poniedziałek, 21 marca 2016

Patronat medialny "Dom służących" Kathleen Grissom!


Mam ogromną przyjemność poinformować, że mój blog objął patronatem medialnym książkę "Dom Służących" Kathleen Grissom. Chciałabym Was zachęcić do lektury tego tytułu!






Przybycie małej białej dziewczynki na plantację pociąga za sobą tragedię, która wydobywa na światło dzienne to, co w ludziach, których nazywa swoją rodziną jest najlepsze i to, co najgorsze.


Siedmioletnia Lavinia zostaje osierocona na pokładzie statku płynącego z Irlandii. Na plantacji tytoniu, do której zostaje zabrana i gdzie ma pracować, trafia do domu niewolników. Będąc pod opieką Belle, nieślubnej córki właściciela, Lavinia zżywa się ze swoją przybraną rodziną, chociaż dzieli ich kolor skóry.


W końcu właściciele plantacji przygarniają Lavinię do swojego domu, gdzie pan jest wciąż nieobecny, a pani zmaga się z uzależnieniem od opium. Lavinia jest rozdarta pomiędzy dwoma domami. Kiedy zostaje zmuszona do dokonania wyboru, jej lojalność zostaje podważona, tajemnice zostają wyciągnięte na światło dzienne, a ludzkie życie znajduje się w niebezpieczeństwie.

Recenzję tej książki pisałam już jakiś czas temu, mając okazję czytać jej pierwsze wydanie:



Białe albo czarne, dobre albo złe, człowiek albo niewolnik. Sytuacja osób czarnoskórych, którzy przez całe stulecia byli porywani z Afryki i wywożeni, przede wszystkim do USA, jeszcze w XX wieku była koszmarna. Wystarczyło, że miałeś nie ten kolor skóry, żebyś okazał się człowiekiem gorszym. Co ja piszę, żebyś w ogóle nie okazał się człowiekiem. Bo czy człowiekiem jest osoba, która nie może zakochać się bez zgody "pana", nie może się pobrać, która jest zabierana od rodziny i sprzedawana, która musi podporządkować się właścicielowi ze wszystkim, nawet pod względem seksualnym? Nie mogę pojąć jak człowiek może mieć właściciela. Tak samo musiała myśleć Lavinia, która jako małe dziecko wyemigrowała z Irlandii i dotarła na jedną z plantacji na południu Stanów... CIĄG DALSZY



Fragment: 


Czuć było silny zapach dymu, a na mnie spłynęła kolejna fala strachu. Teraz, gdy znalazłam się na znanej ścieżce, biegłam przed siebie, nie zważając na moją córkę, która próbowała dotrzymać mi kroku. Nogi miałam jak z kamienia, nienawykłe do biegania, a płuca paliły mnie żywym ogniem. Zabroniłam sobie myśleć, że jest już za późno i z całej siły starałam się dotrzeć do domu. 
Chcąc znaleźć skrót do strumienia, nierozsądnie skręciłam ze ścieżki i wbiegłam między drzewa. Ku mojemu przerażeniu okazało się, że wpadłam w pułapkę.
Ciągnęłam swoją długą niebieską spódnicę, żeby wyrwać się kolcom jeżyn, które mnie usidliły. Kiedy już udało mi się przedrzeć przez krzaki, dogoniła mnie Elly. Uwiesiła mi się na ramieniu, szlochając i usilnie pragnąc mnie powstrzymać. Chociaż siedmiolatka nie może być przeciwnikiem dla dorosłej kobiety, to walczyła zaciekle, a przerażenie dodawało jej siły. W zapamiętaniu pchnęłam ją na ziemię. Popatrzyła na mnie z niedowierzaniem.
– Zostań tutaj – błagałam i pognałam w dół ścieżki aż dotarłam do strumienia. Chciałam przez niego przejść stąpając po kamieniach wystających z płytkiej wody, ale nie zdjęłam butów, co okazało się dużym błędem. W połowie drogi poślizgnęłam się na mokrym kamieniu i wpadłam do strumienia. Zimna woda oszołomiła mnie i przez chwilę siedziałam bez ruchu aż spojrzałam w górę i rozpoznałam naszą wędzarnię po drugiej stronie. Szary budynek przypomniał mi, jak blisko domu się znajdowałam. Wstałam. Suknię miałam nasiąkniętą i ciężką, ale chwytałam się wystających skał i wyszłam z wody. 
U podnóża wzniesienia, pochyliłam się do przodu, żeby uspokoić oddech. Elly znowu jakoś udało się mnie dopaść i tym razem przylgnęła do mojej mokrej spódnicy jak kociak. Przerażało mnie to, co mogła zobaczyć, ale było już za późno, więc chwyciłam ją za rękę i razem wspięłyśmy się po urwisku. Na górze zamarłam. Elly też to zobaczyła i zakwiliła. Jej dłoń wyślizgnęła się z mojej, kiedy usiadła na ziemi. Ja, powoli niczym we śnie, zaczęłam iść przed siebie. Na szczycie wzgórza rósł wielki dąb, jego bujne liście ocieniały gruby konar, z którego zwisało ciało człowieka. Po tym jak zauważyłam zieloną chustkę na głowie i ręczne robione buty skierowane czubkami w dół, nie chciałam więcej patrzeć w górę.









Skusicie się? 

Chętnych zapraszam na konkurs, w najbliższym czasie będzie można wygrać egzemplarze tej książki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.