czwartek, 3 grudnia 2015

Cała prawda o "Gwiezdne wojny. Jak podbiły wszechświat" Chris Taylor

Miliony fanów na całym świecie, ludzie szalejący na punkcie świata stworzonego przez Georga Lucasa. Fani przekazujący swoją pasję dzieciom, tworzący roboty albo sami stający się szturmowcami, każdy kolejny film z uniwersum Gwiezdnych Wojen zarabiający krocie. A jak to się wszystko zaczęło? Jak twórca imperium Lucasfilmu wpadł na pomysł historii dziejącej się "dawno, dawno temu w odległej galaktyce"?

Od dzieciństwa uwielbiam Gwiezdne Wojny, zaraził mnie nimi tata, z którym oglądałam klasyczną trylogię wiele razy, najpierw w wersji oryginalnej, potem poprawionej o efekty specjalne. Słyszłąc muzykę Johna Williamsa, która rozpoczyna każdy z sześciu filmów mam dreszcze, uśmiecham się na myśl o Artooo i Threepio, Yodzie z jego niezapomnianą składnią, myślę o szelmowskim uśmiechu Hana Solo, razem z Lukiem marzę o ucieczce z farmy wilgoci... Klasyczna trylogia ma w sobie wszystko to, co kocham w filmach fantasy i przez wiele lat próbowałam ustalić dlaczego jest to jedynie si/fi które tak na mnie działa... okazało się, że George Lucas nie stworzył filmu si/fi ale space fantasy, czyli fantasy dziejące się w kosmosie. Wyczytałam to w książce, o której za chwilę Wam opowiem.



Gwiezdne Wojny nie powstały w niebiańskim momencie natchnienia ani też nie spłynęły z niebios na kamiennych tablicach. To raczej dzieło znacznie bardziej eteryczne i ulotne. I choć kuszące wydaje się myślenie o całej franczyzie jako o pewnym z góry przesądzonym osiągnięciu geniusza, znacznie bliższe prawdy będzie określenie jej mianem fanowskiej fikcji inspirowanej Flashem Gordonem, doprawionej baśnią, która została nakręcona przez filmowego nerda, świeżo upieczonego milionera z upodobaniem do eksperymentów.

Chris Taylor podjął się książki, którą można nazwać kompendium wiedzy o Gwiezdnych Wojnach, ale również opowieścią o życiu Georga Lucasa pod kątem GW właśnie. Autor zaczyna swoją opowieść od wczesnej młodości twórcy, momentów, które miały wpływ na jego późniejsze życie i plany twórcze. Wraz z kolejnymi rozdziałami poznajemy jak doszło do tego, że Nowa Nadzieja pojawiła się na ekranach kin, a był to proces bardzo żmudny. Historia opisana w książce końcu się w marcu bieżącego roku, więc możemy przeczytać o powstaniu kolejnych dwóch części klasycznej trylogii, długim okresie oczekiwania na nową historię, poprzedzoną poprawionymi wersjami wcześniejszych filmów, przeczytamy o serialu animowanym, oraz o przejęciu Lucasfilmu przez Disneya. Nie jest to jednak w żadnym razie nudna, jakby się wydawało historia życia twórcy Gwiezdnych Wojen. Znajdują się tu historie poszczególnych ludzi, którzy przyczynili się do tego co oglądamy na ekranie, poznamy historię fandomu - od sławetnego Legionu 501 poprzez grupy fanów konstruujące prawdziwe roboty R2-D2, ludzi tworzących wierne kostiumy Dartha Vadera, C-3PO, kończąc na mało znanych ale równie ważnych postaciach. Poznamy historię długich oczekiwań pod amerykańskimi kinami w nadziei na pierwszy seans nowej części, o przyjaźniach tam zawieranych, o nadziejach, które nie raz były niweczone. 


Wiecie o tym, że krótko po Nowej Nadziei pojawił się tzw. Odcinek Specjalny w którym możemy zobaczyć min. rodzinę Chewie'go. Początkowo Lucas zgodził się na ten odcinek, w momencie kiedy się pojawił dość szybko się od niego odciął. Autor tej książki proponował go obejrzeć i twierdził, że po paru minutach każdy będzie miał dość. Miał rację, wyłączyłam go w przeciągu pięciu minut. To najbardziej tandetna produkcja lat 70'tych jaką miała okazję zobaczyć. 


Gwiezdne Wojny to nie tylko ekranizacje, ale również ogromna liczba książek, stanowiących Rozszerzony Wszechświat, jak również gadżety, które zapewniają stały dochód Lucasfilmowi. To uniwersum nie przetrwałoby bez swoich wiernych fanów, którzy wraz z rozwojem komputerów i internetu znaleźli się w sieci. Autor książki wspomina o blogerach, youtuberach i innych fanach którzy w sieci piszą i mówią o Gwiezdnych Wojnach oraz recenzują nowo pojawiające się części. 


Po przeczytaniu tego tytułu wyłania się obraz bardzo ważny dla każdego fana Star Wars, choć nie zawsze jednolity, nie zawsze wspaniały. Ta książka daje wiele do myślenia, pokazuje wiele oblicz Georga Lucasa jak i jego pracowników, którzy byli i są zaangażowani w tworzenie uniwersum. Na przestrzeni lat sam twórca wielokrotnie zmieniał zdanie na temat swojego dzieła jak i na temat jego kontynuacji. To jemu zawdzięczamy coraz więcej efektów specjalnych w kolejnych częściach GW, co nie wszystkich fanów cieszy. Pojawia się tu również problem rozłamu w fandomie, który dotyczy nowej trylogii. Są osoby, które uznają tylko klasyczne filmy, a na nowe nie mogą patrzeć. Każdy ma własne odczucia w tej sprawie, ale dla wiernych fanów, którzy często podporządkowali swoje życie historii Gwiezdnych Wojen jest to bardzo poważny problem. 

Tę książkę dobrze czytać powoli, jednocześnie odświeżając sobie poszczególne części sagi, dzięki temu odbiór książki jest głębszy, a poszczególne tematy, które autor podejmuje łatwo jest sobie wyobrazić. Chris Taylor zawarł w tym tytule tak wiele różnych motywów, że każdy fan znajdzie coś dla siebie. Pamiętajcie jednak, że jest to również subiektywny obraz autora, więc nie wszystko, o czym pisze może się Was podobać. 



Moją ulubioną postacią w całym uniwersum jest Han Solo, wyśmienicie zagrany przez Harrisona Forda, jakie więc było moje zdziwienie, kiedy przeczytałam, że aktor trafił na plan przypadkowo, być może gdyby nie ta rola, nigdy nie zostałby tak znanym, wspaniałym aktorem. 

Uwielbiam Gwiezdne Wojny, miałam okazję czytać parę książek z Rozszerzonego Uniwersum, choć dopiero po lekturze tego tytuły dowiedziałam się jak wiele mnie jeszcze ominęło. Myślę, że ktoś, kto lubi świat Gwiezdnych Wojen, czy tych filmowych, czy literackich powinien sięgnąć po ten tytuł, aby przekonać się jak to się wszystko zaczęło, jak się potoczyło i zastanowić się jak będzie wyglądało w przyszłości. Autor wykonał świetną pracę, przedstawił rozmowy z George Lukasem, z różnymi fanami, przedstawił wpisy z ówczesnych gazet aby przedstawić bardzo różne spojrzenia na sagę. W najbliższych dniach do kin trafi długo oczekiwana VII część, która przez długie lata miała się nie pojawić. Jak każdy fan czekam na nią z niecierpliwością. A Wy jesteście na nią gotowi? 


(...) gdy w końcu znajdziemy się w wypełnionym po brzegi kinie, wśród podnieconych pomruków i plastikowych mieczy świetlnych. Światła przygasną, odezwą się wiwaty. Rozlegnie się bezsensownie jakaś wersja When You Wish Upon a Star nad logo Lucasfilmu. Ekran zaciemni się. A potem pojawią się nad nim znajome, błękitne słowa: 



    Dawno, dawno temu w odległej galaktyce...

I zapadnie cisza. Ponownie ciemność. Następnie wybuchnie symfonia w B-dur, a cały ekran wypełni największe logo, jakie kiedykolwiek widzieliście. A potem zaczniie oddalać się tak szybko, jak się pojawiło, wyślizgując się, wycofując w stronę gwiazd, jakby wzywało was, byście za nim gonili.  


Za możliwość poznania uniwersum Gwiezdnych Wojen od podszewki dziękuję: 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.