wtorek, 3 marca 2015

"Oszust matrymonialny" Leszek Szymowski


Chyba każda kobieta marzy o wspaniałym związku, pełnym zrozumieniu, czułości i miłości. a mężczyzna, który potrafi spełnić te wymagania, trafia się rzadko. Czasami poświęcamy się pracy, by dopiero po pewnym czasie zdać sobie sprawę, że czegoś nam brakuje, a nasze życie nie tak miało wyglądać. Gdzie szukać miłości w dzisiejszym świecie? Coraz częściej korzystamy z sieci, aby tam poszukać partnera na lata. Jednak jest to bardzo niebezpieczna droga, bo nigdy nie wiadomo kto siedzi po drugiej stronie. Swego czasu popularne spoty telewizyjne trochę uświadomiły społeczeństwo, nadal jednak nie znamy wszystkich zagrożeń. Skąd wiadomo, że mężczyzna, którego poznałyśmy: wspaniały, pięknie się prezentujący, kupujący nam kwiaty i komplementujący, nie jest oszustem, któremu zależy tylko na pieniądzach? 

Książka powstała ze spotkań dziennikarza śledczego i autora - Leszka Szymowskiego - z więźniem zakładu karnego, który odsiaduje swoją karę za oszustwa matrymonialne. Mężczyzna postanawia opowiedzieć swoją historię, cofając się do pierwszych związków z kobietami, które mocno wpłynęły na całe późniejsze życie. Kamil od dzieciństwa był uczony, że ważne są pieniądze i łatwość ich zarabiania, a nie sama praca, co zaowocowało chęcią łatwego zysku, a późniejsze życie wskazało mu drogę, którą podążał aż do tragicznego końca, marnując życie niejednej kobiecie. 

Dziwna ta książka - z jednej strony historia jest warta uwagi, choć gdyby autor skrócił ją o połowę to pewnie niewiele by straciła, z drugiej strony kwestia graficzna, stylistyczna, korektorska, wymagają sporo cierpliwości od czytelnika.

Opowiadałem jej oczywiście bajki, że prowadzę własną działalność gospodarczą, zajmuje się doradztwem biznesowym i pomagam wielu przedsiębiorcom, którzy albo chcą inwestować w Polsce, albo przenieść swoją działalność poza Polskę, albo płacić mniejsze podatki i wówczas wyprowadzają swoją działalność poza granicę Polski. 
Wziąłem Justynę za rękę, co bardzo jej się spodobało. Odniosłem wrażenie, że przez te lata samotności tęskniła za tym, aby ktoś znowu wziął ją za rękę.  
Jesteś pewien, że sprawa pójdzie po naszej myśli - zapytał mnie.
Tak - odpowiedział - Będą zawiasy.  
W końcu jeszcze nie odszedłem jako oszust emeryturę* 

Podchodziłam do tej książki ostrożnie, będąc świadoma wielu średnich recenzji, nie oczekiwałam od niej za wiele. Początkowo czytało mi się bardzo dobrze, wciągnęłam się w akcję, z zainteresowaniem śledząc życie młodego bohatera, który uwierzył, że spotkał miłość swojego życia i dość szybko zrozumiał, że kobietom nie można za bardzo wierzyć. Było mi go żal, a jednocześnie miałam pretensje do jego żony. Pierwszy rozdział (w sumie są cztery), zachęcał do dalszej lektury. Niestety później zaczęło dziać się gorzej - liczne podboje były rozwleczone, czasami zastanawiałam się jak to możliwe, że narrator pamięta wszystkie kwestie wypowiedziane lata temu czy kolejność nawet najdrobniejszych zdarzeń. Później z premedytacją czytałam z ołówkiem i znacznikiem, żeby wychwycić co lepsze "smaczki", a tych trochę było. Po pierwsze zdarzały się liczne powtórzenia, nie wiem czy wynikające z przekazu narratora, złego zebrania materiały przez autora, czy brak korekty. Wielokrotnie pojawiały się niepotrzebne przecinki i inne znaki przestankowe. Na sam styl książki można patrzeć dwojako - albo autor specjalnie przedstawił tekst w takim stanie, jak go usłyszał od skazanego, albo też poprawiając go stworzył dość nieprzyjemny w odbiorze twór.

Jeśli chodzi o samą fabułę to pierwszy oraz ostatni rozdział były najciekawsze. Środkowa część, w której pojawiało się gro kobiet, które przewijały się przez życie bohatera, była momentami nudna i miałam wrażenie, że zmniejszenie objętości tej książki zdziałałoby wiele dobrego.

Sięgająć po ten tytuł ma się świadomość, kto będzie bohaterem ale  i tak niektóre zachowania tego mężczyzny są mocno denerwujące. Choć muszę przyznać, że na początku było mi go trochę żal, miałam wrażenie, że droga którą wybrał, była w dużej części uwarunkowana jego pierwszym małżeństwem i tym jako się ono skończyło. Zaskakujące jest to, że narrator działał właściwie cały czas na terenie Warszawy i przez te lata nie zdarzyła mu się żadna "wpadka". Zabierał kobiety czasami do tych samych restauracji, zapraszał je do siebie do domu, co dawało dużą szansę na to, że w końcu na siebie wpadną. Ostatecznie właśnie takie kwestie spowodowały koniec jego "kariery". Zakończenie jest dość brutalne i zastanawiam się, czy słusznie należała mu się taka kara.

Ta książka nie wywołała u mnie wielu emocji. Zdając sobie sprawę, o czym będzie traktowała, czytałam o kolejnych podbojach bohatera zastanawiając się tylko jak to się wszystko skończy. Bardziej irytowały mnie jego potknięcia niż to jak potraktował te kobiety. Byłam świadoma, że do tego dążył i bez większych emocji czytałam o kolejnych etapach znajomości. Choć ta historia pokazuje, że nawet mężczyzna, który stał się Twoim mężem nie musi być do końca taki, jak się wydaje, a to już jest przerażające.

Podsumowując - historia jest warta poznania, tym bardziej, że autor opisuje współczesne czasy i polskie realia, jednak sposób narracji, przygotowanie tej książki, w żaden sposób nie zachęcają do sięgnięcia po ten tytuł. Momentami  bardziej męczyłam się niż czytałam i dlatego mimo małej objętości skończenie tej książki zajęło mi cztery dni.

Czy polecam? Musicie ocenić sami, czy temat Was interesuje, bo forma raczej Was nie zachęci. 

* Cytaty w formie oryginalnej. 

Pierwsze wrażenia: zniecierpliwienie, zdziwienie, znużenie

Książka bierze udział w wyzwaniu: Kiedyś przeczytam

22 komentarze:

  1. Książkę mam, więc na pewno kiedyś, w wolnej chwili zabiorę się za jej czytanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tę książkę, ale na razie nie planuję jej przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też do siebie nie ciągnęła, więc rozumiem Twój stosunek.

      Usuń
  3. Nie mam ochoty na tę książkę, pewnie tylko by mnie zirytowała tymi niedociągnięciami edytorskimi;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie to, że ją dostałam, też pewnie nigdy bym się za nią nie zabrała.

      Usuń
  4. Czytałem, ale mnie nie zachwyciła. I wydanie zostawia wiele do życzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, książka jest po prostu kiepska.

      Usuń
  5. Te błędy mnie rażą, więc książka odpada głównie z tego powodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zła korekta może zrazić do niejednej książki :/

      Usuń
  6. Raczej nie sądzę, bym przeczytała, temat aż tak mnie nie ciekawi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, książka się nie bardzo broni.

      Usuń
  7. Gdy tylko widzę napis na okładce jakiejś książki: "historia oparta na faktach" to od razu włącza mi się czerwona lampka ostrzegawcza. Zdarzyło mi się wdepnąć w takie miny, więc jestem pewna że nie sięgnę po ten tytuł. Nie znoszę książek które męczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta rzeczywiście może zmęczyć przy czytaniu. Sama miałam różne wrażenia po książkach "na faktach", ale czasem rzeczywiście trzeba ostrożnie do nich podchodzić.

      Usuń
  8. Myślałam że będzie to pozycja warta grzechu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, choć temat ciekawy to wykonanie zostawia wiele do życzenia.

      Usuń
  9. Okładka jest okropna, przynajmniej moim zdaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, okładka w żadnym wypadku nie przyciąga ;)

      Usuń
  10. Kolega opowiadał mi historię pewnej dziewczyny. Było to w Berlinie, wszyscy na kursie holenderskiego, dziewczyna zakochuje się w adorującym ją Nigeryjczyku. Dwa miesiące po tym mężczyzna chce brać ślub. Kobieta się nie zgadza, rozstają się w strasznym gniewie. Mój kolega po usłyszeniu tej dramatycznej historii pyta: "a nie pomyślałaś, że chciał z tobą być tylko dla niemieckiego paszportu", a ona odpowiada "ale on był taki słodki". Konkluzja jest taka, że marzenia marzeniami, ale rozum trzeba mieć.
    Książki nie przeczytam, błędy redaktorskie doprowadziłaby mnie do szału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety takie historie się zdarzają, może dobrze, że historia tej dziewczyny skończyła się w ten sposób a nie inaczej. Mnie też dość mocno irytowały błędy redaktorskie, ale jakoś przebrnęłam ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.