sobota, 1 lipca 2017

Niezwykły "Czas tęsknoty" Adrian Grzegorzewski


Powieści historyczne dotykające wojny nie należą do lektur łatwych i przyjemnych. Kiedy pojawia się w nich ten prawdziwy obraz, pełen bólu, cierpienia i śmierci, bardzo trudno przejść obojętnie wobec ich lektury. Nie miałam do tej pory okazji czytać książek dotykających problemów wschodnich ziem Polski, które od lat nie leżą już w granicach obecnego państwa. Byłam ciekawa, jak autor przedstawił tamto życie i czasy wojny. 


Wakacje 1939 roku Piotr Ochocki spędza w małej wiosce na wschodzie Polski - Bedryczanach. To stamtąd pochodzi jego matka, a chłopak chciałby choć trochę poznać jej rodzinne strony. Jedno spotkanie zmienia całe jego życie, a uczucie, które rodzi się w małej wiosce będzie musiało przetrwać burzliwe lata wojny. Spokój jest tylko pozorny, wszyscy bowiem czują zapowiedź nadchodzącego konfliktu. Ukraińcy szykują się do utworzenia własnego państwa po trupach Lachów. Czy miłość między warszawiakiem a młodą Ukrainką jest w stanie przetrwać piekło wojny? 

Nie do końca wiedziałam czego się spodziewać po tym tytule. Wojna na kresach nie była mi do tej pory znana, więc szłam trochę w nieznane. Autor pokazał mi jednak szybko, że wybór tej własnie lektury był strzałem w dziesiątkę. Na początku oczarował mnie językiem. Było to dla mnie niezwykłe, że mężczyzna może tak ciekawie operować słowem, plastycznie opisywać miejsca i wydarzenia. 

Tylko ten, kto tego nie przeżył sam, może szydzić z romansu. Tego słodkiego aż do znudzenia, z cielęcymi spojrzeniami i niezdarnością pierwszych podchodów. Na ten jeden moment, przemieniający najtwardszego cwaniaka w pluszowego misia i najbardziej niewinne dziewczę w świadomą swego piękną kobietę, nie ma rady. Serce natychmiast puchnie tak, że przestaje mieścić się w piersiach, a drżenia rąk nie powstydziłby się alkoholik. Takie momenty pozostawiają w człowieku bruzdy niczym górskie wąwozy, niemożliwe do uleczenia i zabliźnienia. Takie chwile pamięta się nawet na łożu śmierci, mimo otaczającego je wianuszka dzieci i wnuków. Jedynym sposobem na to, żeby złagodzić skutki tego zaklęcia, jest przejście przez wszystkie jego etapy. Od gorących dłoni, żaru pocałunków i pozbawiającego snu szczęścia, poprzez zmęczenie zwykłą codziennością, z kłótniami i urodzinami u teściów, aż do momentu, w którym okrywa się, że każdy kolejny przeżyty ze sobą dzień jest nagrodą wyrwaną z pyska czającej się za progiem śmierci.

Początkowo sielskie lato, spokojne życie, inny świat, który już wkrótce zniknie z powierzchni ziemi. Pierwsze zauroczenie niedoświadczonego chłopaka, złamane serce. To wszystko rozwija się powoli i czuć sielskość okolicy, żeby już za chwilę, z datą 1 września świat zaczął się zmieniać. Początkowo powoli, a później z siłą wybuchu, to wszystko co było do tej pory swojskie i znane znika. 

Autorowi udało się przedstawić bardzo szeroki wachlarz postaci, pozytywnych i negatywnych, choć nie czarno-białych. Podział na dobrych i złych nie wynik z pochodzenia czy narodowości, a linia jest niezwykle płynna. Zarówno wśród Polaków jak i Ukraińców można spotkać tych dobrych i tych zupełnie pozbawionych sumienia. Osoby, które nie patrząc na innych pod względem pochodzenia, ale również takie, dla których wszyscy Polacy to "pany" których trzeba koniecznie zlikwidować. 

Po przeczytaniu pierwszej części widać powolną przemianę bohaterów. Piotr, student architektury to spokojny i łagodny chłopak, Swieta marzy o pięknym uczuciu, Marta to niewinna dziewczyna, Witalij pamięta wojnę 1920 roku i wie, że nie ma podziału na narody, tym bardziej, że sam za żonę ma Polkę. Wojna zmusi ich do walki, pierwszy zabity człowiek będzie wielkim wstrząsem, ale potem z czasem przelana krew przestaje się liczyć, to tylko kolejny nieprzyjaciel, którego trzeba zabić, żeby uratować własną rodzinę. 

Oko znalazło się w jednej linii z muszką, szerbinką i głową człowieka stojącego przed nim. Suchość w gardle i przyśpieszone tętno nie pomagały ani trochę. Czym innym jest strzelać na strzelnicy, a czym innym pociągnąć za spust, wiedząc, że ten drobny gest niemal w tej samej chwili nieodwracalnie zmieni rzeczywistość. Czyjś oddech ustanie na zawsze, czyjeś marzenia odejdą w niebyt na zawsze, czyjeś troski, kłopoty, miłość i tęsknoty w tym jednym momencie rozsypią się w pył. Czyjaś matka, a być może żona i dzieci tym jednym delikatnym ruchem palca zostaną zmienione w rozerwane cierpieniem ludzkie wraki.
Lektura tej powieści jest bardzo emocjonalna, a obrazy które wraz z zagłębianiem się w kolejne strony pojawiają się w głowie należą do naprawdę przerażających. Mordowanie całych wiosek - mężczyzn, kobiet i dzieci. Przerażające morderstwa, gwałty, palenie żywych ludzi... Tego typu wydarzenia zostają w głowie na długo. Pokazują, jak bardzo zezwierzęceni stali się ludzie, mordując drugiego człowieka w sposób najbardziej krwawy i bolesny, zabijając maleńkie, bezbronne dzieci. 


Kiedy wszedł na otwartą przestrzeń, poczuł, jak jego serce ścina lód, a nogi uginają mu się w kolanach. Wkroczył w najgłębszą czeluść piekła (...)
Zatoczył się i wybiegł z podwórza. Zebrał się w sobie i pobiegł w kierunku chaty, gdzie, ciągle miał nadzieję, nie dotarł szatan ze swoimi sługami. Wiedział, że były wsie, gdzie Ukraińcy urządzali masowe rzezie. Jednak teraz po raz pierwszy zobaczył to na własne oczy. Ostatni widok przebrał w nim miarę goryczy. Skala okrucieństwa przewyższyła wszystko, z czym się do tej pory spotkał.
Każdy z bohaterów przeżywa swoje życie, Piotr bardzo szybko jest zmuszony uciekać, po klęsce kampanii wrześniowej wraz z wieloma żołnierzami będzie liczył na pomoc aliantów. Swieta i Marta, dwie kobiety które bardzo wiele dzieli, będą zmuszone wędrować wspólnie, wspólnie walczyć. Ich czas spędzony na Kresach zmieni je całkowicie. Wydarzenia będą piękne i brutalne. Żaden bohater nie zostanie bez skaz na duszy. Stracą wiele, ale będą walczyć nadal, myśląc o bliskich, którzy gdzieś tam są. 

W historii pojawia się bardzo wielu bohaterów i każdy z nich w jakiś sposób się wyróżnia. Na pewno dużym plusem jest możliwość spojrzenia na pewne wydarzenia z innej perspektywy. Czasami tylko jeden epizod opowiedziany oczami dziecka zmienia perspektywę i zmusza do jeszcze głębszej refleksji. 

(...) podniosła oczy w górę i krzyczała na cały głos tak, jak krzyczy zarzynany okrutnie człowiek. Po kilku sekundach jej zdarte gardło wydawało już tylko przeraźliwy skrzek. Twarz, zalana łzami i zasłonięta posklejanymi włosami, sprawiała na tyle upiorne wrażenie, że stojący obok żołnierze odsunęli się z wytrzeszczonymi ze strachu oczami. Major Dobrowolski, który właśnie nadszedł od strony wsi, nie zdążył się zasłonić, kiedy Marta poderwała się do skoku jak dziki kot i dopadła go jednym susem, przeciągając paznokciami przez sam środek jego twarzy.

Historia kończy się w bardzo dramatycznym momencie, kiedy natychmiast chce się sięgnąć po kolejną część, aby odkryć co wydarzy się za chwilę. 
Miałam okazję poznać Adriana Grzegorzewskiego, zamienić z nim kilka słów. Dedykację, którą otrzymałam brzmi "żeby lektura poruszyła te struny w duszy, których człowiek nie wie, że je ma". Zdecydowanie tak się właśnie stało. Czytając przeżyłam mnóstwo różnorodnych emocji: radość, niedowierzanie, przerażenie, złość, wściekłość, nadzieję, smutek... To wszystko sprawia, że nawet po kilku dniach od skończenia lektury nie jestem w stanie oddać wszystkiego, co czuję. Jednocześnie mam tak dużo pytań do autora, które pojawiły się dopiero teraz i mam nadzieję, że kiedyś nadarzy się okazja, żeby je zadać. 

W chwili obecnej poznaję dalsze losy bohaterów w "Czasie burzy". Widać wielka przemianę w ich postrzeganiu świata, kiedy stracili wszelką niewinność. Zdecydowanie oba tytuły to wspaniałą lektura, po którą warto sięgnąć. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.