niedziela, 29 marca 2015

"Z krwi i kości" William Lashner



Śmierć bliskiej osoby, jej niespodziewane odejście, brak najważniejszego rodziciela, odbija się cieniem na kolejnych latach życia. Gdzieś głęboko człowiek czuje się niepełny, a luka, której nikt inny nie może zająć wpływa na postrzeganie świata i sposób życia. Chęć ponownego ujrzenia bliskiej osoby jest tak silna, że pojawiają się omamy i majaki. Czy takie funkcjonowanie jest możliwe na dłuższą metę? Czy życie ciągle będzie oparte na niepowetowanej stracie i cierpieniu oraz nikłej nadziei? 
William Lashner jest autorem thrillerów regularnie goszczących na liście bestsellerów The New York Times. Jego powieści przetłumaczono na kilkanaście języków. Zanim całkowicie poświęcił się karierze literackiej, przez wiele lat pracował w Ministerstwie Sprawiedliwości. Ma żonę i troje dzieci, mieszka w okolicach Filadelfii.
Kyle to dziecko z nieformalnego związku, wychowywany samotnie przez matkę, ojca widuje czasami i na krótko. Jednak jest bardzo przywiązany do swojego rodzica i jego śmierć jest dla niego wielkim ciosem. 12-letni chłopiec nie może poradzić sobie z odejściem taty i ta strata ciągnie się za nim przez kolejnych czternaście lat. Do momentu, kiedy zostaje wplątany przez tajemniczego mężczyznę w poszukiwania teczki, która zawiera groźną tajemnicę i może zaważyć na życiu wielu osób. Kyle nie zdaje sobie sprawy, że wplątał się w sprawę, która może skończyć się dla niego śmiercią, szczególnie gdy ginie wspólnik jego zmarłego ojca. Czy wiele lat temu jego rodziciel, wzięty prawnik, zmarł z przyczyn naturalnych? Coraz więcej elementów zaczyna wskazywać, że nie była to zwykła śmierć. Jak Kyle poradzi sobie w chwili, kiedy znajduje się na celowniku niebezpiecznych osób, które nie zawahają się przed niczym, żeby zwyciężyć w tym wyścigu.

Kilka lat później, kiedy zaczęły się mnożyć wątpliwości dotyczące śmierci jego ojca, wyłaniać, jak wyłania się kobra z kosza, kiedy Kyle odkrył, że jest uwikłany w historię o drobnych szwindlach i wielkich aspiracjach, o rodzinnych patologiach, politycznych aspiracjach i morderstwie, kiedy jego świat był pełen tajemnic i krwi, wracał myślami do tego biegu przez cmentarz jako najwspanialszej chwili w swoim smutnym, zmarnowanym życiu. 

Thrillery to nie moja działka, bardzo rzadko sięgam po ten gatunek, nie mogę odkryć jego piękna, które urzeka tak wiele osób. Tym razem zaryzykowałam, przeczytawszy blurb miałam nadzieję, że ta książka idealnie trafi w mój gust. Intuicja mnie nie zawiodła, przeczytałam ją błyskawicznie, zastanawiając się jak skończy się ta historia. 

Dużym plusem jest język, prosty, dynamiczny i bardzo plastyczny. Pozwala szybko wciągnąć się w akcję, a jednocześnie przybliża najważniejsze postacie. Trzecioosobowy narrator, mimo, że wszechwiedzący, nie zdradza tajemnic, które pozwalają czytelnikowi zastanawiać się nad motywami postępowania, demaskować postacie początkowo pozostające w cieniu, a także wraz z Kylem odkrywać wydarzenia z przeszłości. To on pozostaje postacią pierwszoplanową, z którą przeżywamy wydarzenia. Postać młodego mężczyzny da się lubić, jest zawadiacka, trochę szalona ale niesamowicie sympatyczna. Jego urok osobisty, luźny styl i brak zainteresowania poważnym życiem tworzy z niego "wiecznego chłopca", który głęboko skrywa cierpienie i brak pogodzenia z przeszłością.


Autor bardzo zgrabnie prowadzi akcję, łączy tropy i pozwala dociekać przyczyny całej sytuacji. Morderca ujawnia się zaraz na początku, a jednak długo nie pozwala poznać się do końca. Nie znamy również jego zleceniodawców, którzy pociągają za sznurki, kierując z cienia. W grę wchodzą wysoko postawione osoby, wątki polityczne przeplatają się tu z kryminalnymi. Policja powoli podąża za bohaterami, cały czas mając na oku Kyla, początkowo najbardziej podejrzanego. Wśród postaci pojawia się duch z przeszłości, który chce pokierować wydarzeniami, poszukiwaniami i rozwojem akcji. Szybka, dynamiczna akcja nie pozwala oderwać się nawet na chwilę. 

Detektywi Henderson i Ramirez byli partnerami, tworzyli zespół, całość. I nie miało znaczenia, że Henderson był zmęczony i stary, wypalony czekaniem na emeryturę, kiedy wreszcie będzie mógł siedzieć na ogrodowym krześle i patrzeć, jak rosną mu pomidory. Ani że Ramirez była młoda, ambitna i początkowo niezadowolona, kiedy po przeniesieniu do wydziału zabójstw przydzielono jej Hendersona jako partnera. Nie miało znaczenia, że dzieliło ich całe pokolenie, słuchali innej muzyki, patrzyli na świat z zupełnie innej perspektywy. Nie miało znaczenia, czy będą razem się upijać, bo się nie upijali, ani czy będą się lubić, bo się nie lubili, ani czy będą się szanować, bo oboje spodziewali się, że nie będą. Liczyło się tylko to, że byli partnerami. 

Ta książka łączy w sobie sensację i powieść psychologiczną. Duży wpływ na wydarzenia ma zmarły ojciec, nie tylko ze względu na jego powiązania ale również na ślad, który odcisnął na psychice syna. Gdyby nie chęć tego drugiego, aby odrobinę bardziej zbliżyć się do ojca, poznać go, wiele z sytuacji nie miałoby miejsca, a tajemnicza teczka być może nie ujrzała by światła dziennego jeszcze przez wiele lat. 

To naprawdę dobra, wciągająca pozycja, którą czyta się szybko i z przyjemnością. Na okładce można znaleźć rekomendacje Harla Cobena, która dla miłośników gatunku powinna być dodatkowym atutem. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wydawnictwo Akurat wydaje ciekawe, wciągające książki, choć tak różne gatunkowo. "Z krwi i kości" ma zadatki na dobry film, może ktoś zainteresuje się jej ekranizacją. 

Macie ochotę na książkę, która Was wciągnie, sprawi, że nie będziecie mogli się od niej oderwać do ostatniej strony? Może zainteresuje Was wątek niemożności pogodzenia się ze śmiercią rodzica, może tajemnicza teczka, przez którą zginęło wiele osób, a może macie ochotę poznać bliżej "wiecznego chłopca", który myśli jedynie o chwili obecnej? Sięgnijcie po "Z krwi i kości", dobry kawałek literatury, ekscytujący i poruszający. Dajcie szansę autorowi, a nie zawiedziecie się.

Pierwsze wrażenia: zainteresowanie, niepewność, fascynacja, poruszenie



Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu:

niedziela, 22 marca 2015

"Na drugim brzegu Bosforu" Theresa Revay














Imperium Osmańskie, wraz z kolejnymi wiekami coraz rozleglejsze, a wśród nich perła orientu - Konstantynopol. Miasto jakże niezwykłe, położne na dwóch kontynentach, rozdzielone cieśniną Bosfor, tętniące życiem, kulturą, tradycją. To tu autorka osadziła większość akcji swojej książki - "Na drugim brzegu Bosforu".

I wojna światowa nie skończyła się dobrze dla Turcji, która brała w niej udział po stronie przegranej państw centralnych. Rok 1918 zastał Konstantynopol pod okupacją Aliantów, którzy wykorzystując okazję, chcieli podzielić tereny dawnego Imperium. Leyla Hanim to młoda żona Selima, pracującego dla sułtana Mehmeta VI. Kobieta przestrzega tradycji swojego kraju, jest posłuszna i pokorna, czego oczekuje od niej mąż i teściowa, dawna niewolnica. Wraz z zakończeniem I wojny kraj zaczyna się zmieniać, Alianci rekwirują rezydencje w Stambule, zderzenie kultur dla wielu jest szokiem, do miasta spływają coraz liczniejsi uchodźcy. Rozmowy pokojowe i traktaty wyraźnie wskazują, że Turcja nie odbuduje swojej potęgi, kawałek po kawałku rozrywana przez zwycięskich sąsiadów. Naród powoli zaczyna się buntować. Młoda Leyla odkrywa, że również może pomóc, ale żeby tego dokonać, potrzeba zmian również w kwestiach kulturowych. Na jej drodze staje ranny Niemiec, który wzbudza w niej wiele sprzecznych uczuć. Jak poradzi sobie z tym młoda kobieta?

 (...) promienie słońca zaczęły dobijać się od wody, lśniącej na ścianach meczetu i na jasnym bruku. W oddali rysował się zamglony azjatycki brzeg. Ziemia Orientu. A jeszcze dalej były gorące kamienie, karawany i pył rodzinnego kraju Gülbahar, którego wspomnienie paliło ją na dnie serca. Ten dzień miał smak soli i dzikich ziół, nostalgii i szalonej wolności. I zapach Bosforu. 
Autorka nakreśliła piękną powieść, w której można odnaleźć Turcję sprzed lat, z całym jej dorobkiem kulturalnym i mentalnym. Leylę poznajemy w przełomowym momencie dla państwa, kiedy postawa obywateli zaczęła wyraźnie się zmieniać, pojawia się myśl, żeby uratować swój kraj pomimo braku pomocy ze strony sułtana. Walka i poświęcenie mogą pozwolić na uratowanie kraju, lecz zmienią również podstawy jego istnienia. 

Pisarka w bardzo plastyczny sposób opisuje Stambuł, miasto, które wiele przeszło, miejsce gdzie zderzały się kultury, miasto minaretów, zakwefionych kobiet, mężczyzn wierzących w nieomylność sułtana, bekhtiego ze swą laską co noc patrolującego ulice drewnianych dzielnic miasta. Z kart powieści wyłania się obraz, dziś już zapomnianego, miasta, które stało się jednym z postaci w tej historii. 

Główną bohaterkę, Leylę, poznajemy pod koniec 1918 roku, w chwilę po zakończeniu działań I wojny. Kobieta jest młodą mężatką, podporządkowaną swojemu mężowi, wierną tradycji, myślącą przede wszystkim o dobru najbliższych. Pochodzi z nowoczesnej, oświeconej rodziny, dlatego jej poglądy są bardzo rozległe, wie jednak, że zarówno kobieta jak i mężczyzna mają swoje zadania w społeczeństwie i nie myśli o walce z normami społecznymi. Wydarzenia następnych pięciu lat, wiele zmienią zarówno w jej zachowaniu jak i poglądach na świat. Jej przemiana jest powolna i bardzo naturalna, co powoduje bardzo dobry odbiór powieści.


Dzięki wprowadzeniu wielu bohaterów autorka sprawiła, że poznajemy historię z różnych punktów widzenia. Mąż Leyli jest konserwatywnym zwolennikiem sułtana, francuski oficer pokazuje poglądy swojego kraju, a jego małżonka pogardę dla orientalnej kultury. Pojawiają się zwolennicy nowych rządów, walczący o dobro kraju, a nie jego władcy. Wszystkie te jednostki splatają się w fabule, łączą je różne stosunki, zmieniające się układy, a wszystko to wzmaga tylko ciekawość, co do zakończenia historii. 

Wątek miłosny ma słodko-gorzki posmak. Uczucie rodzące się między młodą, zaślubioną kobietą wschodu, a europejskim mężczyzną nie należy do łatwych, ich losy są bardzo zawiłe, a autorka nie szczędzi im problemów. Do końca nie można przewidzieć, jak zakończy się ta historia i jest to dodatkowy atut powieści. 

Osmańskie kobiety znał tylko z opisów w książkach Pierre Lotiego i jego podobnych oraz z obrazów modnych malarzy orientalistów. Kojarzono je z zakazanym owocem, fantazjami o haremach i z uległą zmysłowością, tym czarem nieznanym kobietom Zachodu, z woniami piżma i ambry, z niewypowiedzianą rozkoszą.
Trzecioosobowa narracja oraz bardzo plastyczny styl sprawiają, że od tej książki ciężko się oderwać. Autorka pozwala odkryć kawałek historii kraju mało znanego w Europie, rzadko wykorzystywanego w książkach. Pisarka potrafiła wyważyć wszystkie elementy, tworząc świetną powieść historyczną, która powoduje że po zakończeniu lektury z chęcią sięgamy do źródeł historycznych o kraju i jego mieszkańcach. 

"Na drugim brzegu Bosforu" to magiczna powieść, realistyczni bohaterowie,  ciekawy kawałek historii, oraz walka o ideały i wolność. Wszystko to okraszone znakomitym stylem, wspartym interesującym wątkiem miłosnym, brakiem ckliwości, oraz nieprzewidywalnością aż do ostatniej strony. Czego chcieć więcej od dobrej książki? Ze swojej strony mogę jedynie polecić. 


Pierwsze wrażenia: ciekawość, nostalgia, nadzieja, smutek, radość


Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu: 

środa, 18 marca 2015

"Zaginiona" Andrzej Pilipiuk


















Andrzej Pilipiuk - bardzo płodny literat, autor ponad pięćdziesięciu książek, znany polski twórca fantastyki. Pisarz jest bardzo przeze mnie lubiany, na co wpływa styl, temat i ciekawie wykreowany świat. Autor łączy w swoich książkach fantastykę, historię, przygodę i dodatkowy element, który nadaje smaku kompozycjom, którym tworzy. Po dziesięciu latach przerwy Pilipiuk zdecydował się na publikację kolejnego tomu, teoretycznie zakończonej już trylogii "Kuzynki" i w ten oto sposób trafiła w moje ręce "Zaginiona". Jak skończyło się to spotkanie?

Wbrew tytułowi książka zawiera w sobie dwa opowiadania, tytułową "Zaginioną" oraz "Czarne skrzypce". Pierwsza historia skupia się na tajemniczej wyspie, do której z różnych względów chce dotrzeć zarówno Stanisława, jak i grupa młodych ludzi, z którymi kuzynki się przypadkowo spotykają. Poszukiwania wyspy, która nie jest umieszczona na mapie, każdego z uczestników mogą doprowadzić do jego własnych celów. Drugie opowiadanie zabiera kuzynki na Śląsk, gdzie podejmują się pomóc w niecodziennym przypadku. Młoda dziewczyna "odpłynęła", nikt nie potrafi jej pomóc, choć badali ją zarówno lekarze jak i księża stosowali egzorcyzmy. Stanisława i Katarzyna dzięki licznym tropom starają się odkryć źródło dziwnej sytuacji. 

Sentymentalny powrót do lubianych bohaterek ma zarówno swoje jasne jak i ciemne strony. Po raz kolejny spotykamy Katarzynę i Stanisławę, zabrakło jednak Moniki, która była moją ulubioną bohaterką, zabrakło również innych postaci, które tak lubiłam. Wydarzenia opisane w książce mają miejsce w Krakowie, na Śląsku oraz morzu, więc większość miejsc jest nowa. Zastanawiam się, co spowodowało, że autor zdecydował się na kontynuację tej serii. Odgrzewanie starych kotletów nie zawsze wychodzi dobrze: w tym wypadku było zjadliwie, ale czytając nie poczułam takiego "łał" jak parę lat temu. Przede wszystkim, jak wspominałam wyżej, zabrakło mi niektórych bohaterów, ale mam również wrażenie, że bohaterkom za łatwo przyszło rozwiązywanie problemów, na które trafiały. Nie ma tu niepewności, strachu, poczucia zagrożenia. Stanisława i Katarzyna potrafią poradzić sobie z każdym problemem - czy to śmiertelna choroba, dotarcie do nietypowych stowarzyszeń, pokonanie niebezpiecznych zakonów, czy też wypędzenie "diabła". Niestety psuje to ogólny odbiór książki, która wydaje się za lekka i pozytywna.

- Ja chyba zwariowałam - westchnęła Katarzyna - Mieszkam z kuzynką, która ma czterysta lat i żyje z przerabiania ołowiu w złoto. Kuzynka choruje na chorobę nieznaną nauce. Choroba ta z punktu widzenia chemii, biologii i fizjologii ciała ludzkiego jest jedną wielką bzdurą. Odwiedzamy paryskich alchemików, jakby to było średniowiecze, a nie oświecony wiek dwudziesty pierwszy. Do tego machając pochodnią, pływamy po ulicy, która kiedyś była rzeką, i w rezultacie pozwolono nam buszować w nieistniejącej bibliotece, będącej własnością świrów, od setek lat przepisujących książki ręcznie, jakby nie wiedzieli, co to kserokopiarka. A teraz wybieramy się na wyspę, której nie umieszcza się na mapach, bo Żydzi i masoni zabronili.  

Nie mogę powiedzieć, że ta książka mi się nie podobała, wręcz przeciwnie, czytało mi się ją miło, na co szczególnie wpłynął język opowiadań. Jest to największy plus tej książki, autor za każdym razem trafia w mój gust, co sprawia, że bardziej pochłaniam, niż czytam jego książki. Bohaterom, pod względem kreacji, również nie można niczego zarzucić - dobrze znane kuzynki niewiele się zmieniły, nowych bohaterów jest niewiele, w większości są to postacie poboczne, jedynie Annie można przypisać drugoplanową rolę, którą zagrała całkiem ciekawie. 

Muszę też zwrócić uwagę na wydanie: usztywniona okładka, wklejka, dodatkowo zakładka, zewnętrzna okładka również całkiem przyjemna. Pięknie wydana książka, pomyślałaby osoba, która nie miała w rękach wcześniejszych tomów. I tu pojawia się zgrzyt, znowu wydawnictwo u mnie nie zapulsowało. Trylogia "Kuzynek" posiada wiele wznowień, każde wydanie jest zupełnie inne. Moje, całkiem przyjemne, w kolorach sepii, z podpisem autora, dumnie stoi na półce... Czwarty tom serii zupełnie nie pasuje do tego wydania. Fabryka Słów dość niedawno, chyba w zeszłym roku, wydała wszystkie trzy tomy w idealnie pasującej szacie do tomu czwartego... no ale kto będzie co chwile sprzedawał stare wydanie i kupował nowe? Ja na pewno nie, więc czwarty tom będzie wyraźnie odróżniał się od poprzednich.



Miło spędziłam czas przy tej książce, z uśmiechem na ustach czytałam o przygodach Stanisławy i Katarzyny, więc książka nie jest zła. Może nawet dla osób, które nie znają trylogii o Kuzynkach Kruszewskich będzie świetną książką, jednak czegoś mi zabrakło, po zakończeniu czułam żal, odgrzewane jedzenie nie smakuje tak dobrze jak kiedyś, i tak samo jest z tą serią. To lekka, przyjemna książka, którą mogę Wam polecić, miejcie jednak na uwadze, że nie jest na tym samym poziomie co pierwsze trzy tomy. 


Pierwsze wrażenia: radość, zainteresowanie, żal, niezadowolenie.


Książka bierze udział w wyzwaniu: Kiedyś przeczytam i Czytam fantastykę III

niedziela, 15 marca 2015

"Wpadki i wypadki Joséphine F." Mazarine Pingeot


Czasami pojawiają się zakręty na drodze, chwile trudne, w których musimy się odnaleźć. Każdy człowiek radzi sobie inaczej w takich momentach, czasami łapie się sposobów niecodziennych, wyraźnie odbiegających od normy. Niektóre wydarzenia pomagają nam w zbuntowaniu się, pomagają stawiać opór w chwilach, które są dla nas trudne. 

Próba rozstania z mężem, który nie potrafi się z tym pogodzić, wracając jak namolna mucha; hipochondrykiem, wynajdującym coraz to nowe choroby, który rości sobie prawa w sprawach, które nie powinny go obchodzić. Nowy naczelny w wydawnictwie, mężczyzna, który może podjąć decyzję - zostajesz lub wylatujesz. A książki nie bardzo chcą się pisać, wena dość dawno się nie pojawiła. Dzieci przynoszą do domu wszy. Zmywarka przestałą działać. A na koncie debet, bank ostrzega przed podjęciem poważnych kroków. Jak poradzić sobie z wszystkimi problemami? Josephine stara się opanować swoje życie, ale są momenty, kiedy wszystko staje na głowie. 


Mazarine Pingeot to pisarka i wykładowczyni filozofii. Jest przez wiele lat ukrywaną przed światem córką prezydenta François Mitteranda. Swoje dzieciństwo opisała w książkach Bouche cousue i Bon petit soldat. W Polsce ukazały się: Dziennik córki Francois Mitterranda. Mały dobry żołnierzyk oraz najnowsza książka pisarki Wpadki i wypadki Joséphine F.



Zrezygnowana, z całej siły kopię w maszynę, nie zapominając o radach Jose: zawsze być u władzy, a w przypadku porażki mścić się. Oceniając po bólu, jakie mnie przeszywa, musiałam sobie złamać mały palec. Zmywarce dla odmiany nawet brew nie drgnęła.

Josephine przedstawiona jest jako francuska wersja angielskiej Bridgit Jones, albo polskiej Judyty, i rzeczywiście podobieństwa można znaleźć. Kobieta sprawiająca wrażenie opuszczonej, na zakręcie, nie potrafiąca poradzić sobie z życiem. Na bohaterkę spadają liczne problemy, w czym irytujący były mąż jest na szczycie listy, jednak jej charakter potęguje niektóre kwestie i sprawia, że Josephine nie potrafi sobie z nimi poradzić. Stwarza to wiele śmiesznych, absurdalnych i nieprawdopodobnych sytuacji, przy których czytelnik spędzi niejedną miłą chwilę. Bohaterka przy całym bagażu doświadczeń życiowych wielokrotnie sprawia wrażenie nastolatki, a czasem nawet dziewczynki, która sama napędza niektóre sytuacje. 

Opisanie mojego odkrycia naukowego odkładam na później, biorę się do czytania maili. Robert Durand, najpopularniejsze z fałszywych spamowych nazwisk - który ma prawdziwą twarz! (i to w dodatku całkiem niezłą) - znów chce odkupić moje kredyty. Skąd wie, że mam kredyty? Wystarczy go spytać: "Dzień dobry, czy raczej dobry wieczór Panu, widzę, że proponuje mi Pan pomóc. Chciałabym się tylko dowiedzieć, czy zna Pan moich rodziców, bo nie widzę, kto poza nimi i moim byłym mężem mógłby Pana poinformować o stanie moich kredytów, o ile oczywiście nie jest pan przyjacielem mojego doradcy bankowego. Też tak sobie myślałam, że woli mężczyzn, ale oceniając po zdjęciu, niezły z Pana przystojniak, naprawdę pociesza mnie wiedza, że mój doradca prowadzi jakieś życie seksualne". Wysyłam.  
Historia przedstawiona przez autorkę jest ciekawym ukazaniem życie francuskiej współczesnej kobiety, z wieloma problemami i nietypowymi sposobami na ich rozwiązywanie. W swoim otoczeniu ma wiele osób, które wpływają na jej życie, a relacje z nimi nie należą do najłatwiejszych. Josephine można momentami postrzegać jako osobę trochę chorą psychicznie, szczególnie w momentach, w których rozmawia z Kanetm (wyimaginowaną papugą), lub wygłasza monologi w czasie jazdy metrem, jednak jest to osoba bardzo pozytywna, zakręcona i sympatyczna, którą warto poznać, a wtedy z pewnością da się polubić.
Ups! Połknęłam przycisk od pilota. Lecę prosto do toalety, żeby spróbować zmusić się do wymiotów, z nadzieją że usłyszę, jak "jedynka" robi plum, że zobaczę, jak wydostaje się z moich wnętrzności, że wydalę z siebie tę cyfrę niezbędną do wybierania wszystkich dwucyfrowych numerów, czego wymaga kablówka, ale krew napływa mi do głowy, zaraz się uduszę. 
Autorka zdecydowała się na narrację pierwszoosobową w czasie rzeczywistym, zabieg dość rzadki, co może powodować początkowo pewne trudności z wciągnięciem się w historie. Pierwsze parę stron czyta się w pewnym skupieniu, jednak chwilę potem sama historia wciąga i zapomina się już o narracji. Takie przedstawienie historii pozwala poznać bohaterkę bardzo głęboko, odkryć jej najgłębsze myśli, sprawia, że możemy zbliżyć się do Josephine i wraz z nią przeżywać wydarzenia. 
Pewnym problemem mogą być niektóre monologi bohaterki, w których momentami można się zgubić. Były dwa czy trzy takie miejsca, gdzie musiałam wracać do wcześniejszego akapitu, aby zrozumieć sens jej wypowiedzi. Przez chwile czułam się, jakbym słuchała osoby nie do końca zdrowej psychiczne, co dodaje smaczku tej historii. 

Josephine poznajemy w momencie najtrudniejszym, gdy wszystkie problemy się kumulują, razem z nią staramy się je rozwiązać, co czasami stwarza jeszcze bardziej absurdalne sytuacje, jednak widać, że wraz z końcem bohaterka potrafi powoli wyjść na prostą i doprowadzić życie do porządku, choć czasami cena jest wysoka. 

Jest to bardzo ciekawa historia, napisana dynamicznie i żywo. Bohaterka jest temperamentną kobietą, która próbuje walczyć o siebie i swoje dzieci, nie raz w sposób bardzo niekonwencjonalny. Jej zachowanie bawi, wzbudza kontrowersje, zdumiewa. Macie ochotę na lekką lekturę, która przypomina inne znane bohaterki a jednocześnie ma swój (francuski) klimat? Warto sięgnąć po książkę Mazarine Pingeot.

Pierwsze wrażenia: wesołość, zaciekawienie, zagubienie, ciekawość.


Za możliwość lektury dziękuję:


piątek, 13 marca 2015

Bo piękno to nie wiek i rozmiar!



Autor: Dorota Wellman
Tytuł: Ja nie mogę być modelką?!
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 5 listopada 2014
Liczba stron: 256



Dorota Wellman. Dziennikarka, prezenterka, jak również... modelka. Jest nietuzinkową postacią polskich mediów. Szczera, okazująca emocje, nieco niepoprawna, nie dająca wepchnąć się w ramy, które jej nie odpowiadają. Przyciągająca ludzi autentycznością i brakiem sztucznego wizerunku.

Książka „Ja nie mogę być modelką?!” trafiła do mnie jako efekt spontanicznej decyzji. Spodobało mi się wydanie, zaciekawił pomysł. Nie ukrywam, że pani Wellman to jedna z naprawdę nielicznych postaci polskiej telewizji, która przekonuje mnie do siebie.

Pozycja ta jest zbiorem rad i pomysłów, jak mogą ubierać się kobiety, aby wyglądać dobrze. Znajdziemy tu porady, do każdego stylu dobrane są dodatki – biżuteria, buty, czy torebki. Naturalnie, całości przyświeca zasada „to ty masz się w danej rzeczy czuć dobrze, nic na siłę”. Przeplecione jest to różnymi wstawkami tekstowymi od pani Wellman – co myśli na dany temat, co ją inspiruje, co lubi, co jej nie przekonuje, co ją wkurza. Znajdą się tu również bardziej prywatne opowiastki. Z książki wyłonił mi się obraz kobiety z krwi i kości – kochającej rodzinę, nieudawanej i nieudającej, czarującej, nie pozwalającej sobie nic dyktować, z pazurem i mocnym poczuciem humoru.

Do książki na pewno niejednokrotnie wrócę, bo czyta się ją bardzo lekko. To chyba właśnie ona pomogła mi przełamać złą czytelniczą passę. Teraz czekam na możliwość zapoznania się z „Kalendarzykiem niemałżeńskim”, którego współautorką jest Paulina Młynarska. Książkę „Ja nie mogę być modelką?!” serdecznie polecam, jako odskocznię od cięższych pozycji i garść inspiracji.




niedziela, 8 marca 2015

"Obietnica Łucji" Dorota Gąsiorowska

Niektóre życiowe doświadczenia dotykają nas na tyle głęboko, że potrzeba wielu lat, żeby wrócić do normalnego funkcjonowania. Sytuacje, które być może zupełnie inaczej wyglądają w oczach osób postronnych, dla nas są koszmarem życiowym, z którego nie potrafimy się otrząsnąć. Zdarzają się również takie spotkania, które są punktem zwrotnym, pozwalają się otworzyć na nowo, uświadomić piękno świata. 

Łucja od lat zmaga się z demonami przeszłości, próbuje zapomnieć, odciąć się od wspomnień dzieciństwa. Teraz po raz kolejny postanawia uciec, od nieudanego małżeństwa, braku uczuć, monotonii i stagnacji. Z dużego miasta wyjeżdża do małej, odległej wsi, gdzie dostaje posadę nauczycielki. Kobieta ma nadzieję, że może w tym miejscu odnajdzie sens życia, zapomni o traumie, która nie pozwala jej normalnie funkcjonować. Wśród wielu innych osób poznaje Anię, jedenastoletnią dziewczynkę, która od razu zwraca jej uwagę swoją innością. Okazuje się, że dziewczyna również boryka się z problemami a Łucja widzi w niej swoje odbicie z dzieciństwa. Czy ta znajomość pomoże obu bohaterkom?

Debiut ma swoje prawa, przez co czytając tę książkę zwracałam uwagę na trochę inne kwestie niż zazwyczaj. Chciałam odkryć wszystkie plusy i minusy tej powieści, przyjemność z czytania stawiając na drugim miejscu. Byłam więc bardzo zdziwiona, kończąc lekturę z uśmiechem i dopisując dalsze losy bohaterów. Początkowo rzeczywiście miałam pewne problemy ze stylem pisarki, który przy opisach, monologach i wspomnieniach był bardzo przyjemny, jednak kiedy dochodziło do dialogów zaczynał kuleć. Początkowo dysonans był dość rażący, jednak z biegiem zdarzeń dialogi te przestały mi przeszkadzać, a autorka z każdą kolejną kartą poprawiała swój warsztat.

Historia Łucji wciąga, pozwala razem z bohaterką poznawać życie mieszkańców Różanego Gaju, ich radości oraz nieraz problemy. Dość szybko pojawia się Ania, która staje się drugą, prawie równorzędną bohaterką powieści. Dziewczynka nie ma łatwego życia, zbyt szybko musiała dorosnąć jak na swój wiek. Moment w którym poznała Łucję, początkowo jako swoją nauczycielkę, a później również przyjaciółkę, wydaje się idealny. Kobieta pomaga jej pozbierać się w tej trudnej sytuacji, oraz składa obietnicę jej matce, która będzie ją w przyszłości sporo kosztować. Wraz z rozwojem akcji poznajemy również traumę Łucji, która przez wiele lat nie pozwalała jej normalnie żyć. Dzięki relacjom z Anią, jej matką oraz powolnemu otwieraniu się na innych mieszkańców kobieta przewartościuje swoje życie i jeszcze raz spojrzy na problemy, które ją tu zaprowadziły. 

Motyw ucieczki na wieś był wykorzystywany wielokrotnie we współczesnej literaturze, a jednak ta książka odbiega od tego klasycznego. Łucja co prawda, wyjeżdżając do Różanego Gaju, chce odnaleźć sens życia, ale sama wieś nie sprawa wrażenia magicznego miejsca. Przede wszystkim problemy, które pojawiają się mniej lub bardziej oficjalnie przeczą wizji sielanki. Są postaci bardzo pozytywne, ale pojawiają się również czarne charaktery, a czasem po prostu drażniące indywidua. Łucja poznaje historie tego miejsca, tajemnice z nim związane, pojawia się również uczucie, niespodziewane, początkowo niechciane, ale bardzo pomocne. 

Autorka wplotła w historię parę wątków, tkając piękny wielobarwny klim. Jest Matylda, gospodyni bohaterki, do której po latach wraca córka, kobieta podstępna, nastawiona na własne wygody i uznająca swoją wyższość nad innymi. Jest tajemnicza Eleonora, którą większość mieszkańców wioski uznaje za osobę pomyloną. Po latach w rodzinne strony wraca Tomasz, znany na świecie pianista, który dla miłości do muzyki wiele poświęcił. Antosia ma znaczącą rolę w tej historii, pomoże odkryć niektóre fakty. Epizodyczne pojawia się Filip, który nie raz podniesie ciśnienie naszej głównej bohaterce. Jest oczywiście Ania oraz Łucja, bez których historia by się nie zdarzyła. Postacie, wydarzenia, problemy oraz radości dnia codziennego przeplatają się ze sobą w ostateczności dając całkiem udane połączenie. 

Mimo problemów, które widać szczególnie na początku jest to historia, która daje nadzieję, pozwala spojrzeć na życie przez różowe okulary. Autorka pokazuje, że niektóre trudności da się pokonać, ludzie mogą się zmienić i choć nie pokonamy śmierci, to życie toczy się dalej i dzięki naszym staraniom można spełnić marzenia i znaleźć swoje miejsce na ziemi. 

W całej tej historii miałam pewnie zastrzeżenia do głównej bohaterki. Autorka stworzyła kobietę dojrzałą, czterdziestoletnią, która w wielu wypadkach, w moim odczuciu, nie zachowywała się jak osoba w tym wieku. Nie potrafiła odnaleźć się w wielu sytuacjach, Ania tworzyła dla niej dysonans, nie raz podejmując bardziej racjonalne i poważne decyzje. Być może się mylę, może jej bariera z dzieciństwa tak właśnie ją ukształtowała, a autorka chciała w ten sposób dać wyraz jej urazowi, jednak momentami zachowanie Łucji było dla mnie irytujące. 

Jest to wartościowa pozycja, która pozwala oderwać się na chwile od codziennych trosk, przenosi do miejsca, które chciałoby się poznać, mimo jego wszystkich problemów, poznanie bohaterów, których można polubić albo nie i z zainteresowaniem śledzić ich losy. "Obietnica Łucji" jest bardzo dobrym debiutem, który mimo pewnych mankamentów, daje nadzieję na bardzo przyjemne kolejne książki autorki. Jeśli macie ochotę poznać dobrze zapowiadającą się pisarkę, więc sięgnijcie po ten tytuł.

Pierwsze wrażenia: ciekawość, smutek, nadzieja, irytacja, radość


wtorek, 3 marca 2015

"Oszust matrymonialny" Leszek Szymowski


Chyba każda kobieta marzy o wspaniałym związku, pełnym zrozumieniu, czułości i miłości. a mężczyzna, który potrafi spełnić te wymagania, trafia się rzadko. Czasami poświęcamy się pracy, by dopiero po pewnym czasie zdać sobie sprawę, że czegoś nam brakuje, a nasze życie nie tak miało wyglądać. Gdzie szukać miłości w dzisiejszym świecie? Coraz częściej korzystamy z sieci, aby tam poszukać partnera na lata. Jednak jest to bardzo niebezpieczna droga, bo nigdy nie wiadomo kto siedzi po drugiej stronie. Swego czasu popularne spoty telewizyjne trochę uświadomiły społeczeństwo, nadal jednak nie znamy wszystkich zagrożeń. Skąd wiadomo, że mężczyzna, którego poznałyśmy: wspaniały, pięknie się prezentujący, kupujący nam kwiaty i komplementujący, nie jest oszustem, któremu zależy tylko na pieniądzach? 

Książka powstała ze spotkań dziennikarza śledczego i autora - Leszka Szymowskiego - z więźniem zakładu karnego, który odsiaduje swoją karę za oszustwa matrymonialne. Mężczyzna postanawia opowiedzieć swoją historię, cofając się do pierwszych związków z kobietami, które mocno wpłynęły na całe późniejsze życie. Kamil od dzieciństwa był uczony, że ważne są pieniądze i łatwość ich zarabiania, a nie sama praca, co zaowocowało chęcią łatwego zysku, a późniejsze życie wskazało mu drogę, którą podążał aż do tragicznego końca, marnując życie niejednej kobiecie. 

Dziwna ta książka - z jednej strony historia jest warta uwagi, choć gdyby autor skrócił ją o połowę to pewnie niewiele by straciła, z drugiej strony kwestia graficzna, stylistyczna, korektorska, wymagają sporo cierpliwości od czytelnika.

Opowiadałem jej oczywiście bajki, że prowadzę własną działalność gospodarczą, zajmuje się doradztwem biznesowym i pomagam wielu przedsiębiorcom, którzy albo chcą inwestować w Polsce, albo przenieść swoją działalność poza Polskę, albo płacić mniejsze podatki i wówczas wyprowadzają swoją działalność poza granicę Polski. 
Wziąłem Justynę za rękę, co bardzo jej się spodobało. Odniosłem wrażenie, że przez te lata samotności tęskniła za tym, aby ktoś znowu wziął ją za rękę.  
Jesteś pewien, że sprawa pójdzie po naszej myśli - zapytał mnie.
Tak - odpowiedział - Będą zawiasy.  
W końcu jeszcze nie odszedłem jako oszust emeryturę* 

Podchodziłam do tej książki ostrożnie, będąc świadoma wielu średnich recenzji, nie oczekiwałam od niej za wiele. Początkowo czytało mi się bardzo dobrze, wciągnęłam się w akcję, z zainteresowaniem śledząc życie młodego bohatera, który uwierzył, że spotkał miłość swojego życia i dość szybko zrozumiał, że kobietom nie można za bardzo wierzyć. Było mi go żal, a jednocześnie miałam pretensje do jego żony. Pierwszy rozdział (w sumie są cztery), zachęcał do dalszej lektury. Niestety później zaczęło dziać się gorzej - liczne podboje były rozwleczone, czasami zastanawiałam się jak to możliwe, że narrator pamięta wszystkie kwestie wypowiedziane lata temu czy kolejność nawet najdrobniejszych zdarzeń. Później z premedytacją czytałam z ołówkiem i znacznikiem, żeby wychwycić co lepsze "smaczki", a tych trochę było. Po pierwsze zdarzały się liczne powtórzenia, nie wiem czy wynikające z przekazu narratora, złego zebrania materiały przez autora, czy brak korekty. Wielokrotnie pojawiały się niepotrzebne przecinki i inne znaki przestankowe. Na sam styl książki można patrzeć dwojako - albo autor specjalnie przedstawił tekst w takim stanie, jak go usłyszał od skazanego, albo też poprawiając go stworzył dość nieprzyjemny w odbiorze twór.

Jeśli chodzi o samą fabułę to pierwszy oraz ostatni rozdział były najciekawsze. Środkowa część, w której pojawiało się gro kobiet, które przewijały się przez życie bohatera, była momentami nudna i miałam wrażenie, że zmniejszenie objętości tej książki zdziałałoby wiele dobrego.

Sięgająć po ten tytuł ma się świadomość, kto będzie bohaterem ale  i tak niektóre zachowania tego mężczyzny są mocno denerwujące. Choć muszę przyznać, że na początku było mi go trochę żal, miałam wrażenie, że droga którą wybrał, była w dużej części uwarunkowana jego pierwszym małżeństwem i tym jako się ono skończyło. Zaskakujące jest to, że narrator działał właściwie cały czas na terenie Warszawy i przez te lata nie zdarzyła mu się żadna "wpadka". Zabierał kobiety czasami do tych samych restauracji, zapraszał je do siebie do domu, co dawało dużą szansę na to, że w końcu na siebie wpadną. Ostatecznie właśnie takie kwestie spowodowały koniec jego "kariery". Zakończenie jest dość brutalne i zastanawiam się, czy słusznie należała mu się taka kara.

Ta książka nie wywołała u mnie wielu emocji. Zdając sobie sprawę, o czym będzie traktowała, czytałam o kolejnych podbojach bohatera zastanawiając się tylko jak to się wszystko skończy. Bardziej irytowały mnie jego potknięcia niż to jak potraktował te kobiety. Byłam świadoma, że do tego dążył i bez większych emocji czytałam o kolejnych etapach znajomości. Choć ta historia pokazuje, że nawet mężczyzna, który stał się Twoim mężem nie musi być do końca taki, jak się wydaje, a to już jest przerażające.

Podsumowując - historia jest warta poznania, tym bardziej, że autor opisuje współczesne czasy i polskie realia, jednak sposób narracji, przygotowanie tej książki, w żaden sposób nie zachęcają do sięgnięcia po ten tytuł. Momentami  bardziej męczyłam się niż czytałam i dlatego mimo małej objętości skończenie tej książki zajęło mi cztery dni.

Czy polecam? Musicie ocenić sami, czy temat Was interesuje, bo forma raczej Was nie zachęci. 

* Cytaty w formie oryginalnej. 

Pierwsze wrażenia: zniecierpliwienie, zdziwienie, znużenie

Książka bierze udział w wyzwaniu: Kiedyś przeczytam