poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Głęboka, gęsta, ciemna "Rzeka podziemna" Tomasz Jastrun

Nie wiedziałam, co sądzić o tej książce. Zastanawiałam się, czy przypadnie mi do gustu. Czy będę w stanie przez nią przebrnąć. Depresja nie kojarzy mi się dobrze, staram się nie myśleć o takich kwestiach, zazwyczaj szukam radości i odpoczynku na kartach książek. Ciekawiło mnie jednak, czy autorowi udało się pokazać prawdziwą chorobę duszy. Czy czytając ją będę w stanie poczuć choć namiastkę tego uczucia.


Bohater, a równocześnie narrator przekroczył już półmetek życia. Jest ojcem, mężem, ale ma również liczne romanse i swoje samotne życie. Rok, który był dla Polski przełomowy, bo pozwolił odzyskać pełnie niezależności, stał się jednocześnie początkiem upadku tego mężczyzny. Coraz bardziej męczył go bezsens życia, stawał się bezradny, pogłębiał w mroku. Czytając ten tytuł poznajemy jego zmagania z samym sobą. 


Tak oto rozpocząłem swoje pierwszą chemoterapię mózgu. Nie spodziewałem się, że to będzie taki horror. Mój organizm był rozszarpywany przez chemię. Słuch wyostrzył się do tego stopnia, że krzyk ptaka za oknem był ostry jak chirurgiczny lancet. Zaczęły pachnieć nieznośnie przedmioty, parował gnijącą wonią fotel, śmierdziała cierpko narzuta na łóżko, słodkawą woń rozsnuwały okienne zasłony.

Niewielka objętościowo książka zmusza podczas lektury do wielu przemyśleń. Niełatwo zagłębić się w treść. Początkowo potrzeba trochę wysiłku, żeby znaleźć się w głowie bohatera, odkryć jego życie, problemy, z którym musi się zmierzyć, oraz coraz bardziej pogłębiające się oderwanie od rzeczywistości. Język, którym posługuje się autor jest pomocny i przystępny, co pozwala, mimo początkowych trudności, dość szybko wciągnąć się i odkryć przyjemność z lektury. 

Historia bohatera jest bardzo tragiczna. Urodzony w niezbyt sprzyjających okolicznościach, od dzieciństwa zaniedbywany, małżeństwo od lat jest fikcyjne, a jego związki z licznymi kobietami pozwalają mu na chwilę zapomnienia. Dwójka dzieci niestety nie jest zbyt blisko ojca. Praca w korporacji staje się kieratem, który musi znosić. Najgorsze jest jednak brak sensu życia. Kiedyś walczył za wolność, nie raz aresztowany wiedział, po co to wszystko robi. Jednak rzeczywistość, która pojawiła się po '89 roku go przerosła, powoli więc stacza się po równi pochyłej. 


Po kolejnych terapiach, wbijaniu igieł, smarowaniu cudownymi olejkami, magicznych kamieniach, przyszła chwila, gdy ja, człowiek trzeźwo myślący, który kpił ze wszystkiego, co pachnie magią, spirytyzmem, medycyną alternatywną, New Age'em, ja, właśnie ja, uwierzyłem, że jest gdzieś, może nawet w pobliżu, jakaś cudowna metoda, która mi pomoże. 
Razem z bohaterem zapadamy się w odmęty jego umysłu, który bardzo powoli oddala się od życia. Początkowo zmiany się niewielkie, może niezbyt zauważalne, aby z czasem coraz bardziej zapaść się w czarną głębinę. Mimo starań, imania się różnych sposobów powrotu, przegrywa, staje się to coraz bardziej niewykonalne. Spomiędzy zmagań bohatera można wyczytać jak wielu ludzi ma w głębokim poważaniu jego walkę. Brak pomocy ze strony lekarzy, a także wielu naciągaczy, próbujących zarobić na chorobie i cierpieniu drugiego człowieka, taka rzeczywistość wyłania się z kart powieści. 

Gdzieś na obrzeżach walki, majaków, powolnego zapadania się w inny świat, pełen mroku, pojawia się refleksja na temat współczesnego życia, egzystencjonalnych problemów kraju, społecznych norm, które coraz częściej są łamane, absurdów dnia codziennego. To wszystko pokazuje, że świat podąża powoli ku zagładzie, a zmiany, które zachodzą ciągną go coraz bardziej w dół. 
Aby naprawdę żywo się przerazić, trzeba mieć płytką depresję, w głębokiej nie ma przyszłości ani przeszłości, nawet przerażenie jest zamrożone i nie da się ruszyć. Dopiero czując się lepiej, nieco lepiej, mamy siłę, by pokonać instynkt życia. Nie jest to zadanie dla zdechlaka. Na to trzeba mocy. 

W pewnym momencie nie wiadomo już, co jest prawdą a co majakiem, co dzieje się naprawdę, a co staje się jedynie wytworem choregu umysłu. Niemoc, zapadanie się w ciemne odmęty, cierpienie, które staje się nie do zniesienia, to wszystko powoduje powolne myślenie o nieistnieniu. Ból życia jest tak silny, że narrator nie jest w stanie nadal egzystować. 

Sięgając po ten tytuł można poczuć namiastkę depresji, uczucia, wrażenia, moment zatracenia, godziny, dni, tygodnie, które zlewają się ze sobą, nieracjonalne zachowanie i luki w pamięci. Tytuł oddaje idealnie stan duszy bohatera, zamkniętego w głębokich odmętach, w mroku, próbując się odnaleźć, wypłynąć na powierzchnię, a przez to pogrążając się coraz bardziej. Tego typu lektury są ważnym i ciekawym doświadczeniem.  


Za możliwość poznania depresyjnego stanu dziękuję: 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.