczesny. Jeśli chodzi o kontrowersyjne smaczki - to mamy i Judasza jako ukochanego ucznia, i Marię Magdalenę jako żonę Jezusa, i Szymona Piotra jako najbardziej zaufanego współpracownika Barabasza. Zdecydowanie za dużo. Czym dalej czytałam tym większy uśmiech niedowierzania a jednocześnie pobłażania w kierunku autorów pojawiał mi się na ustach. 

Plusów nie wymienię, bo ich nie widzę. Historia nie ma w sobie nic z oryginalności. Bohaterowie są sztuczni. Autorzy nawet próbowali na szybko stworzyć jakiś wątek miłosny, a raczej erotyczny, ale on też wyszedł słabo. Rozwiązanie historii znalazło się na ostatniej stronie i było kiepskie.

Myślę, że naprawdę nie warto sięgać po tą pozycję. Mnie zainteresował okładka i opis na niej. Ale tym razem srodze się zawiodłam. 


poniedziałek, 24 lutego 2014

Pastisz, czy samo życie...? Czyli Szczygielski kontra współczesne kobiety.

 
Dane techniczne:

Tytuł: Nasturcje i ćwoki

Autor: Marcin Szczygielski
Wydawnictwo: Latarnik
Data wydania: kwiecień 2005
Liczba stron: 248

Typ nośnika: e-book 



Marcin Szczygielski znany jest czytelnikom z książek pisanych we współczesnych realiach, bardzo nam bliskich. Sprawia, że jesteśmy sobie w stanie łatwo wyobrazić bohaterów, być może utożsamić się z nimi. 

"Nasturcje i ćwoki" to moje drugie zetknięcie z tym autorem, na pierwszy ogień już jakiś czas temu poszedł "Berek", w którym poznać można dwie osoby skrajnie różne od siebie - wyzwolonego geja Pawła i konserwatywną, starszą Annę, którą złośliwcy nazwaliby "moherem". Powieść czytało mi się bardzo lekko i przyjemnie, a kabaretowe, miejscami nawet złosliwe poczucie humoru autora nieraz wywoływało u mnie salwy śmiechu. Ponieważ powieść ta "zrobiła markę" autorowi u mnie, bardzo chciałam przeczytać coś więcej. Więcej tego, co mnie przyssało do kartek, więcej lekkości, ironii i poczucia humoru. I tak oto, kiedy po Targach Książki 2013 miałam możliwość uzyskania kilku ebooków, nawet nie zastanawiałam się, kiedy zobaczyłam w puli dostępnych tytułów "Nasturcje...". 

Książka ta jest przykładem satyrycznego, bardzo przerysowanego spojrzenia na pokolenie współczesnych kobiet w wielkich miastach. Opisu tej grupy, z którą nie potrafię się utożsamić, a która wywołuje we mnie czasem ironiczny uśmieszek. Gazetki, faceci, kosmetyki, faceci, pierdółki, faceci, moda, faceci. Aha, i jeszcze faceci. Przedstawicielką takich kobiet jest Zośka. Jest to dobiegająca do trzydziestki stylistka w jednym z magazynów o modzie i tzw. lifestyle'u. Czytając "Nasturcje..." cały czas miałam przed oczami osobę z talentem do kombinowania, nawet nieco cwaną, ale przy tym leniwą i pyszną. Nie polubiłam jej, tym bardziej przez to, jak traktowała swoją przyjaciółkę, Agnieszkę. Nawet mi przemknęło przez głowę w pewnej chwili, że mając takich przyjaciół w gruncie rzeczy nie potrzebowałabym wrogów... Aga, nieco młodsza, inteligentniejsza i ładniejsza, choć momentami równie nierozgarnięta, zdaje się być nie koleżanką, ale solą w oku Zośki. Wiecznie spychna w cień, budzi więcej sympatii niż główna bohaterka.

Mimo lekkiego, bardzo wciągającego, niemal potocznego języka nie czułam, żeby ta powieść dorównywała "Berkowi", choć utrzymuje charakterystyczny styl autora. Nie sądzę, żeby autor był w szczytowej formie, ale mimo tego mam chęć przeczytania innych jego powieści. Książkę poleciłabym miłośnikom lekkiego pióra, szukających książki którą da się przeczytać w ciągu nawet 1 dnia.



wtorek, 18 lutego 2014

"Wołanie kukułki" Robert Galbraith


Dane techniczne:
  • Autor: Galbraith Robert
  • Tytuł: Wołanie kukułki
  • Seria: Cormoran Strike tom 1 
  • Tłumaczenie: Anna Gralak
  • Wydawnictwo: Dolnośląskie
  • Liczba e-stron (epub):
  • Premiera: 4 grudnia 2013
  • Gatunek: kryminał




Kukułka to ptak specyficzny, podrzucający swoje jaja do innych gniazd. Być może robi to z lenistwa, wyrachowania, a może z chęci zapewnienia lepszej opieki swojemu potomstwu. Nie znamy motywu ich działania. Każdy jednak zna tzw. "kukułcze jaja" - podrzutki, których nikt nie chce. Co jednak ma to wspólnego z książką?

W grudniu m.in. w warszawskim metrze widziałam bilbordy promujące "Wołanie kukułki". Okładka mnie zaintrygowała i choć po kryminał sięgam rzadko, to postanowiłam zaznajomić się z tą książką. Również na tych samych bilbordach poznałam prawdziwe nazwisko twórcy: J.K. Rowling. Jednych ten chwyt marketingowy zachęci do książki, innych wręcz przeciwnie. Czytając, każdy z pewnością będzie porównywał "Wołanie kukułki" do sławnego Pottera i innych pozycji autorki. Kupiłam "Wołanie kukułki" powodowana okładką i opisem, jednak gdy zaczynałam czytać miałam wysoko postawioną poprzeczkę.

Od czasu wydania książki w kwietniu zeszłego roku do ujawnienia prawdziwego nazwiska autora w lipcu sprzedano zaledwie 1500 egzemplarzy. Kiedy wyszło na jaw, że Robert Galbraith to pseudonim J. K. Rowling książka od razu trafiła na listy bestsellerów. *

Cormoran Strike, były wojskowy, inwalida, prowadzi agencję detektywistyczną, która swoje najlepsze dni ma za sobą. Mężczyzna ledwie wiąże koniec z końcem, nękany przez pożyczkodawców. Na domiar złego, przez burzliwie rozstanie z partnerką jest zmuszony zamieszkać w biurze. Jeden dzień odmienia jego życie - do agencji trafia tymczasowa sekretarka, która okazuje się doskonałym pracownikiem. A co najważniejsze, pojawia się klient, który prosi o rozwiązanie śmierci swojej siostry. Lula - sława modelka, parę miesięcy temu zginęła w swoim apartamencie, policja stwierdziła samobójstwo, jednak rodzina nie potrafi się z tym pogodzić. Dlatego Cormoran zaczyna śledztwo, żeby wykryć zabójcę. Detektyw początkowo nie wierzy w to wyjaśnienie, ale z czasem zebrane dowody zmieniając jego podejście.

Czy ta książka wybija się na tle gatunku? Wydaje mi się, że nie. Jest wciągająca, interesująca i z wielką ciekawością czytałam, chcąc poznać rozwiązanie zagadki. Co wytrawniejsi czytelnicy sami odkryją, kto jest winny przed wyjaśnieniami Cormorana. Osobiście stawiałam na innego winnego, a jednak rozwiązanie za bardzo mną nie wstrząsnęło. W sumie nawet  argumenty detektywa wydają się logiczne i od początku można podejrzewać tą właśnie osobę.
Spodobał mi się główny bohater. Trochę niezgrabny, odbiegający od reszty, samotnik, potrafiący zebrać okruchy informacji i złożyć je w całość. Jest to barwna charyzmatyczna postać, przy której nie można zostać obojętnym. Robin, nowa sekretarka detektywa, jest postacią idealną. Potrafi właściwie wszystko załatwić, odnajduje się w każdej sytuacji, prawie odczytuje myśli Cormorana i ubiega jego prośby. Ciekawa jestem czy ewoluuje ona w jakimś kierunku.

"Wołanie kukułki" to dobry kryminał. Nie jest wybitny, choć czyta się szybko i z ciekawością. Z chęcią sięgnę po kolejną część przygód Cormorana. Na pewno wiele osób nie przeczytałoby tej pozycji, bez informacji, że jest to książka Rowling. Autorka potrafi pisać również literaturę dla dorosłych, o czym może przekonać się każdy, kto zapozna się z tą pozycją.

* Źródło

Przeczytałam w ramach wyzwania:

niedziela, 16 lutego 2014

"Tajemnica Marii Magdaleny" Paweł Lisicki

Dane techniczne:
  • Autor: Lisicki Paweł 
  • Tytuł: Tajemnica Marii Magdaleny
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo M
  • Liczba stron: 216
  • Premiera: styczeń 2014
  • Gatunek: religia, chrześcijaństwo


Paweł Andrzej Lisicki (ur. 20 września 1966) – polski dziennikarz, publicysta, pisarz, w latach 2006–2011 redaktor naczelny dziennika Rzeczpospolita, w latach 2011–2012 redaktor naczelny tygodnika Uważam Rze. Od 2013 jest redaktorem naczelnym tygodnika Do Rzeczy. Jest autorem czterech zbiorów esejów ("Nie-ludzki Bóg" (1995), "Doskonałość i nędza" (1997), Punkt oparcia (2000), Powrót z obcego świata (2006)), dwóch dramatów (Jazon (1999), Próba (2005) oraz powieści Przerwa w pracy (2006). Przetłumaczył książki Zaćmienie Boga Martina Bubera (1994), Heidegger i narodowy socjalizm Victora Fariasa (1997 - razem z Robertem Marszałkiem), Natura katolicyzmu Karla Adama (1999). W 2013 wydał książkę pt. Kto zabił Jezusa?.*

W zeszłym roku recenzowałam inną książkę autora - "Kto zabił Jezusa", która dała mi do myślenia. Kiedy pojawiła się propozycja recenzji kolejnej książki Lisickiego, z ciekawością po nią sięgnęłam.
Już patrząc na okładkę widać, że książka nawiązuje do zeszłorocznej publikacji, choć wydawnictwo nie wskazuje, że książki należą do jakiejś serii.

Maria Magdalena jest jedną z najbardziej znanych postaci z Biblii. Kim była? Jaką rolę pełniła w życiu Jezusa? Poszukując tych informacji natkniemy się na wiele różnych życiorysów - od oczyszczonej nierządnicy, poprzez uczennicę, członka rodziny po żonę i matkę dzieci Chrystusa. W ostatnich latach najbardziej znana jest chyba jej rola jako Graala, którą wypromował Dan Brown. Jaka jest jednak prawda? 

Od lat 80. XX wieku narasta ruch, który chciałby dokonać całkowitego przeobrażenia chrześcijaństwa tak, aby nadać mu nowe, kobiece oblicze. Różnorakie są jego przejawy. Jedno jest w nim wszakże charakterystyczne: to próba nadania nowego znaczenia Marii Magdalenie. Staje się ona symbolem walki z rzekomą kościelną dominacją. Ma być rzecznikiem interesów nowego ruchu feministycznego z jednej strony, z drugiej zaś, w wersjach skrajnych, żoną Jezusa, świętym Graalem. Nie jest przy tym ważne, co o Marii Magdalenie piszą Ewangelie Nowego Testamentu, bardziej istotne staje się to, czego o niej nie piszą. Wnioskuje się z milczenia i niedopowiedzeń. To, co przekazane, interpretuje się, wychodząc z tego, czego nie przekazano; to, co jasne, wychodząc od tego, co ciemne. *

Jeśli ktoś spodziewa się opowieści o Marii Magdalena jako o Graalu albo ich zaprzeczenia, historii rodu Merowingów i innych opowieści, które w dzisiejszych czasach zyskują na popularności, to się srodze zawiedzie. Autor stara się, sięgając do źródeł, przedstawić czytelnikowi obraz Marii Magdaleny wynikający z Biblii. Cytuje wielu badaczy, z niektórymi się zgadza, z innymi polemizuje. Lisiecki zaczyna od ogólnego obrazu kobiety za czasów Jezusa - jej ówczesnej roli oraz postępowego traktowania przez Zbawiciela. Pojawiają się inne przedstawicielki płci pięknej i role jakie Pismo im przypisywało. Pisarz porusza wiele wątków, które zwykłym zjadaczom chleba raczej nie są znane. Jeden z tematów pokazuje ewangelie gnostyckie i sposób ich przekazu Zbawienia. Dopiero na samym końcu pojawia się wzmianka o tych "tajemnicach Kościoła" - czyli tajemniczej krwi Jezusa. Temu zagadnieniu autor poświęcił nie więcej jak 20 stron. 

Język książki jest przystępny i zachęcający. Autor mimo poruszania różnych, czasami mało znanych i "branżowych" tematów, potrafi wyjaśnić wszystko w przystępny sposób.

Jak odbierać książkę Pawła Lisickiego? Choć w wielu miejscach nie podobały mi się przemyślenia autora i wielokrotnie w myślach z nim polemizowałam to jednak sama książka dużo wniosła w moją wiedzę. Przede wszystkim ogólna znajomość Biblii, a w szczególności aspekt związany z kobietami. Autor sporo miejsca poświęca feminizmowi, jak ten nurt interpretuje Biblię i zawarte w niej tajemnice.

Niestety nie cała książka jest jednakowo ciekawa czy wciągająca. Był moment kiedy czytałam bez zainteresowania i tylko czekałam aż dany temat się skończy.

Autor przedstawia swoje poglądy na temat kobiet, feminizmu, Biblii. Na pewno nie każdy się z nimi zgodzi. Sama wielokrotnie miałam wątpliwości. Myślę jednak, że warto zapoznać się z tą książką, żeby wiedzieć jakie stanowisko zająć.

* Źródło.
* "Tajemnica Marii Magdaleny" str. 9

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuje:


czwartek, 13 lutego 2014

Tanie e-czytanie - szansa czy zagrożenie dla rynku?

Dzisiejszy wpis jest tyleż nietypowy, co spontaniczny. Jest nawiązaniem do tego artykułu. Przeczytałam go, jak i wiele komentarzy pod nim, z dużym zainteresowaniem. To jest kilka moich refleksji w tym temacie. Możecie to potraktować jako kolejny wpis z cyklu o rynku ebooków.

Jaki rynek książki w Polsce jest, każdy widzi, chciałoby się rzec parafrazując Chmielowskiego. Jego kondycja nie jest najlepsza, gdyż przegrywa on z telewizją i internetem. W efekcie kolejne tytuły bardzo drożeją - czasami tęsknię za czasami, kiedy oburzałam się na ceny nowych książek papierowych wynoszących po 25-35zł. Dziś, prawie 10 lat później, niczego tak bym nie chciała, jak powrotu takich cen. Jednocześnie obserwuję młodziutki rynek ebooków. Autor artykułu przytacza tu za i przeciw w kwestii bardzo taniej dystrybucji e-publikacji. Postaram się odnieść do każdego argumentu, przy czym nie w każdej kwestii jestem z autorem zgodna.

 
Argumenty ZA.



1. Popularyzuje książkę elektroniczną.
Jako ilustrację podana jest karta biblioteczna autora wpisu i kolejka chętnych po nowość wydawniczą. Mam wrażenie, że takie podejście jest nieco nieadekwatne. Powiedziałabym bardziej, że kolejka w bibliotece promuje bardziej kupienie wydania papierowego. Należy pamiętać, że nie każdy ma, bo nie każdy chce lub może mieć czytnik. "Kolejka w bibliotece, kup ebooka"? W toku późniejszych rozważań pada, że tylko 2-3% odbiorców książek to osoby kupujące ebooki. A co z resztą? I czy tę nowość kupi faktycznie te całe 2-3% miłośników e-czytania? Wątpliwe. Fakt, ze względu na to, że w bibliotece jest długa kolejka na kilka miesięcy, te kilka-kilkanaście osób na rejon które mają już czytniki kupi sobie ebooka. Reszta będzie czekać, lub odpuści. Czyli ebook jako alternatywa wcale nie jest aż tak popularyzowany w tym konkretnym przypadku. 
 

2. Zabiera argumenty piratom.
Niestety, nie mogę się zgodzić. Ktoś w komantarzach pisał, że nawet gdyby ceny ebooków spadły do 1,99zł to i tak to pirata nie skusi, oraz że wielu (bo nie wszyscy, nie generalizujmy) z tej niezbyt chlubnej nacji książki kolekcjonuje w dziesiątkach tysięcy, nie zaszczycając ich nawet spojrzeniem, w ramach sztuki dla sztuki. Jeśli coś może mieć za darmo, dalej będzie zatwardziale kontynuował swoją działalność. Jest to kwestia, jak sądzę, pewnej określonej mentalności. Jeśli ktoś nigdy nie piracił ebooków, raczej nie będzie tego robił teraz. W przeciwnym wypadku, nic takiej osoby nie nakłoni do zmiany zachowania, choćby i te ebooki miały naprawdę dobrą cenę. Po co ma wydać 1,99zł zł jak może mieć za darmo?
   

3. Uwalnia zakupy impulsowe.
Oj tak. Tu jestem skłonna przyznać rację. Zakupy impulsowe zaczęły dotyczyć ebooków tak jak i innych produktów. Dokładnie tak, jak impulsywnie kupujemy gry, kosmetyki, artykuły spożywcze, tak teraz kupujemy e-książki. Na zapas, bo na pewno jest ciekawa, do kolejki, na przyszłość... wiele książek tak spędza na dysku czy czytniku wiele miesięcy, bo tempo kupowania i gromadzenia przewyższa ilość posiadanego wolnego czasu. Ale czy tak naprawdę jest nam z tym źle? Sama mam sporo kupionych na promocjach właśnie e-książek, a czasu ostatnio naprawdę mało. Nie przeszkadza mi to jednak. Wiem, że nie ucieknie, ani się nie zestarzeje. Dobra cena napędza popyt, a o to w tym chodzi. 


4. Sprawia, że sprzedaż e-książek idzie w tysiące.
W tym wypadku nie mam narzędzi, aby zweryfikować ten argument, więc wierzę na słowo. Jednak nie da się ukryć, że rynek się rozwija.





Argumenty PRZECIW.

 


1. Obniża postrzeganą wartość książki.
Poważny argument. Powiedziałabym, że może, ale nie musi. Czasem jest tak, że poważany autor X mający swoje ebooki w promocji daje u obeznanego czytelnika reakcję "X za 9,90zł? Wstyd nie brać, najwyższy poziom za bezcen!". Czasem jednak ktoś mniej zorientowany widząc Kinga czy Dukaja za 9,90zł uzna, że ta literatura ma faktycznie mniejszą wartość. Wtedy to rzeczywiście może być kłopot - dobrze jest, jeśli przeczyta ten konkretny tytuł i dostrzeże w nim coś wartościowego.
Argument o książce w koszyku między jogurtem a porami? Litości, książki powinny być właśnie dobrem powszechnym i normalnym, nieodłącznym elementem życia. Nie rozumiem argumentu o autorze, który widzi swoje dzieło w księgarni za 40zł a potem w markecie za 10zł. W dalszym ciągu jego książka jest w sprzedaży, co generuje mu jakiś zysk, jeśli sprowadzać to do poziomu wyłącznie ekonomicznego. 


2. Brak skali może prowadzić do zmniejszenia przychodów. 
Czasem tak, czasem nie, jak sądzę. Tu działaja nasze uwarunkowania finansowe. Nie jesteśmy zbyt zamożnym krajem, musimy niekiedy selekcjonować wydatki na nasze przyjemności mając za priorytet kupienie żywności, leków, benzyny, czy opłacenie rachunków. Ten niewielki odsetek społeczeństwa, który kupuje książki, chciałoby je mieć tanio. Dlatego chcemy mieć je po 9,90 a nie po 30zł. Dlatego na promocję po dyszce chce się załapać jak najwięcej odbiorców. Dodatkowo może tu działać motyw poczty pantoflowej - i wiesci o dobrych cenach rozejdą się szybko. A jak wiemy, marketing szeptany to jedna z najskuteczniejszych metod sprzedażowych. Jest promocja - jest popyt. Nie ma promocji - kupują ci, którym najbardziej zależy, lub - co tu wiele mówić - zamożni, dla których cena książki nie ma wielkiego znaczenia. 

3. Burzy lojalność księgarni.
No cóż, twarde zasady rynku i prawo do zdrowej konkurencji. Konsument, tym bardziej polski, zawsze wybierze rozwiązanie najbardziej opłacalne ekonomicznie dla niego - tu po prostu najtańsze.  


4. Sprowadza temat e-booków wyłącznie do kwestii cenowych.
A czy to nie o to w tym wszystkim chodzi...? Ktoś kto lubi czytać, będzie czytał dalej, a kiedy ma jakąś tańszą i bardziej mobilną alternatywę do rozważenia, to być może z niej skorzysta i będzie kupował więcej, do czego wydawcy i dystrybutorzy przecież dążą.
 


Uff... to tyle, jeśli chodzi o mój głos w sprawie cen ebooków. Może nieco chaotycznie, ale miałam potrzebę odpowiedzenia na taki temat. Cieszy mnie jako klientkę e-księgarni, że coś mogę kupić taniej. Wartość treści się przecież nie zmienia, a wygoda i zaoszczędzone pieniądze jednak dają się odczuć.

 


Z ogłoszeń drobnych - w drodzę są trzy recenzje, zaczynam szukać materiałów o bibliotekach do pierwszego wpisu z tej serii.
Dodatkowo mam plan rozpoczęcia nowego cyklu, który będzie miał nieco prowokacyjny tytuł, ale mam nadzieję, że w efekcie zachęci do czytania przedstawianych w nim książek. Całość jest na razie niespodzianką, która ruszy w drugiej połowie marca. Odwiedzajcie nas i wypatrujcie dalszych nowin.

niedziela, 2 lutego 2014

2 lata bloga!

Kochani!

Niepostrzeżenie doczekałyśmy drugiego roku działalności bloga. Ostatni czas nie był dla niego najłaskawszy, ale to już powoli się zmienia. 
Będzie więcej postów, nowe cykle i przede wszystkim więcej naszej aktywności tu i na Facebooku.



Skoro rocznica, to nie może się obyć bez jakichś atrakcji, 
zatem postanowiłyśmy zorganizować konkurs. 
Trwają ustalenia odnośnie jego formy i przewidywanych nagród. 
Wyczekujcie info, odwiedzajcie nas, 
a wasza cierpliwość zostanie już niedługo nagrodzona.
Tymczasem dziękujemy Wam za te dwa lata, 
bo bez Was bardzo wszystko straciłoby to sens!