sobota, 10 września 2016

Po kres życia "I obiecuję ci miłość" Marta W. Staniszewska (PRZEDPREMIEROWO)


Wierzycie, że istniej miłość jedna na całe życie? Taka, która jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody i zasadzki, aby wypłynąć na światło dzienne i dać wielką radość? Może każdy z nas ma szansę, na tak wielkie emocje, tylko czasami dajemy się omamić, pokonać przez innych, a lata powodują, że uczucie blednie i się zaciera, zostawiając jedynie ból i cierpienie.  


Izabella nie czuje się do końca szczęśliwa w związku. Małżeństwo, które miało być wspaniałą przygodą, pokazało, że musi podporządkowywać się mężowi, tłumaczyć się na każdym kroku i brać pod uwagę przede wszystkim jego racje. Powinności małżeńskie, jakie wpoili jej rodzice nie pozwalają na słowo skargi. Wincent przez lata odsuwał się od Belli, nie dając szansy na nić porozumienia, do czasu... Pozornie nic nieznaczący incydent zmienia układ sił, pozwala wyjść kobiecie ze skorupy, odkryć zupełnie inne wrażenia, odnaleźć uczucie i poczucie własnej wartości.


Nie miałam wcześniej okazji czytać książek Marty Staniszewskiej, nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Zabierając się za ten tytuł miałam trochę mieszane uczucia, na wstępnie wyobrażając sobie historię greyopodobną, co być może spowodowane było czytanymi recenzjami poprzednich tytułów. Wystarczyło jednak dosłownie paręnaście stron, żebym uświadomiła sobie, jak bardzo różna jest ta książka od moich wyobrażeń, co więcej, jak bardzo jest w typie, który wręcz uwielbiam. Gdybym miała jednoznacznie zakwalifikować "I obiecuję ci miłość..." byłoby to trudne. Nie jest to erotyk, choć wiele scen i to momentami dosadnych się pojawia. Bardziej skłaniałabym się ku romansowi, bo bardzo ważne w tej historii są uczucia, których nie jest w stanie zlikwidować odległość i czas. 




















Bohaterowie posiadają barwną przeszłość, urazy, których nie mogą się pozbyć, głębokie uczucia i szalejące hormony. To mieszanka wybuchowa, która pozwala na napisane ciekawej i wciągającej historii. Jestem pod wrażeniem kreacji Wincenta, cechy wyglądu i charakteru, które przypisała mu autorka stworzyły bohatera, o którym można śnić po nocach. Mimo, że daleko mu do ideału, to rzadko zdarza się tak ciekawa i przyciągająca postać męska w polskim pisarstwie. 

Sceny zbliżeń bohaterów dały mi do myślenia. Język polski nie do końca pozwala na pisanie erotyków. W jakiś przedziwny sposób słowa określające pochwę, penisa i inne w tym temacie, bardzo często brzmią albo śmiesznie, albo naukowo. Naprawdę w języku polskim nie potrafimy mówić normalnie, otwarcie, a jednocześnie znajomo. Autorce w dużej części udało się pokonać ten problem, ale od czasu do czasu zgrzytał mi wyraz, który ciężko zastąpić, sam zaś nie pasuje do sytuacji. 


"I obiecuję ci miłość..." to historia dla wszystkich romantyczek, które chciałyby przeczytać o tym jak dobro wygrywa ze złem, a miłość zawsze zwycięża. Jest to jednocześnie historia z nutą pikanterii, autorka potrafi pobudzać zmysły pisząc momenty od których nie można się oderwać. Połączenie wątków jest dla mnie kwintesencją tego co najlepsze w literaturze kobiecej. Wszystko doskonale splata język powieści, wciągający i lekki.

Choć to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, to zdecydowanie nie ostatnie. Ten tytuł przekonał mnie, że powinnam bliżej poznać twórczość Marty W. Staniszewskiej, zarówno te wydane, jak też historie dopiero tworzone w głowie pisarki. Lubicie historie miłosne doprawione dużą dozą erotyki? Ta historia jest zdecydowanie dla Was!



Za możliwość przedpremierowej lektury dziękuję: 

Autorce oraz Wydawnictwu Psychoskok

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.