poniedziałek, 13 lipca 2015

Tytuł: Magnesy serc
Autor: Helena Mniszkówna
Seria: Literatura Polskiego Romansu, tom 5 
Ilość stron: 253
Wydawnictwo:Edipresse Polska
Gatunek: powieść kobieca, romans, klasyka


 





Ileż to razy zachwycamy się współczesnymi pisarkami polskimi, kiedy napiszą romans który opowiada o jakiejś zagubionej w życiu biednej kobietce. Karmione rzędem pisarek serwujących nam mdłe historyjki, niejednokrotnie oderwane od życia (no bo ten świetny facet zwraca uwagę właśnie na główną bohaterkę, jak by mogło być inaczej?), a broniące się tylko językiem, który pozwala tytuł łyknąć w dwa wieczory i zapomnieć. W tych opowieściach problemy te błahe i te największego kalibru magicznie się rozwiązują pod koniec książki. Brakuje tylko epickiego zachodu słońca i salutującego do głównej bohaterki Gandalfa.

Czy kojarzycie nazwisko Grochola? Pewnie wiele osób odpowie twierdząco, wymieni kilka tytułów, być może sporo nawet ją czytało.
A czy kojarzycie nazwisko Heleny Mniszkówny? Kto z was czytał choćby kultową "Trędowatą"? Ile osób tym razem potwierdzi znajomość autorki?

"Magnesy serc" to książka niewielkiego formatu, którą kupiłam również za piątaka, razem z "Fatum" (którego recenzja jest na blogu), oraz kilkoma innymi książkami, które widzielicie przy okazji stosu majowo-czerwcowego. Przy wybieraniu tej książki, jak i "Panicza" tej samej autorki, przyświecała mi myśl, że nie da się rzetelnie oceniać współczesnej literatury, jeśli nie zna się klasyków.

Oczywiście, miałam obawy przed lekturą. Czy nie zniechęci mnie język, czy w powieściach cokolwiek się dzieje, czy nie będzie prób złapania mnie na tanie chwyty emocjonalne. Po lekturze mogę powiedzieć ze spokojem - moje obawy były nieuzasadnione.

Książka przenosi nas w czasie do epoki zmian. Nowe myślenie powoli łamie stary porządek. Na studiach pojawiają się kobiety, co wcale nie jest w tych czasach takie oczywiste. Nie jest to akceptowane przez Edwarda Zebrzydowskiego, który mentalnie tkwi w mijającej epoce i dla niego arystokratki to istoty które powinny tylko leżeć i pachnieć. Traf chciał, że żeni się z dziewczyną po studiach, i to takich, które są tym bardziej kojarzone jako "męskie", czyli architekturze. Kasia jest energiczną osóbką niepozbawioną ambicji i zdecydowanie nie wpasowuje się w typową arystokratkę, której największym problemem jest wybór stroju czy brak zaproszeń na bale i bankiety. Z wdziękiem łamie panujące schematy, z wielkim zaangażowaniem oddając się pracy, mając w sercu ideał pracy dla społeczeństwa. Bardzo kocha przy tym swego męża, choć dzieli ich przepaść, jeśli chodzi o postrzeganie roli kobiety. Wiele jeszcze przejdzie, zanim odnajdzie szczęście.

Podczas czytania przygotujcie się na nieco staroświecki język, który jednak nie przeszkadza. Bardzo poetyckie opisy przyrody nie są tak rozwlekłe jak u Orzeszkowej (na szczęście!), i sporo więcej się dzieje. Uczucia dwójki głównych bohaterów są złożone, i nie wszystko od razu się wyjaśnia. Powiem więcej, po zakończeniu lektury zadałam sobie pytanie - co z Tomkiem, podopiecznym Kasi? Co z kwestią podupadającego majątku? Czy Kasi wystarczy sił, by dalej iść swoją drogą? Czy jej rodzice nie uznają, że popełniła mezalians?
Krótko mówiąc - sięgnijcie po Mniszkównę, bo warto. A Grochola niech się przykryje kocem i schowa w szafie.
I wiecie co? Na 100% sięgnę po "Trędowatą".



8 komentarzy:

  1. Czytałam "Trędowatą", ale chyba byłam wtedy na to za młoda i nie do końca polubiłam się z tą książką... :) Może zrobię teraz podejście do tej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że możesz ją teraz odebrać lepiej. To moje pierwsze spotkanie z jej twórczością, a już jakiś czas nie jestem nastolatką i podobało mi się bardzo. :)

      Usuń
  2. Niestety należę do niechlubnego grona osób, które oglądały "Trędowatą", ale nie kojarzą nazwiska Mniszkówny. Mam obecnie wenę na powrót do klasyki, więc zamierzam uzupełnić niewiedzę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, czy "Trędowatą", czy każdą inną powieść tej pisarki. :)

      Usuń
  3. Dawno temu czytałam romanse tej autorki. Pamiętam, że miałam wypieki na twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, lektura jest przyjemnością. :)

      Usuń
  4. Nigdy nie czytałam książki Heleny Mniszkówny. Rzadko też spotykam recenzje jej książek. Widzę, że muszę szukać :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety Mniszkówna jest przykładem niedocenianego klasyku. Możesz oczekiwać, że recenzji jej książek pojawi się kilka, w tym na pewno wspomniana "Trędowata".

      Usuń

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.