Magiczny głos, który da się wyłowić pośród głośnego tłumu. Tajemnicza postać przemierzająca ulice miasta. Historie wnikające w duszę słuchacza. I przeznaczenie, które nie pozwoli o sobie zapomnieć. Tajemnicza i przyciągająca książka. Czy warto?

22 maja 2014 roku. Mija prawie rok od kiedy spotkałam autorkę na Targach, a to spotkanie zaowocowało zakupem "Zaklinacza słów". Długo zbierałam się, żeby sięgnąć po ten tytuł. Przymierzałam się do niego kilkukrotnie. Siedzę teraz i zastanawiam się, jak ostatecznie ocenić tę książkę. Z jednej strony mnie ona oczarowała a z drugiej była nużąca. Chyba jeszcze nigdy nie miałam takiego problemu z jednoznaczą oceną.
Autorka odsłania przed nami historię, która choć na pierwszy rzut oka wydaje się zwyczajna, to przypomina jedną z opowieści Szeherezady. Wydarzenia mają miejsce w Londynie, a nie w krajach Orientu, a jednak na każdym kroku czuć ten magiczny, egzotyczny urok. Nina opowiada swoją historią wracając do czasów dzieciństwa. Miłość do kultury Wschodu wyssała z mlekiem matki, dzięki badaniom ojca poznała legendę Zaklinacza Słów. Nie potrafiła znaleźć się w życiu codziennym, marząc o przeżyciu własnej baśni. Jej spotkanie z Gabrielem pozwoliło odnaleźć życiowy spokój. Poznawała historie ludzi, wielokrotnie niezwykłe i magiczne. A potem czar prysł.
Autorka pozwala nam wstąpić do świata niezwykłego. Z pozoru wydaje się on zwyczajny, dobrze nam znany. A jednak pewne elementy sprawiają, że zaczynamy wątpić, zastanawiamy się o co chodzi, dokąd prowadzi ta historia. Niezwykłe splecenie wątków, motywów i świata realnego z baśniowym tworzy książkę, która wielokrotnie może zadziwić. Po przeczytaniu ostatniego zdania dotarła do mnie głębia tej książki.
A jednak miałam dwa, a właściwie trzy podejścia, zanim ją skończyłam. Jest taki moment, który wybitnie zniechęcał mnie do skończenia tej książki. Opis codziennego życia Niny z Gabrielem, który dodatkowo był spotęgowany sposobem narracji. Bohaterowie żyli ze sobą jakby odcięci od reszty świata. Wystarczyła im wspólna obecność, codzienne czynności, bycie razem. Brak dialogu był dodatkowym utrudnieniem w tym miejscu.
Po przebrnięciu tego fragmentu książki historia wciąga coraz bardziej. Niezwykłe historie ludzi, ich opowieści, dziwne zachowania. Podróże po Londynie, odkrywanie przedmiotów. Sny, które mogą wywróżyć przyszłość. Wszystkie te elementy stwarzają wrażenie coraz większej tajemnicy, niepewność historii. Autorka doskonale połączyła elementy realne i baśniowe, aby ostatecznie zostawić czytelnika w osłupieniu nad całokształtem.
Nie mogę też nie zwrócić uwagi na wydanie tej książki. Po raz kolejny wydanictwo Lambook stworzyło perełkę wydawniczą. Po tę książkę chce się sięgać, chce się ją dotykać i się jej przyglądać. Przepiękne, nasycone kolory, tajemnicze motywy. To książka, która warto mieć na swojej półce choćby ze względu na jej wygląd.
Ciężko jest pisać o tej książce, bo wystarczy jedno nieopatrzne słowo, aby zdradzić tajemnicę w niej zawartą a wtedy magia zniknie. Przeczytanie całości daje możliwość odkrycia piękna tej książki, jej magii i niezwykłości. Nie spotkałam jeszcze polskiej pisarki, która byłaby tak bardzo zafascynowana Wschodem i potrafiłaby oddać to na kartach powieści. "Zaklinacz Słów" to debiut Shirin Kader. Debiut piękny, dopracowany i zachwycający. Można się do czegoś przyczepić? Na pewno. Ale wrażenie po skończeniu lektury, jej całokształt, zacierają niedociągnięcia. Jeśli chcecie odkryć coś nowego w literaturze polskiej zachęcam po sięgnięcie po "Zaklinacza słów". Powiew świeżości z zapachem Orientu.