wtorek, 30 czerwca 2015

KONKURS "Musiałam umrzeć" Marina Achmedowa

Nie tak dawno wspominałam, że organizacja konkursów sprawia mi wiele radości. Dziś, dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak, fundatora nagrody, mam możliwość zaprezentowania Wam kolejnego konkursu na blogu. Parę dni temu pojawiła się moja recenzja książki "Musiałam umrzeć" Mariny Achedowej, dziś możecie wziąć udział w konkursie, gdzie można wygrać ten tytuł. Jesteście chętni? 

Mamy wakacje, nie ma coś sie przemęczać umysłowo, dlatego żeby wziąć udział w konkursie wystarczy się zgłosić oraz podać swój adres mailowy. Można jednak zdobyć dodatkowy los, odpowiadając na pytanie "Dlaczego chcesz poznać historę Chadidży?". Najciekawsza odpowiedz, według subiektywnej oceny organizatorki, zostanie nagrodzona nagrodą niespodzianką :) 

Nie zostało mi nic do dodania, zapraszam do konkursu i życzę powodzenia :) 



Regulamin konkursu:
  • Organizatorem nagród w Konkursie jest blog Książkowe Wyliczanki, a sponsorem jest Wydawnictwo Znak, które przekazało powyższy egzemplarz książki.
  • Konkurs trwa w dniach 30.06.2015 - 13.07.2015 (do 23:59)
  • Wyniki konkursu pojawią się w ciągu dwóch dni od jego zakończenia.
  • Jeśli któraś z wylosowanych osób nie zgłosi się po wygraną w przeciągu 3 dni, zostanie wykonane dodatkowe losowanie w ramach pozostałych osób. 
  • W konkursie mogą wziąć jedynie osoby zamieszkałe na terenie Polski.
  • Do udziału w konkursie może przystąpić każda osoba odwiedzająca bloga, nie jest konieczne posiadanie bloga. 
  • Miło będzie mi jeśli udostępnicie informacje o konkursie i baner konkursowy, jednak nie jest to wymóg konieczny.
  • Polubienie fanpage Książkowych Wyliczanek oraz fanpage wydawnictwa Znak będzie miłym akcentem.
  • Aby wziąć udział w konkursie wystarczy w komentarzu pod postem zgłosić się, konieczne jest też podanie adresu mailowego w celu późniejszego kontaktu ze zwycięzcą.
  • Dodatkowy los można otrzymać odpowiadając na pytanie: "Dlaczego chcesz poznać historię Chadidży?"
  • Odpowiedź na pytanie, która najbardziej zapadnie w serce organizatorce (barwinka), zostanie nagrodzona dodatkową nagrodą - niespodzianką :) 

Wzór zgłoszenia:
Zgłaszam się.
Adres e-mail: przykładowy@gmail.com
Odpowiedź na pytanie: (opcjonalnie)

poniedziałek, 29 czerwca 2015

"Ulysses Moore. Podróż do mrocznych portów" Pierdomenico Baccalario


Zagłębiając się w tę recenzję poznacie opinię kogoś, kto nigdy wcześniej nie miał okazji poznać Ulyssesa Moora, totalnego ignoranta przygód młodych bohaterów tej serii. Skąd więc pomysł, żeby swoją przygodę zaczynać od tomu jakże odległego, bo czternastego w kolejności? Powodem była ciekawość. Kiedy pojawiła się możliwość lektury tej książki zaczęłam się zastanawiać jak odbierze ją osoba pełnoletnia, która o wieku nastoletnim zapomniała przeszło dziesięć lat temu. Czy przygody grupki młodych ludzi sprawią jej przyjemność? Czy odnajdzie się w tej książce jako kolejnym tomie serii? Było całkiem nieźle, choć pewne zastrzeżenia również się pojawiły, a więcej o tym poniżej. 


Bohaterowie wracają z ostatniej podróży do Kilmore - do swoich problemów, codziennego życia, spraw do załatwienia. Jenak nie uda im się długo zostać w jednym miejscu. Mina dostaje pocztówkę z prośbą o pomoc od buntowników z Kilmore Cove. Przyjaciele postanawiają natychmiast wyruszyć w drogę, mimo, że wiąże się to z zabraniem ze sobą ojca Shane'a. Podróż okazuje się niezwykle niebezpieczna, Wrota Czasu są zablokowane, a Kapitan Banner i profesor Galippi zniknęli. Czy młodzi towarzysze poradzą sobie z tą misją? 

Sposób wydania tej książki wpływa na jej lekturę. Krótkie, zaledwie paro-stronne rozdziały, duża czcionka - to wszystko sprawia, że ten tytuł można przeczytać w ciągu jednego popołudnia. Wciągająca historia bohaterów z kolei powoduje, że czyta się błyskawicznie, za jednym podejściem. Nie mogę powiedzieć, że weszłam w tę historię bezproblemowo, przez pierwszych parę rozdziałów musiałam się mocno skupić, żeby zorientować się kto jest kim, jakie powiązania łączą bohaterów, jakie były ich wcześniejsze przygody. Poznanie założeń autora odnośnie tej serii - buntownicy, Kompania Indyjska w Wyobraźni, Wrota Czasu, te wszystkie elementy były przyjemnym zaskoczeniem, a ich odkrywanie sprawiało mi sporą frajdę. 
























Autor stworzył miejsce, które z jednej strony ciekawi, z drugiej jest mroczne i niebezpieczne. Szczególnie Mroczny Port, wyspa, na którą docierają bohaterowie, wywołuje uczucie niepokoju. Bagna, zniszczona wioska, niebezpieczni piraci, dżungla nie zachęca do bliższego poznania. A jednak to tutaj bohaterom przyjdzie ratować swoich zaginionych przyjaciół. 
"Podróż do mrocznych portów" to bezpośrednia kontynuacja "Statku czasu", w którym pojawiają się ci sami bohaterowie. Miałam pewne problemy z identyfikacją ich wieku. Niektóre ich zachowania, szczególnie w Miejscach w Wyobraźni sprawiały, że brałam ich za czternasto, a chwilowo nawet szesnastolatków, okazało się jednak, że mają lat dwanaście. Jest to kwestia, która niektórym osobom może przeszkadzać, jednak innym z pewnością nie zrobi różnicy. 

Podobał mi się przywódca Kampanii Indii z Wyobraźni - Larry Huxley, choć z drugiej strony jego kreacja przyprawiła mnie o ciarki. Dziecko, które włada dorosłymi, zabija ich, wymusza na nich posłuszeństwo. Zastanawiałam się co spowodowało jego władzę, jakich argumentów użył, żeby zdobyć taki posłuch. Również Ci pozytywni bohaterowie, rozwinięci jak na swój wiek, to jednostki bardzo wielobarwne, które nie zawahają się przed wykorzystaniem sytuacji, a czasami czynami niezwykłymi i niesmacznymi. 
Czternasty tom z serii "Ulysses Moore" to na pewno gratka dla wielbicieli tego cyklu. Oni na pewno odkryją wiele innych kwestii, których ja nie odnalazłam, albo nie miały one dla mnie znaczenia. Osoby znające cała serię, poszczególnych bohaterów i relacje, które między nimi istnieją z przyjemnością zagłębią się w lekturę "Podróży do mrocznych portów". Czy ten tom wyróżnia sie jakoś na tle pozostałych? A może jest gorszy? Może też seria cały czas tak samo wciąga i fascynuje? To ocenić mogą tylko znawcy tego cyklu. Ja mogę Wam polecić kolejne przygody młodych bohaterów - jest tajemniczo, niebezpiecznie, fascynująco, fantastycznie, mrocznie. A może skusi się ktoś, kto nie miał wcześniej styczności z tej serii. Może Wy również znajdziecie tu coś dla siebie. 


Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu:

piątek, 26 czerwca 2015

Gdańsk w malowniczym XVII-wiecznym fresku ludzkich ułomności

Tytuł: Fatum
Autor: Piotr Rowicki
Wydawnictwo: Oficynka
Data wydania: 26 sierpnia 2011
Liczba stron: 240
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: zbiór opowiadań





Gdy niedawno sieć sklepów Biedronka ogłosiła akcję "2 miliony książek", nie nastawiałam się na nic konkretnego. Gdy wzięłam do ręki ten zbiorek, skusiła mnie wzmianka na okładce o tym, że bohaterem tej książki jest jedno z moich ukochanych miast, Gdańsk, oraz to, że akcję umieszczono w XVII wieku.

Książka ta nie jest opasła i kryje w sobie 10 opowiadań. Przyznam, że szczególnie przy tej książce odczułam, że opowiadania to nie jest forma literacka idealna dla mnie. Postacie były dobrze nakreślone a narracja plastycznym, czasem naturalistycznym językiem pomogła sobie wyobrażać brudne uliczki, śmierdzące kanały ściekowe i cały mniejszy czy większy urok barokowego miasta. 

Bohaterowie jakich poznać można wzbudzają emocje, jednak trudno się do nich przywiązać, gdyż opowiadania są krótkie. Można to policzyć na minus tej książki. Plusem jest natomiast to, że opowiadania, w dodatku niepowiązane ze sobą, nie wymuszają czytania po kolei. Można przeczytać kilka, albo jedno, i wrócić do nich za jakiś czas, nie tracąc nic z uroku.

Akcje poszczególnych opowiastek prowadzą nas przez panoramę mieszczańską i ubogą, brak tu poświęcenia uwagi eleganckim damom czy arystokratom najwyższych sfer. Poznajemy złotników, bursztynników, czy rzeźbiarzy, ale też kuchty, praczki i złodziejaszków. Odniosłam wrażenie, że autor postawił w tych opowiadaniach na ukazanie mroczniejszej strony ludzkiej natury. Mamy złość, zazdrość, chciwość, pożądanie, właściwie wszystkie grzechy główne i jeszcze trochę. Momentami ci ludzie byli naprawdę odstęczający w swoich niskich i podłych motywach postępowania. Mimo tego nie miałam poczucia oderwania od rzeczywistości, bo takie mendy chodzą i po naszym realnym świecie. My tylko nie zawsze to dostrzegamy. Przez te kilka stuleci nic się nie zmieniło.


Podsumowując, ten zbiorek jest dobrą propozycją na wakacje, gdy nie mamy ochoty na opasłe tomiszcze, jak i na kolejny wakacyjny głupiutki romans. Książka należy do tych, które przyjemnie się czyta, a całość można zamknąć w jednym dniu. Całość pozostawia po sobie dobre wrażenie, jednak nie jest to pozycja z tych, które zostają w pamięci.




środa, 24 czerwca 2015

"Musiałam umrzeć" Marina Achmedowa







Huk, krew, krzyki, wszędzie widać kawałki ciał. Samobójczy atak terrorystyczny, tam mocno utożsamiany z wiara muzułmańską. Od paru lat jest jednym z tych wyrażeń, które powodują ciarki na plecach, gdyż nie wiemy kiedy i gdzie wydarzy się następny. Chodząc w miejsca, gdzie spotyka się dużo ludzi, te znane i bardziej prawdopodobne zaczynamy rozglądać się wokół z niepokojem obserwując innych ludzi. Metro, lotnisko, centrum handlowe... Polska póki co nie znalazła się na liście krajów, które ugrupowania terrorystyczne mają na celowniku. Myśląc jednak o tragedii w londyńskim metrze, w Moskwie, zamach na redakcję Charlie Hebdo we Francji, czy też ten najbardziej przerażający w Stanach na WTC, nie potrafimy zrozumieć co kierowało tymi ludźmi. Jak można poświęcić tyle tysięcy przypadkowych ludzi? Kim są ludzie, którzy podejmują się samobójczych prób? 

Chadidża wychowuje się w domu dziadków, w jednej z wiosek na północnym Kaukazie. Dość szybko traci ojca, niedługo potem umiera jej matka. Dziewczynka od najmłodszych lat uczy się żyć tak samo jak jej dziadkowie i ich rodzice - tradycją, która w ówczesnym świecie nie zmienia się od lat - czystości, pokory, poddania mężczyznom, wypełnianiu obowiązków oraz wierze. Nie zna innego życia, więc decyzja o wysłaniu jej na studia do miasta jest zaskakująca. Świat, który dzięki temu poznaje staje się dla niej miejscem wielkich emocji, miłości i rozpaczy.

Marina Achmedowa, jest specjalną korespondentką tygodnika społeczno-politycznego "Reporter Rosyjski". Zajmuje się reportażami społecznymi, często pracuje na Północnym Kaukazie i na Ukrainie. Jest też finalistką Rosyjskiego Bookera 2012, była nominowana do Nos Literary Prize 2011. *

Podczas podróży do Dagestanu rosyjska reporterka Marina Achmedowa była świadkiem ataku sił specjalnych na kryjówkę muzułmańskich ekstremistów. Poruszona widokiem obławy i jej ofiar postanowiła napisać powieść, która odpowie na pytanie, co sprawia, że muzułmańskie kobiety dokonują samobójczych zamachów?

"Musiałam umrzeć" to przejmująca historia dziecka i młodej kobiety, której przyszło żyć w miejscu niesprzyjającym podejmowaniu łatwych decyzji. Autorka przedstawia życie Chadidży od wczesnego dzieciństwa po sam jego koniec. Bohaterka sama przedstawia swoje losy, dzięki pierwszoosobowej narracji, przyciąga uwagę czytelnika, porusza swoją historią. 

"Kobieta sama wie, że stoi niżej od mężczyzny, że jest głupią plotkarą, że mądrość nigdy nawet nie pomyśli, by zagościć w jej głowie. Wszystkie kobiety wiedzą to od urodzenia." 

Bohaterka wychowuje się w tym samym duchu, co wszystkie pokolenia przed nią. Kobieta stoi niżej od mężczyzny, kobiecie nie wolno rozmawiać z obcym mężczyzną, nie wolno na niego spojrzeć. Małżeństwa są w większości aranżowane, rzadko zdarza się miłość wśród małżonków. Kobieta rodzi się po to, żeby pomagać rodzinie - najpierw swojej, potem swojego męża. Uczuć nie pokazuje się publicznie, jeśli jakieś istnieją, to można wyrazić je w alkowie. Chadidża przedstawia smutne, ciężkie życie. A jednak pojawia się tam miłość, pojawiają się radosne chwile. Z każdą kolejną stroną można zrozumieć, jak wiele znaczą dla siebie poszczególni członkowie rodziny, jak ciężko przeboleć stratę najbliższej osoby. Czasami brak zrozumienia, niewiedza, a nie złość powodują tragedie życiowe. 

Wyjazd do miasta staje się dla dziewczyny zderzeniem z innym światem, z inną mentalnością. Musi nauczyć się żyć od nowa, z jednej strony odkrywa dobra współczesnego świata jak lodówka, mikrofalówka czy inne sprzęty, które pozwalają ułatwić życie; z drugiej strony musi zmienić zachowanie i otworzyć się na innych. Jej pierwsze spotkanie z "miastowymi" kończy się na śmiechu i wytykaniu palcami. Tylko wsiowi ludzie nie potrafią patrzeć ludziom w oczy, w czasach gdy kobiety chodzą w krótkich spódniczkach i z odkrytym ciałem. Chadidża powoli zmienia nastawienie, choć zamknięte społeczeństwo, pokolenie jej dziadków nie ułatwia poznania tego nowego świata, brak szczerej rozmowy może skończyć się tragedią. 

"Parsknęli śmiechem. Ten przystojny chłopak specjalnie do mnie podszedł, żeby sobie zadrwić. Znalazł w tłumie najbardziej wsiową dziewczynę! Czemu on mnie tak traktuje, dziwiłam się. Przecież nie zrobiłam mu nic złego! To bardzo nieładnie! Chciałam, żeby Allach go ukarał! Łzy popłynęły mi z oczy. Allachu, czemu pozwoliłeś, żebym się rozpłakała? Co za wstyd!"

Miasto posiada również bardziej mroczną stronę, która dość szybko pojawia się w życiu Chadidży. Strach przed zakutanymi, informacje o nowych akcjach specgrup na kryjówki grup eksternistycznych. Dziewczyna z każdej strony straszona jest przed tymi ludźmi, spotkanie z kobietami ubranymi w chusty jest bardzo nieprzyjemnym odczuciem. Jakim człowiekiem trzeba być, żeby zdecydować się na takie życie? Tego bohaterka również doświadczy. Los sprowadza na nią bardzo trudne chwile, pełne bólu, cierpienia, całej gamy uczuć, które przenoszą się na czytelnika. Jej decyzje, czasem bardzo mocno wymuszone przez innych przerażają, powodują, że długo myśli się o jej wyborach. 

"Zakutana wysiadła z nami z busa, zmierzyła nas wzrokiem od stóp do głów i ruszyła w stronę uczelni. - Zobacz, ta owca też tu studiuje - powiedziała Sabrina - Jeszcze wysadzi uczelnię w powietrze. Szczerze mówiąc, ja też miałam ich dosyć. Udają niewiniątka, a na tych, co nie chcą nosić na głowie ich burek, patrzą z góry. Noś sobie, co chcesz, nic mi do tego. Tylko dlaczego musisz mnie pouczać?"

Chadidża opisuje swoje życie z prostotą i bezpośredniością. Jest prostą dziewczyną, wychowaną na zacofanej wsi i choć uczy się, to sposób myślenia o świecie niewiele się zmienia. Oczywiście dojrzewa intelektualnie, dobór słów jest coraz bardziej różnorodny, a jednak niektóre kwestie są dla niej nadal tak samo niejasne, zdania na niektóre tematy nie zmienia wraz z dorastaniem. Dla ubogiej wiejskiej dziewczyny najważniejszym życiowym celem jest wyjście za mąż, za mężczyznę którego pokocha i którym będzie mogła się szczycić przed sąsiadkami. Chciałaby mieć piękne ubrania, które wywołają zazdrość u znanych jej sąsiadek. Jak każda młoda dziewczyna fantazjuje o chłopcu, której nigdy nie będzie mogła poślubić. Jednak los bywa przewrotny i pozwala na spełnienie marzeń. Cena za ich spełnienie jest jednak niewyobrażalnie wysoka. 

"Musiałam umrzeć" to historia przejmująca, zmuszająca do myślenia, do ponownego przewartościowania poglądów. Zastanawiałam się jak wiele osób, wśród tych należących do eksternistów jest bezwolnymi kukłami, jak bardzo wielowiekowe wychowanie kobiet w kulturze poddańczej względem mężczyzn sprawia, że godzą się nawet na najbardziej radykalne kroki w myśl posłuszeństwa. Jak duży wpływ na ich decyzje mają emocje, młody wiek i brak zrozumienia ze strony najbliższych? Książka Mariny Achmedowej wielokrotnie otwiera oczy, zmusza do ponownego przyjrzenia się sprawie samobójczych zamachów. Nie rozgrzesza ich, nie staje po żadnej ze stron, pokazuje zwykłe życie w rejonie, który niewiele zmienił się od stuleci. Z jednej strony są zapomniane wioski, ze swoją tradycją, z drugiej miasta zalewane nowoczesnością, zmianą obyczajowości i moralności. To wszystko sprzyja tworzeniu się grup, które nie dają się do końca zwalczyć. 

Pisarka zdecydowała się na stworzenie historii przejmującej, zaskakującej i zmuszającej do refleksji. Prosta dziewczyna, rzucona w zupełnie inny świat musi wielokrotnie sama podejmować trudne decyzje. Burza hormonów, uczucia które się rodzą, nie raz spowodują wybory tragiczne. Sięgnijcie po książkę "Musiałam umrzeć", to wspaniała historia, która na długo zapadnie Wam w pamięć. Wzruszy, zasmuci, będziecie wracać do niej myślami. 

* Informacje od wydawcy


Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu:


EDIT: Dzięki uprzejmości wydawcy, w niedługim czasie pojawi się konkurs, gdzie do wygrania będzie egzemplarz "Musiałam umrzeć" Mariny Achmedowej

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Ja jestem Halderd, a oto życie moje...


Tytuł: Ja jestem Halderd
Autor: Elżbieta Cherezińska  
Cykl: Północna Droga (tom 2)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka  
Data wydania: 20 kwietnia 2010  
Liczba stron: 484  
Gatunek: powieść historyczna





Gdy prawie 2 lata temu zamykałam tom zawierający opowieść o Sigrun (do przeczytania tutaj), czułam że właśnie w moim życiu pojawiła się jedna z tych nielicznych książek, które na zawsze zapadają w serce. Czytając opowieść o Sigrun widziałam tęsknotę i słodką jak miód miłość. Ta książka była urokliwa i jedynie w końcówce czytelnikowi towarzyszą silne, smutne emocje.

Halderd przez całą książkę towarzyszy smutek, gorycz i samotność. Można odnieść wrażenie, że bardzo wcześnie odebrano jej prawo do marzeń, zmuszono ją, by miała cele. Pozycja w grodzie, szacunek u innych, spełnienie obowiązku wydania dzedziców na świat, pani, żony i przewidującego polityka. 

"W Ase grałam, co ucho chwyciło. zasłyszaną od Katli piosenkę, pieśń mężczyzn wracających z wojny. To wszystko dziś dla mnie mało, mało. Podróżuję po strunach, szukam nowych dźwięków, kóre opowiedzą o mnie, o moich tęsknotach.

Tęsknotach? A odkąd to ja mam tęsknoty?"

Dopiero w połowie książki coś się zmienia na korzyść bohaterki. Przemiana jej jest doprawdy niezwykła, choć nie odniosłam wrażenia, żeby Halderd odmieniła się zupełnie. Była paradoksalnie inna, ponieważ była wolna, a jednocześnie pozostała tą samą Halderd.

Niezwykle istotny w książce jest wątek uczuć jakie łączą Panią na Ynge i Einara, szczupłego, urodziwego misjonarza chrześcijańskiego. Ich namiętność ukaże czytelnikowi władczynię w całkowicie innym świetle, niż robi to pierwsze wrażenie. Nagle widzimy miotaną tęsknotą i pożądaniem kobietę, nie monumentalną i rozsądną, a w głębi serca tak samo słabą jak każda inna, gdy zacznie ją dotyczyć kwestia miłości, która może podważyć jej status i nie będzie dobrze widziana.

Dodatkowo i tu, w w "Sadze Sigrun" ważny jest wątek kobiety, która pojawia się dopiero od pewnego momentu powieści, ale staje się najbliższą rodziną. W "Sadze..." jest to Thora, tutaj - Rotta zwana Szczurą. Zauważalne przy tym jest, że obie bohaterki nie miały silnej więzi ze swoimi matkami.

Historie tych dwóch kobiet i one same to jak dzień i noc, złoto i czerń, śmiech i łza. Sigrun jest, nawet w kontekście bycia wikińską silną kobietą, osobą o niezwykle ciepłym usposobieniu. Halderd jest przede wszystkim zamknięta w sobie przez co często nieodgadniona dla innych, nieco wyniosła dla obcych, a także uparta i ambitna. Częścią życia zarówno jej, jak i Sigrun było ustawione małżeństwo, jednak jakże odmiennie one wyglądały. 
W obu częściach istotną rolę odgrywała postać zarządcy. Przyjaciele zawsze u boku swych pań, nieco z boku, skryci. A jednak ich pozycja wobec tych kobiet względem tego, co przeżywali była dla nich krzywdząca.


Nie jestem w stanie obiektywnie podsumować tej powieści, już poprzednio nabrałam do dzieła autorki niezwykle osobistego stosunku. To książka która porywa, fascynuje i rozdziera. Nie pozwala się porzucić i jest przyczynkiem wielu łez. W moim przypadku to te opowieści są tymi o których się mówi, że są "książkami życia".

piątek, 19 czerwca 2015

"Dziedzic wojowników" Cinda Williams Chima



Odwieczny konflikt, który nie pozwala na normalne życie, co więcej wykorzystuje niewinne i czasami wręcz nieświadome istoty. Walka o władzę, ciągłe udowadnianie swojej wyższości. Cinda Williams Chima to autorka, której nazwisko od dawna za mną chodzi. Seria "Kroniki dziedziców" nie raz przyciągała mój wzrok na księgarnianych półkach. Ładna, estetyczna, ciekawie się zapowiadająca. Lektura pierwszego tomu "Dziedzica wojowników" pozwoliła mi zweryfikować wyobrażenie o tej książce. Jak ostatecznie ją oceniłam, postaram się Wam przedstawić :) 

Jack Swift, to z pozoru zwyczajny nastolatek, żyjący w niewielkim mieście gdzieś w Stanach. Przez poważnie problemy z sercem, a także przeżytą we wczesnym dzieciństwie operacje, chłopak musi codziennie zawierać specyfik, który pozwala mi normalnie funkcjonować. Jednak pewnego dnia zapomina zażyć lekarstwo i jest to początek zmian. Zostaje wplątany w konflikty czarodziei, musi uciekać przed niebezpieczeństwem a także walczyć o własne życie. Nie jest w tym wszystkim sam, dzięki pomocy ciotki oraz tajemniczego nauczyciela ze szkoły, ma szanse wyjść zwycięsko z tej sytuacji. Na jego drodze pojawią się także problemy miłosne, które stanową dodatkowe śmiertelne niebezpieczeństwo.

Czarodzieje żyją wśród nas! Tak samo jak zaklinacze, wróżbici, guślarze i wojownicy. To stare magiczne gildie, które od wieków żyją wśród zwykłych, niczego niepodejrzewających ludzi. Od wieków też trwa między nimi konflikt. Czarodzieje, uznając się za ważniejszych od reszty wymuszają na innych posłuszeństwo ale to im nie wystarcza. Dzielą się na Rody, które walczą między sobą o zaszczyt nazwania się lepszymi. Nie mają zamiaru jednak walczyć samodzielnie, wykorzystując od tego pozostałe grupy, a właściwie najbardziej z nich do tego przystosowaną - wojowników. I tutaj wracamy do głównego bohatera - Jacka, który od dzieciństwa jest ukrywany, sam nie zdaje sobie sprawy z własnego pochodzenia. Jego odkrycie przez czarodziei może skończyć się tragicznie, dlatego chłopak musi bardzo uważać. Wojownicy są bardzo rzadko spotykani, wieki walk w służbie czarodziei spowodowały, że jest to grupa bardzo nieliczna i tym bardziej poszukiwana. Jack, uświadomiony o swoim pochodzeniu musi stawić czoło niebezpieczeństwu, nauczyć się walki i wygrać tę potyczkę. 



Historia przedstawiona jest z punktu widzenia bohatera, co podkreśla pierwszoosobowa narracja. Jack, z pozoru zwyczajny nastolatek, odkrywa w sobie nieznane siły. Chłopak musi poznać swoją przeszłość, przyszłość, a jednocześnie zmierzyć się z niebezpiecznymi magami, którzy na niego czyhają. W życiu Jacka pojawiają się również dylematy miłosne, które nie raz bardzo źle się dla niego skończą. To zwykłe życie, bardzo mocno związane jest z tym magicznym i dość szybko przyjdzie mu się o tym przekonać. Mimo, że Jack określany jest jako wojownik to kryje on w sobie dodatkową tajemnicę, która z czasem stanie się jego atutem w tych rozgrywkach. Po swojej stronie ma ciotkę, która również okazuje się osobą o niezwykłym pochodzeniu. Z czasem pomaga mu również tajemniczy nauczyciel, który może wcale nie mieć dobrych intencji. To u niego Jack pobiera lekcję walk, poznaje zasady rządzące na turniejach. Wśród drugoplanowych postaci pojawią się również jego ludźcy przyjaciele oraz dziewczyny z jego szkoły, które w sobie skrywają mrok. 

Historię przedstawioną w książce można by zakwalifikować do literatury młodzieżowej, to w końcu wokół nastoletnich bohaterów toczy się akcja, a jednak mrok, który się w tej książce pojawia nie do końca pozwala na taką klasyfikację. Bohater jest rozwinięty emocjonalnie i intelektualnie jak na swój wiek, choć nie brak sytuacji, w których wykazuje zwykła nastoletnią nieodpowiedzialność. Dzieje się tak szczególnie na początku książki, kiedy Jack nie do końca zdaje sobie sprawę ze swojego położenia. 

Pisarka ma bardzo dobre pióro, z jednej strony lekkie, z drugiej wciągające. Historia jest spójna, intrygująca, posiada dużą liczbę bohaterów, którzy są postaciami bardzo dobrze nakreślonymi i dzięki temu, nie można o nich zapomnieć. Tematy poruszane w tym tytule są bardzo uniwersalne, co powoduje, że człowiek się nad nimi zastanawia. Przywódcy pewnej grupy załatwiają swoje porachunki poprzez prostych ludzi, którzy nie mogą odmówić, nie mogą uciec i walczą często na śmierć i życie. Mimo współczesnych czasów, gdzie taka historia jest nie do pomyślenia, wydarzenia mówią same za siebie. Czy myśląc globalnie nie nasuwają Wam się skojarzenia? Nie myślę o przeszłości, bo tam takich sytuacji w historii było sporo, ale nawet dziś wielu polityków dla spełnienia swoich ambicji wywołuje wojny, gdzie giną niewinni ludzie. 

"Dziedzic wojowników" to ciekawa historia, która daje do myślenia, ale sprawia również przyjemność w trakcie czytania. Wbrew pozorom to lekka i przyjemna lektura fantastyczna, która jako tom pierwszy jest wstępem do kolejnych części "Kronik dziedziców". Myślę, że z czasem poznam historię również innych grup magicznych, które w tym tomie pojawiają się na uboczu. Może i Was ten tytuł zainteresuje :) 


Książka bierze udział w wyzwaniu: Kiedyś przeczytam oraz Czytam fantastykę III

niedziela, 14 czerwca 2015

"Historia Polski 2.0. Polak, Rusek i Niemec... czyli jak psuliśmy plany naszym sąsiadom" Jan Wróbel



Długie i monotonne lekcje na których padają coraz to nowe daty i nazwiska, a także miejsca. Nauka, wkuwanie, tylko po to żeby "zaliczyć", a potem i tak się zapomina. Bo czy w życiu przydaje nam się historia? Przeszłe zdarzenia może i mają jakieś znaczenie, ale zwykły obywatel raczej niewiele z nich wyniesie przy planowaniu swojego życia. Po co więc się uczyć, po co poznawać? A może problemem jest forma przyswajania tej wiedzy? 

Będziesz płakać ze śmiechu. Będziesz pękać z dumy. Bo na Polaków nie ma mocnych!

Jakiego sąsiada Polacy lubią najbardziej? ŻADNEGO :)
Nam się trafili „troskliwi” sąsiedzi. Przez całe wieki dbali o to, żeby nam nie było za dobrze. Choć często mieliśmy pod górkę, zwykle i tak w końcu to my byliśmy górą! Zdarzyło nam się siedzieć na moskiewskim tronie. W chwilach próby popsuliśmy nawet zabory… Troszkę niemiecką okupację… A potem komunizm… uwalniając przy okazji pół Europy spod sowieckiej władzy.
Jan Wróbel popsuł nudę, pisząc o naszej historii w sposób arcyciekawy. Udowodnił, że można być dumnym z przodków i świetnie się bawić.
Oto niezwykły zestaw narodowych psujstw. Historia o tym, jak nasi rodacy dawali w kość sąsiadom. O Polakach tak lekko i mądrze, z przymrużeniem oka i wspaniałym humorem, nie pisał jeszcze nikt.
To książka inna niż wszystkie, które znasz. Przeczytasz ją z wypiekami na twarzy. I będziesz chcieć więcej!*


 Jan Wróbel pokusił się o książkę, która prezentuje historię w zupełnie innym wydaniu. Śmiesznie, wciągająco, łatwo, a jednocześnie podaną w takiej formie, że najważniejsze zagadnienia same wpadają do głowy i już z niej nie wylatują. Jak wyglądałby profil Stanisława Poniatowskiego na Facebooku, gdyby w tamtych czasach istniał? Śmiesznie pytanie? Niekoniecznie. Przy jednym z rozdziałów znajdziecie notkę naszego króla w chwili, kiedy jeszcze nie myślał o koronie. Z książki dowiecie się, czym była Dymitriada i jaką rolę odegrała w niej Polska. W ciekawy sposób ukazane są różnice zdań miedzy naszym państwem a Rosją. Najciekawsze momenty poznacie z rysunków i kadrów filmu. Czasy Potopu to moment przełomowy. Możecie poczytać wypowiedzi zarówno Polaków i jak i Szwedów w formie komentarzy na FB, znajdziecie również sporą ilość przewrotnych obrazków - Szwedzi biegający pod kolumną Zygmunta, może byłaby to alternatywa, gdyby Polacy się nie podnieśli. Może macie ochotę przeczytać wpisy szlachty i magnatów na blogach, gdzie komentują nowo-wybranego władcę? Później ciężkie czasy zaborów, niechęć szlachty do jakichkolwiek zmian, powstania narodowe, odzyskanie niepodległości, komunizm. 

Wszystkie te dodatki są tłem dla wciągającego tekstu, który intryguje, wciąga, bawi i zachęca do dalszego poznawania. Autor pokusił się o przedstawienie Polaków jako naród przekorny, chcący postawić zawsze na swoim. To taka wizja, jaką mamy o swoich przodkach, mimo wszystkich przeciwności losu, które w historii się pojawiły. 

Jan Wróbel przedstawia dwadzieścia rozdziałów, zaczynających się na początku XVI wieku, a kończących wraz z końcem komunizmu w Polsce. Każdy bardziej zachęca, niż uczy, ale zawiera ważne i ciekawe kwestie, które być może nie zostałyby odkryte w książkach od historii. 

Autor w ciekawy sposób przedstawia historię szczególnie tym, którzy myślą że to nudne opowieści. To idealna książka dla młodzieży szkolnej, która historię zazwyczaj traktuje po macoszemu. Krótkie historie przerwywane ciekawymi dodatkami mogą zachęcić do pogłębiania własnej wiedzy. Może samodzielnie odkrywana historia okażę się o wiele ciekawsza, niż ta poznawana z ust nauczycieli. A może "Historia 2.0" będzie ciekawą pomocą lekcyjną?

Historię uwielbiam, zdawałam z niej maturę parę lat temu, ale nie przeszkodziło mi to w przyswajaniu wiedzy z książki z uśmiechem na twarzy. Niektóre kwestie sobie przypomniałam, inne utrwaliłam, ale był też takie ciekawostki, o których wcześniej nie wiedziałam. Moja nastoletnia siostra, która za historią nie przepada, z chęcią zabrała się za ten tytuł. Czy trzeba namawiać? To książka dla każdego. 

Myślę, że ten tytuł świetnie sprawdzi się jako prezent dla młodszego rodzeństwa, dzieci, czy innych młodocianych członków rodziny, ale z pewnością również niejeden rodzic z chęcią weźmie ten tytuł do ręki. Przekonajcie się sami, w jaki sposób autor zachęca do poznawania historii i jak ją przedstawia :) 



Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu:



wtorek, 9 czerwca 2015

"Nethergrim" Matthew Jobin


Codzienny znój, praca od świtu do zmierzchu, brak możliwości wybrania własnej ścieżki życia. Wioska jakich wiele, ludzie którzy starają się wiązać koniec z końcem, żyć z dnia na dzień. A wokół nich powoli zaciska się obręcz strachu, coraz mocniej i mocnej. Na początku giną zwierzęta, odnajdywane są ich truchła. Z czasem dochodzi do porwań dzieci. Jakie okropności pojawiły się w pobliskich górach? Kto może przeciwstawić się złu?

Edmund, Katherine i Tom od lat trzymają się razem. Wzajemne wsparcie pomaga w codziennym życiu, jak również wspomaga wiarę w lepsze jutro. Ich wieczorne spotkania kończą się tragicznie - trafiają na przerażające stwory, które porywają dzieci z wioski. Mieszkańcy pogrążają się w rozpaczy, jednak młodzi bohaterowie nie tracą nadziei i wyruszają na poszukiwania. Postanawiają zmierzyć się z przerażającym Otchłannym. 

Nie przepadam za wzajemnym porównywaniem różnych tytułów. Przyrównanie do Zwiadowców może jednych zachęcić a drugich wręcz przeciwnie - odrzucić, od tego tytułu. Zabierając się za lekturę już na początku pojawia się klimat - przygody, niepewności, lekkiego strachu, ciekawości. Jest to dokładnie ten sam rodzaj odczuć, które pojawiały się kiedy czytałam "Zwiadowców", więc rozumiem dlaczego fanów Flanagana zachęca się do lektury "Nethergrima". 
Tom otrzepał się z wełnianego pyłu.
- Wiem, czemu ludzie wyśmiewają się ze mnie, ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego traktują tak was.
- Ja jestem za wysoka, a Edmund za niski - wyjaśniła Katherine - Zazwyczaj chodzę ubrana po męsku, on trochę za bardzo lubi książki jak na kogoś z wioski, w której niema nikt nie potrafi czytać.
- Nie pasujemy do reszty. - Edmund podniósł worek. - I nigdy nie będziemy pasować.
Bohaterowie to outsaiderzy, których nikt nie jest w stanie zrozumieć. Edmund marzy o nauce magii, kupuje książki jej dotyczące i chłonie wiedzę jak gąbka. Zderza się jednak z rzeczywistością, gdy ojciec przyłapuje go na tym niechlubnym procederze. Chłopak musi poważnie przemyśleć swoje plany. Katherine samotnie wychowuje ojciec, dziewczyna uczy się władać mieczem i ma świetną rękę do koni. Takich nastolatek się nie zauważa, chłopczyce nie są lubiane. Tom z tej trójki jest najbiedniejszy. Od zawsze jest niewolnikiem, kupionym w niemowlęctwie przez bezwzględnego pana. Za najmniejsze uchybienie dostaje baty, dlatego doskonale wie jak dalej potoczy się jego życie. 



Autor powoli odsłania karty przedstawiając bohaterów, ich otoczenie, historię oraz wielkie zło, którego bardzo niewielu rozumie. W pewnej chwili spokojne życie wioski zostaje zburzone, a mieszkańcy nie są w stanie sobie poradzić z przerażeniem, rozpaczą i bólem. Nikt nie jest gotów wybrać się w pogoń za stworami, które w ciągu chwili mogą zabić człowieka. Wśród porwanych jest młodszy brat Edmunda, który do tej pory był mu zawsze przeszkodą. Różnie się w życiu układa, wydarzenia ostatnich dni sprawiają, że bohaterowie postanawiają ruszyć na ratunek. Dzięki posiadanym zdolnościom i predyspozycjom, częściej jednak szczęściu i sprytowi, powoli podążają za porywaczami. Ich droga nie jest łatwa, nie raz otrą się o śmierć a finał tej historii może okazać się przerażający. 

Jobin stworzył świetną książkę młodzieżową, w którą można się wciągnąć od pierwszych stron. Połączenie przygody z fantastyką, podobnie jak w Zwiadowcach tworzy doskonały klimat powieści. "Netergrim" jest mroczną opowieścią, pojawia się tu wiele śmierci, bólu i cierpienia. To odróżnia ten tytuł od Zwiadowców, ale jednocześnie tworzy jego niepowtarzalny styl. Stworzenie historii osadzonej w średniowieczu, ukazanie relacji, które rządziły w tamtym czasie, pragnień poszczególnych bohaterów dopełnia tę historię. Mamy miłość, nieodwzajemnione uczucie, przyjaźń, strach, ból, nadzieję, odwagę i męstwo, przygodę, walkę i poświęcenie. 


Na kartach powieści pojawiają się fantastyczne potwory: bulgogi, ciernice, quiggan'ny, kamieniupiory. Każdy z nich jest niesamowity, bardzo charakterystyczny i śmiertelnie niebezpieczny. A wszyscy słuchają jedynie swojego pana. Kim więc jest Otchłanny? Jak wygląda? Czego chce? Być może autor uchyli rąbka tajemnicy.

Edmund predysponuje do głównego bohatera. Chłopak, chce pójść swoją ścieżką, jednak nie jest zrozumiany przez najbliższych. Jedynie przyjaciele widzą, jak wiele jest w stanie osiągnąć. Wiedza, którą potajemnie nabył uratuje nie tylko jego ale przyczyni się do odkrycia niewiadomego. Miecz w rękach Katherine oraz spryt Toma powodują, że trójka przyjaciół jest w stanie sobie poradzić, choć nic nie jest tak różowe jak może się wydawać. 

Po swojej stronie mają ojca Katherine, który przed laty brał udział w wyprawie na Otchłannego i wrócił jako jeden z nielicznych. Mężczyzna nie raz uratuje życie młodym bohaterom. Czy uda im się ocalić dzieci, musicie przekonać się sami. Ale tak czy inaczej jest to dopiero początek przygody i walki ze złem, które nadchodzi. 

"Nethergrim" to świetna książka dla młodzieży. Świetna przygoda. Choć sama już jakiś czasie temu wyrosłam z nastu lat, z przyjemnością czytałam przygody bohaterów, wciągając się w historię i z zapartym tchem czekałam, jak zakończy się ta wyprawa. Jestem pewna, że na tym nie skończy się moja znajomość z Edmundem, Katherine i Tomem. Jeśli lubicie Zwiadowców ta książka na pewno przypadnie Wam do gustu. Jeśli lubicie połączenie przygody z fantastyką również będziecie zadowoleni. To kawałek ciekawej i wciągającej literatury. Polecam!


Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu:

czwartek, 4 czerwca 2015

"Ptaki ciernistych krzewów" Collen McCullough


Klasyki mają to do siebie, że ciężko się za nie zabrać. Myśląc o tytułach, które w jakiś sposób trafiły do kanonu literatury czuję obawę, czy moje odczucia będą adekwatne, czy odbiorę je pozytywnie, a jeśli nie to co jest nie tak z moim gustem. Być może problemem był odbiór lektur szkolnych, gdzie tytuły uznawane przez społeczeństwo za godne ja odbierałam zupełnie inaczej, dla mnie były nudne, ciężko się je czytało i robiłam wszystko, żeby tylko przez nie przebrnąć. Jednak prawdą jest też to, że wraz z wiekiem człowiek dojrzewa do niektórych decyzji, między innymi do takich, żeby poznawać klasyków. Dlatego też nie mogłam się powstrzymać przed lekturą, kiedy pojawiła się okazja po sięgnięcie po "Ptaki ciernistych krzewów". Jednak obawa pozostała, przynajmniej w chwili, kiedy brałam do ręki ten tytuł. 

Meggie wychowuje się w wielodzietnej i biednej rodzinie w Nowej Zelandii. Rodzice bohaterki uczą dzieci od młodości ich roli w życiu, dziewczynka więc dość szybko poznaje jakie jest jej przeznaczenie. Rodzina Clearych otrzymuje jednak szansę od losu - wyjeżdża do Australii, gdzie jako spadkobiercy mają szansę zacząć inne, lepsze życie. Meggie poznaje tam księdza Ralpha de Bricassart, który staje się jej przyjacielem i największą tragedią życiową. Książka pokazuje życie bohaterki, jej rodziny i osób z nią powiązanymi. Jak potoczy się życie Meggie i jej najbliższych? 

"Ptaki ciernistych krzewów" to książka, która bardzo szybko zyskała miano bestselleru, dziś z czystym sumieniem można nazwać ją klasykiem literatury. Na pewno lektura dużo zawdzięcza ekranizacji z niezapominaną rolą Richarda Chamberlain'a, jednak gdyby nie sama historia, nikt by nie zdecydował się na stworzenie filmu. Colleen McCullough ma wspaniały dar, który sprawia, że ta historia wciąga od pierwszych stron. Wielkim plusem jest język, dzięki któremu razem z bohaterami przebywałam w ich biednym domu w Nowej Zelandii, na wielkiej owczej farmie w Australii, w Sidney, Londynie i Rzymie. 

"A owady! Koniki polne, szarańcze, świerszcze, pszczoły, muchy najróżniejszych rozmiarów i gatunków, cykady, komary, ważki, olbrzymie ćmy i tyle, tyle motyli! Pająki zdarzały się okropne, włochate, o rozpiętości odnóży wynoszącej kilka cali albo zwodniczo małe, czarne, zaczajone w wychodku, śmiertelnie niebezpieczne; niektóre mieszkały w zawieszonych między drogami ogromnych pajęczynach, w kształcie koła, inne huśtały się między źdźbłami trawy w kołyskach uplecionych gęsto najcieńszą nicią, jeszcze inne nurkowały do dziurek w ziemi wyposażonych w pokrywki zasłaniające otwór." 

Historia skupia się na życiu Meggie, od jej wczesnego dzieciństwa do lat starości. Jednak jest to jednocześnie saga rodzinna, gdyż poznajemy dzieje jej rodziców, braci, a później również dzieci. Opowieść o znoju, walki z przyrodą, ciężkim życiu na kontynencie, który rzadko jest gościnny dla ludzi, a jednocześnie historia życia ukochanego, wśród rozległych połaci ziemi, konnej jazdy, milionów owiec i bydła. Jest to również historia tragiczna ze względu na wybory ludzkie, wielokrotnie decydujące o życiu innych. Piękna opowieść, która jednocześnie jest smutna, rzewna i tragiczna. 

Pisarka stworzyła książkę, która zmusza do przemyśleń, wielokrotnie podczas przerwy w lekturze zastanawiałam się nad dylematami, które dotykały bohaterów. Ich wybory bardzo często były tragiczne, ale czy inne przyniosły by im więcej szczęścia? Rzadko która historia sprawa, że zastanawiam się nad naturą ludzką, wyborami, które nigdy nie pozwolą na szczęśliwe i dostatnie życie, zawsze sprawią, że ktoś będzie cierpiał. Jest to nie tylko piękna opowieść o życiu, ale w jakimś stopniu jest to książka psychologiczna, pokazująca ludzkie charaktery i pasje, które nimi powodują. 

Bohaterowie. Cała gama postaci, pokazująca przekrój charakterów i życiorysów. Prawdziwość ich natury sprawia, że mocno się do nich przywiązałam i starałam się im kibicować, a jednocześnie zżymałam się przez ich wybory. Nie raz pojawiły się sytuacje, które sprawiały, że musiałam odłożyć trzymaną lekturę, aby odetchnąć i dopiero wtedy wrócić do sytuacji, które sprawiły we mnie negatywne uczucia, momentami wielki smutek i żal. Wielokrotnie powodem dalszych losów bohaterów były ich wybory, ale nie raz to życie sprawiało problemy których nie dało się ominąć.


Dziś już wiem, dlaczego ta książka stała się tak znana i czytana. Dlaczego tak szybko zdecydowano się na jej ekranizację. Wspaniała historia, wzbudzająca wiele różnych emocji, niepozwalająca się oderwać od losów bohaterów. Świat Książki zdecydował się na kolejne wydanie tego tytułu, co pozwala poznać życie bohaterów. Sama książka jest bardzo ładnie i starannie wydana, aż się się po nią sięgnąć. Jeśli do tej pory nie byliście przekonani do lektury tej pozycji to mam nadzieje, że rozwiałam Wasze obawy. Ten tytuł naprawdę warto poznać, a ja z całego serca go Wam polecam. 



Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu:

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Wyniki Konkursu z Jaguarem!

Konkurs z Jaguarem dał Wam szansę na kreatywne myślenie :) Wszystkie odpowiedzi na zadania były ciekawe. Pokazaliście, że nie trzeba wiele, żeby stworzyć coś interesującego. Teraz przyszła pora na wyniki. 

Tak przedstawiała się lista uczestników (podwójne losy otrzymały osoby, które zdecydowały się na wykonanie wyznaczonych zadań). 



Losy zostały przygotowane, maszyna wprawiona w ruch...




...najpierw wylosowaliśmy szczęśliwca, do którego trafi "Netergrim"...



... a trafi on do Aleksandrowach Myśli :) 


Pora na losowanie dwóch egzemplarzy "Następczyni"...


Pierwszy egzemplarz trafi do Magdy Borkowskiej :) 


Drugi egzemplarz trafia do Claudia Ann :)



Gratuluję wygranej!


Przypominam Wam, że macie miesiąc na przeczytanie i zrecenzowanie wygranej książki. 





Konkursy to fajna sprawa, a mi sprawia przyjemność ich organizowanie, więc kto wie, może kolejny będzie szybciej niż przypuszczacie :)