środa, 27 maja 2015

"Nieludzie" Kat Falls


Do czego zdolny jest człowiek, aby spełnić coraz wyższe wymagania społeczeństwa? Jak daleko można ingerować w świat i naturę? Mówi się, że ludzkość stoi na najwyższym szczeblu ewolucji, i wiele ją różni się od zwierząt zamieszkujących Ziemię. A jednak wystarczy chwila, żeby wszystko się zmieniło, a nasza cywilizacja znalazła się na skraju upadku. Z drugiej strony bestialstwo człowieka czasem zmusza do zastanowienia się, czy te różnice w stosunku do zwierząt są tak duże. Pozostaje też pytanie: Czy zwierze może stać się człowiekiem? 

Świat po katastrofie biologicznej. Część Ameryki została odgrodzona od cywilizowanego świata, to tak zwana Dzika Strefa. Przed laty świat opanowała epidemia wirusa, który uśmiercił dużą część populacji. Na tę chorobę nie ma lekarstwa. Jedynie odizolowanie chorych pozwala mieć nadzieję. Lane żyje przy Murze Tytana, który oddziela dwa światy. Ma szczęśliwe i dostatnie życie lecz wystarczy chwila, żeby wszystko się zmieniło. W poszukiwaniu ratunku dla ojca dziewczyna wybiera się do Dzikiej Strefy, gdzie odkrywa świat, o którym nawet nie śniła. Ludzie, Dzicy, Zwierzoludzie. Przyjaciele i wrogowie. Misja musi zostać wykonana, tylko czy dziewczyna sobie poradzi w tym świecie?

Piękna okładka, która przyciąga wzrok. Intrygujący blurb, pozwalający mieć na dzieję na ciekawą historię. "Nieludzie" to klasyczny przykład powieści młodzieżowej z gatunku antyutopii. Świat w bliżej nieokreślonej przyszłości, przemieniony po katastrofie. Bohaterka, Lane, to nastoletnia dziewczyna, która z pewnych względów musi zmienić swoje życie, wyruszyć w podróż, która przeobrazi ją zarówno psychicznie jak i fizycznie. Na swojej drodze napotyka dwóch mężczyzn, co z czasem przeradza się w trójkąt miłosny. Wszystko to brzmi banalnie, prawda? To wszystko już było? 

A jednak Was zaskoczę, bo "Nieludzie" to historia świetna i to na wielu gruntach. Autorka stworzyła świat, który jest ciekawy, dobrze zbudowany, nie pojawiają się luki i niedopowiedzenia - który po prostu wciąga. Od pierwszych stron dałam się porwać tej powieści, na co pozwolił jej język - łatwy i przystępny, ale nie prosty. Plastyczne opisy, odpowiedni podział między dialogami, a częścią opisową. Również akcja, która zaczyna się właściwie od pierwszych stron, nie pozwala oderwać się od tego tytułu. Autorka rzuca Lane coraz to nowe wyzwania, nie pozwala dziewczynie na chwilę wytchnienia, a czytelnikowi wraz z nią. 



Podobała mi się kreacja głównej bohaterki. Nie jest głupia, ma pewną wiedzę, którą stara się wykorzystać, dobre serce, które nie raz spowoduje komplikacje. Ma też misję, która jest dla niej najważniejsza i uczucie, które gdzieś tam się pojawia, stara się spychać na drugi plan. Dopiero dramatyczne sytuacje sprawiają, że Lane zastanawia się nad tym co czuje. Postacie męskie są od siebie diametralnie różne. Ten dobry i ten zły. Dziki i ucywilizowany. Urodzeni i wychowani w dwóch światach, z zupełnie różnymi poglądami. Autorka postała się również o brzemię, które każda z postaci musi nosić. Problemy, traumy i złe wspomnienia pojawiają się powoli, rozbudzają wyobraźnię czytelnika i zmieniają nastawienie do poszczególnych postaci. Lane, Rafe i Eversona nie da się nie lubić. Można mieć różne odczucia w poszczególnych fragmentach, ale na pewno nie będzie to obojętność. Pierwszoosobowa narracja sprawia, że Lane staje się czytelnikowi dodatkowo bliska. Bardzo lubię ten typ narracji, choć w tym gatunku jest ona popularna, więc nie zaskakuje. 

Przypomniałam sobie znaki wyryte na ścianie jego celi. Właśnie tak Rafe odmierzał czas do powrotu mojego ojca z Zachodu. Skreślanie dni w kalendarzu stanowiło i mój bolesny zwyczaj. Czasami czułam strach, że tato nie wróci, ale ten lęk musiał pożerać Rafe'a, gdy był młodszy.

Pisarka miała ciekawy pomysł na stworzenie świata przyszłości. Wizja katastrofy, która w całości była dziełem człowieka może zastanawiać, bo nawet dziś pojawiają się pewne grupy ludzi, chcących ingerować w naturę. Okazuje się, że wystarczy jedna nieprzemyślana decyzja, a świat przestanie istnieć w takiej formie, jaką znamy w obecnej chwili. Tym razem nie mamy wojen, nie ma katastrofy naturalnej, ani epidemii, która nagle i niespodziewanie zaatakowała świat. Tutaj świat został zniszczony przez człowieka, jego zachłanność, wieczną chęć bawienia się w Boga. I choć większość społeczeństwa o tym nie wiem, wirus który się pojawił to dopiero początek problemów, które ogarnęły świat. 

Muszę przyznać, że ciężko mi się było oderwać od tej książki, jest niesamowicie wciągająca i mocno wpływa na emocje. Wydarzenia, które zaserwowała bohaterka sprawiają, że czytelnik nie może uwierzyć w taki rozwój akcji. Po zakończonej lekturze byłam zdruzgotana i od razu próbowałam wygooglować kiedy w Polsce pojawi się drugi tom. A drugi tom nadal się pisze... Jakoś będę musiała wytrzymać, choć na pewno będzie mi ciężko. Niesamowicie mocno zżyłam się z bohaterami i wiem, że na pewno poznam dalsze ich losy. 

"Nieludzie" to świetny tytuł w swoim gatunku. Jeśli lubicie "Igrzyska śmierci", "Niezgodną" czy inne powieści z gatunku dystopii, to książka napisana przez Kat Falls na pewno sprawi Wam wiele radości. Pozycja zawiera w sobie wszystkie te czynniki, które pozwalają mocno wciągnąć się w tytuł i nie dają się od niego oderwać do ostatniej strony. Dawno tak mocno nie przeżywałam lektury, a to na pewno dobra rekomendacja. Polecam Wam ten tytuł. 



Za możliwość lektury dziękuję księgarni : 


niedziela, 24 maja 2015

Chłopiec, opaska Alicji i szaraczki.

  • Tytuł: Joyland
  • Autor: Stephen King
  • Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
  • Rok wydania: 2013
  • Tłumacz: Tomasz Wilusz
  • Stron: 334





Pamiętacie swoje najlepsze lato? Co wtedy robiliście?
Devin Jones co ranek o wschodzie słońca szedł po plaży do pracy, jedząc jeszcze ciepłe croissanty. Jego praca polegała na sterowaniu karuzelami, bycie etatowym ulubieńcem dzieci i zachęcanie ludzi do zostawiania w Joylandzie jak największej ilości brzęczących monet.
Prywatnie zaś kurował serce po rozpadzie związku z pewną niezbyt mądrą dziewoją, oraz badał tajemnicę skrywaną pod płaszczykiem radości i rozrywki oferowanej przez specyficzny park rozrywki. Pomógł mu chłopiec, którego bardzo ciężka choroba mięśni przykuła do wózka.

Pierwszą książką Kinga, po jaką sięgałam, była "Misery", której recenzję robiłam jakiś tas temu i znajduje się ona tutaj. Powieść o obłąkanej pielęgniarce była jedną z wcześniejszych w karierze pisarza, zaś "Joyland" jest jedną z nowszych. W obu wydać charakterystyczny styl autora, bardzo dobry warsztat i mocno zarysowane postaci, nawet jeśli nie grają pierwszych skrzypiec.
"Joyland", co muszę uczciwie przyznać, czytało się przyjemnie, jednak nie wzbudził we mnie w trakcie lektury odczuć o takiej sile, jak "Misery". Nie uderzyła, nie poruszyła szczególnie. Czuć było wprawę pisarską, ale też jakiś taki brak tej iskry emocji, która sprawia, że czyta się z rumieńcami na twarzy. W dodatku zakończenie było trochę zbyt przewidywalne. Byłoby jednak nieuczciwe powiedzieć, że przedstawiona historia była nudna, bo nie była. Dla fanów Kinga powieść może się wydać za krótka, reszcie odbiorców polecę jako pozycję od sprawdzonego autora. Elementów grozy tam tyle, co kot napłakał, więc można się skupić bardziej na wątku obyczajowo-romansowym, który tam przeważa.
Całość jednak nie zapadła mi w umysł na tyle, abym chciała koniecznie do tej historii powracać.



sobota, 23 maja 2015

Konkurs z Jaguarem!!!

Uwaga, uwaga!!!

Wydawnictwo Jaguar bardzo aktywnie wspomagało akcję loterii blogerskiej na Warszawskich Targach Książki. Dzięki jego uprzejmości mogę Wam dziś przedstawić konkurs, w trakcie którego macie możliwość wygrać jeden z dwóch prezentowanych niżej tytułów. 


Warunkiem koniecznym aby wziąć udział jest:
- być posiadaczem aktywnego bloga
- w ciągu miesiąca od zakończenia konkursu przeczytać i zrecenzować wygrany tytuł

Czy dla blogera jest to duża przeszkoda? Nie wydaje mi się ;) 





  • Organizatorem  nagród w "Konkursie z Jaguarem" jest blog Książkowe Wyliczanki, a sponsorem jest Wydawnictwo Jaguar, które przekazało powyższe egzemplarze. 
  • Nagrodami w konkursie są nowe egzemplarze książek.
  • Konkurs trwa w dniach 23.05.2015 - 31.05.2015 (do 23:59)
  • Wyniki konkursu pojawią się w ciągu dwóch dni od jego zakończenia.
  • Jeśli któraś z wylosowanych osób nie zgłosi się po wygraną w przeciągu 3 dni, zostanie wykonane dodatkowe losowanie w ramach pozostałych osób. 
  • W konkursie mogą wziąć jedynie osoby zamieszkałe na terenie Polski.
  • Warunkiem koniecznym do wzięcia udziału w konkursie jest: posiadanie aktywnego bloga od co najmniej 3 miesięcy oraz konieczność publikacji recenzji wygranego egzemplarza w przeciągu miesiąca od zakończenia konkursu.
  • Miło będzie mi jeśli udostępnicie informacje o konkursie i baner konkursowy, jednak nie jest to wymóg konieczny.
  • Osoby zainteresowane wzięciem udziału w konkursie muszą wyrazić chęć wzięcia udziału w konkursie oraz wybór jednego tytułu.
  • Aby dostać dodatkowy los należy wykonać zadanie przypisane do wybranej ksiażki.


Wzór Zgłoszenia: 

Zgłaszam się.
Adres e-mail: barwinka4@gmail.com
Wybieram książkę: Netergrim/Następczyni
Odpowiedź na polecenie (dodatkowy los, odpowiednio do 1 lub 2 tytułu)


1 egzemplarz "Nethergrim"

Aby zdobyć dodatkowy los należy wykonać poniższe polecenie:


Nethergrim, inaczej zwany Otchłannym. Postać wzbudzająca wielki strach wśród ludzi. Ale tak naprawdę nikt go nie widział, nikt nie wie jak wygląda. Postrach matek, porywający niewinne dzieci. Jak Ty wyobrażasz sobie tę postać? Spróbuj przedstawić mi ją swoimi oczami (sposób prezentacji dowolny: opis, obraz / rysunek)







2 egzemlarze "Następczyni"

Aby zdobyć dodatkowy los należy wykonać poniższe polecenie:



"Następczyni" to czwarty tom serii Rywalki. Jest ona oceniana bardzo różnie. Dlaczego, Twoim zdaniem, powinno się sięgnąć po historię tam przedstawioną? Co powoduje, że masz chęć poznać kolejny tom przygód bohaterki?









Odpowiedzi możecie wysyłać również drogą mailową (szczególnie w wypadku grafiki) na adres: ksiazkowe.wyliczanki@gmail.com

Zostaje mi życzyć Wam powodzenia!

piątek, 22 maja 2015

"Koronkowa robota" Pierre Lemaitre


Dobry kryminał musi zawierać w sobie dużą ilość krwi, przemocy i cierpienia. A może chodzi o to, żeby akcja była nieprzewidywalna? Logiczne myślenie i wyprzedzanie o krok przestępcy? Ile książek tyle historii. Każda z nich może w jakiś sposób zachwycić, spowodować zainteresowanie albo znudzenie. Jak francuski pisarz poradził sobie z podjętym tematem? 
Francuski pisarz i scenarzysta. Laureat prestiżowej nagrody Prix Goncourt. Jego pierwsza tłumaczona na język angielki powieść "Alex" zdobyła CWA International Dagger, nagrodę za najlepszy kryminał roku 2013.*
Camille Verhoeven, komisarz policji kryminalnej, musi odkryć człowieka działającego bardzo brutalnie i skutecznie. Pobudki, które skłaniają mordercę do działania, są dziwne, niezwykłe i jednocześnie niesamowicie niepokojące. Camille odkrywa powiązania literackie z nowo-odkrytą zbrodnią, okazuje się również, że jest ona początkiem góry lodowej. Z kim przyjdzie się zmierzyć komisarzowi Verhoeven'owi i jak zakończy się pościg za nieuchwytnym mordercą? 

Biorąc do ręki "Koronkową robotę" musicie nastawić się na kryminał wyjątkowo brutalny, z dużą ilością krwi i innych ludzkich wydzielin. Morderca jest skrupulatny przy wypełnianiu swojej "misji", policja odkrywa coraz to nowe - mniej lub bardziej przerażające - zabójstwa. Język powieści sprawia, że można się w nią wciągnąć już od pierwszych stron. Po kilkudziesięciu rozwój wypadków staje się klasyczny i do pewnego stopnia przewidywalny. A potem następuje wielkie "WOW". To, co autor zaprezentował było niesamowicie pomysłowe i bardzo, ale to bardzo nieprzewidywalne. Ten zwrot akcji sprawił, że ze zwykłego kryminału autor stworzył majstersztyk w tej dziedzinie. Oczywiście moja zdolność porównania jest dość ograniczona, ale mimo wszystko pomysł na fabułę sprawia, że niejeden czytelnik zatrzyma się na chwilę z mętlikiem w głowie. W trakcie lektury czytałam jedną recenzje, gdzie była informacja o miejscu, w którym wszystko się zmienia. Czytałam więc z niecierpliwością czekając na to zaskoczenie. I zaskoczenie było. Mimo tego, że się go spodziewałam nie wiedziałam w jaki sposób autor je zaserwuje. Piękna perspektywa. Trudno jednak napisać coś więcej nie spojlerując. 

Przybywając na miejsce zbrodni, młodsi zwykle odruchowo szukają wzrokiem miejsca, gdzie znajduje się śmierć. Ci najbardziej doświadczeni szukają życia. Ale tutaj było to niemożliwe. Śmierć wypełniała całe wnętrze, włącznie z pełnymi niedowierzania spojrzeniami żywych. 

"Koronkowa robota" jest pierwszym tomem serii o komisarzu Verhoven'ie, choć w Polsce poszczególne części nie były wydawane w kolejności. Możemy tutaj poznać współpracowników komisarza, jego życiorys, małżeństwo. Wszystkie te elementy są świetnie wkomponowane w fabułę, nic nie pojawia się na siłę, wiec przyjemność z lektury nie zostaje zaburzona. Wykreowani bohaterowie z krwi i kości, z wszystkimi ich ułomnościami, zaletami i zainteresowaniami są dodatkowym elementem, który przyciąga do książki.

Autor zaserwował powieść mroczną i przerażającą. Postać mordercy, z jej pobudkami, bardzo długo trzyma w niepewności. I choć można domyśleć się, kto stoi za tymi zbrodniami, to jednak powód, którymi się kieruje, niełatwo odkryć. Również zakończenie może spowodować szybsze bicie serca. Wyścig z czasem staje się ostatnim elementem, który przykuwa czytelnika do fotela, nie pozwalając się oderwać do ostatniej strony. 

Nieczęsto trafiam na lekturę, która potrafi obrzydzić, zniesmaczyć, przerazić, zmusić do myślenia i tak bardzo zaskoczyć. Nie muszę przypominać, że rzadko sięgam po kryminały, ten gatunek dopiero pomału trafia w moje gusta. Dzięki książkom takim jak "Koronkowa robota" jestem skłonna częściej poznawać krwawe i mroczne historie. Dla takich zaskoczeń warto! Polecam Wam lekturę tej powieści, choć uprzedzam - to książka dla ludzi o mocniejszych nerwach.

* Źródło: http://lubimyczytac.pl/autor/61697/pierre-lemaitre


Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu:


czwartek, 21 maja 2015

Konkurs z Wydawnictwem Literackim!

Kochani!

Kilka dni temu zakończyły się Warszawskie Targi Książki. Ponieważ wielu z Was nie mogło w nich uczestniczyć, postanowiłyśmy zorganizować konkurs zainspirowany nimi - i to niejeden, więc pilnie obserwujcie blog i facebooka!  

W tym konkursie do wygrania jest aż 6 książek, które będziecie mogli przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego

4x "Wpadki i wypadki Josephine F." Mazarine Pingeot
1x "Lepsze życie" Anna Gavalda
1x "W domu Madame Chic" Jennifer L. Scott


Aby mieć szansę wygrać książkę należy mieć aktywny blog z recenzjami (min. 2-3 recenzje na miesiąc + blog aktywny od min 3 miesięcy), oraz wykonać jedno z podanych zadań/pytań konkursowych.

Zadanie nr 1. Wyobraź sobie że jedziesz na miesiąc na tropikalną, ciepłą wyspę. Kolorowe drinki, krystalicznie czysta woda i całe dnie błogiego wypoczynku. Niestety, możesz zabrać tylko 3 książki. Jakie wybierzesz i dlaczego, uzasadnij w kilku słowach.
Zadanie nr 2. Masz możliwość spotkać się na kolacji z jednym wybranym pisarzem/pisarką. Kogo wybierzesz i dlaczego, uzasadnij w kilku słowach.
Pytanie. Dlaczego to właśnie do Ciebie powinna powędrować książka? Przekonaj nas. :)

Czas na odpowiedzi macie do środy 27 maja. 
Książki które chcecie otrzymać, wpisujecie jako pierwszą informację w zgłoszeniu, a potem wyraźne oznaczenie, na co odpowiadacie.
Zgłaszających się podzielimy na 3 grupy uzależnone od wybranego tytułu i wybierzemy subiektywnie najlepszą odpowiedź.
Konkurs jest przeznaczony dla osób, które są w stanie opublikować recenzję w ciągu miesiąca od otrzymania przesyłki, jednak nie później niż do końca czerwca.


Powodzenia!

wtorek, 19 maja 2015

"Odlotowy ogród" Dominik Strzelec


Marzy mi się ogród w stylu angielskim. Oglądam programy, które pokazują wspaniałe metamorfozy przydomowych działek w miejsca wręcz magiczne. Książka, która krok po kroku pokazuje, jak taki ogród założyć wydała mi się więc wspaniałą lekturą. Co prawda własnego domu nie mam, ale "Odlotowy ogród" traktuje również o balkonach i tarasach a do takich mi już bliżej. Z wielką radością zabrałam się za lekturę.

Dominik Strzelec, autor książki, jest bohaterem programu pod tym samym tytułem "Odlotowy ogród", emitowanym w TVN. Być może część z Was miała okazję oglądać, jak tworzy on nowe, bajeczne ogrody w poszczególnych odcinkach programu. Ten facet zna się na rzeczy, ma odpowiednią wiedzę i doświadczenie w tym co robi. Co więc wyszło z książki, którą napisał? "Odlotowy ogród" to pozycja, w której zawarte są rady dla początkujących entuzjastów własnego kawałka zieleni. Autor przedstawia wskazówki, które powinny być zastosowane jeszcze przed kupieniem działki, bo jej odpowiedni wybór jest bardzo ważny - miejsce, ukształtowanie terenu, nasłonecznienie, ogrodzenie itp. Sporo miejsca poświęcone jest roślinom, które dzielą się na byliny, krzewy i drzewa, a te znowu na warunki, w których lubią rosnąć. Jest architektura ogrodowa oraz sprzęt do pracy. Pojawia się sporo miejsca, dotyczącego tarasu - z czego, w którym miejscu i jak go zagospodarować. Na końcu garść porad, jakie prace wykonywać w ciągu poszczególnych miesięcy w roku. I trochę miejsca poświęconego balkonom, na których najbardziej mi zależało. 

To pięknie wydana książka, na śliskim papierze, z duża ilością świetnych zdjęć - ogrodów, roślin, i wszystkiego o czym autor wspomina. Wydaje mi się jednak, że jest przeznaczona dla dość wąskiego grona odbiorców. Po lekturze tego tytułu odniosłam wrażenie, że jest to książka przeznaczona dla ludzi z naprawdę dużą ilością gotówki, najlepiej takich, którzy właśnie myślą o przeprowadzce na wieś, aby od podstaw zbudować tam dom i ogród. Nie mogę umniejszyć wiedzy i doświadczenia autora, bo wszystkie rady, jakie zawarł w tej książce są bardzo ciekawe i na pewno warto je wykorzystać, ale... Na okładce widnieje słowo "balkon" jako jedno z miejsc, które można pięknie przystroić zielenią. Tak naprawdę jednak o balkonach autor wspomina niewiele, chwaląc że się zmieniają, stają zielone i barwne. Jest trochę porad dotyczących balkonów, ale raczej tych pojawiających się we współczesnej zabudowie bloków, dużych, z których w razie chęci można stworzyć dodatkowe pomieszczenie. Starsze bloki, z małymi balkonikami, te prl-owskie pozostałości, niestety są przez pana Strzelca pomijane. Dla posiadaczy małych przestrzeni miejskich bardzo przydatna jest jedna strona, na której znajduje się wykaz roślin dobrze sprawujących się w doniczkach i pojemnikach. Trochę szkoda. 

Ale ta krytyka nie jest na miejscu. W końcu książka to przecież "Odlotowy ogród", a nie balkon. A o ogrodzie, autor napisał krok po kroku, przedstawiając wszystkie punkty, jakie mogą nam przyjść do głowy przy tworzeniu i opiekowaniu się własnym. Dla właścicieli domów z własnym terenem, te rady mogą być bardzo pomocne. To książka,  do której warto wracać kiedy dopiero zaczyna się przygodę z ogrodnictwem. A ja? Może dorobię się kiedyś domu z ogrodem, wtedy na pewno ta książka stanie się moim przewodnikiem po tym zielonym miejscu :) 


Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu:


poniedziałek, 18 maja 2015

Stos po-targowy - co udało mi się wynieść z Targów Książki w Warszawie


W tym miesiącu wyjątkowo stosik prezentuję Wam zaraz po Targach. Innych zakupów w tym miesiącu nie robiłam, a i później nie planuję. Myślę, że liczba książek, którą nabyłam starczy mi na jakiś czas. Liczba jest ambitna, wyniosłam dwa razy więcej niż w czasie zeszłorocznych targów, ale tylko 12 książek kupiłam, więc bardzo winna się nie czuję. Dużo książek przyniosły mi Manewry Targowe z granice.pl oraz Wymiana organizowana przez Lubimy Czytać. Z przodu widać fragmenty książek, które były promowane na stoiskach wydawnictw.


-"P.S. Kocham Cię"  Cecilia Ahern, wyd. Akurat - znalezione w koszach przed targami, za pięć złotych sztuka. Stwierdziłam, że się przekonam do pisarki.
-"Kraina zwana tutaj"  Cecilia Ahern, wyd. Akurat - j.w.
- "Medalion z bursztynem" Anna Klejzerowicz, wyd. Filia - obiecałam sobie, że kupię książkę pisarki, jak ją zobaczę. "List z powstania" bardzo mi się podobał. 
- "Tamar" Francine Rivers, wyd. Aeros Media - nowe wydawnictwo, które odkryłam w tym roku na targach i książka kupiona "na spróbowanie", opowiada historię jednej z kobiet ze Starego Testamentu. 
- "Matki" Pavol Rankov, wyd. Książkowe Klimaty, wiedziałam, że w tym roku również zawitam przy stoisku tego wydawnictwa. Kolejna książka autora, która porusza trudny temat, spróbuję.
- "Księga szeptów" Varujan Vosganian, wyd. Książkowe Klimaty - nowo-wydawana rumuńska seria, a sam tytuł pan na stoisku bardzo polecał. 
- "Stulecie winnych. Ci, którzy wierzyli" Ałbena Grabowska, wyd. Zwierciadło - ostatni tom trylogii, jeszcze nie zaczęłam pierwszej, ale wiem że mi się spodoba. Nie ma innej możliwości, po tylu pozytywnych recenzjach :) 
- "Chan al-Chalili" Nadżib Mahfuz, wyd. Smak Słowa - przy tym wydawnictwie trochę się nastałam zanim wybrałam jedną książkę. Ta mnie bardzo interesowała, ale myślałam również nad książkami Herbjørg Wassmo, szczególnie nad "Stuleciem". 
- "Meridon" Philippa Gregory, wyd. Książnica - Publicat obchodzi w tym roku okrągłą rocznicę, więc można było znaleźć ciekawe tytuły w naprawdę przystępnych cenach. Tym bardziej, że tę książkę nabyłam w koszach przed Targami :) 
- "Pani Fortuny" Graham Masterton, wyd. Książnica - j.w.


- "Antipolis" Tomasz Fijałkowski, wyd. Czwarta Strona - wyniesiona z niedzielnej wymiany, zdobyłam również imienny autograf autora - dzięki, Angelika, Beti :)
- "Zakon mimów" Samantha Shannon, wyd. SQN - kolejny egzemplarz z wymiany. Ten tytuł chciałam wynieść najbardziej i się udało :) 
- "London NW" Zadie Smith, wyd. Znak - nowy egzemplarz autorki, która czytałam dawno temu i do której chcę wrócić, również z wymiany.
- "Pierwszych piętnaście żywiołów Herry'ego Augusta" Claire North, wyd. Świat Książki - przepiękna okładka, ten tytuł też chciałam przeczytać, i udało mi się wynieść z wymiany
- "Policja" Jo Nesbo, Wydawnictwo Dolnośląskie - ostatnia książka z wymiany, pora poznać dalszych skandynawskich pisarzy kryminałów
- "Jedyny i niepowtarzalny Ivan" Katherine Applegate, wyd CzyTam -  wygrana na stoisku granic, czytałam swego czasu o tej książce, i tak wiem, że to literatura dla dzieci ;) 
- "Kobiety niepokorne" Cristina Morato, wyd. Świat Książki - kolejna wygrana od granic, zapowiada się interesująco
- "GórFanka w Karakorum 1979-1986" Anna Czerwińska, wyd Annapurna - kolejna wygrana od granic, książka o alpinizmie? Może być ok :) 
- "Kokainowa miłość" Robert Gong, wydawnictwo Alfa-Zet 7 - również od granic :) Książka, którą poznałam dzięki pytaniom konkursowym :) 
- "Przez trzy Ameryki. 30 000 kilometrów z Alaski do Ziemi Ognistej" Tomasz Gorazowski, wyd. Znak - bardzo lubię książki podróżnicze, ta jest dodatkowo świetnie wydana. Ostatnia wygrana pozycja w granicach. 


- "Przemiana" Mara Dyer, wyd. YA - dostałam od znajomego, podobno to drugi tom, więc teraz pora poszukać pierwszego ;) 
- "Ponura drużyna" Luke Scull, wyd. Uroboros - fantastyka? zawsze wezmę, również od znajomego
- "Na granicy śmierci" Nancy Kilpatrick, wyd. Uroboros - fantastyka, wampiry, przeczytam wcześniej czy później. Również od znajomego :)
- "Legion" Elżbieta Cherezińska", wyd. Zysk i S-ka - kto obserwuje FB, ten  wie, że w czwartek byłam na spotkaniu z autorką w mojej rodzinnej miejscowości. Wspaniałe dwie godziny, a pani Ela zainspirowała mnie do zakupu Legionu, na którym w sobotę również się podpisała :) 
- "Nethergrim" Matthew Jobin, wyd. Jaguar - jedna z książek, którą wydawnictwo przekazało na loterię dla blogerów. Książka porównywana do "Zwiadowców", czy słusznie, zobaczę. Jeden egzemplarz do recenzji, a drugi na konkurs. Ktoś chętny?
- "Następczyni" Kiera Cass, wyd. Jaguar - czwarta część serii Rywalki, która na pewno ma swoje fanki (a może i fanów). Dwa egzemplarze otrzymane od Jaguara, na Loterii Blogerów. Oba będzie można wygrać w konkursie, bo od 4 tomu nie wypada zaczynać ;)

- Magazyn Ksiązki był nieoczekiwanym prezentem, który dostaliśmy na Loterii. Pani przyniosła nam kilka egzemplarzy, które były bardzo miłym akcentem.
- "Kolorowy trening antystresowy. Wzory i ornamenty" wyd. Buchmann - zakup spowodowany wpisem na blogu Lustro Rzeczywistości, nie mogę się doczekać, kiedy zabiorę się za kolorowanie (najpierw muszę kupić kredki ;) )



- "Nieludzie" Kat Falls, wyd. Uroboros - ebook, który udało mi się zdobyć na loterii blogerskiej dzięki uprzejmości księgarni Virtualo. Mam mało czasu na lekturę (egzemplarz recenzencki), więc niedługo możecie spodziewać się moich wrażeń  :) 





Jestem szalenie zadowolona z tych zdobyczy, już planuję kolejność, w jakiej po nie sięgnę. Większość tytułów kusi mnie na tyle, że chciałabym przeczytać je jako pierwsze. Może Wy coś czytaliście i możecie mi polecić? 


niedziela, 17 maja 2015

Warszawskie Targi Książki 2015 - cztery dni szaleństwa i wspaniałej zabawy



Identyfikator, jedyny słuszny dla bloggera,
ale w tym roku znowu były z nimi problemy :( 


Udało się, w tym roku znowu na Targach miałam być przez cztery dni. A tak wygląda podsumowanie :) 

Czwartek


Pierwszy dzień Targów. Postanowiłam w tym dniu pochodzić spokojnie między stosikami, poszukać wydawnictw, które chciałam odwiedzić. Najważniejsza była wejściówka, pierwsze kroki skierowałam więc do części wyznaczonej dla bibliotekarzy, księgarzy i mediów (i blogerów), gdzie dostałam naprawdę imponujący identyfikator. Na początku spotkałam się z Melisandrą i Natalią z Recenzji Natalii, nie tylko książkowych. Wcześniej czekając na dziewczyny znalazłam stanowisko Publicat, gdzie w całkiem przystępnych cenach kupiłam dwie książki Książnicy.  Razem z dziewczynami postanowiłyśmy pochodzić po stoiskach. Chwilę potem poznałam Natalię z Książkowe kocha, nie kocha i razem ruszyłyśmy wzdłuż głównej alei. Niestety chwilę potem okazało się że nagłe problemy zdrowotne Mel, nie pozwolą jej na cieszenie się targami w tym dniu (później okazało się, że nie dotarła już do końca), dlatego po dłuższym namyśle rozstałyśmy się z dziewczynami podążając w stronę tramwaju. Dopiero potem wróciłam na stadion, żeby rozpocząć wędrówkę między stoiskami. Dwa wydawnictwa, które chciałam koniecznie znaleźć niestety nie dotarły na Targi, mówię o Lambook oraz Papierowy Księżyc. Dotarłam natomiast na stoisko Książkowych Klimatów, zresztą podchodziłam tam tego dnia parokrotnie, zastanawiając się które książki stamtąd wynieść. Ostatecznie kupiłam książkę z lit. słowackiej i rumuńskiej. Znalazłam również stoisko Smak Słowa, gdzie odbyłam bardzo ciekawą rozmowę z paniami z obsługi, ale nie pomogło mi to w wyborze książki. Ostatecznie wyszłam stamtąd z jedną książką. Nie mogłam również nie odwiedzić Zwierciadło, gdzie czekała najnowsza książka Ałbeny Grabowskiej. 

Był to bardzo luźny dzień, zrobiłam całą masę okrążeń odnajdując coraz to ciekawsze stanowiska, jak zwykle zakładając, że będę odkrywała te mniejsze i mało znane. Tego dnia natknęłam się również na Manewry Targowe, czyli zabawę na stanowisku granice.pl Niestety było za późno, żeby się w tym dniu dołączyć, ale dało mi to możliwość zaplanowania piątku. 


Piątek



Ten dzień zaczęłam od Granic, a co za tym idzie zaczęłam przemieszczać się po wybranych stanowiskach. W ten sposób odkryłam Aetos, skąd ostatecznie wyszłam z nową książką. W tym dniu miałam również zaplanowane chodzenie po targach z siostrą i jej koleżankami, które przyjechały niedługo potem. Spotkałam się również ze znajomym, który dał mi trzy książki, do recenzji jeśli będę mogła, ale zupełnie luźno do tego podchodząc. Później razem z dziewczynami przeszłam jeszcze raz po wszystkich stoiskach, patrząc z boku na ich młodzieńczy zapał i szaleńczą radość :) Dzięki dziewczynom odkryłam również książki Cecilii Ahern po 5 zł, trudno było nie kupić. Może uda mi się do niej przekonać (znaczy nic nie czytałam, żeby nie było) ;)  A potem znowu do granic, zdobyć książkę, a co :) Na stanowisku Filii, znalazłam nową książkę Anny Klezerowicz, a obiecałam
sobie, że ją sobie kupie, więc bez niej wyjść nie mogłam ;) Piątek kończyłam zakupem w empiku (złamałam się, przepraszam), bo tylko tam znalazłam śliczne wzory do rysowania (Angelika, to przez Ciebie ;)) To był męczący dzień, choć może z opisu tego nie widać. 


Sobota 



Szalony dzień. Znane nazwiska pisarzy zarówno polskich jak i zagranicznych spowodowały gigantyczne kolejki na niektórych stanowiskach, co powodowało niejednokrotnie zatory. Ciężko było się przedostać z jednej strony stadionu na drugi. Niestety w tym roku zamknięta była płyta stadionu, która była dużym ułatwieniem przy ubiegłorocznych targach. Był to również dzień, kiedy zjechali się ludzie z całej polski, jak również i z zagranicy - czytelnicy, blogerzy. Między stoiskami przechodziły całe rodziny, często z bardzo małymi dziećmi. Wiele osób dziś poruszało się z walizkami albo wózkami na zakupy, czego powodem w 90% były stosy książek przywiezionych do autografów oraz myśl o nowych zakupach. 

Ja swój dzień zaczęłam na trybunach stadiony, gdzie z Natalią z Książkowe kocha, nie kocha przygotowywałyśmy loterię blogerską. Książek było sporo, około 70 egzemplarzy, pewnie koło 30 tytułów. Trochę żałuję, że pojawiło się mało osób, gdzieś w granicach 20, choć przecież na wydarzeniu deklarowało się ośmiokrotnie więcej. Razem z Natalią postanowiłyśmy spróbować szczęścia w granice.pl, gdzie kolejny dzień odbywały się "Manewry Targowe" i każdy uczestnik wygrywał. Później zaczęliśmy polować na interesujących nas pisarzy. Najdłuższe kolejki były chyba do Johna Flanagana, autora cyklu Zwiadowcy i Drużyna. Udało nam się zająć miejsce na przodzie kolejki, sporo przed przyjściem autora, i w tym miejscu Natalia stała ponad godzinę. Ja w międzyczasie popędziłam do Zysk i S-ka, na spotkanie z Elżbietą Cherezińską. Po czwartkowym spotkaniu autorskim z panią Elą byłam nastawiona na zakup "Legionu", na którym pojawił się autograf autorki z piękną dedykacją :) Potem szybki powrót do Jaguara, gdzie spotkałam również Mariusza z Książki w pajęczynie. W kolejce ponawiązywały się nowe znajomości i ciekawe rozmowy, więc oczekiwanie na Flanagana się bardzo nie dłużyło. Tam też zadzwoniła do nas pani z Polskiego Radia Czwórka z propozycją krótkiego wywiadu. Szalenie pozytywne doświadczenie, szkoda tylko że tej wypowiedzi nie da się znaleźć w sieci. Osobiście poczułam się bardzo wyróżniona :D Po
autografie i zdjęciu z australijskim autorem szybki bieg do granic, bo zostało naprawdę niewiele czasu na oddanie kartki z odpowiedziami. Po drodze szybki autograf od Ałbety Grabowskiej i znów  przeciskanie się między ludźmi. Książka wygrana, pamiątkowe zdjęcie i podróż w kierunku stanowiska Znak, gdzie już siedziała Magdalena Kordel. Po drodze niespodziewany autograf od Cecili Ahern, gdzie nie zastałam kolejki :) a potem rozmowa z autorką Malowniczego. Po tym całym bieganiu pora na powrót na trybuny, gdzie miało się odbyć spotkanie z blogerami. Tym razem niestety również niewiele osób przyszło, ale naprawdę fajnie się rozmawiało z tymi osobami, które się pojawiły. Obok autografy rozdawał Emmanuel Schmitt, gdzie w kolejce czekały prawdziwe tłumy. Po dwóch godzinach spróbowałam szczęścia i stanęłam na końcu kolejki, kiedy osób było już niewiele, licząc na szczęście. Razem ze mną wybrała się Edytą z bloga Czytająca mama. Zdążyłyśmy w ostatniej chwili, bo organizatorzy zarządzili, że jesteśmy ostatnimi osobami, które otrzymają autografy. To już był właściwie koniec pobytu tego dnia na targach. Opuściliśmy Stadion kierując się do pobliskiej knajpki na pizzę. To byl naprawdę długi ale i udany dzień.


Niedziela 


Koniec targów, więc założenia były dwa. Po pierwsze planowałam wziąć udział w wymianie organizowanej przez Lubimy Czytać, a po drugie spróbować swojego szczęścia w granice.pl. W tym dniu wybrała się ze mną siostra. Dzięki współpracy udało się połączyć obie rzeczy. To był naprawdę szybki rajd po stoiskach. W ciągu 20 minut udało nam się
odpowiedzieć na prawie wszystkie pytania z listy Manewrów Targowych. Na wymianie też staliśmy na początku, dzięki czemu weszliśmy jako jedni z pierwszych i można było znaleźć ciekawe tytuły. Spędziłam tam ponad pół godziny czając się na ciekawe pozycje, które były wciąż donoszone. Wyszłam z pięcioma świetnymi książkami, a moja siostra znalazła dla siebie również cztery naprawdę ciekawe. Po wymianie podążyłyśmy powoli do granic, po drodze zahaczając o stoisko SQN, aby spędzić parę chwil z Kubą Ćwiekiem. Moja siostra chciała koniecznie zdobyć z nim zdjęcie :) Zaraz dalej natknęłyśmy się na znajome twarze - Angelikę z bloga Lustro Rzeczywistości oraz Beatę z Books Dreams, a zaraz obok stała Edyta z Czytającej mamy. To krótkie spotkanie zaowocowało chwilą rozmowy oraz pamiątkowym zdjęciem. Dalsza podróż do granic, gdzie oddałyśmy nasze kartki i podążyłyśmy do stanowiska Czwartej Strony, gdzie Tomasz Fijałkowski złożył imienny autograf na swojej książce zdobytą przeze mnie w wymianie. Po powrocie na stanowisko
granic zobaczyłyśmy spory tłum, który czekał już na losowanie. Tym razem wszystkie książki były do wzięcia, co spowodowało możliwość zdobycia więcej niż jednego tytułu. Zarówno ja jak i moja siostra zdobyłyśmy po trzy książki. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie i pora powoli kierować się do wyjścia. Tym razem nie planowałam zostawiać do końca. Krótkie odwiedziny przy stanowisku Naszej Księgarni, gdzie siostra kupiła książkę, poszukiwania w stoiskach przed stadionem i w okolicach godziny 14 zaczęłyśmy kierować się w stronę stacji. 

To były szalenie pozytywne Targi. Tyle nowych twarzy, które chciałabym zapamiętać, tyle nowych blogów, na które chciałabym zaglądać. Niesamowicie znane nazwiska, osoby od których mam autografy. Mam nadzieję, że w niedługim czasie uda mi się pozyskać wszystkie interesujące zdjęcia, którymi postaram się podzielić. Na pewno nie wspomniałam o wszystkich osobach, które poznałam i o wszystkich miejscach, które odkryłam. Działo się tyle, że to jest po prostu niewykonalne i bardzo za to przepraszam. O tych negatywnych kwestiach nie chcę wspominać, a takie też niestety się zdarzały. 

Jeśli doczytaliście do tego momentu, to gratuluję samozaparcia i mam nadzieję, że Was nie wynudziłam. Jutro postaram się opublikować stos nabytków targowych, który w tym roku rozrósł się niezmiernie i dlatego postanowiłam, że będą to jedyne zakupy przez najbliższych parę miesięcy. Ale dla Was mam niespodziankę. Jutro zaprezentuję Wam tytuły, które będzie można wygrać jeszcze w tym tygodniu, zdobyte od Jaguara. Myślę że znajda się na nie chętni :) 

piątek, 15 maja 2015

"Dziewczyny z Syberii" Anna Herbich


Siedemdziesiąt lat po wojnie, która zmieniła historię Polski. Jest głośno o hitlerowcach, niemieckich obozach zagłady, rzadziej za to mówi się o poczynaniach sowietów w tym czasie, wywózkach ludzi i gułagach. Na pewno wynika to z wieloletniego poddańczego stosunku Polski wobec Związku Radzieckiego, w wolnym kraju żyjemy dopiero od dwudziestu sześciu lat. Teraz można mówić, nikt za to nie zamyka do więzień, nie skazuje na katorgę. Moja babcia opowiadała mi w dzieciństwie o wojnie. Miała wtedy dosłownie parę lat kiedy do jej wioski przychodzili Niemcy i Rosjanie. Ci pierwsi bawili się z nią, przed drugimi wraz z całą rodziną się chowała. Dziś chyba niewiele osób rozumie, dlaczego wojska radzieckie napawały przerażeniem.

 Obok, w odległości kilku kroków, stała kryminalistka. Była bardzo piękną dziewczyną i, co ciekawe, podobno pochodziła z arystokracji. Nagle podbiegła do nas inna Rosjanka z siekierą uniesioną nad głową i z całej siły uderzyła moją sąsiadkę w głowę. Cios był zadany znienacka, ofiara nawet nie zdążyła się zasłonić. (...) Przypuszczałam, że obie te kobiety podzielił jakiś zażarty spór, i byłam świadkiem bestialskiego aktu wendety. Potem dowiedziałam się, że chodziło o coś zupełnie innego. Otóż morderczyni po prostu chciała wydostać się z obozu koncentracyjnego. (...) Wiedziała, że jeśli zabije człowieka, zostanie wysłana do więzienia, będzie toczyło się wobec niej śledztwo. (...) Najgorsze w tej historii jest to, że swoją ofiarę wybrała całkowicie przypadkowo. Owa kryminalistka nawinęła jej się akurat pod rękę. A przecież stałam parę kroków dalej...

Przychodzili nocą, wyrywali ze snu, zabierali często w piżamie. Potem odbywała się haniebna podróż w bydlęcych wagonach, w ścisku, bez możliwości choć odrobiny intymności. Na końcu przychodziło zmierzenie się z nową rzeczywistością - krajobrazami Syberii, niewolniczą pracą, wiecznym głodem, niebezpieczeństwem śmierci. Gułagi są synonimem piekła. Dla wielu ludzi, którzy ocaleli, to piekło zostaje w świadomości do dziś. Dziesięć kobiet, które z różnych przyczyn spędziły na Syberii lata życia, opowiada o swoich przeżyciach. Są to historie przejmujące, doprowadzające do łez - smutku i wzruszenia, wzbudzające gniew na oprawców i litość do tych tysięcy niewinnych ludzi, którzy tam zginęli. 

Na okładce młoda dziewczyna. Zimna, zlodowaciała twarz, przejmujące spojrzenie. Przenika mnie chłód. Otwieram książkę - dedykacja, smutna, ckliwa. Opowieść pierwsza - Janina. Na zdjęciu starsza pani, która wzbudza zaufanie. Podtytuł "Ochotniczka na Sybir". Biorę do ręki szklankę herbaty i zaczynam zagłębiać się w jej historię. I znowu wzruszenie, złość, łzy. Widzę zdjęcie młodej dziewczyny, dokumenty. To jest takie prawdziwe, wydaje się jakby zdarzyło się wczoraj. Ale to zupełnie inny świat, nie do wyobrażenia dla współczesnego, młodego człowieka. Jedna opowieść starczy, potrzebuję odetchnąć. 
Do dziś pamiętam rozpacz pewnej prostej kobiety z Polesia. Deportowano ją dlatego, że jej syn uciekł za Bug, pod okupację niemiecką. Bolszewicy zastosowali odpowiedzialność zbiorową wobec całej rodziny. Ta kobieta, oprócz najstarszego syna, miała pięcioro małych dzieci, z którymi ją wywieźli. Wszystkie umarły. Jedno po drugim. Kiedy umierało ostatnie, wyła jak pies. Wiła się z bólu po ziemi niczym obłąkana. Bezmiar ludzkiego nieszczęścia. 

Filiżanka herbaty i spotkanie z drugą bohaterką - Stefanią. I znów zdjęcie starszej pani, sympatycznej uśmiechniętej. I znów zatrważająca historia "Zostałam przegrana w karty". Ból, gniew, żal, złość. Znowu zdjęcie szczęśliwej dziewczyny, patriotki, która za wszelką cenę chciała odzyskać wolną Polskę. I historia rodem z horrorów. Więzienie, tortury, głód, wywózka, wegetacja... A w środku czuję niewyobrażalny kłąb emocji, których nie potrafię do końca opisać. Starczy, dość.

Historia trzecia, czwarta, piąta. Ostatnie opowiadanie czytałam jednocześnie z ulgą i smutkiem. Z jednej strony cieszyłam się, że te wszystkie negatywne emocje będę mogła porzucić, z drugiej czuję, że wiele wyniosłam z tej książki. Nie można zapomnieć o tych osobach, które przeżyły sowieckie zsyłki, ale przede wszystkim nie można zapomnieć o tych, którzy tam polegli. 

Podziwiam autorkę, za odwagę i wytrwałość przy zbieraniu materiałów i pisaniu tej książki. Mogę sobie wyobrazić spotkania z paniami, które są bohaterkami poszczególnych rozdziałów. Jak wielkie emocje pojawiły się po każdej ze stron: Pań, które wracały do tych przerażających lat, ale również pani Anny, która stała się odbiorcą. Zebranie tych materiałów w jedno, stworzenie tak ważnej dla Polski jest bardzo ważne. 

Byłam jedyną deportowaną z domu, choć miałam zaledwie dziesięć lat. Naprawdę nie wiem, jakie zagrożenie mogłam stanowić dla wielkiego Związku Sowieckiego. Gdy zabierałam rzeczy, obie z Malcią szlochałyśmy. (...) Malcia zapakowała mi jakieś ubrania, trochę konfitur. Zawinęła wszystko w prześcieradło. Ja wzięłam lalkę (...) i ukochanego misia.

W tym zbiorze znajdziemy historię kobiet wywodzących się z różnych środowisk, zamieszkujących różne regiony kraju, zabranych na zsyłkę w różnym wieku. Historia wywózki również jest różna, pojawiają się oddziały Andersa, podróże do Afryki, na Bliski Wschód. Ale wszystkie te historie łączy jedno - przeżyte cierpienie, zbydlęcenie drugiego człowieka.  Dlaczego to kobiety stały się bohaterkami tej książki? Myślę, że najlepiej odpowie na to pytanie fragment wypowiedzi jednej z pań: "Najczęściej na zesłaniu umierały dzieci, starsi ludzie i właśnie młodzi mężczyźni. Kobiecych nazwisk na listach było mniej. (...) Na zesłaniu widziałam wiele kobiet, które każdego dnia z zaciśniętymi zębami toczyły walkę o przetrwanie. Swoje, swoich dzieci, mężów, rodziców. Wiele z nich tę walkę wygrało. Nie było takich przeciwności i przeszkód, których nie mogły pokonać. Nic, ale to nic nie było w stanie nas złamać." 

"Dziewczyny z Syberii" to tytuł wzbudzający wiele emocji, na pewno trzeba odpowiednio do niego podejść, być może nie każdy jest w stanie zmierzyć się w cierpieniem i śmiercią, które pojawiają się na kartach książki. Jednak jeśli zdecydujecie się na tę lekturę, pozwoli ona odkryć tragizm pokolenia naszych dziadków. Będziecie zmuszeni zmierzyć się z historiami, które dziś mogą wydać się nieprawdopodobne. Takie wspomnienia powinny być utrwalane, stanowić pamiątkę i ostrzeżenie, a jednocześnie być hołdem dla poległych tam ludzi. To mocna, momentami wstrząsająca lektura, ale warto po nią sięgnąć, poznać historię bohaterek i zastanowić się nad losem ich i milionów innych zesłańców. 

Gdyby Bóg zechciał wskrzesić wszystkich więźniów łagrów, to w całej Rosji podniosłaby się ziemia.


Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu:




środa, 6 maja 2015

"Zaklinacz słów" Shirin Kader


Magiczny głos, który da się wyłowić pośród głośnego tłumu. Tajemnicza postać przemierzająca ulice miasta. Historie wnikające w duszę słuchacza. I przeznaczenie, które nie pozwoli o sobie zapomnieć. Tajemnicza i przyciągająca książka. Czy warto? 

Nina wychowywała się na baśniach wschodu, od dzieciństwa je pochłaniając. Jej pasja kulturą wschodu sprawiła, że wybrała studia w tym kierunku, a w końcu wyjechała do Londynu, aby pracować tam nad doktoratem. W tłumie spotkała tajemniczego mężczyznę, który wydał jej się dziwne znajomy.  Tajemnicza postać z głosem, którego nie da się zapomnieć - Gabriel. Jakie tajemnice skrywa? Bohaterowie tworzą barwny związek, przemierzają ulice Londynu, poznają historie ludzi, ostatecznie podążając do niespodziewanego, baśniowego finału. 

22 maja 2014 roku. Mija prawie rok od kiedy spotkałam autorkę na Targach, a to spotkanie zaowocowało zakupem "Zaklinacza słów". Długo zbierałam się, żeby sięgnąć po ten tytuł. Przymierzałam się do niego kilkukrotnie. Siedzę teraz i zastanawiam się, jak ostatecznie ocenić tę książkę. Z jednej strony mnie ona oczarowała a z drugiej była nużąca. Chyba jeszcze nigdy nie miałam takiego problemu z jednoznaczą oceną. 

Autorka odsłania przed nami historię, która choć na pierwszy rzut oka wydaje się zwyczajna, to przypomina jedną z opowieści Szeherezady. Wydarzenia mają miejsce w Londynie, a nie w krajach Orientu, a jednak na każdym kroku czuć ten magiczny, egzotyczny urok. Nina opowiada swoją historią wracając do czasów dzieciństwa. Miłość do kultury Wschodu wyssała z mlekiem matki, dzięki badaniom ojca poznała legendę Zaklinacza Słów. Nie potrafiła znaleźć się w życiu codziennym, marząc o przeżyciu własnej baśni. Jej spotkanie z Gabrielem pozwoliło odnaleźć życiowy spokój. Poznawała historie ludzi, wielokrotnie niezwykłe i magiczne. A potem czar prysł. 

Autorka pozwala nam wstąpić do świata niezwykłego. Z pozoru wydaje się on zwyczajny, dobrze nam znany. A jednak pewne elementy sprawiają, że zaczynamy wątpić, zastanawiamy się o co chodzi, dokąd prowadzi ta historia. Niezwykłe splecenie wątków, motywów i świata realnego z baśniowym tworzy książkę, która wielokrotnie może zadziwić. Po przeczytaniu ostatniego zdania dotarła do mnie głębia tej książki. 

A jednak miałam dwa, a właściwie trzy podejścia, zanim ją skończyłam. Jest taki moment, który wybitnie zniechęcał mnie do skończenia tej książki. Opis codziennego życia Niny z Gabrielem, który dodatkowo był spotęgowany sposobem narracji. Bohaterowie żyli ze sobą jakby odcięci od reszty świata. Wystarczyła im wspólna obecność, codzienne czynności, bycie razem. Brak dialogu był dodatkowym utrudnieniem w tym miejscu. 


Po przebrnięciu tego fragmentu książki historia wciąga coraz bardziej. Niezwykłe historie ludzi, ich opowieści, dziwne zachowania. Podróże po Londynie, odkrywanie przedmiotów. Sny, które mogą wywróżyć przyszłość. Wszystkie te elementy stwarzają wrażenie coraz większej tajemnicy, niepewność historii. Autorka doskonale połączyła elementy realne i baśniowe, aby ostatecznie zostawić czytelnika w osłupieniu nad całokształtem. 

Nie mogę też nie zwrócić uwagi na wydanie tej książki. Po raz kolejny wydanictwo Lambook stworzyło perełkę wydawniczą. Po tę książkę chce się sięgać, chce się ją dotykać i się jej przyglądać. Przepiękne, nasycone kolory, tajemnicze motywy. To książka, która warto mieć na swojej półce choćby ze względu na jej wygląd. 

Ciężko jest pisać o tej książce, bo wystarczy jedno nieopatrzne słowo, aby zdradzić tajemnicę w niej zawartą a wtedy magia zniknie. Przeczytanie całości daje możliwość odkrycia piękna tej książki, jej magii i niezwykłości. Nie spotkałam jeszcze polskiej pisarki, która byłaby tak bardzo zafascynowana Wschodem i potrafiłaby oddać to na kartach powieści. "Zaklinacz Słów" to debiut Shirin Kader. Debiut piękny, dopracowany i zachwycający. Można się do czegoś przyczepić? Na pewno. Ale wrażenie po skończeniu lektury, jej całokształt, zacierają niedociągnięcia. Jeśli chcecie odkryć coś nowego w literaturze polskiej zachęcam po sięgnięcie po "Zaklinacza słów". Powiew świeżości z zapachem Orientu. 


Książka bierze udział w wyzwaniu: Kiedyś przeczytam