piątek, 31 lipca 2015

"Łączniczki. Wspomnienia z Powstania Warszawskiego" Wiktor Krajewski, Maria Fredro-Boniecka


Powstanie Warszawskie ma na mnie szczególny wpływ. Za każdym razem kiedy trafiam na książkę dotyczącą tych tragicznych dni nie mogę przejść wobec niej obojętnie. Wyobrażam sobie ludzi, którzy postanowili jeszcze raz się zmotywować żeby móc znów normalnie żyć. Wyobrażam sobie Warszawę - ten "Paryż północy" przed bombardowaniami, miasto w ogniu, walące się gruzy i miasto ruin po wojnie. Relacje uczestników tych dni pozwalają mi lepiej zrozumieć co ludzie wtedy czuli, dlaczego decydowali się na walkę, o której dziś wiemy, że była z góry skazana na klęskę. Bardzo się cieszę, że wychodzą coraz to nowe książki dotyczące Powstania. 





Dziewięć niezwykłych, wzruszających, a często szokujących opowieści kobiet, które jako 14-15-letnie łączniczki lub sanitariuszki uczestniczyły w powstaniu warszawskim.
Warszawianki, panienki z dobrych domów, uczennice dobrych szkół, patriotki zaangażowane w konspirację AK i Szarych Szeregów, córki lekarzy, profesorów, przedsiębiorców, właśnie wkraczały w młodość. Czas powstania je ukształtował i teraz, po ponad 70 latach, wciąż żyją wydarzeniami z sierpnia 1944 roku.*

Codzienne problemy, małe smutki i radości, wspaniałe chwile spędzone z rodziną, wakacyjne wyjazdy, pierwsze miłości. Współczesne nastolatki przeżywają te same dylematy co ich rówieśniczki z końca lat '30-tych. Wychowane w różnych środowiskach przeżywały podobne problemy, cieszyły się z podobnych drobnych przyjemności. Wystarczył jeden moment, żeby te życia zmieniły się całkowicie. WOJNA. Ta wojna była straszna, zresztą która nie jest - od pierwszych chwil bombardowania, łapanki, godzina policyjna, getto, powolna likwidacja życia inteligenckiego. Nie było już spokojnego życia. Zagościł strach. Co ważne, ówczesna młodzież wychowywała się w postawie patriotycznej. Społeczeństwo walczyło. Nic więc dziwnego, że również młode dziewczęta pragnęły pomóc ojczyźnie. Przyłączały się do konspiracji. 



Wciągnęli mnie starsi kuzyni. Miałam wtedy dwanaście czy trzynaście lat. Po aresztowaniu ojca z dnia na dzień stałam się dorosła. Bardzo chciałam pomagać.

Po tych kilku koszmarnych wydarzeniach wrześniowych, a zwłaszcza tym, postanowiłam, że nie będę czekać bezczynnie na to, co się stanie. Zrozumiałam, że nie ma możliwości innej, jak tylko wyrzucić Niemców z Polski. Inaczej nas wszystkich wymordują. Skoro z taką łatwością przychodzi im zabijanie niemowląt… Dlatego wstąpiłam do konspiracji, dlatego później brałam udział w powstaniu, dlatego nie tylko zostałam łączniczką, ale też strzelcem.


Książka składa się z dziewięciu opowieści kobiet, które w czasie wojny i Powstania były nastolatkami, czasami jeszcze dziewczynkami. Musiały bardzo szybko dorosnąć, nie bały się stanąć do walki, nie zawsze z bronią w ręku, ale zawsze świadome, że każda chwila może być ich ostatnią. Te dziewięć historii jest bardzo różnych, dziewczyny wywodziły się z różnych środowisk, nie wszystkie przed wojną były mieszkankami stolicy, nie znały się, a jednak czytając te historie można znaleźć wspólny punkt - wyrwane z codzienności, przerażone wojną, doświadczały śmierci i wiecznej niepewności, pojawiał się bunt i chęć odwetu, a ostatecznie niedowierzanie z porażki. 


W czasie powstania nie bałam się własnej śmierci. Byłam przygotowana na nią w każdej chwili. Dzisiaj żyję, a jutro mogę już nie żyć – wiedziałam to. Ale nie myślałam o tym. Bardziej przeżywałam, gdy widziałam kogoś nieżywego.


Wojna i Powstanie pozostały z tymi kobietami do końca życia, po latach zdecydowały się opowiedzieć swoje historie. Historie nie są długie, na pewno nie opowiadają wszystkiego, ale przekazują istotne kwestie z tamtych lat. Zderzenie zwykłego życia sprzed wojny, wspomnień wojennych a potem tych dotyczących działań powstańczych bardzo wyraźnie pokazują co czuły te dziewczyny, jak wielkim przeżyciem był dla nich ten czas. Dorośli ludzie nie potrafili sobie poradzić, cóż więc miała powiedzieć młodzież.

Pod koniec powstania ludność cywilna umierała w piwnicach, bez wody i jedzenia. Z naszej okolicy wyprowadziliśmy wszystkich na Powiśle. Potem cała dzielnica zamieniła się w zupełne pustkowie. Po naszej stronie ulicy nawet Niemców nie było. Tylko płonące budynki, strasznie nieprzyjemne uczucie. Zwłaszcza w nocy. Zbliżał się koniec. 


Autorzy książki zebrali opowieści starszych kobiet i przedstawili je w powyższej książce. Migawki sprzed wojny, szok pierwszych dni walki i codziennego ówczesnego życia, a potem te najważniejsze dni dla młodych kobiet - wiara w wypędzenie Niemców z Warszawy i odzyskanie znowu swojego miasta i kraju. Ta książka to proste i prawdziwe historie, które przemówią do każdego z nas. 

Wojna przeminęła, ale pamięć o tamtych dniach nie. Bardzo dobrze, że ludzie nie zapomnieli i choć pokolenie naszych dziadków, być może rodziców powoli odchodzi, to książki tego typu dają nam wiedzę, ale także ostrzegają jak tragiczna w skutkach jest wojna. Pokazują także jak wielką chęć walki mieli wtedy w sobie ludzie, jaki patriotyzm żył w Polakach, że byli gotowi do takich poświęceń. Powstanie Warszawskie w dużej mierze składało się z młodych, dopiero wchodzących w dorosłość ludzi, bardzo często jeszcze dzieci. Jak wielu zginęło w czasie tych 63 dni, ile straciliśmy tracąc ich. Powstanie Warszawskie - ostatni zryw narodowy, który zakończył się porażką. Zawsze zastanawiam się jak byśmy dziś postąpili, gdybyśmy znaleźli się w podobnej sytuacji. Czy bylibyśmy gotowi na walkę i śmierć?


Prawie wcale nie płakałam w trakcie wojny. Żołnierzowi nie wypadało. Nie płakałam, gdy szłam kanałami z Mokotowa do Śródmieścia przez osiemnaście godzin. Czasami ścieki sięgały mi brody, nie wzruszało mnie to. Szłam z koleżanką, która była nieprzytomna ze zmęczenia i chciała pić brudną wodę, takie miała pragnienie. (...) Nie płakałam również wtedy, gdy zobaczyłam, że mój dom na ulicy Leszno podpalono. Poprosiłam kolegów z oddziału, żeby dali mi papierosa. (...) Pamiętam dzień, kiedy rozpłakałam się w trakcie wojny. To było wtedy, gdy ogłoszono kapitulację powstania.

Jutro kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. O godzinie 17.00 ruch w Warszawie na chwilę ustanie, zawyją syreny w całym mieście. To odpowiednia chwila na zadumę. Co by się stało gdyby Powstanie nie wybuchło, jak wyglądałaby Warszawa? Czy poświęcenie powstańców poszło na marne? Może warto wtedy sięgnąć po tę pozycję i przekonać się jak dziś wspominają te dni uczestniczki powstania? 

*Opis z okładki


Za możliwość lektury dziękuję księgarni :



3 komentarze:

  1. Lubię ten typ literatury. Dodatkowo kocham polską historię. Więc ta pozycja jest jak najbardziej dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę powiedzieć mojej siostrze o tej książce. Na pewno będzie chciała ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałabym... wszystko! Naprawdę nowości od Prószyńskiego są teraz rewelacyjne....
    Spojrzenie EM

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.