piątek, 31 lipca 2015

"Łączniczki. Wspomnienia z Powstania Warszawskiego" Wiktor Krajewski, Maria Fredro-Boniecka


Powstanie Warszawskie ma na mnie szczególny wpływ. Za każdym razem kiedy trafiam na książkę dotyczącą tych tragicznych dni nie mogę przejść wobec niej obojętnie. Wyobrażam sobie ludzi, którzy postanowili jeszcze raz się zmotywować żeby móc znów normalnie żyć. Wyobrażam sobie Warszawę - ten "Paryż północy" przed bombardowaniami, miasto w ogniu, walące się gruzy i miasto ruin po wojnie. Relacje uczestników tych dni pozwalają mi lepiej zrozumieć co ludzie wtedy czuli, dlaczego decydowali się na walkę, o której dziś wiemy, że była z góry skazana na klęskę. Bardzo się cieszę, że wychodzą coraz to nowe książki dotyczące Powstania. 


środa, 29 lipca 2015

Nowości sierpnia - II - Świat Książki

Tym razem zaproponuję Wam nowości wydawnictwa Świat Książki.

*********************

Diana Gabaldon "Ognisty krzyż"

Premiera: 12.08.2015

Claire Randall nie jest zwyczajną kobietą, tak jak nie jest zwyczajne jej życie z mężem, Jamiem Frasierem. Ich miłość trwa poza wymiarami, ponieważ Claire jest podróżniczką w czasie, którą nieznane siły wyrwały z XX wieku i przeniosły dwieście lat wstecz, w świat, pełen niebezpieczeństw, ale też płomiennej namiętności.Jest rok 1770. Claire i Jamie rozpoczynają nowe, wspólne życie na dzikich terenach Północnej Karoliny. Claire wie, co się tu wydarzy w następnych dwóch latach i dzieli się swoją wiedzą z mężem. Ale ta wiedza, dość ogólna i nieobejmująca najbliższej przyszłości, nie zdoła uchronić jej najbliższych przed tragicznymi wydarzeniami…



poniedziałek, 27 lipca 2015

Nowości sierpnia - I - Znak


Wakacje wakacjami, urlop urlopem, ale coś się na blogu dziać musi :) Dlatego chciałabym Wam zaproponować cykl wpisów dotyczących nowości, które pojawią się w sierpniu. Na pewno nie przedstawię Wam wszystkich nowych tytułów, bo tych jest od groma, zaprezentuję Wam wybrane pozycje, które zwróciły moją uwagę i które chciałabym przeczytać. Ciekawa jestem czy Was również zainteresują. Posty będą podzielone ze względu na wydawnictwa, większe dostaną cały wpis, mniejsze połączę. Zresztą wydawnictw też wszystkich nie dam rady przejrzeć, więc zwrócę uwagę na te, które mam na oku. 


To co, zaczynamy? 

Dziś wybrane nowości ze Znaku.


*********************************

Jochen Böhler "Najazd 1939. Niemcy przeciw Polsce"

Premiera: 03.08.2015

Przyzwyczailiśmy się myśleć o początku II wojny światowej jako o „naszej wojnie”. Wrzesień 1939 to wojna obronna, bohaterska walka, pierwszy akt zbrojnego oporu przeciw Hitlerowi. Obraz prawdziwy, ale w każdej wojnie są przecież dwie strony.
Jochen Böhler pokazuje kampanię wrześniową z perspektywy naszych wrogów. Książka obala mity narosłe wokół wybuchu II wojny światowej i odpowiada na wiele pytań. Czy naprawdę wszyscy Niemcy jej chcieli? Czy byli pewni zwycięstwa? Dlaczego zwykli niemieccy żołnierze tak brutalnie traktowali ludność cywilną?
Najazd 1939 to rzetelna wiedza historyczna i pasjonująca lektura w jednym.


sobota, 25 lipca 2015

Hooray, hooray, it's a holi-holiday!



Kochani! 
Sezon wakacyjny w pełni, wielu z Was pewnie już nawet jest po urlopach. Część jednak dopiero na niego jedzie, w tym my. :)
W pierwszej połowie sierpnia ruch na naszym blogu może być dużo mniejszy, ponieważ obie z barwinką wyjeżdżamy. Barwinka urlopuje się w dniach 25.07- 9.08, ja od 26 lub 27.07, choc mnie jest trudniej ustalić koniec wyjazdu, sądzę że w połowie sierpnia już wrócę do regularniejszego pisania, obecnie jestem przed wyjazdem i w trakcie przygotowywania do remontu. Oczywiście, będę miała laptop i normalny dostęp do wifi, więc nie wykluczam aktywności. Wracamy w sierpniu, barwinka 10-go, ja kilka dni po niej, obie z pokaźną ilością książek zrecenzowanych i gotowych do napisania im recenzji, bo jakie to wakacje bez nich?
Po powrocie mam nadzieję przedstawić Wam sporo zmian na blogu, oraz opowiedzieć o czymś, nad czym obecnie z barwinką pracujemy, a co - miejmy nadzieję - ułatwi Wam poruszanie się po wielu recenzjach, jakie już u nas zagościły.
Dodatkowo mam do Was pytanie - czy chcielibyście post o Lublinie? O jakichś ciekawych zakątkach, knajpkach, które może uda mi się odkryć, pokazania Wam Starego Miasta? Byłoby to coś w rodzaju "kącika włóczykija", ukazanie Wam miasta drogiego mojemu sercu, o wiele bardziej drogiego niż hałaśliwa i tłoczna Warszawa.
Prawdopodobnie w chwili, kiedy czytacie ten wpis, my się pakujemy.
Do zobaczenia po przerwie przy okazji regularnych wpisów!

czwartek, 23 lipca 2015

WYNIKI KONKURSU "Miłość na Bali" Tanya Valko

Gotowi na wyniki konkursu?

Zwycięzcę konkursu, który dostanie książkę "Miłość na Bali" Tanya Valko nie było trudno wyłonić, losowanie poszło gładko i bezproblemowo :) Co prawda moja pomocna ręka losująca przebywa na wakacjach, więc musiałam poradzić sobie sama, ale dałam radę :) 



Tak wyglądały przygotowania do losowania :)


Jeszcze tylko chwila i okaże się, kto został szczęśliwym posiadaczem egzemplarza książki.


A zwyciężczynią jest Aneta Wojtiuk! 


Zdecydowanie gorszy problem miałam z wyborem osoby, która dostanie nagrodę-niespodziankę. Miałam chyba większy problem, niż przy ostatnim konkursie. Wasze propozycje książek bardzo przypadły mi do gustu, z wielu sugestii na pewno skorzystam i przeczytam, choć nie wiem czy jeszcze w te wakacje. Niektórzy z Was zaskoczyli mnie (bardzo pozytywnie) formą wypowiedzi. Nic więc dziwnego, że wybór był trudny. 

Po długich rozważaniach zdecydowałam się na wybór tej odpowiedzi: 

Więc to Scathach dostanie tajemniczą paczkę :) 


Co zdecydowało o moim wyborze? Już w przyszłym tygodniu będę odpoczywać nad polskim morzem, przechadzać się po plaży a może nawet siedzieć na molo. Wizja, która wyłania się z tej wypowiedzi była więc dla mnie bardzo sugestywna :) 

Gratuluje obu zwyciężczyniom :) Zaraz zabieram się za pisanie maili. 

wtorek, 21 lipca 2015

"Miłość na Bali" Tanya Valko


Bali, rajska wyspa, gdzie wszystkie marzenia się spełniają. Miejsce idealne, słońce, roślinność, morze, egzotyczna sceneria, mili ludzie, czego można chceć więcej. Ludzie marzą o tym, żeby choć raz w życiu spędzić tam wakacje, a niektórzy oczarowani tą wyspą fantazjują o spędzeniu tam reszty życia. Czy to prawdziwa rajska wyspa? A może tam również czekają na człowieka niebezpieczeństwa i zasadzki? Autorka pokazuje nam oblicze wyspy, które poznała dzięki swojemu pobytowi.


Dorota, Marysia i ich rodziny urządzają się powoli na Bali. Chcą tu zacząć spokojne i radosne życie po ciężkich przeżyciach, o których można przeczytać w poprzednich książkach autorki. Bali nie staje się dla nich idealnym miejscem. Dorota bardzo szybko odkrywa ciemną stronę wyspy - ludzi, życie, układy, horrendalne opłaty, nieoczekiwaną śmierć. Marysia wraz z mężem i córką mieszka w Dżakarcie, stolicy Indonezji. Młode małżeństwo oddala się od siebie, a podróże po mieście są nie do zniesienia. Jak poradzą sobie bohaterowie w tym kraju? 

"Miłość na Bali" to kontynuacja przygód bohaterów, o których losach autorka napisała już "Sagę arabską" oraz pierwszy tom "Sagi Azjatyckiej", przede wszystkim Doroty, jej córek oraz męża Łukasza. Wcześniej wielokrotnie chciałam sięgnąć po "Arabską żonę" i kolejne tomy, ale jakoś nigdy mi się nie udało. Poznając bohaterów dopiero w tym tomie miałam pewne obawy, które od samego początku okazały się zupełnie bezpodstawne. Nieznajomość wcześniejszych książek autorki nie przeszkadza w poznaniu ich życia dopiero na Bali. 

Pisarka wykorzystała postacie, które niektórzy już znają z poprzednich tomów, a inni dopiero poznają, aby przedstawić niezwykły rozdźwięk na Bali jak i w całej Indonezji. Dorota, która dostała pracę w luksusowym hotelu dość szybko odkrywa seks biznes, tragiczną opiekę medyczną, handel narkotykami, więzienie i śmierć, balijskie wierzenia, złe duchy, nawiedzone miejsca i wiele innych kwestii, o których być może przeciętny turysta nigdy się nie dowie. Marysia mieszkająca w stolicy Indonezji oraz Łukasz, były mąż Doroty poznają życie w tym państwie od innej strony, niewyobrażalne ilości samochodów tworzą ciągłe korki i wielogodzinne przeprawy, aby dostać się do pracy, sposób zatrudniania obcokrajowców, prostytucja, pogarda dla innych nacji, te wszystkie kwestie nie są im obce. Chcąc pokazać wszystkie te problemy autorka nie miała problemu ze stworzeniem ciekawej i wartkiej akcji, która nie pozwoliła na dłużej oderwać się od tej książki. 

Dorota, jak sama zauważa, przyciąga do siebie życiowego pecha, bo staje się uczestniczką wielu nieszczęśliwych sytuacji. Czasami własna głupota, czasami zaś los sprawiają, że kobieta nie może żyć normalnie i spokojnie, ale co chwilę zostaje wciągnięta w coraz to nowe nieprzyjemne sytuacje, które bardzo często wpływają na jej psychikę, niszczą dotychczasowe życie i pozostawiają nowe blizny na duszy. W jej przypadku idealnie spełnia się powiedzenie "z deszczu pod rynnę". W pewnym momencie czytelnik zaczyna zastanawiać się, co nowego przydarzy się tej nieszczęsnej kobiecie. 

Również pozostali bohaterowie nie wiodą lekkiego i przyjemnego życia. Marysia ma problemy z mężem, pracą, codziennym życiem a przede wszystkim z Dżakartą. Zastanawia się, czy jej decyzja o ślubie i wspólnym życiu nie była przedwczesna i zaczyna żałować, że zdecydowała się na ten krok. Łukasz, po rozstaniu z Dorotą przeprowadza się do swojej kochanki, młodej Induski. Dziewczyna nie jest jednak tym za kogo uważa ją mężczyzna, za to zaślepienie i głupotę przyjdzie zapłacić nie tylko jemu ale również jego synowi. 

Autorka wprowadziła innych bohaterów, bardziej pobocznych, z różnych części świata, którzy w różny sposób dostają się na Bali, chcą spełnić tam swoje marzenia. Liczą na raj na ziemi, a nie raz znajdują się w piekle. Tanya Vanko przedstawia nam grupę studentów, która przyjechała na stypendium, Australijczyka, chcącego zmienić swoje życie, małżeństwo Indonezyjki i Polaka, oraz wielu innych. Każdy z tych ludzi marzy o czym innym, na początku wydaje się, że udało im się zmienić swoje życie, ale ostateczne wyspa sprawia kłopoty, o których nie śnili i które nie raz kończą się tragicznie. Wszystkie wydarzenia zmierzają do smutnego końca. 

Niektóre wydarzenia pojawiające się w książce czytałam z ciekawością ale nie bardzo się w nie wczuwałam, były też takie, które przeżywałam bardzo mocno. Choć wiem że konkretne postacie zostały przez pisarkę wymyślone, to sytuacje w jakich się znalazły już nie, a to znaczy że jakieś pierwowzory mogły wcześniej istnieć. Mocno przeżyłam studentów, Dorę i sytuację która ją spotkała. Również starsza kobieta z Polski, która zaprzyjaźniła się z Dorotą na początku i która ostatecznie bardzo tragiczne skończyła mocno zapadła mi w pamięć. 

Obraz Bali wyłaniający się z książki jest dualistyczny. Z jednej strony sama wyspa z przyrodą i zabytkami jest miejscem, w które pewnie każdy z nas chciałby dotrzeć. Druga strona medalu jest jednak mroczna. Balijczycy zrobią wszystko za pieniądze, korupcja w kraju jest niesamowita, a gotówka otwiera wszystkie drzwi, nawet w więzieniu. Mieszkańcy wyspy z jednej strony uśmiechnięci i pomocni, z drugiej wyciągną ostatni grosz od zagranicznych turystów. Gangi i prostytucja szerzy się na każdym kroku. Za posiadanie narkotyków można dostać karę śmierci, a jest to jednocześnie najbardziej dochodowy biznes. 

Pisarka nie zapomniała również o klimatach arabskich. Pojawia się były mąż Marysi, jego nowa żona oraz syn, pojawia się zamachowiec, który nie może przeżyć bezbożności bohaterów i planuje ich tragiczny koniec. Współpraca Arabii Saudyjskiej i Indonezji w chwytaniu terrorystów-samobójców również jest ciekawym elementem historii. 

Tanya Valko potrafi bardzo trafnie przedstawić ludzi z bardzo różnych grup społecznych. Bohaterowie, których stworzyła są bardzo prawdziwi, z wszystkimi przywarami, które posiadają. Niejeden raz chciałam potrząsnąć niektórymi postaciami pytając "Co ty wyprawiasz kobieto?", niejeden raz bohaterowie mnie irytowali, śmieszyli, nie rozumiałam ich problemów, nie raz płakałam i byłam wściekła na sytuację w jakich się znaleźli. Pisząc w ten sposób pisarka pozwoliła mi jeszcze bardziej wczuć się w książkę. 

Obraz wyspy jak i całego kraju, który przedstawiła autorka jest niesamowicie wyrazisty. Bardzo chciałam wybrać się tam na wakacje o ile kiedyś nadarzyłaby się okazja, jednak po lekturę tej książki zaczynam się poważnie zastanawiać, czy jestem na to gotowa. Zdaje sobie sprawę, że sytuacje które przedstawiła pisarka mają jedynie ostrzec wybierających się tam turystów, ale mnie na dzień dzisiejszy zniechęciła do wyprawy na rajską wyspę. Może z czasem to się zmieni. 

"Miłość na Bali" to książka, która z jednej strony wciąga i ciekawi a z drugiej pozwala otworzyć oczy i poznać tę mroczną stronę "rajskiej wyspy". Pisarka przedstawiła bardzo wiele problemów nękających wyspę, wplatając je bardzo ciekawie w fabułę. Całość tworzy wciągającą historię, którą można poznawać samodzielnie albo jako kolejną cześć przygód bohaterów. Jesteście zainteresowani tematem Bali? Ta książka z pewnością przypadnie Wam do gustu :) 


Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu:


czwartek, 16 lipca 2015

"Całodobowa księgarnia pana Penumbry" Robin Sloan





















Książki! Księgarnia! Tajemnicza księgarnia! Księgarnia czynna 24 godziny na dobę! Czy taki opis nie skusiłby Was po zapoznanie się z tym tytułem? Musze przyznać, że każda historia, która opisuje w jakiś sposób świat książek ma u mnie na początku duży kredyt zaufania. Tak było i tym razem, zabrałam się za lekturę z radością. Ciekawa byłam tajemnicy ukrytej w księgarni, która nadała pikanterii temu tytułowi. W swojej debiutanckiej książce autor zderzył urok starych ksiąg z najnowszymi odkryciami Google. Czy wyszła z tego mieszanka wybuchowa?



Młody projektant stron internetowych Clay Jannon, nie mogąc znaleźć pracy w swojej branży, przyjmuje posadę w całodobowej księgarni pana Penumbry, gdzie zamiast zwykłych książek na półkach stoją zaszyfrowane tomy. W środku nocy zgłaszają się po nie najprzedziwniejsi osobnicy, członkowie sekretnego stowarzyszenia, które od pięciu wieków próbuje odczytać zawierającą sekret nieśmiertelności księgę Założyciela. Zdolności techniczne Claya robią ogromne wrażenie na Panu Penumbry. Zaszyfrowany tekst księgi zostaje przepuszczony przez najpotężniejsze komputery świata. Wszyscy czekają z zapartym tchem na wynik, nie podejrzewając, że rozwiązanie kryje się całkiem gdzie indziej...*




Historię poznajemy z perspektywy Clay'a, jest on bohaterem pierwszoplanowym, a jednocześnie narratorem tej historii. Młody mężczyzna, od pewnego czasu boryka się z brakiem pracy, mieszka więc u swojej znajomej. Dopiero pewne zrządzenie losu sprawia, że znajduje ogłoszenie o pracę na tajemniczym lokalu w jednej z miej znanych dzielnic San Francisco. Odkrycie księgarni w takim miejscu, tuż obok lokalu rozpusty sugeruje specyficzny charakter tej pierwszej. Okazuje się, że mężczyzna trafia niezwykłego miejsca.

Wnętrze: wyobraźcie sobie księgarnię o normalnych rozmiarach położoną na boku. Ten lokal był absurdalnie wąski i oszołamiająco wysoki. Regały sięgały do samej góry – dwa piętra książek, może więcej. Zadarłem głowę (dlaczego w księgarniach zawsze trzeba niewygodnie wykręcać szyję?), ale górne półki gładko wtapiały się w mrok, jakby ciągnęły się w nieskończoność.

Nie tylko sam lokal różni się od innych mu znanych, ale właściciel, którego Clay tam zastaje również sprawia wrażenie tajemniczego i dziwnego osobnika. Mężczyzna decyduje się jednak podjąć pracę nocnego sprzedawcy w tym miejscu. Początkowo nudne zajęcie zaczyna być zastanawiające z powodu kolejnych wizyt niezwykłych klientów. Wypożyczają oni dziwne tytuły, które nie powinny istnieć. Co więcej Clay musi zapisywać bardzo specyficzne kwestie, dotyczące pojawienia się tych klientów. 

Od frontu znajduje się mniej więcej normalna księgarnia, skupiona ciasno wokół biurka. Niskie regały mają oznaczenia: HISTORIA, BIOGRAFIE i POEZJA. Stoją tam Etyka nikomachejska Arystotelesa i Shibumi Trevaniana. Ta mniej więcej normalna księgarnia jest brudna i przygnębiająca, ale przynajmniej ma na składzie tytuły, które można znaleźć w bibliotekach albo w internecie.Druga księgarnia kryje się w głębi i na górze, na regałach z drabinami, i zawiera woluminy, które według Google nie istnieją. Wierzcie mi, sprawdzałem. Wiele z tych książek wygląda na stare – spękana skóra, pozłacane litery – ale inne są świeżo oprawione w czyste, jasne okładki. Więc nie wszystkie są stare. Po prostu wszystkie są… unikatowe.

Clay, lubiący się w nowinkach technologicznych przypadkowo odkrywa pewien układ, którym podążają dziwni klienci. Pomaga mu w tym nowo-poznana pracownica Google - czarodziejka, przyjaciel z dzieciństwa, będący wojownikiem, oraz liczne grono mniej lub bardziej przypadkowych osób. Bohater natrafia na tajemnicę związaną z wolumenami, odkrywa tajne stowarzyszenie i stara się pomóc starszemu mężczyźnie spełnić jego marzenia. 

Autor pokusił się o stworzenie historii bardzo interesującej, połączonej z wielu wątków, które wydawałoby się, że są ze sobą sprzeczne. Mamy stare księgi, mamy nowe technologie, w tym najnowsze informacje o Google, mamy specjalistę od filmowych efektów specjalnych, twórcę współczesnych sztucznych piersi, starego mężczyznę, który marzy o nieśmiertelności, autora książki "Kroniki smoczych pieśni" z gatunku fantasy, pojawiają się również takie hasła jak: singularność (szukając w Google nie byłam w stanie tego zrozumieć), Festina Lente czy Gerritszoon. Początkowo te wszystkie kwestie nie bardzo się ze sobą łączą, czasami są sprzeczne, czasami zupełnie do siebie nie pasują. A jednak powoli składają się w ciekawy obraz, który ostatecznie wciąga i nie pozwala oderwać się od tej książki. 


Clay początkowo przypominał mi trochę Leonadra z "Teorii wielkiego podrywu", jego dziwnych i specyficznych kolegów - przyjaciela, posiadającego firmę zajmującą się produkcją sztucznych piersi, współlokatora, który w salonie stworzył miasto z "pudełek i puszek, papieru i styropianu", również można by było utożsamić z postaciami w ww. serialu. We wstępie pojawiły się pewne fragmenty, które mi się dłużyły i nie mogłam się w nie wgryźć (szczególnie jeśli rozmowa schodziła na nowe technologie i takie terminy jak singularność), ale potem wszystko wspaniale się rozkręciło. Bohaterowie stali się indywidualnymi jednostkami, a historia wciągnęła mnie na tyle, że nie mogłam się oderwać w nadziej że szybko odkryję tajemnicę ukrytą na kartach książek.



Autor bardzo zgrabnie połączył ze sobą różne kwestie zarówno historyczne jak i współczesne, podobało mi się wynajdywanie smaczków, które potem sprawdzałam w Google i które rzeczywiście istniały: Festina Lente - Spiesz się powoli, Aldo Manuzio - bardzo znany w swoich czasach drukarz, o którym dziś niewiele się słyszy, czcionka Gerritszoon, stworzona w XIV wieku i do dziś niesamowicie popularna. Pisarzowi wspaniale udało się zestawić klasykę, stare księgi ze współczesnymi technologiami. W tym tekście tkwi jasny przekaz - człowiek myśli tak nieszablonowo, że żadna maszyna nie jest w stanie go prześcignąć, choćby był to największy i najbardziej rozwinięty komputer świata. Autor posłużył się jednak paroma nowinkami technologicznymi, które pomogły w rozwikłaniu zagadki. 

Jeszcze jedne plus to tajemne stowarzyszenie, ze swoimi rytuałami, symbolami, specyfiką, tajemnicą, dążeniem do odkrycia tajemnicy świata, które zrzesza ludzi na całym świecie i oczywiście jest na tyle utajone, że wiedzą o nim tylko wtajemniczeni. Nagłe pojawienie się Claya trochę niszczy tę strukturę, ale inaczej nie byłoby zabawy :) 

Pisarz stworzył też szereg postaci, które pomimo ról drugoplanowych, są bardzo ciekawymi, rozwiniętymi i w większości wypadków indywidualnymi jednostkami. Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu pan Penumbra. 

Ta książka pokazuje, że nawet tworząc swoją pierwszą książkę, można zabłysnąć i stworzyć historię niezwykłą. Pomimo drobnych potknięć (przede wszystkich językowych), ten tytuł czyta się błyskawicznie. Autor przygotował się z historii i wiedzy współczesnej. Pięknie połączył wszystkie wątki i stworzył historię, która wciąga, intryguje i zachęca do rozwiązania zagadki ukrytej na jej stronach. To książka, w której każdy z Was znajdzie coś, co go zainteresuje. Warto poznać tajemnicę zawartą w tajemniczych woluminach!

* Informacja z okładki


Za możliwość lektury dziękuję księgarni :




środa, 15 lipca 2015

WYNIKI KONKURSU "Musiałam umrzeć" Marina Achmedowa

Uwaga, uwaga!

Przyszła pora na wyniki konkursu, na które na pewno część z Was czeka. Nagroda główna - książka "Musiałam umrzeć" Mariny Achmedowej została przyznana w drodze losowania. Większość z Was zasłużyła sobie na dodatkowe losy. Poniżej możecie zobaczyć listę osób, z których stworzyłam losy. 



Tak wyglądają gotowe losy chwilę przed podłączeniem "maszyny losującej" ;) 



Jeszcze chwila i okaże się, kto zostanie zwycięzcą w tym losowaniu!


Zwycięzcą zostaje: 

Iza Batraniec!


To jednak nie koniec. Mam jeszcze nagrodę-niespodziankę, która również trafi do jednego z Was. W tym wypadku to był mój subiektywy wybór i muszę przyznać, że nie był on prosty. Więcej niż jedna odpowiedź sprawiła, że miałam ochotę wybrać tę właśnie osobę. Jednak zasady są nieubłagane, dlatego ostatecznie wybrałam odpowiedź na pytanie, które napisała black_tree: 


 Zaraz wyślę do Was maile z dalszymi informacjami odnośnie wysyłek. 

Serdecznie gratuluję!

Jednocześnie przypominam, że na blogu trwa drugi konkurs, w którym możecie wygrać książkę "Miłość na Bali" Tanya Valko. Do 21 lipca możecie zgłaszać się po wygraną. Jestem w trakcie lektury tej książki, wciągająca :D

wtorek, 14 lipca 2015

"Kiedy wolność mówi szeptem" Martyna Senator


Podążanie ścieżką wyznaczoną decyzjami innych jest łatwa, ale jednocześnie nie pozwala rozwinąć skrzydeł. Czy życie, które ustalą nam pozostali może być szczęśliwe? Co zrobić, aby zmienić codzienność, znaleźć w sobie dostatecznie dużo pokładów siły, aby wyrwać się z okowów codzienności? Jak z takim tematem poradzi sobie debiutująca polska pisarka? 

Jane prowadzi życie, które wymarzyła sobie dla niej matka - studiuje na prestiżowej uczelni prawo, tak jak jej rodzicielka; spotyka się z wymarzonym kandydatem na zięcia, pracuje w rodzinnej kancelarii prawnej. Idealne życie, a jednocześnie nieznośne więzienie. Dziewczyna ma w sobie wystarczająco dużo siły, żeby jednocześnie studiować, a potem pracować w swoim wymarzonym zawodzie - dekoratorstwie wnętrz. Mimo napiętego grafiku Jane nie poddaje się, do momentu kiedy zderza się z rzeczywistością i to dosłownie. Wypadek drogowy powoduje kilkudniową śpiączkę, pobyt w szpitalu, ale przede wszystkim sprawia, że dziewczyna zaczyna myśleć o swojej przyszłości. I postanawia ją zmienić. Zostawiając wszystko za sobą wyjeżdża do pięknego kraju, gdzie próbuję się odnaleźć. Pomagają jej w tym poznani tam, życzliwi ludzie. Jak skończy się przemiana Jane, co odkryje w czasie swojego pobytu? 

Książki debiutantów potrafią zaskoczyć, lub znudzić. Jedne są wspaniałymi perełkami zwiastującymi genialne nowe talenty, inne wręcz przeciwnie, nudne i bezsensowne powodują, że chcemy je jak najszybciej odłożyć. W którym miejscu plasuje się "Kiedy wolność mówi szeptem". Nie mogę powiedzieć, że jest to książka doskonała, nie jest to jednak pozycja zła. Lokuje się gdzieś pośrodku dając nadzieję, na rozwój pisarski autorki. 



Historia Jane jest ciekawa, to trochę inna wersja ucieczki od doczesnego życia do innego miasta/państwa/na inny kontynent. Dziewczyna poznaje siebie, stara się wyzwolić od więzów, które ją do tej pory krępowały. W nowym środowisku poznaje serdecznych i życzliwych ludzi, którzy starają się jej pomóc, wspierają ją, dają odwagę i nadzieję na lepsze jutro. Jednocześnie pojawia się mężczyzna, do którego nasza bohaterka zaczyna odczuwać pociąg, a może nawet coś jeszcze. W przypadku tej książki autorka pokusiła się również o tajemnicę, która wraz z rozwojem akcji coraz bardziej wychodzi na pierwszy plan. Wszystko zaś zmierza do końca, który co prawda możemy sobie wcześniej wyobrazić, ale i tak wywołuje uśmiech na naszych ustach. 

Plusem jest sam styl pisarki, plastyczny język, ciekawe opisy, dobre połączenie poszczególnych wydarzeń. Podobały mi się wątki, które autorka postanowiła wykorzystać - problemy z dzieciństwa i zamknięcie we własnej skorupie, milczenie rodziców, trauma z przeszłości, tajemnicze ruiny, dom z tajemnicą, domek w lesie, magiczna uliczka (prawie jak we Włoszech). To wszystko sprawia, że tę książkę czyta się szybko i łatwo. 

Niestety zauważyłam też parę minusów, które skutecznie utrudniały mi lekturę. Stylistycznie: niektóre porównania pisarka przedobrzyła, co momentami wywoływało u mnie śmiech, ale raczej nie ten pozytywny: "Chociaż w ręku nie dzierżył berła, a na głowie nie nosił korony, jego gładko ogolona twarz zdradzała subtelną wyniosłość, znaną tylko królom". Jeśli chodzi o samą historię, to również zdarzały się sytuacje, które nie do końca wydawały mi się logiczne. Prędzej można trafić w lotka niż dwa razy pod rząd i to w przeciągu paru tygodni mieć wypadek samochodowy. Również kwestia sekretu, który bohaterka odkryła był trochę na wyrost. Żeby za bardzo nie spoilerować powiem tylko, że z wszystkich miejsc na świecie pojechała akurat tam, gdzie pojawiła się możliwość odkrycia tej tajemnicy.. No i trzecia kwestia - sama bohaterka. Nie potrafiłam się do niej przekonać. Jednego dnia ma depresję a drugiego chodzi cała w skowronkach. Jest niby dorosłą kobietą (24-lata) a na widok każdego przystojnego mężczyzny myśli jak piętnastolatka. Jednego dnia chce odciąć się od matki, drugiego, kiedy rodzicielka robi jej awanturę, pół dnia płacze przy telefonie. Zdecydowanie nie posiada charakteru, który lubię w bohaterkach. 

Martyna Senator stworzyła jednak postać, która mnie zafascynowała i chciałam poznać jej tajemnicę. Jest nią Brittany, córka właścicielki domu, w którym zatrzymuje się główna bohaterka. Dziewczyna przy pierwszym spotkaniu jest opryskliwa i nienawistna. Sprawia wrażenie, że pogardza całym światem. Pod tą powłoką kryje się inna osoba, która przez wydarzenia z młodości zamknęła się w skorupie i odcięła od innych ludzi. Poznawanie jej sekretu, patrzenie na to, jak się zmienia, otwiera, staje się coraz bardziej przyjazna było bardzo ciekawym doświadczeniem. 

Z męskich bohaterów przypadł mi do gustu Tom. Jego kreacja nie każdemu co prawda może odpowiadać, bo jest momentami bardzo idealna, ale osobiście ciesze się, że autorka stworzyła go w taki sposób. Do książki tego typu, dla równowagi potrzebny był pozytywny bohater, szczególnie kiedy grono czytelników stanową kobiety, a myślę że takie jest założenie.


Debiutancka książka Martyny Senator jest lekkim i przyjemnym umilaczem czasu, przy którym można odprężyć się po cięższym dniu. To na pewno ciekawa pozycja na wakacje. Czyta się szybko, nie zmusza do myślenia i kończy się happy endem. Czasami to wystarczy, żeby dany tytuł uznać za interesującą książkę. Ta książka pokazuje, że autorka jest w stanie rozwinąć swój talent i każda jej kolejna publikacja będzie coraz lepsza. Jeśli macie ochotę na lekki tytuł, choć na pewno nie idealny, zapraszam do sięgnięcia po lekturę. 


Za możliwość lektury dziękuję księgarni :





poniedziałek, 13 lipca 2015

Tytuł: Magnesy serc
Autor: Helena Mniszkówna
Seria: Literatura Polskiego Romansu, tom 5 
Ilość stron: 253
Wydawnictwo:Edipresse Polska
Gatunek: powieść kobieca, romans, klasyka


 





Ileż to razy zachwycamy się współczesnymi pisarkami polskimi, kiedy napiszą romans który opowiada o jakiejś zagubionej w życiu biednej kobietce. Karmione rzędem pisarek serwujących nam mdłe historyjki, niejednokrotnie oderwane od życia (no bo ten świetny facet zwraca uwagę właśnie na główną bohaterkę, jak by mogło być inaczej?), a broniące się tylko językiem, który pozwala tytuł łyknąć w dwa wieczory i zapomnieć. W tych opowieściach problemy te błahe i te największego kalibru magicznie się rozwiązują pod koniec książki. Brakuje tylko epickiego zachodu słońca i salutującego do głównej bohaterki Gandalfa.

Czy kojarzycie nazwisko Grochola? Pewnie wiele osób odpowie twierdząco, wymieni kilka tytułów, być może sporo nawet ją czytało.
A czy kojarzycie nazwisko Heleny Mniszkówny? Kto z was czytał choćby kultową "Trędowatą"? Ile osób tym razem potwierdzi znajomość autorki?

"Magnesy serc" to książka niewielkiego formatu, którą kupiłam również za piątaka, razem z "Fatum" (którego recenzja jest na blogu), oraz kilkoma innymi książkami, które widzielicie przy okazji stosu majowo-czerwcowego. Przy wybieraniu tej książki, jak i "Panicza" tej samej autorki, przyświecała mi myśl, że nie da się rzetelnie oceniać współczesnej literatury, jeśli nie zna się klasyków.

Oczywiście, miałam obawy przed lekturą. Czy nie zniechęci mnie język, czy w powieściach cokolwiek się dzieje, czy nie będzie prób złapania mnie na tanie chwyty emocjonalne. Po lekturze mogę powiedzieć ze spokojem - moje obawy były nieuzasadnione.

Książka przenosi nas w czasie do epoki zmian. Nowe myślenie powoli łamie stary porządek. Na studiach pojawiają się kobiety, co wcale nie jest w tych czasach takie oczywiste. Nie jest to akceptowane przez Edwarda Zebrzydowskiego, który mentalnie tkwi w mijającej epoce i dla niego arystokratki to istoty które powinny tylko leżeć i pachnieć. Traf chciał, że żeni się z dziewczyną po studiach, i to takich, które są tym bardziej kojarzone jako "męskie", czyli architekturze. Kasia jest energiczną osóbką niepozbawioną ambicji i zdecydowanie nie wpasowuje się w typową arystokratkę, której największym problemem jest wybór stroju czy brak zaproszeń na bale i bankiety. Z wdziękiem łamie panujące schematy, z wielkim zaangażowaniem oddając się pracy, mając w sercu ideał pracy dla społeczeństwa. Bardzo kocha przy tym swego męża, choć dzieli ich przepaść, jeśli chodzi o postrzeganie roli kobiety. Wiele jeszcze przejdzie, zanim odnajdzie szczęście.

Podczas czytania przygotujcie się na nieco staroświecki język, który jednak nie przeszkadza. Bardzo poetyckie opisy przyrody nie są tak rozwlekłe jak u Orzeszkowej (na szczęście!), i sporo więcej się dzieje. Uczucia dwójki głównych bohaterów są złożone, i nie wszystko od razu się wyjaśnia. Powiem więcej, po zakończeniu lektury zadałam sobie pytanie - co z Tomkiem, podopiecznym Kasi? Co z kwestią podupadającego majątku? Czy Kasi wystarczy sił, by dalej iść swoją drogą? Czy jej rodzice nie uznają, że popełniła mezalians?
Krótko mówiąc - sięgnijcie po Mniszkównę, bo warto. A Grochola niech się przykryje kocem i schowa w szafie.
I wiecie co? Na 100% sięgnę po "Trędowatą".



piątek, 10 lipca 2015

"Interior" Lisa See


Bluzki, sukienki, torebki, buty, telefony, lodówki, opakowania, wiatraki, wieszaki, lampki, zabawki i wszelkie rzeczy użytku codziennego - jak wiele z nich posiada metkę "Made in China". W naszym codziennym życiu czasami nie zdajemy sobie sprawy, że zlewa nas chiński rynek. To tam produkcja wychodzi tańsza, można pominąć wiele norm bezpieczeństwa, ludzie zgodzą się na pracę za marne grosze, a wielkie firmy są wielokrotnie bezkarne. "Interior" zabierze nas do wnętrza takiej firmy, pozwoli poznać jej grzechy i grzeszki, a także zobaczyć codzienne życie pracowników, które jest trudne i niebezpieczne. 

Związek Liu Hulan z Davidem Starkem nie przetrwał próby czasu, każde żyje w swojej ojczyźnie starając się robić to, co najlepiej potrafi. Na małej wsi, daleko w głębi Chin ginie młoda dziewczyna. Służby bezpieczeństwa przyjmują, że popełniła samobójstwo, ale jej matka nie może się z tym pogodzić. Zwraca się do swojej dawnej przyjaciółki, pani inspektor Hulan z prośbą o pomoc. David jest świadkiem zabójstwa przyjaciela, ma wyrzuty sumienia, które wynikają z poczucia winy. Propozycja podjęcia pracy w prywatnej kancelarii, która wysyła go do swojej filii w Pekinie jest dla niego wybawieniem. Dwójka bohaterów tym razem stanie po dwóch stronach barykady, aby wyjaśnić tajemnice i rozwiązać sprawę wielkich matactw ma linii chińsko-amerykańskiej. 

Przygotowali plan działania, lecz wiele kwestii pozostawili nieomówionych. Oboje nie mieli cienia wątpliwości, czy mają działać, niezależnie od ryzyka fizycznego, emocjonalnego i zawodowego. Teraz pędzili przed siebie po równoległych torach, po przeciwnych stronach barykady. Wiedzieli, że im mocniej zaangażują się w swoje dochodzenia, tym bardziej oczywiste stanie sie, kim naprawdę są; im więcej zadadzą pytań, tym bardziej prawdopodobne, że staną się celem ataku, tak jak wcześniej Keith i Miaoshan.
Lisa See popełniła "Interior" zaledwie dwa lata później niż pierwszą część serii "Sieć rozkwitającego kwiatu", czyli pod koniec lat 90-tych. W Polsce doczekaliśmy się tej książki dopiero teraz, dzięki wydawnictwu Świat Książki. Szkoda, że tak ciekawy tytuł nie został zauważony wcześniej, a jednocześnie strasznie się cieszę, że wydawnictwo postanowiło wydać całą trylogię w pięknej szacie graficznej. 

Akcja powieści rozgrywa się również po upływie pewnego czasu względem pierwszej części, zakładam że jest to koniec lat 90-tych. Liu Hulan mieszka w swojej rodzinnej posiadłości wraz z matką i jej opiekunką. Kobieta nadal pełni wysokie stanowisko w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Widać powolne zmiany w państwie, pewnie rozprężenie wśród ludzi, powrót do dawno zapomnianych zwyczajów. A jednak są to tylko pozory, bo nadal wzajemnie sąsiedzi obserwują się i donoszą do odpowiednich organów. Małżeństwa muszą być zaaprobowane przez wspólnotę a dzieci, ze względu na nakaz jednego, pilnowane. Jeszcze gorzej sytuacja przedstawia się na wsiach. Czym dalej od Pekinu i innych wielkich ośrodków kultury tym widać większą biedę ludzką, walkę o przetrwanie i prawa, które pozwalają przetrwać. Do państwa chińskiego wraz z jego powolnym otwarciem się na zewnątrz, napływają zagraniczni przedsiębiorcy otwierając wielkie firmy, zakłady produkcyjne, które stają się miejscem pracy dla wielu biednych mieszkańców wsi. To tam zjeżdżają Chińczycy nawet z odległych miejscowości w innych częściach kraju. Fabryki wydają się rajem, ale wielokrotnie bogaci biznesmeni wykorzystują prostych ludzi, a państwo Chińskie nie potrafi albo nie chce chronić swoich obywateli. Liu Hulan przyjeżdża do dawno zapomnianej wioski, w której spędziła swoją młodość, w gospodarstwie kołchozowym Czerwona Gleba. Przez tyle lat okolica niewiele się zmieniła, ludzie nadal żyją biednie, starając się wydrzeć ziemi swoje uprawy. Tutaj powstała fabryka zabawek amerykańskiej firmy, która lada dzień ma sprzedać swoje udziały innemu potentatowi gospodarczemu. David Stark jako prawnik, ma pomóc w bezproblemowym zakończeniu transakcji. W ten sposób Hulan i David staną naprzeciw siebie po dwóch stronach barykady. Kobieta podstępem odkryje prawdziwe warunki życia pracownic hali produkcyjnej, David powoli zacznie odkrywać niezgodności, które mogą rzucić negatywne światło na jego klientów. 
Starała się skupić uwagę na widokach, nie było to jednak łatwe. Jej wagon tętnił życiem. Małe dzieci płakały, krzyczały, wymiotowały i siusiały (albo gorzej) wprost na podłogę. Mężczyźni bez przerwy palili papierosy i od czasu do czasu odpluwali ciemną flegmę, celując w kierunku spluwaczek, umieszczonych w strategicznych punktach przy drzwiach przedziałów. Najczęściej jednak nie chciało im się ruszać z miejsca i obrzydliwe kulki śluzu lądowały na podłodze, obok toreb z jedzeniem, pamiątek kupionych w stolicy, raczkujących niemowląt i tych podróżnych, którzy mieli już dosyć kręcenia się na twardych ławkach i postanowili wyciągnąć się na ziemi. 
Pisarka kontynuując historię dwójki bohaterów z pierwszego tomu postawiła ich w innym momencie życia, stali się starsi, mądrzejsi, ale ich priorytety się nie zmieniły, tak samo jak charaktery. Hulan jest nadal twardą kobietą, którą chce za wszelką cenę odkryć prawdę, jest diabelnie zdolna, uważa, że prawda jest ważna ponad wszystko. Tutaj również pojawiają się wspomnienia jej przeszłości - przede wszystkim lata pobytu w kołchozie Czerwona Ziemia. Młoda Liu, wierząca w komunistyczne ideały, potrafiła zniszczyć życie niejednemu człowiekowi, teraz w pewien sposób stara się odpokutować za swoje grzechy. Z kolei David wierzy, że jego miłość do Hulan zdoła odtworzyć ich związek. Przyjeżdża do Pekinu w nadziei, że ich drogi łatwiej się tu zejdą. Odkrywa, jak ciężkie życie czeka obcokrajowca w tym kraju, zmaga się z codziennością, a jego ideały, wiara w dobro i niezachwiane poczucie sprawiedliwości postawi przed nim niejeden dylemat. 


Lisa See stworzyła książkę, którą czysta się błyskawicznie i z przyjemnością. Pisarka już we wczesnej fazie swojej twórczości (Interior jest jej trzecią książką) miała bardzo dobrze wykształcony język, co sprawia, że książka jest wciągająca od pierwszych stron. Intryga kryminalno-sensacyjna miesza się z wieloma opisami życia  w ówczesnych Chinach jak również wspomnień z przeszłości Hulan. Na scenie pojawia się wielu bohaterów, zarówno biednych i prostych chłopów, jak i wykształconych wysoko postawionych ludzi z Chin i Ameryki. Ich zachowanie, zdobyte informacje, połączenie faktów sprawiają, że przez większość czasu ciężko stwierdzić, kto stoi na czele spisku i czego on tak naprawdę dotyczy. 

W Chinach córka nigdy nie była uważana za członka swojej rodziny. Wychowywano ją jak obcą, jak osobę, która zjadała cenny ryż do czasu, gdy odchodziła do rodziny męża. Rodzina panny młodej musiała wypłacić posag, natomiast rodzina pana młodego uiszczała konkretną cenę za pannę młodą. Biedna rodzina, taka jak Suchee, mogła liczyć na kilka weselnych ciast, parę plastrów wieprzowiny i może jin lub dwa ryżu. Jednak jako "pęknięty kawałek jadeitu", czyli dziewczyna, która straciła dziewictwo, Suchee nie miała żadnej wartości rynkowej. 
"Interior" to książka, która zmusza do myślenia, a jednocześnie ciągle odkrywa się coraz nowe pokłady interesujących zagadnień. Pisarka potrafiła spleść je ze sobą, a jednak nie sprawia to, że książka staje się "przyciężka", wręcz przeciwnie, nagromadzenie wątków pozwala na chwilę zastanowienia. Pojawiają się wywózki młodzieży miejskiej do pracy w kołchozach, czasy II wojny światowej i walki wojsk amerykańskich na chińskich ziemiach, prawdziwe warunki pracy w amerykańskich fabrykach na terenie Chin i wiele innych sprawi, które wspaniale komponują się z fabułą. 

Autorka gna z akcją, plecie różne wątki, stwarza pozory, nie raz prowadzi w ślepą uliczkę. Tym razem akcja właściwie w całości toczy się w Chinach - zarówno w Pekinie jak i małej, biednej i zapuszczonej wiosce, jakich wiele. Sceny kulminacyjne nie pozwalają się oderwać ani na chwilę - jest niepewność, strach, walka i niebezpieczeństwo. Intrygi okazują się bardzo ciekawe, a jednocześnie pokazują problemy, które nękały i nadal nękają Chiny. 
To wspaniała lektura, mogłabym pisać o niej jeszcze długo, ale przecież nie o to chodzi. Historia zawarta na kartach powieści tworzy samodzielną opowieść, co pozwala na czytanie jej niezależnie od pierwszego tomu. Jedynie główni bohaterowie łączą obie książki, jednak nieznajomość ich wcześniejszych losów nie zaburza odbioru tej książki. 

(...) Zdecydowałeś się przyjąć pracę w kancelarii Philips, MacKenzie i nie zadałeś wszystkich pytań, jakie należało zadać. Wziąłeś sprawę Tartana, chociaż nie znałeś wszystkich szczegółów. Zgodziłeś się reprezentować gubernatora Suna, nie wiedząc, na czym polegają jego problemy, a teraz, już jako jego prawnik, nadal nie masz pojęcia, czego on właściwie od ciebie oczekuje. Rozumiem, dlaczego nie pytałeś. Chciałeś być tu ze mną. I może nie powinnam teraz o tym wspominać, ale przyjechałeś, nawet nie pytając mnie, czy właściwie tego pragnę. 

Osobom, które miały okazję czytać inne książki pisarki i których jej twórczość zainteresowała, z pewnością nie muszę polecać tej książki. Choć może nie mieliście okazji poznać sensacyjno-kryminalnej odsłony twórczości Lisy See - w takim razie ta książka jest dla Was. Polecam ten tytuł również wszystkim osobom, które lubią dobrze napisaną książkę kryminalną, sensacyjną, osobom zainteresowanym Chinami, jak również wszystkim, którzy chcą spędzić dobre chwile z świetnie napisanym tytułem. 

Trylogia "Czerwona Księżniczka"

Sieć rozkwitającego kwiatu | Interior | Kości smoka

Inne książki autorki na blogu:



Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu:

środa, 8 lipca 2015

KONKURS "Miłość na Bali" Tanya Valko

Lubicie konkursy prawda? Możliwość wygrania książki każdemu książkoholikowi sprawia radość. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka, w ramach akcji #prawdziweobliczeraju, mam dla Was egzemplarz książki, którą napisała Tanya Valko "Miłość na Bali". Autorka popełniła swego czasu Sagę Arabską, która być może niektórzy z Was znają, a na którą ja od pewnego czasu poluję. Marzycie o wyjeździe na malownicze wyspy? Chcecie tam odpocząć? Autorka pokazuje tę drugą, mroczną stronę Bali, gdzie nie wszystko jest tak piękne jak na folderach reklamowych biur podróży. Jest to jednocześnie lekka wakacyjna powieść. Sama w niedługim czasie skuszę się na lekturę tej książki, a potem uraczę Was recenzją :) 

Dla dalszej zachęty przedstawię Wam odpowiedzi autorki na moje pytania, które miałam okazję jej zadać. 

1. Bali od lat promowana jest jako raj na ziemi, wyspa szczęścia. Jak długo trzeba tam przebywać żeby odkryć to drugie, mroczne, oblicze, oraz z czym się wiąże jego odkrywanie? 

To zależy od szczęścia lub nieszczęścia. Znam młodych ludzi, którzy przyjechali zaledwie na 10 dni i cały czas narzekali. Jakoś przed podróżą nie założyli różowych okularów i prawda biła ich po oczach. Przez cały czas dręczyła ich dezynteria, zaraz natknęli się na naciągaczy, okradziono ich, a w klinice zapłacili krocie za wystawienie recepty i wątpliwą diagnozę. Inni przylatują na rajską wyspę i spotykają ich same cudowne rzeczy, więc nie ma reguły.


2. "Miłość na Bali", opowiada losy bohaterów, które zostały oparte na prawdziwych faktach. Jakie najbardziej niezwykłe opowieści usłyszała Pani, bądź odkryła na Bali? 

Niezwykła jest sama atmosfera Bali. Tam zaczyna się wierzyć w cuda, wędrówkę dusz i reinkarnację. Niezwykłe było to, ze sąsiad moich przyjaciół miał nadprzyrodzone zdolności i widział dusze zmarłych. Opisał zmarłego ojca mojej przyjaciółki, który ponoć stale jest przy niej obecny i spaceruje po domu i posesji. Nigdy nie widział zdjęcia tego mężczyzny, ani nie wiedział, ze ojciec pani domu nie żyje.

3. Jest Pani osobą, która dużo podróżuje po świecie, odkrywa Pani kraje niezbyt znane większości Polaków. Czy znalazła Pani do tej pory miejsce, które Panią oczarowało i do którego chciałaby Pani wrócić? 

Jak już napisałam w przedmowie "Miłości na Bali" pomimo wszystko uwielbiam Bali. Straszliwie podobało mi się także w Ankor Wat w Kambodży. Zaś piramidy w Gizie zapierają mi dech w piersiach, a nabatejska Petra szokuje swoją potęgą.

Więc jak gotowi na konkurs ?

Przypominam również, że nadal trwa wcześniejszy konkurs, w którym można wygrać "Musiałam umrzeć" Mariny Achmedowej. Po szczegóły zapraszam TUTAJ


Regulamin konkursu:
  • Organizatorem nagród w Konkursie jest blog Książkowe Wyliczanki, a sponsorem jest Wydawnictwo Prószyński i S-ka, które w ramach akcji #prawdziweobliczeraju przekazało powyższy egzemplarz książki.
  • Konkurs trwa w dniach 08.07.2015 - 21.07.2015 (do 23:59)
  • Wyniki konkursu pojawią się w ciągu dwóch dni od jego zakończenia.
  • Jeśli któraś z wylosowanych osób nie zgłosi się po wygraną w przeciągu 3 dni, zostanie wykonane dodatkowe losowanie w ramach pozostałych osób. 
  • W konkursie mogą wziąć jedynie osoby zamieszkałe na terenie Polski.
  • Do udziału w konkursie może przystąpić każda osoba odwiedzająca bloga, nie jest konieczne posiadanie bloga. 
  • Miło będzie mi jeśli udostępnicie informacje o konkursie i baner konkursowy, jednak nie jest to wymóg konieczny.
  • Polubienie fanpage Książkowych Wyliczanek oraz fanpage Wydawnictwa Prószyński i S-ka będzie miłym akcentem.
  • Aby wziąć udział w konkursie wystarczy w komentarzu pod postem zgłosić się, konieczne jest też podanie adresu mailowego w celu późniejszego kontaktu ze zwycięzcą.
  • Dodatkowy los można otrzymać odpowiadając na pytanie: Jaką książkę zabrałabyś/zabrałbyś na wakacyjny wyjazd i skąd taki wybór? (liczę na waszą inwencję twórczą :) )
  • Odpowiedź na pytanie, która najbardziej zapadnie w serce organizatorce (barwinka), zostanie nagrodzona dodatkową nagrodą - niespodzianką :) 

Wzór zgłoszenia:

Zgłaszam się.

Adres e-mail: przykładowy@gmail.com

Odpowiedź na pytanie: (opcjonalnie)

wtorek, 7 lipca 2015

"Uroczysko" Magdalena Kordel




Rozpad małżeństwa, kłopoty rodzinne, życiowy zakręt - te wszystkie kwestie już nie raz skłaniały bohaterki rozlicznych polskich książek do ucieczki na piękną, polską wieś. Temat poszukiwana swoje drogi życiowej i znalezienie spokojnego zakątka gdzieś z dala od hałasu wielkiego miasta, nie raz został wykorzystany. Co więc skłoniło Magdalenę Kordel do ponownego wykorzystania tego motywu. Otóż - "Uroczysko" nie jest nową książką pisarki, a wznowieniem jednej z jej pierwszych popełnionych tytułów, którego nie można było już dostać. Książka kusi nas cudowną okładką, nie pozwala przejść koło tego tytułu obojętnie i daje nadzieję na świetną lekturę. 

Maja musi radzić sobie z wieloma problemami w życiu, które powinno być co najmniej udane. Mieszkanie w nieocieplanej ruderze, która tylko na pozór przypomina ciepłe rodzinne gniazdko, walka z dorastającą córką, brak porozumienia z mężem, to dopiero początek kłopotów, które spływają na kobietę. Pewnego dnia małżonek powiadamia ją o romansie z inną kobietą i rozwodzie, do którego się szykuje. Po latach wspólnego życia taka wiadomość jest gromem z jasnego nieba. Nieszczęścia chodzą jednak parami, więc mąż zdradza dalsze problemy, które zapewnił Majce - kredyt hipoteczny, wzięty bez wiedzy kobiety powoduje rychłą wizytę komornika. Kobieta nie radzi sobie z nadmiarem problemów - zostawiając córkę i zwierzyniec u rodziców ucieka do Malowniczego - spokojnej mieściny położonej w urokliwych Sudetach, gdzie stoi dom po zmarłej ciotce. Chwilowa chęć zapomnienia przemienia się w przygodę życia

"Uroczysko" to pierwsza książka, której akcja przenosi nas do Malowniczego. Książka niezwykła, prawie-że debiutancka pozycja pisarki (nie licząc pisanego w odcinkach "48 tygodni"), zawiera w sobie pewne elementy, które autorka przytacza z własnego życia. Historia Majki, jak już wspominałam wyżej, wykorzystuje popularny wątek poszukiwania, poważnej życiowej zmiany, przeniesienia się w zupełnie inny region Polski. Sama brałam do ręki ten tytuł bez żadnych obaw, znając trzy inne książki pisarki (Malownicze. Wymarzony Czas, Malownicze.Wymarzony Dom, Malownicze. Tajemnica Bzów), byłam pewna, że lektura tej książki sprawi mi dużo przyjemności. Prawdą jest jednak to, że pisarze wraz z kolejnymi tytułami poprawiają swój warsztat pisarski, więc miałam na uwadze trochę łatwiejszy, prostszy styl, który w tym tytule może się pojawić. Jakże się jednak pomyliłam. "Uroczysko" od pierwszych kartek, a właściwie zdań uświadomiło mi, że niektórzy ludzie rodząc się posiadają dar pisania, którego nie można popsuć. Język tej powieści jest lekki, zabawny, wciągający, pozwalający na odpoczynek i relaks. 

Mama była zbulwersowana, oburzona i przejęta moim stanem psychicznym. Mój kot podobno się obraził. Zniszczył ulubiony skórzany fotel ojca, podrapał wyciszenie w drzwiach i zżarł kwiatki stojące na parapecie, po czym tata musiał z nim jechać do weterynarza, bo nikt nie wiedział, czy kwiecie nie było przypadkiem trujące. Weterynarz też niestety nie mógł na ten temat nic pewnego powiedzieć i profilaktycznie podał środki oczyszczające. Przeczyściły kota bardzo solidnie już w samochodzie ojca. Teraz auto nie nadawało się do użytku, a tata nie mógł dojść do siebie po tak wstrząsającym doświadczeniu.

Główna bohaterka to kobieta, którą można spotkać tuż za rogiem - barwna, życiowa, borykająca się z problemami i podejmująca często niełatwe decyzję. Wspiera przyjaciół, stara się ze wszystkimi żyć w zgodzie, ale z drugiej strony ma również pazur, którego nie boi się wystawić. Sporo u niej samokrytyki, potrafi być ironiczna, zabawna, kochająca i szalona. Mimo swojego wieku popełnia błędy i je naprawia - na pewno nie jest żadnym ideałem i wcale nie dąży do tego, żeby nim być. Historię poznałam z jej punktu widzenia, co z pewnością sprawia, że stała mi się ona jeszcze bliższa. Kto nie lubi równej babki, która w razie potrzeby potrafi wyciągnąć serce na dłoni? Również pozostałe postacie, pojawiające się w tej historii potrafią zapaść w pamięć - wspierający rodzice bohaterki, jej dorastająca córka, z cała masą szalonych pomysłów, momentów buntu i załamania, oraz nowo poznani znajomi z Malowniczego. Magdalena Kordel stawia przed swoją bohaterką również pozytywną postać męską - weterynarza Czarka, który nie ukrywa, że Maja jest mu coraz bliższa. Wszystkie te elementy tworzą cudowną, klimatyczną, barwną historię, a ludzie którzy w niej występują w większości są pokrewnymi duszami. 

- Niepotrzebnie, Maju. Aby ci udowodnić, że źle nas oceniłaś, my dopil... to znaczy pomożemy panu pszczelarzowi zamurować i odmurować, co trzeba. Prawda, Sławek?- Jasne, będziemy murować jak zawodowi murarze - zapewnił Sławuś i jeszcze bardziej się zaczerwienił, choć wydawało mi się to niemożliwe - Panie Florianie, zgodzi się pan? - Nnnooo ja...- Cieszymy się bardzo! - Czarek uśmiechnął się ujmująco i błysnął oczami - Zaczniemy choćby dziś. Im szybciej pana zamurujemy, tym lepiej.  

Oprócz całej historii i bohaterów, największym atutem jest dla mnie język tej książki. To on sprawiał, że nie raz uśmiechałam się a momentami podśmiewałam pod nosem. Wyobrażacie sobie jak to wyglądało, kiedy czytałam ten tytuł jadąc do pracy? Ludzie naprawdę dziwnie patrzyli. "Uroczysko" skutecznie pooprawiało mi humor na początku dnia, jak również pozwalało odciąć się od bieżących problemów na jego koniec. Gdybym trafiała na więcej tego typu książek, byłabym z pewnością szczęśliwszym człowiekiem. 

Pojawia się tu dużo zabawnych momentów, żartów sytuacyjnych, czy zabawnych nieporozumień. Postać pana pszczelarza i jego kota, czy wątek z Kasandry, pierwsze spotkanie z Czarkiem zakończone nieporozumieniem, kosz jedzenia od babci Sławka, barman-fryzjer, różowy Filipek. Postaci i sytuacji, które zapadają w pamięć i bez których ta pozycja nie miałaby tyle uroku. 



Takich historii nie można omijać. Autorka potrafiła motyw, jakże popularny w polskiej literaturze, przekuć w doskonałą historię, która wciąga, bawi, intryguje ale pozwala też na chwilę zastanowienia. Bohaterowie zapadają w pamięć, można ich polubić od pierwszych kartek, choć nie odkrywają od razu wszystkich kart swojego życia. W tej historii nie brak też negatywnych charakterów, postaci które irygują i wprawiają w złość. Pierwszy w tej kolejce jest mąż Majki, ale spotkać tam można również Kraśniakową, miejscową właścicielkę sklepu mięsnego, która nie chce sprzedać swoich towarów bohaterce. Jakie są ku temu powody? Pojawia się dyrektorka szkoły w Malowniczym, która swoje niepowodzenia przekłada na niektórych uczniów. Ale wszystkie te postaci nie mogą zburzyć pozytywnego nastawienia Majki i jej najbliższych. 
Nie wiem, czy to możliwe, ale pies okazał się teraz niewątpliwie cięższy niż w drodze od weterynarza. Już po dziesięciu minutach byłam zasapana, a jeszcze nie zaczęłam wchodzić pod górę. Zdeterminowana postawiłam Biszkopta na ziemi i kusząco zacmokałam. Pies odmówił współpracy. Klnąc pod nosem, z powrotem wzięłam go na ręce. Żeby było zabawniej, tym razem one nie chciały współpracować.  

Macie ochotę na lekką, przyjemną, zabawną, wciągającą i poprawiającą humor lekturę? "Uroczysko" będzie idealnym tytułem. Kto czytał książki Magdaleny Kordel, ten wie w jak cudowny sposób jej książki przyciągają. Ten tytuł nie odstaje od reszty, choć był pisany wcześniej i można było obawiać się, że będzie niedopracowany. Osoby, które poznawanie twórczości autorki mają nadal przed sobą, mogę zapewnić że ten tytuł czyta się z przyjemnością. To wspaniała lektura, którą polecam Wam całym sercem.  Mnie autorka kupiła już dawno temu, być może również Wy, po zamknięciu "Uroczyska" powiedzie to samo.



Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu: