
- Autor: Koomson Dorothy
- Tytuł: Słodycze na śniadanie
- Tytuł oryginalny: Marshmallows for breakfast
- Tłumaczenie: Agnieszka Bachorska
- Wydawnictwo: Albatros
- Liczba stron: 454
- Premiera: listopad 2009
- Gatunek: powieść współczesna
To historia kobiety, która nie mogła mieć dzieci. Historia miłości, która nie miała prawa się wydarzyć. Historia alkoholu, który był przyczyną rozpadu małżeństwa. Historia gwałtu, który zniszczył życie. Historia wyparcia własnej choroby. Historia cierpienia, nadziei, radości, smutku. Historia zagubienia, przemocy, oczekiwania i walki. Jest to również historia dwójki dzieci, które próbują odnaleźć się w sytuacji, która przerosła niejednego dorosłego.
Kendra po latach wraca do Londynu uciekając po raz kolejny przed duchami przeszłości. Potrzebuje spokoju i stabilizacji, ale nie jest jej to dane. Od pierwszych chwil zderza się z dziećmi, parą sześcioletnich bliźniaków, które zawładnęły kobietą nie myśląc, że ona może mieć coś przeciwko. Bohaterka nie potrafi odsunąć się od tej rodziny, przez własne przeżycia z przeszłości, ale również dlatego, że dzieci potrzebują kogoś, kto pomoże im w tych trudnych chwilach. Ich rodzina się rozpadła, matka odeszła w środku nocy, ojciec nie potrafi sobie sam poradzić, a one łakną stabilizacji i pewności, że kolejna osoba ich nie zostawi. Losy bohaterów powoli i nieubłaganie się ze sobą splatają.
Czasami bardzo łatwo odkryć perełki, często nie zdając sobie z tego sprawy. Tak było w przypadku mojej znajomości z autorką i jej książką. "Słodycze na śniadanie" kupiłam za naprawdę niewielkie pieniądze, wygrzebując tę książkę z kosza w Biedronce. Zachwyciła mnie okładka, blurb był całkiem ciekawy, więc stwierdziłam, że zaryzykuję. Potem stała sobie ona na półce a mnie wcale nie ciągnęło, żeby się przekonać, czy kupując ją wytypowałam czarnego konia. W końcu z niepokojem zaczęłam czytać, żeby już po pierwszych stronach wsiąknać w tę opowieść, zbliżyć się do bohaterów, przeżywając razem z nimi smutki i radości i powoli poznać wszystkie sekrety, które postawiły ich w danej sytuacji życiowej.
Historię poznajemy z ust Kendry, którą autorka uczyniła postacią pierwszoplanową. Narracja pierwszoosobowa w tym wypadku jest dobrym zabiegiem, który zbliża czytelnika do bohaterki, pozwala poznać uczucia, które nią kierują. Wstęp wzbudza apetyt, niepokoi, a jednocześnie daje nadzieję na wartką akcję. Jest to jednak powieść obyczajowa i choć trochę się w tej historii dzieje, nie ma nagłych zwrotów akcji, które powodują przyśpieszony ruch serca. Kendra dość niezwykle poznaje uroczą parę bliźniaków, ich ojca, powoli zagłębia się w ich życie i problemy, ale nie potrafi uporać się z własnymi demonami przeszłości. Sytuacja Summer i Jaxona, którą powoli odkrywamy na kartach książki, nie jest godna pozazdroszczenia. To nie jest tzw. dom patologiczny, nie ma świadomych działań, przemocy. A jednak historia, która wyłania się z opowieści ojca dzieci, ich samych, a także po pewnym czasie, ich matki, momentami może powodować, że włos się jeży na głowie.
Summer i Jaxon to postacie, których nie da się nie lubić. Są wspaniałymi dziećmi, trochę zamkniętymi w sobie, trochę rozchwianymi emocjonalnie, ale nadal dziećmi i ich radością, pytaniami, wszędobylstwem i tym wszystkim, co powoduje czułość w czytelnikach. Nadają one tej książce z jednej strony lekkości, mimo podejmowanych ciężkich tematów, z drugiej strony pozwalają bardziej wczuć się w historię, problemy dotyczą w końcu małych dzieci.
Autorka nie prowadzi nas schematami doprowadzając do związku między Kendrą a ojcem dzieci - Kyle'm. Choć oboje są właściwie wolni, młodzi i potrzebują uczucia, to autorka potrafi tak poprowadzić akcję, żeby z jednej strony byli blisko, a z drugiej tworzy swego rodzaju barierę, której nie przekroczą. Jest to bardzo dobrze rozwiązany watek, który w innym wypadku mógłby zniszczyć odbiór tej historii.
Nie chciałabym zdradzać Wam za dużo, bo poznawanie problemów w tej historii, wątków, które łączą wszystkie sprawy, jest jednym z aspektów książki, które sprawiają dodatkową radość z lektury. To dlatego moja recenzja jest dość oględna, nie zagłębiam się w szczegóły, kto z kim i dlaczego. Tą przyjemność zostawię Wam, jeśli zdecydujecie się na lekturę.
Żeby nie było za kolorowo mam jedno zastrzeżenie. Wraz z odkrywaniem problemów w życiu bohaterów przemknęło mi przez myśl, że jest tego za dużo, tak dużo różnych ciężkich spraw na barkach takiej małej ilości bohaterów, w prawdziwym życiu jest chyba niemożliwe... A może jednak, są takie sprawy o których ludzie nie mówią, starając się je wyprzeć z własnej świadomości.
Jest to bardzo poruszająca lektura, która wymusza na nas chwilę refleksji nad życiem, problemami, relacjami z innymi ludźmi, zamknięciem się w sobie. Pięknie napisana, z ciekawymi postaciami i wciągającą fabułą. Jeśli wszystkie lektury autorki są tak poruszające, na pewno nie skończę w tej chwili mojej znajomości z panią Koomson
Pierwsze wrażenia: przerażenie, smutek, wzruszenie, zrozumienie, miłość
Książka bierze udział w wyzwaniu: Kiedyś przeczytam
Czasami bardzo łatwo odkryć perełki, często nie zdając sobie z tego sprawy. Tak było w przypadku mojej znajomości z autorką i jej książką. "Słodycze na śniadanie" kupiłam za naprawdę niewielkie pieniądze, wygrzebując tę książkę z kosza w Biedronce. Zachwyciła mnie okładka, blurb był całkiem ciekawy, więc stwierdziłam, że zaryzykuję. Potem stała sobie ona na półce a mnie wcale nie ciągnęło, żeby się przekonać, czy kupując ją wytypowałam czarnego konia. W końcu z niepokojem zaczęłam czytać, żeby już po pierwszych stronach wsiąknać w tę opowieść, zbliżyć się do bohaterów, przeżywając razem z nimi smutki i radości i powoli poznać wszystkie sekrety, które postawiły ich w danej sytuacji życiowej.
Historię poznajemy z ust Kendry, którą autorka uczyniła postacią pierwszoplanową. Narracja pierwszoosobowa w tym wypadku jest dobrym zabiegiem, który zbliża czytelnika do bohaterki, pozwala poznać uczucia, które nią kierują. Wstęp wzbudza apetyt, niepokoi, a jednocześnie daje nadzieję na wartką akcję. Jest to jednak powieść obyczajowa i choć trochę się w tej historii dzieje, nie ma nagłych zwrotów akcji, które powodują przyśpieszony ruch serca. Kendra dość niezwykle poznaje uroczą parę bliźniaków, ich ojca, powoli zagłębia się w ich życie i problemy, ale nie potrafi uporać się z własnymi demonami przeszłości. Sytuacja Summer i Jaxona, którą powoli odkrywamy na kartach książki, nie jest godna pozazdroszczenia. To nie jest tzw. dom patologiczny, nie ma świadomych działań, przemocy. A jednak historia, która wyłania się z opowieści ojca dzieci, ich samych, a także po pewnym czasie, ich matki, momentami może powodować, że włos się jeży na głowie.
Jest to bardzo poruszająca lektura, która wymusza na nas chwilę refleksji nad życiem, problemami, relacjami z innymi ludźmi, zamknięciem się w sobie. Pięknie napisana, z ciekawymi postaciami i wciągającą fabułą. Jeśli wszystkie lektury autorki są tak poruszające, na pewno nie skończę w tej chwili mojej znajomości z panią Koomson
Pierwsze wrażenia: przerażenie, smutek, wzruszenie, zrozumienie, miłość
Książka bierze udział w wyzwaniu: Kiedyś przeczytam