wtorek, 21 czerwca 2016

Ulotny powiew przeszłości w "Ross Poldark" Winston Graham

Koleje losu bywają okrutne, niszcząc życia, stawiając na drodze przeszkody, uniemożliwiając normalną egzystencję. Plany, które człowiek układa, do których dąży, bardzo szybko mogą zostać przekreślone. Po takich sytuacjach ciężko się podnieść, niejedni staczają się do cna, są jednak również takie jednostki, które postanawiają walczyć, podejmując próby odzyskania tego, co zostało im wyrwane. 

Ross Poldark wrócił z wojny w Ameryce, gdzie spędził kilka lat życia. Doświadczenia, które w tym czasie nabył zmieniły go, stał się twardy, nieustępliwy, zupełnie inaczej patrzy też na konwenanse panujące w jego grupie społecznej. Wracając myślał o kobiecie, którą kochał, a która miała zostać jego żoną, pięknej Elizabeth. Powrót należy do niezwykle dotkliwych: ojciec zmarł niewiele wcześniej zostawiając rodzinny majątek w rozsypce, a narzeczona okazała się lada dzień wyjść za innego - jego kuzyna Francisa. Ross zamykając się w sobie walczy o odzyskanie świetności majątku, postanawia zainwestować w kopalni i przyjmuje pod swój dach znajdę, dwunastoletnią dziewczynę, która zostaje służącą... 

Długo chodziła za mną ta książka, okładka od razu przyciągnęła oko, blurb przekonywał, że tę historię powinnam poznać. Kiedy w końcu nadarzyła się okazja skorzystałam, choć z pewną obawą zabierałam się za lekturę. Gdzieś podświadomie byłam przekonana, że będzie to historia w jakiś sposób podobna do "Obcej" Diany Gabaldon. Może sprawiło to umiejscowienie powieści w Wielkiej Brytanii, a może dziedzic, samotnie zmagający się z przeciwnościami losu, odepchnięty przez ród, ale mocno złączony z ziemią i swoimi ludźmi. Po lekturze tego tomu mogę stwierdzić, że te dwa cykle raczej nie mogą ze sobą konkurować, bo są zupełnie różne.

Winston Graham napisał swoją książkę w 1945 roku, co zdecydowanie można odczuć w języku powieści. To nie jest książka, w którą można się łatwo wciągnąć, jak większość pisanych nam współcześnie. Styl przypomina mi bardziej dzieła XIX-wiecznych pisarzy angielskich, zupełnie inaczej przekazujący emocje, odsuwając lekko bohaterów od czytelnika, a jednocześnie mocno intrygując wydarzeniami, i tokiem myślenia, który nie jest do końca jasny (w końcu książka, gdzie narracja jest trzecioosobowa). Potrzeba chwili, żeby wciągnąć się w historię, ale po tych kilku, kilkunastu stronach nie sposób porzucić lektury. 


Ross Poldark to zubożały szlachcic, który po powrocie z krwawej amerykańskiej wojny (być może autor chciał przemycić swoje przemyślenia o dopiero co skończonym konflikcie), zastaje majątek w ruinie, a kobietę którą kocha z innym, do tego z własnym kuzynem. Autor przez długi czas rzucał mu pod nogi kłody, prezentując służących, którzy piją i się lenią, brak pieniędzy, rozpadający się dom, brak perspektyw... Ciężka walka, jaką podjął bohater niejednego by przerosła, on jednak dał sobie radę, pokazując niezwykłe cechy charakteru: niezłomność, wytrwałość, pomysł na przyszłość. W tym wszystkim Ross okazuje serce przygarniając pod swój dach dziewczynę maltretowaną w domu. Nie robi tego zupełnie bezinteresownie, relacje tej dwójki będą ewoluować, zmieniać się dość drastyczne, ale jak bardzo i gdzie to się skończy powinniście przeczytać sami. 

Historia osadzona w XVII wieku w Kornwalii przyciąga i nie pozwala o sobie zapomnieć. Powieści tego typu wywołują ciekawość, złość, nadzieje, wiarę, sympatię, radość i wiele innych emocji. Bohaterowie, wykreowani bardzo różnorodnie, pokazują przekrój klasowy tamtych czasów. Relacje, jakie między nimi zachodzą, pomoc Rossa mieszkańcom podległych mu wiosek, walkę o pieniądze, biedę i beznadzieję, podział klasowy nie do przebycia, którego główny bohater nie do końca przestrzega, to wszystko sprawia, że książka jest wielowymiarowa i każdy znajdzie w niej coś dla siebie. 

Bardzo lubię powieści historyczne, które pozwalają mi poczuć ulotny powiew przeszłości. Tego typu książki muszą być dobrze napisane, zawierać historie, które wciągają, a jednocześnie wywołują dużo emocji. Ross Poldark ma wszystkie te elementy, tworząc kompozycję wyśmienitą dla każdego fana gatunku. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji czytać tej książki, sięgnijcie, a przekonacie się, że warto ją poznać. Ja tymczasem niedługo zabieram się za "Demelzę", drugi tom cyklu. 


Książka przeczytana w ramach: 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.